Zaspokajam ciekawość prezydenta Nawrockiego.
Donald Tusk nie ma żadnego rzeczowego planu na najbliższą dekadę dla Polski, poza... planem utrzymania władzy tak, jak ją pojmuje i praktykuje.
Zbędne jest oczekiwanie na jakikolwiek poważny namysł nad suwerennym projektem państwa polskiego.
W zastępstwie prezydenta RP przeczytałem trzy expose premiera z Sopotu.
Warto z nich zapamiętać, że wolni ludzie, nieskrępowani podatkami, są bardziej twórczy niż ludzie wolni skrępowani przez państwo.
Znane są też pierwotne pomysły jego środowiska politycznego na gospodarczy rozwój Polski .To wyprzedaż majątku, doktrynalna prywatyzacja i... wykorzystanie kapitału zgromadzonego przed zamknięciem PRL przez ekspertów z kantorów wymiany walut.
Wybrzmiewają też publicznie ważkie przemyślenia premiera, wtedy przewodniczącego Rady Europejskiej, opłacane z Brukseli, które z nabożną miną ogłaszał rdzennej ludności. Straszył wtedy nieuchronnymi karami za brak gościnności wobec biednych ludzi, którzy z pomocą białoruskich służb, szukali swojego miejsca na ziemi.
Wiedział też po ile ma być benzyna ,jak w okamgnieniu opanować ceny gazu i prądu oraz jak dojechać taksówką z Sopotu na najbliższe lotnisko. “Znam się na tym, byłem premierem”, podkreślał nie bez racji.
Dziś gałgani o demokracji polityk, który w Europie przebywał bez demokratycznej legitymacji, a mówiąc wprost - przeciw jej rozstrzygnięciu w wyborach 2015 roku, wykupiony z krajobrazu polskiego, "tego syfu", zmową europejskich elit ogłoszoną w Bundestagu przez kanclerz Merkel.
Taił wcześniej przed opinią publiczna imperialne przynęty premiera Rosji, a wobec niemieckich kanclerzy zdradzał polskie doświadczenie historii. Głosował w sejmie za reparacjami za niemieckie zbrodnie i rabunki ,których wobec Scholza i Merza następnie się zrzekał. Nic przy tym dziwnego, że unika 1 sierpnia powstańców warszawskich, prezydenta Macrona gości "in Danzig", a kwotę reparacji postanowił przejąć na swoją kieszeń.
Wnet jednak może ona okazać się pusta. Zwiększa bowiem rząd Tuska dzienne zadłużenie 37,4 mln Polaków o ok.30 złotych, miesięczne o 900 zł, a roczne o 10 tys. zł. Rodzina tak gospodarująca swoim groszem popada w ruinę, państwo tak zarządzane zatraca powoli swoją suwerenność.
Państwo dryfujące gospodarczo, państwo bez siły finansowej, bez przemysłu, obezwładnione energetycznie zieloną halucynacją , z wyprzedawaną ,jak w Gdańsku, infrastrukturą krytyczną, łatwo przytulić przynętą z euro jako prowincje w Brukseli.
Nie trzeba będzie już słuchać „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”.
To jest jawny program Tuska na najbliższą dekadę .Korzystając roztropnie z prawa weta, prezydent informuje premiera, że w zgodzie z Konstytucją RP współuczestniczy w zarządzie spraw publicznych. Czyniąc to w imieniu 10,609 mln Polaków prezydent cierpliwie uczy premiera szacunku dla demokracji.