Opinia

Chmielewski: Protestanckie ukąszenie teologii. O homoseksualnej interpretacji Pisma

W jednym z ostatnich numerów „Tygodnika Powszechnego” pojawił się artykuł, w którym protestancki biblista postawił bardzo szczególne tezy. Otóż orzekł, że Stary Testament nie potępia w ogóle homoseksualizmu, a król Dawid był najpewniej „biseksualny” i utrzymywał „głęboką” relację seksualną z Jonatanem.

Paweł Chmielewski 13.08.2026

Profesor Jakub Slawik, który wykłada na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie, sam tych tez oczywiście nie wymyślił: to tezy dość rozpowszechnione wśród progresywnych teologów z krajów niemieckich, Włoch czy Stanów Zjednoczonych. W tym sensie niewiele w wywiadzie, jakiego udzielił pani Paulinie Model, było zaskakujące albo odkrywcze. Przyznam szczerze, że jedna rzecz mimo wszystko bardzo mnie uderzyła. Otóż opowiadając o Dawidzie i Jonatanie profesor Slawik stwierdził, że ich relację „najlepiej interpretować jako homoseksualną miłość”. 

Moją uwagę zwrócił zwrot: „najlepiej interpretować”. Co to znaczy: „najlepiej”? Według kogo i w jakich kategoriach? Dlaczego interpretacja relacji Dawida i Jonatana jako „homoseksualnej miłości” miałaby być „lepsza” niż inne interpretacje, na przykład takie, które mówią po prostu o ich głębokiej przyjaźni? Profesor Slawik wywodzi się ze wspólnoty luterańskiej. Tradycyjna luterańska egzegeza przyjaźni obu biblijnych postaci nie wskazuje bynajmniej na homoseksualne odniesienia. Jeżeli zatem jako protestant chciałby być wierny swojej własnej tradycji teologicznej, to „najlepiej” byłoby to jednak interpretować inaczej, niż to uczynił. Homoseksualizmu u Dawida i Jonatana nie dopatruje się też egzegeza katolicka. Idąc śladem Ojców Kościoła, widzi w ich relacji właśnie przyjaźń. A zatem i do wykładni Kościoła katolickiego owo „najlepiej” nie może się wcale odnosić.

Szukam zatem właściwego źródła tej „najlepszości”. Homoseksualizm jako cnotę „odkryła” dopiero nasza współczesność: rewolucja seksualna roku 1968 i późniejsze etapy postępowego marszu naprzód, w stronę wielobarwnej, tęczowej swobodzie seksualnej ekspresji. To właśnie w kategoriach ruchu LGBT to, co homoseksualne, jest „najlepsze”, bo twórcze, inspirujące, odwołujące się do zasady samostanowienia i autonomii… Dlatego jeżeli szukać jakiegoś źródła „najlepszej” interpretacji relacji Dawida i Jonatana, należałoby chyba odwołać się do tego właśnie środowiska. Bo przecież nie można odwołać się do „historycznej prawdy” – nie da się przecież stwierdzić, że Dawid i Jonatan „na pewno” byli homoseksualistami, można to tylko przypuszczać, zakładać, podejrzewać. Innymi słowy, to musi być hipoteza. 

Wygląda zatem na to, że to właśnie światopogląd LGBT, ze wszystkimi towarzyszącymi mu twierdzeniami współczesnej psychologii, która opowiada o „tożsamości” albo „skłonnościach” jednopłciowych – to właśnie ten światopogląd miałby stać się kluczem interpretacyjnym do niektórych passusów Pisma Świętego, a przynajmniej Starego Testamentu.

Wydaje się, że można tu jednak zatoczyć pewne koło i wrócić do protestanckich pryncypiów lektury Pisma Świętego. Otóż z perspektywy protestanckiej nie ma przecież żadnego Urzędu Nauczycielskiego. Nie da się zatem wskazać żadnego konkretnego, stabilnego kryterium, według którego należy czytać i rozumieć teksty biblijne. Trzeba posiłkować się innym kryterium. W tym kontekście propozycja profesora Slawika nabiera jakby innego światła. Staje się uprawniona i zupełnie normalna: w świecie, w którym brakuje Magisterium Kościoła, Pismo Święte czyta się poprzez bardzo konkretne okulary. Te okulary zawsze będą nacechowane popularnymi światopoglądami współczesności – w tym wypadku, koncepcją szerzoną przez ruch homoseksualny. 

Ostatecznie zatem nie dziwi mnie aż tak bardzo, że profesor Slawik uznaje Dawida i Jonatana za seksualnych partnerów, jakichś biblijnych protoplastów współczesnych gejów. Jako teolog ewangelicki, a nie katolicki, nie ma odniesienia do Tradycji Kościoła – działa więc samodzielnie, tak, jak uważa za słuszne i stosowne.

Wracam dlatego do problemu, który wzmiankowałem na początku. Jak to możliwe, że niektórzy progresywni katoliccy teologowie z krajów niemieckich, Italii albo USA głoszą w gruncie rzeczy to samo, co Jakub Slowik? Dlaczego upatrują w Starym Testamencie narracji, która jest kompatybilna ze światopoglądem LGBT? Oni mają przecież Urząd Nauczycielski, mają Ojców Kościoła, wiążące wypowiedzi… A jednak zamiast kierować się tym pięknym i sprawdzonym autorytetem Tradycji, namysłu i refleksji pokoleń świętych chrześcijan – wybierają jakieś nowatorskie, zupełnie autorskie ścieżki, zupełnie tak, jakby przyjęli protestancką, a nie katolicką metodę egzegezy Pisma Świętego.

Tak chyba właśnie jest: wszystkie te pomysły, by w Kościele katolickim odczytywać Pismo w zgodzie ze współczesnością, a nie z Urzędem Nauczycielskim, są po prostu przejawem głębokiej, duchowej protestantyzacji myślenia wielu teologów. Czas z tym wreszcie skończyć i z manowców samowoli Marcina Lutra wrócić do pewników, które oferuje nam nieomylny Kościół. Bo na tym właśnie polega geniusz Kościoła, że dzięki asystencji Ducha Świętego i dzięki swojemu długiemu trwaniu – jest mądrzejszy niż każda epoka, która wyczytuje w Piśmie Świętym niekoniecznie to, co zawarł tam Bóg – ale raczej to, co zawrzeć tam możemy my sami.

Paweł Chmielewski

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl

Źródło: fronda.pl

O autorze

Paweł Chmielewski