Nowe przepisy zobowiązują prezydenta do wprowadzenia w ciągu miesiąca ceł sięgających nawet 100 procent. Dotknęłyby one pięciu głównych odbiorców rosyjskiej ropy, pięciu największych importerów gazu z Rosji oraz pięciu krajów pomagających Moskwie obchodzić dotychczasowe restrykcje. Choć ustawa nie wskazuje konkretnych państw, senackie analizy wymieniają wśród potencjalnych celów Chiny, Indie, Turcję, Węgry, Słowację, Kazachstan, Singapur, Azerbejdżan oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Prawo utrwala też obecne sankcje wobec rosyjskich instytucji finansowych, sektora energetycznego i władz, otwierając jednocześnie drogę do ograniczenia działalności tak zwanej floty cieni. Prezydent zachowuje przy tym szerokie prawo do zawieszania restrykcji według własnego uznania.
Choć Demokraci od miesięcy apelowali o twardszy kurs wobec Kremla, głosowanie podzieliło ich szeregi. Część, w tym wiceszef komisji spraw zagranicznych Gregory Meeks, ostrzegała, że ustawa oddaje Trumpowi zbyt dużą swobodę i może posłużyć do wymierzenia ceł nawet w unijnych partnerów. Lider mniejszości Hakeem Jeffries otwarcie stwierdził, że przepisy są tak dziurawe, że zapisane w nich sankcje najpewniej nigdy nie wejdą w życie. Odmienne stanowisko zajął Steny Hoyer, przekonując, że odrzucenie projektu byłoby sygnałem słabości wobec świata, a porażka w głosowaniu ucieszyłaby Kreml i zasmuciła Kijów.
Republikanie popierający Ukrainę, ze współautorem ustawy Michaelem McCaulem na czele, przekonywali, że presja gospodarcza zmusi Rosję do rozmów pokojowych, a Kongres stoi przed wyborem między postawą Churchilla i Chamberlaina. Przewodniczący Izby Mike Johnson nazwał ustawę elementem maksymalnej presji na machinę wojenną Putina, podkreślając w oświadczeniu, że kraje przymykające oko na finansowanie rosyjskiej agresji nie będą już mogły tego robić bezkarnie.
„Zło nadciąga, historia wzywa i teraz jest czas na działanie” – podkreślił McCaul.