14.04.14, 21:48Kard. Gerhard Müller, fot. Youtube

Watykan jasno o nierozerwalności małżeństwa

Prefekt Kongregacji Nauki Wiary udzielił wywiadu niemieckiej gazecie „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Kardynał Gerhard Müller podkreślił, że nie można relatywizować nierozerwalności sakramentu małżeństwa w imię miłosierdzia. Ewangelia o tejże nierozerwalności nie może stać się „abstrakcyjną teorią, która nie odgrywa już roli w życiu Kościoła” – mówił Prefekt Kongregacji Nauki Wiary. Małżeństwo jest „rzeczywistością stworzoną przez Boga, a nie tylko ludzkim ideałem, który człowiek może osiągnąć na podstawie własnej mocy i który może pominąć”.

Kard. Müller powiedział też, że pryncypia doktryny Kościoła w żadnym razie nie są sprzeczne z pojęciem miłosiernego duszpasterstwa. Jednak kościelne rozumienie miłosierdzia musi trzymać się wykładni biblijnej. Katolicy, którzy po rozwodzie weszli w nowy związek cywilny, są zgodnie z nauką Kościoła wykluczeni z przyjmowania Komunii świętej.

Kardynał odrzucił przejęcie przez Kościół katolicki praktyki prawosławia, gdzie niektórzy mogą zawierać drugie małżeństwo po rozwodzie. Dla urzędu nauczycielskiego Kościoła takie rozwiązanie jest wykluczone, podkreślił kard. Müller.

pac/kathpress.co.at

Komentarze

anonim2014.04.14 21:54
+++
anonim2014.04.14 22:47
Czyli jest tak, bo tak i żadnego sensownego uzasadnienia nie musi być. Religia swoją drogą, a życie swoją.
anonim2014.04.14 23:04
Ja cię solę!!!!! bp Muller obrońcą tradycji ...co się dzieje ...
anonim2014.04.14 23:41
Dla UNK takie rozwiązanie jest wykluczone? kiedy była to praktyka niepodzielonego Kościoła owo rozwiązanie nie było wykluczone...
anonim2014.04.15 0:17
Brawo, tylko co na to papa Bergoglio? Czy aby nie nałoży ekskomuniki na kard. Mullera? Sądząc po tym kogo sobie dobrał do swojego 7 osobowego "dream teamu" (m.in. kard. Marx aka 'piekła nie ma' oraz 'miłosierdzie ponad sprawiedliwość') te wypowiedzi mogą się papie nie podobać.
anonim2014.04.15 0:40
coś podejrzewam, że kard. Muller stanie się pierwszym, który przez "papieża" Franciszka zostanie za swoje poglądy odsuniętym na bok - albo jeszcze lepiej, nie usunie go Franciszek na bok, tylko będzie czekał, tak bezie przemyślniej, aż kard. Muller wypowie się, że mamy sede vacante, jeśli będzie miał odwagę, i wtedy jasna sprawa - wojnę, nienawiść wprowadzają ciemne katole tradsy i innej maści pedofile, a kościół otwarty jest pełen miłości i miłosierdzia...
anonim2014.04.15 9:45
Oczywiście z kościelnym unieważnieniem małżeństwa nie ma żadnego problemu... Hipokryzja jest wieczna.
anonim2014.04.15 10:08
@grzechol: Masz jakąś faktyczną wiedzę, czy klepiesz taki schemat w stylu "politycy to złodzieje"? @Tomcat, Jaddle: "Kosciol nie wymyslil instytucji malzenstwa I nie powiniej jej definiowac." Oczywiście, model małżeństwa kulturowo wykształcił się chyba we wszystkich mniejszych i większych cywilizacjach. Natomiast każda z nich miała prawo definiować małżeństwo tak jak chciała. Kościół też ma prawo do własnej wykładni, tym bardziej, że w tej kwestii ma jasne wytyczne w Pismach Natchnionych.
anonim2014.04.15 10:08
@grzechol: Masz jakąś faktyczną wiedzę, czy klepiesz taki schemat w stylu "politycy to złodzieje"? @Tomcat, Jaddle: "Kosciol nie wymyslil instytucji malzenstwa I nie powiniej jej definiowac." Oczywiście, model małżeństwa kulturowo wykształcił się chyba we wszystkich mniejszych i większych cywilizacjach. Natomiast każda z nich miała prawo definiować małżeństwo tak jak chciała. Kościół też ma prawo do własnej wykładni, tym bardziej, że w tej kwestii ma jasne wytyczne w Pismach Natchnionych.
anonim2014.04.15 10:11
Dla mnie takie głosy, które słyszymy tu i ówdzie, zachęcające do udzielania Komunii Św. rozwiedzionym w nowych związkach mają jedno znaczenie - są to głosy domagające się poważniejszej formacji ludzi świeckich w KK. Formacja dla dorosłych powinna objąć każdego dorosłego. Dzieci i młodzież mają katechezę w szkole, różne wyjazdy formacyjne, a dorośli jeśli sami nie znajdą jakiejś wspólnoty, to nieraz gubią się bardzo po drodze. Generalnie widzę że kapłani boją się zaufać świeckim, a przecież ci ostatni mogliby nieraz odciążyć swoich pasterzy, ale do tego potrzeba Ducha Świętego, a Jego czasem bardzo brak, wystarczy pójść do konfesjonału, żeby zobaczyć, że ksiądz de facto nie ma nic do powiedzenia.
anonim2014.04.15 10:20
@Witt Żeby nie szukać daleko: http://www.fronda.pl/blogi/arkadiusza/swiadectwo-nawrocenia-26ddhd94,38568.html
anonim2014.04.15 10:29
@Grzechol; istnieje "stwierdzenie nieważności małżeństwa" nie zaś "unieważnienie" Pojmujesz?
anonim2014.04.15 10:32
@grzechol: Ale na co to ma być dowód? Czy z tego świadectwa wyczytałeś, że to unieważnienie ten człowiek otrzymał "bez problemu"? Bez żadnej podstawy? Może wróć do tekstu i zastanów się, czy dobry przykład podałeś?
anonim2014.04.15 10:33
@Marguar: Słuszna uwaga.
anonim2014.04.15 10:40
@Marguar Jak zwał, tak zwał, liczy się skutek a nie nazwa. @Witt Oczywiście, że nie otrzymał bez podstawy. Tyle, że podstawa zawsze się znajdzie jak się dobrze poszuka. Są nawet kancelarie prawa kanonicznego zajmujące się ułatwianiem "stwierdzania nieważności". Oczywiście, będziecie argumentować że małżeństwo nadal jest nierozerwalne, no bo przecież to nie jest zerwanie, tylko uznanie, że nigdy go nie było. Ale taka argumentacja to wyłącznie żonglerka słowami i zaklinanie rzeczywistości.
anonim2014.04.15 11:35
@grzechol: "Jak zwał, tak zwał, liczy się skutek a nie nazwa." Nie masz racji. Stwierdzenie nieważności zawarcia (nieważności małżeństwa) (w skrócie nazwane przeze mnie unieważnieniem, mea culpa) pokazuje źródło swojego uzasadnienia. Nazywasz to żonglerką słowami? Podam Ci przykład irracjonalności Twojego stwierdzenia: //mogę kupić rower i ukraść rower, efekt jest ten, że mam rower. Nie bawmy się więc w semantykę ukradł- nie ukradł, grunt że rower jest.// Ale obydwaj chyba widzimy różnicę między kradzieżą roweru, a jego kupnem? "Tyle, że podstawa zawsze się znajdzie jak się dobrze poszuka." To jest mowa trawa. Inna sprawa, przyjmując że znajdziesz przekupnego biskupa, który powie Ci 10.000zł i po sprawie, to czy uważasz, że takie stwierdzenie nieważności ma jakąkolwiek moc? Co chcą osiągnąć ludzie, którzy tak robią? Kogo oszukują? Siebie, księdza w nowej parafii, sąsiadów? Boga nie oszuka. Tak więc zarówno taka osoba jak i przekupny kapłan działają na własną niekorzyść. Jeśli wierzą w Boga i wiedzą, że źle robią, ale mimo wszystko tak czynią, to są skrajnie głupi. Jeśli nie wierzą, to po co tej osobie jakieś kościelne orzeczenie, komunia i jakikolwiek ślub kościelny? Sytuacja w której ciężko znaleźć jakiś wydumany powód orzeczenia nieważności zawarcia, to przykład ludzi, którzy faktycznie przygotowują się do małżeństwa w taki sposób, jak Kościół naucza i jeśli w pełni korzystają z możliwości dobrego przygotowania. Tylko że takie małżeństwa zwykle się o stwierdzenie nieważności nie muszą starać, bo się nie rozwodzą.
anonim2014.04.15 11:57
To jest prawdziwy ewangeliczny kościół powszechny. Miłość do Boga okazujemy przez przestrzeganie jego przykazań. Wiemy ile trzeba włożyć wysiłku, aby je szczerze przestrzegać.
anonim2014.04.15 11:59
@Witt Przykład z rowerem jest nietrafiony. Analogia byłaby wtedy, gdybym ukradł rower i powiedział, że go kupiłem. Kupno od kradzieży różni się w sposób istotny. A rozwiązanie małżeństwa przez stwierdzenie, że nigdy go nie było od rozwiązania przez stwierdzenie, że niniejszym je rozwiązujemy? Różni się tym, że w pierwszym przypadku możemy udawać, że go nie było, ponieważ nazwaliśmy to "unieważnieniem zawarcia". Ale jak można uznać, że tego małżeństwa nie było, skoro zostało zawarte przez dorosłych ludzi, i trwało ileś tam lat? Owszem, gdyby zostało zawarte pod przymusem czy w stanie nietrzeźwości, można by uznać, że zawarcie nie jest ważne. Ale "poważny brak rozeznania co do praw i obowiązków"? Który wyszedł na jaw po dziesięciu latach? Śmiechu warte. Co chcą osiągnąć ludzie naginający zasady? Nie wiem, ale skoro tak wiele osób ucieka się do ich naginania, w czym sądy biskupie wydatnie pomagają, to może po prostu te zasady są złe? Jeśli 5 lat po ślubie facet zaczął przepijać całą pensję i maltretować swoją żonę i dzieci, to dla mnie jest to wystarczający powód, żeby kobieta dała mu kopa w d... I udawanie, że tego małżeństwa nigdy nie było, to dla mnie hipokryzja. Było, ale się zmieniło, ludzie się zmieniają i czasem nie ma sensu tkwić w czymś na siłę. Faktem jest, że chyba wiele osób chce tego unieważnienia po to, żeby po raz drugi wystąpić w białej sukni przed zachwyconą rodziną. To już jest hipokryzja do kwadratu, ale chyba tacy właśnie są ludzie.
anonim2014.04.15 12:00
@Tomcat Małżeństwo dał nam Bóg. KK kontynuuje jego wolę przez Ojca i Jezusa.
anonim2014.04.15 12:58
@grzechol: moja analogia jest akurat bardzo trafiona wobec Twojego stwierdzenia, że liczy się osiągnięty cel, a mniej istotny jest sposób dojścia. "A rozwiązanie małżeństwa przez stwierdzenie, że nigdy go nie było od rozwiązania przez stwierdzenie, że niniejszym je rozwiązujemy?" Jak chciałbyś się dowiedzieć, to zapytaj w banku jakie są konsekwencje rozwiązania umowy, a stwierdzeniem nieważności jej zawarcia. Do niektrórych bardziej przemawiają liczny niż mistyka. Jednym z efektów może być to, że nawet po rozwiązaniu cywilnego małżeństwa (rozwód) możesz mieć pewne zobowiązania. W przypadku stwierdzenia nieważności małżeństwa świeckiego (takie też istnieje) powinności wynikające bezpośrednio z instytucji małżeństwa nie będą Cię dotyczyć. Nie chodzi o to, że biskup pstryka palcami i małżeństwo zapomina, że żyło ze sobą 10 lat, że są dzieci, że majątek trzeba będzie podzielić. Chodzi o ważność przyjęcia SAKRAMENTU! Bo Kościół zajmuje się tą częścią zagadnienia. Spowiedź może być nieważna, mimo że formalnie byłeś w konfesjonale, wyznałeś co masz na sumieniu, ale umyślnie i z premedytacją zataiłeś jakiś grzech. Tak samo, jeśli w momencie zawierania małżeństwa zataiłeś jakiś istotny fakt przed współmałżonkiem (np. niepłodność, chorobę psychiczną lub małżonkobójstwo), to sakrament może być nieważnie zawarty. "w czym sądy biskupie wydatnie pomagają" MOWA TRAWA. Jeśli już w czymś pomagają, to rozpoznać, czy zaistniałą pewna określona sytuacja, a nie rozstać się na życzenie. Rozciąganie przypadków patologicznych na ogół jest pustosłowiem. Danie komuś kopa w dupę, bo się zepsuł, jest zerwaniem przysięgi danej tej osobie przed Bogiem. Nikt nie psuje się (pod względem charakteru) z dnia na dzień. To jest proces. Czasem to jedna osoba pije i krzywdzi, ale druga nie zareagowała ani razu na zachodzące w rodzinie zmiany, zanim nie doszło do eskalacji problemu. Jest też wiele instrumentów, by próbować naprawiać sytuację. Z resztą nie widzę tu punkty zaczepienia zarzutów wobec Kościoła, bo ten nie obiecuje sielanki i bezproblemowej relacji. Z resztą przysięga nie brzmi: "ślubuję Ci wierność i miłość, dopóki będzie mi z tobą dobrze." Jeśli ktoś nie rozumie, czym jest małżeństwo, albo co gorsza, rozumie, ale nie ma zamiaru go respektować, to ma problem. "Faktem jest, że chyba wiele osób chce tego unieważnienia po to, żeby po raz drugi wystąpić w białej sukni przed zachwyconą rodziną. To już jest hipokryzja do kwadratu, ale chyba tacy właśnie są ludzie." Wybacz, że użyję słów niecenzuralnych, ale mam takich ludzi w dupie. I Kościoła nie oczekuję, by im się przymilał, a wręcz przeciwnie. By stał na swoim stanowisku.
anonim2014.04.15 13:07
P.s. Przepraszam za literówki, nie mogę niestety edytować.
anonim2014.04.15 13:12
Dobrze, że jest odpór z Watykanu na negowanie tej nauki katolickiej przez niektórych kardynałów.
anonim2014.04.15 15:04
@Witt Macie rację (Ty oraz Marguar), że unieważnienie zawarcia jest czymś innym niż rozwiązanie, ponieważ rzeczywiście rodzi inne konsekwencje. Chodziło mi bardziej o to, że stwierdzenie po 10 latach nieważności zawarcia małżeństwa bo ktoś "nie był świadomy praw i obowiązków" jest kpiną. Zgadzam się, że sakrament małżeństwa zawarty pod przymusem można uznać za nieważny, tak samo jak w przypadku zatajenia np. choroby psychicznej przez jednego ze współmałżonków. Zresztą tak samo jest w prawie cywilnym - umowa zawarta pod przymusem jest nieważna. Ale "nieświadomość praw i obowiązków"? Przecież tu nie ma niczego "małym druczkiem". A że człowiek nie wie, jak wygląda bycie małżonkiem, zanim weźmie ślub? Skąd ma wiedzieć? Z amerykańskich seriali? Bo było na naukach w kościele? Bez żartów, tego się nie da nauczyć z książek ani z kazań. Nie zgadzam się, że można uznać sakrament małżeństwa za nieważny bo ktoś "nie był świadomy praw i obowiązków". W takiej sytuacji jest to dla mnie ekwiwalent rozwodu, tylko inaczej nazwany. Oczywiście nie uważam "kopa w dupę" za sposób na rozwiązywanie problemów małżeńskich. Ale jeśli maltretowanie dzieci nie jest wystarczającym powodem do rozwodu, to jakim cudem "nieświadomość praw i obowiązków" może nim być? "nie widzę tu punkty zaczepienia zarzutów wobec Kościoła, bo ten nie obiecuje sielanki i bezproblemowej relacji" Tylko każe tkwić w tej relacji, nawet jeśli stała się nie do wytrzymania. Uważam, że zdarzają się w życiu sytuacje, że drogi dwojga ludzi się po prostu rozchodzą. Może sami są temu winni, może mogli temu zapobiec, a może nie są i nie mogli. Ludzie się zmieniają, ja teraz to inny człowiek niż ja 10 lat temu. Nie twierdzę że powinniśmy iść na łatwiznę, zgadzam się że z reguły warto walczyć o ratowanie małżeństwa - zwłaszcza kiedy są dzieci. Ale w sytuacji gdy nie ma już czego ratować - powinniśmy pozwolić tym ludziom się rozejść i pójść własnymi drogami. A nie pozwolić im udawać, że byli "nieświadomi praw i obowiązków" i uznać za nieważne małżeństwo, które zawarli będąc świadomymi i dorosłymi ludźmi. I przez x lat trwania tego małżeństwa świadomości praw i obowiązków nie nabyli. Co do przypadków patologicznych. Chętnie rzuciłbym okiem na statystyki czym najczęściej są motywowane te unieważnienia. Biorąc jednak pod uwagę popularność chociażby kancelarii, o których wspominałem, wcale bym się nie zdziwił, gdyby unieważnienie było często wykorzystywane jako ekwiwalent rozwodu.
anonim2014.04.15 16:39
@grzechol, odniosę się jeszcze do kilku rzeczy: "Chodziło mi bardziej o to, że stwierdzenie po 10 latach nieważności zawarcia małżeństwa bo ktoś "nie był świadomy praw i obowiązków" jest kpiną." Odnosić się to może do kilku sytuacji. Na przykład, gdy ślub weźmie osoba, która jest np. upośledzona i nie jest w stanie pojąć i podołać obowiązkom. Przypadki skrajnej niedojrzałości emocjonalnej (wynikającej z czegoś konkretnego, np. traumy przeżytej we własnej rodzinie), przypadki zmuszenia osób nie w pełni władnych umysłowo chwilowo lub stale. To oczywiście wychodzi empirycznie, nie każdej takiej sytuacji da się zapobiec przed ślubem. Przypadki małżeństwa nieletnich. Przypadek może abstrakcyjny, ale ktoś może na ślub przyjść pijany, albo naćpany. Przypadki osobowości patologicznych (co powinno dać się zauważyć w okresie narzeczeństwa, pytanie, jak było przeżywane). Oczywiście, nikt z nas nie wie, jakie to życie będzie po ślubie, za 10 lat. Ale świadomość czegoś nie oznacza doświadczenia czegoś. Można być świadomym bólu przy rozpoczęciu chemioterapii, co nie znaczy, że będziemy dokładnie wiedzieli, jaki to ból będzie. "Tylko każe tkwić w tej relacji, nawet jeśli stała się nie do wytrzymania. Uważam, że zdarzają się w życiu sytuacje, że drogi dwojga ludzi się po prostu rozchodzą." Każe? Nie. Kościół dopuszcza możliwość separacji, gdy strony nie są w stanie dojść do ładu. Nie dopuszcza rozwodu. Stawia jednak możliwość, by zbadać, czy ta rodzina rozpada się właśnie z winy, czy z przyczyn niezależnych. Kiedy się te przyczyny pojawiły i czy mogą mieć wpływ na to, czy sakrament był ważnie udzielony. Jeśli jednak takie przyczyny są niewystarczające, albo nie wypełniają takich znamion, to nie pozostaje wyjścia, jak żyć w separacji. "I przez x lat trwania tego małżeństwa świadomości praw i obowiązków nie nabyli." Właśnie, mówiąc sobie sakramentalne TAK oni muszą już być świadomi tego, że życie to nie spacerek, a nie nabywać tę świadomość. Jak napisałem powyżej, świadomość to nie to samo co znajomość, czy doświadczenie.
anonim2014.04.15 19:20
+++
anonim2014.04.16 8:22
Roma locuta causa finita.