Migranci byli niesamowicie radośni, krzyczeli, śmiali się, machali rękami. Dominowali wśród nich młodzi mężczyźni, może nawet nastolatkowie, niekiedy wręcz dzieci. Przybyli niezmierzonym tłumem do europejskiego kraju – a ten po prostu otworzył przed nimi swoje drzwi. Premier Hiszpanii Pedro Sanchez zapowiedział, że udzieli przybyszom wszelkiej koniecznej pomocy.
Dlaczego lewicowe władze godzą się na takie ekstremalne najazdy migrantów? Wydaje się, że prawdziwa, nieco skrywana przyczyna, jest następująca: to głęboka nienawiść do własnej kultury.
Do Ceuty nie przyjechały niemowlęta, które zostaną zabrane do jakichś Narodowych Ośrodków Hispanizacji. To ludzie, którzy zostali już uformowani przez własną kulturę: przez kulturę islamu, niechęci do Zachodu; często przez kulturę, która jest w istocie zwykłą anty-kulturą, formą nowoczesnego barbarzyństwa. Nie wiedzą nic o historii Europy, nie interesują ich europejskie zabytki, gardzą europejską religią, mają w głębokim poważaniu europejskie instytucje, wartości, demokrację. Przychodzą tacy, jacy są: muzułmańscy, niewykształceni i roszczeniowi. Chcą żyć – a zasoby do życia pragną czerpać od swoich nowych gospodarzy.
Każdy, kto ma trochę oleju w głowie, wie, jak to się skończy. Ci rozradowani młodzi muzułmanie z Afryki Północnej staną się odbiorcami różnych form pomocy socjalnej państwa; podejmą może jakieś dorywcze prace, ale nie staną się samodzielnymi ludźmi, zdolnymi do utrzymania siebie i rodzin, których nie mają nawet z kim założyć. Niezależnie od ich pojęć etycznych, staną się wylęgarnią przestępczości – drobnej i poważnej, niekiedy podsycanej ideologią islamizmu. Mówiąc krótko: staną się zarzewiem chaosu, grupą, która bierze od Hiszpanów wszystko, co jej dają, ale w zamian oferuje głównie destrukcję – bo skąd miałaby zaczerpnąć coś, co mogłoby zaprowadzić jakiś ład i porządek?
Zwykła logika gwarantuje, że tak to się skończy; gdyby ktoś jednak z logiką był na bakier, może po prostu rozejrzeć się dookoła. Przecież właśnie tak to wygląda we Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii. Grupy młodych, obcych kulturowo migrantów obsiadają ulice i stwarzają niezliczone problemy.
Kto i dlaczego ich sprowadza? Co motywuje takich ludzi, jak Pedro Sanchez, otwierających przed tłumem migrantów bramy swojego kraju?
Sądzę, że tym czymś jest właśnie nienawiść – nienawiść do własnej kultury. Ostatecznie ich polityka prowadzi tylko do zniszczenia tego, co zbudowały pokolenia Europejczyków – do brutalnego, wulgarnego podeptania całego wielowiekowego dorobku cywilizacyjnego przez migracyjną masę przybyszów ze świata islamu i półpustynnej nędzy.
Można mówić o nienawiści, bo dokładnie tego samego ducha ujawniają inne działania polityczne formacji lewicowych. Chętnie sponsorują karykaturalną „sztukę współczesną”, która stanowi manifest pogardy dla kunsztu i rozumu. Finansują aborcję i eutanazję, czyli narzędzia, które zupełnie wprost uśmiercają i degradują społeczną tkankę nosicieli autentycznie europejskiej kultury. Walczą z religią chrześcijańską, tworzywem, które stanowi sam kręgosłup wszystkiego, czym jest (albo była) Europa. Wprowadzają socjalistyczne ustawy, dławiąc przedsiębiorczość i wolność ludzi, którzy chcieliby sami zatroszczyć się o własny byt.
Przecież nie jest tak, że przeciętny lewicowy polityk chciałby znaleźć się twarzą w twarz z ulicznym tłumem migrantów. Między tymi środowiskami nie ma miłości; tak naprawdę zieje przepaść. Łączy ich tylko jedno: dążność do zniszczenia tego, co konstytuuje Zachód. Ta ślepa nienawiść do chrześcijańskiego, europejskiego dziedzictwa cywilizacyjnego prędzej czy później doprowadzi lewicowych polityków do zagłady. Tak jest z każdą rewolucją: pożera własne dzieci. Dlaczego zatem lewica sama sobie szkodzi, kręcąc sznur, na którym ostatecznie sama zawiśnie, poniesiona przez falę islamskich przybyszów? Być może taki jest wpływ złego ducha. Gorzka radość ze zniszczenia wszystkiego, co piękne w Zachodzie, przyćmiewa im rozum do tego stopnia, że gotowi są zaakceptować nawet własny koniec – byle tylko zobaczyć najpierw koniec świata, z którego przecież sami wyrośli.
Paweł Chmielewski
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl