Opinia

Chmielewski dla Frondy: Pyrrusowe zwycięstwo AfD

Paweł Chmielewski 07.09.2026
Wyniki wyborów w Saksonii-Anhalt
Wyniki wyborów w Saksonii-Anhalt · fot. Screenshot - YouTube - Bloomberg Television

Niemiecki estabilishment polityczny ma poważne kłopoty. Zwycięstwo AfD w Saksonii-Anhalcie można odczytywać jako zapowiedź kolejnych triumfów Alternatywy. Rzecz jednak w tym, że póki co… do zwycięstw nie będzie już okazji.

Niemiecka scena polityczna po 1945 roku jest dosyć betonowa. Swoją rolę odgrywają także idee, ale nie łudźmy się: polityka nie jest tylko starciem światopoglądów, ale również – a nawet przede wszystkim – grą o władzę i związane z tymi frukta. Pouczająca jest historia partii Zielonych. To radykalne ugrupowanie powstało w 1980 roku, ale wpływ na rządy uzyskało dopiero w roku 1998.

Wcześniej Zieloni żmudnie torowali sobie drogę do państwowego tortu, uzyskując możliwość współrządzenia w landach. Pierwszy raz w Hesji w 1985, później w Berlinie, Dolnej Saksonii, Brandenburgii… Poza wypadkiem ciężkiej konieczności, nikt nie chce dzielić się zasobami z „nowymi ludźmi”. Podobnie wygląda to w przypadku Alternatywy dla Niemiec.

W Saksonii-Anhalcie, w której Alternatywa wygrała wybory w ostatnią niedzielę, kandydatem na premiera był Ulrich Siegmund – człowiek, który całą karierę polityczną robił właśnie w AfD. Oddanie sterów rządów w ręce jego ekipy oznaczałoby, że ci, którzy piastowali w tym landzie rządy przez minione lata, nagle zostają pozbawieni jakiegokolwiek wpływu politycznego, a co za tym idzie, dostępu do środków publicznych. Gdyby AfD wygrała na szczeblu ogólnokrajowym, byłoby dokładnie tak samo. Szefostwo tej partii, Alice Weidel i Tino Chrupalla, nie mieli przed Alternatywą żadnych doświadczeń politycznych. Weidel zajmowała się ekonomią, a Chrupalla działał w branży samochodowej. Część działaczy Alternatywy wywodzi się z CDU, ale na ogół to ludzie nowi.

Sprzeciw politycznego estabilishmentu wobec AfD ma oczywiście wiele różnych źródeł, ale nie można bagatelizować woli obrony status quo. Politycy chadecji i socjaldemokracji mogą się nawzajem spierać, ale znają się, mają swoje określone terytoria wpływu i mniejsze oraz większe krany, pod które są podczepieni. Nikt dobrowolnie z tego nie zrezygnuje.

Zwycięstwo Alternatywy w Saksonii-Anhalcie zostało uznane przez niemiecki estabilishment polityczno-medialny za przełom i swoistą cezurę w historii powojennych Niemiec. Nie bez przyczyny, bo partia wydaje się być na drodze do kolejnych sukcesów. Rzecz jednak w tym, że póki co – nie będzie do tego żadnej większej okazji. W najbliższym czasie nie będą odbywać się w RFN żadne wybory lokalne, po których AfD mogłaby przejąć władzę. 20 września zagłosują mieszkańcy Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Alternatywa najpewniej wygra wybory, ale rząd stworzą inne formacje pod wodzą socjaldemokratycznej SPD. Na tym koniec.

Pierwszy wielki test odbędzie się dopiero w 2029 roku, wraz z wyborami federalnymi. Jeżeli obecna tendencja będzie się utrzymywać, to Alternatywa może osiągnąć w nich taki wynik, że zmusi pozostałe ugrupowania do zawarcia jakiejś absurdalnej programowo koalicji. Już dziś rząd CDU-SPD ma spore problemy w ustaleniu polityki budżetowej; przy jeszcze gorszych wynikach koniecznością stanie się dopuszczenie do władzy Zielonych, a to uczyni kolejny gabinet egzotyczną karykaturą sprawczości.

Alternatywa o tym wie i nastawia się na długi marsz. Wyborów w 2029 roku nie wygra, ale potencjalnie trudne położenie przyszłego rządu może wykorzystać dla zmaksymalizowania własnych korzyści – i sięgnięcia po władzę w roku 2033. Nota bene, to data w niemieckiej historii bardzo symboliczna, bo dokładnie sto lat wcześniej dokonało się tak zwane Machtergreifung, czyli przejęcie władzy przez Adolfa Hitlera na skutek decyzji ówczesnego prezydenta Paula von Hindenburga o mianowaniu szefa NSDAP kanclerzem Rzeszy. To oczywiście odległa paralela historyczna, ale niemiecki estabilishment będzie ją na pewno szeroko wykorzystywać.

Tak czy inaczej, obecne sukcesy Alternatywy, jakkolwiek spektakularne, nie zapowiadają jeszcze żadnego rychłego politycznego „trzęsienia ziemi”. Niezależnie od tego, jak ocenia się AfD, Polska ma dużo czasu, by przygotować narzędzia konieczne dla mierzenia się z nową, bardziej nacjonalistyczną i potencjalnie antyunijną polityką Niemiec. Da się ten czas dobrze wykorzystać.

 

Paweł Chmielewski

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl

O autorze

Paweł Chmielewski