Terlikowska: Feministki głównie o dzieciach mówią, ale ich nie mają - zdjęcie
19.09.15, 15:25

Terlikowska: Feministki głównie o dzieciach mówią, ale ich nie mają

14

„Mamy dość tego, że monopol na wartości rodzinne w Polsce i nie tylko zresztą u nas, ma prawica. Najlepiej znani i najbardziej wpływowi eksperci od rodzicielstwa to państwo Elbanowscy i państwo Terlikowscy i wiele wskazuje na to, że następny rząd będzie słuchał raczej ich, nie nas, w tych kwestiach” – mówiła na Kongresie Kobiet Agnieszka Graff. Wszak w dobrym tonie jest teraz straszenie widmem nowego rządu, który nie będzie chciał współpracować z lewicowymi działaczkami, a w kwestii rodzinnej słuchał będzie konserwatywnie myślących rodziców.

Co prawda daleko mi do roli eksperta, niemniej jednak i my, i państwo Elbanowscy mamy coś, czego wielu feministkom wypowiadającym się o macierzyństwie, czy szerzej o rodzicielstwie brakuje. Mamy doświadczenie dużej rodziny, wychowywania kilkorga dzieci i to jest nasz atut. I to czyni nas autentycznymi, bo dzielimy się swoim życiowym doświadczeniem, dajemy świadectwo życia rodzinnego i pokazujemy, że feministyczne teorie niewiele mają wspólnego z prawdziwym życiem. My się dzieci nie boimy i nie musimy się przed nimi wszelkimi sposobami zabezpieczać. Bo doskonale zdajemy sobie sprawę, że jeśli dzieci nie będzie, to i żadnej przyszłości nie będzie, bo wymrzemy i nikt o nas pamiętał nie będzie.

Choć bardzo długo polski nurt feministyczny był zdecydowanie antymacierzyński i antyrodzinny, nagle zaczęły pojawiać się w nim iskierki macierzyńskiego instynktu. Te kobiety, które jeszcze do niedawna walczyły z matkami, nagle – pod wpływem własnych doświadczeń – zmieniły całkowicie front. Z przeciwniczek, stały się sojuszniczkami matek, bo przekonały się, jak wielką wartością jest to, co przez szereg lat zwalczały. Pewnie mając doświadczenie własnego macierzyństwa dziś nie czują się zbyt komfortowo, kiedy wspomną, jak przekonywały, że macierzyństwo to uwiązanie, uwstecznienie, samo zło po prostu. „Co Agnieszka Graff ma do powiedzenia kobietom, które zachwycone szyderczymi happeningami z Manif organizowanych 8 marca przez nią i jej koleżanki spaprały sobie życie?” – pytał swego czasu Andrzej Horubała. Czy nagle te kobiety nie poczuły się oszukane? I czy szczera jest feministyczna troska o matki? Czy to tylko poza? A może tylko polityka?

Czy jest możliwe pogodzenie stawisk feministycznego i konserwatywnego w kwestii macierzyństwa, ojcostwa czy rodzicielstwa? Choć dotykamy tych samych spraw, wychodzimy z zupełnie odmiennych założeń antropologicznych. Fundamenty, na których budujemy swoje wizje, są całkowicie różne. Tak skrajne, że w zasadzie trudno znaleźć wspólny język. Dla feministek macierzyństwo to wybór, dla konserwatystów to spełnienie, realizacja powołania, owego „geniuszu kobiety”, jako tej osoby, która została tak stworzona, by mogła dawać życie. Dziecko postrzegane jest więc jako dar, stąd nasze otwarcie na życie i przyjmowanie dzieci (tylu, iloma nas Pan Bóg obdarzy). Dla feministek dziecko to pewien projekt. Zadanie do spełnienia, odhaczenia na liście zaplanowanych rzeczy. Jakoś nie dostrzegam wśród walczących feministek matek wielodzietnych. Nie mają czasu, czy postulaty feministyczne są im zupełnie obce?

Różni nas kwestia aborcji. Trudno mi godzić macierzyństwo z decydowaniem o tym, którym dzieciom pozwalam się urodzić. Dlaczego jedne dzieci mają prawo żyć, a inne nie, tylko dlatego, że pojawiły się na przykład w nieodpowiednim czasie czy z nieodpowiednim mężczyzną? Dla mnie to nielogiczne zachowanie z jednej strony promować macierzyństwo, a z drugiej zabijanie dzieci. Jakoś to wszystko razem zupełnie nie gra. Trudno też nie wspomnieć o języku, którym feministki się posługują. Te wszystkie prawa reprodukcyjne, żywe inkubatory zdecydowanie macierzyństwu nie sprzyjają. Bardziej pasują do weterynarii. O ile lepiej do kobiety pasuje określenie „stan błogosławiony” na ciążę, ale ono  feministkom przez gardło nie przejdzie. One wolą swój język, który macierzyństwo po prostu obrzydza. Bo i która kobieta chciałaby być inkubatorem dla jakiegoś zlepka komórek?

Swoje rozumienie macierzyństwa feministki opierają na prawach jednostki, konkretnie na prawach kobiety do decydowania o „swoim brzuchu”. My mówimy o prawach rodziny, prawach dziecka, mówimy o małżeństwie i o tym, że to rodzina złożona z matki i ojca jest najwłaściwszym środowiskiem wychowawczym. Nie umniejszamy roli ojca, wręcz przeciwnie, chcemy go dowartościować, bo wiemy, jakie konsekwencje dla dzieci ma brak ojca. Feministki walczą o instytucje, my walczymy o relacje, o takie warunki, by dziecko mogło być w domu z mamą, a żłobek niech będzie ostatecznością, a nie normą.

Mam wrażenie, że dla Agnieszki Graff każde małżeństwo to patriarchat. Spieszę więc donieść, że również w konserwatywnym małżeństwie małżonkowie dzielą się obowiązkami, opieką nad dziećmi, wspierają się wzajemnie i sobie pomagają. A że często tylko jedna osoba w takim związku pracuje zawodowo, podczas gdy druga zajmuje się domem ? Naprawdę nikomu nic do tego, pozwólmy na to, by rodziny same decydowały, jak zorganizować sobie życie rodzinne i jaki model sprawdzi się u nich najlepiej. Niech feministki życia nam nie organizują i niech nie deprecjonują wyboru tych kobiet, które postanowiły oddać się w pełni życiu rodzinnemu, skoro to wybór podyktowany nie egoizmem, ale przede wszystkim dobrem rodziny. Bo rodzina to nie pielęgnacja własnych egoizmów, ale rezygnacja z nich w imię wyższego dobra. I nie chodzi tu o poświęcanie się, robienie z siebie męczennicy, tylko zdecydowanie o coś więcej. Bo jeśli takie rozwiązanie konkretnej rodzinie służy, a służy, to należy je po prostu uszanować.

A w kwestii monopolu… Cóż, my nie tylko o rodzinie mówimy, ale przede wszystkim ją tworzymy. Mamy dzieci i to jest nasza przewaga. Feministki głównie o dzieciach mówią, ale ich nie mają. Praktyka zweryfikuje więc, kto będzie miał monopol na mówienie o rodzinie.

 

Małgorzata Terlikowska 

Komentarze (14):

anonim2015.09.19 15:33
Widzę, że głupota u niektorych juz doszla do ostatecznego poziomu. O czym kobieto w ogole jest ten twoj tekst?! Masz duza rodzine to sie ciesz! Ale zapamietaj w koncu ze nie jestes lepsza od osob z dwojka czy jednym dzieckiem, czy nawet od tych bezdzietnych. Jak sie czyta twoje teksty to rece po prostu opadaja. Wielodzietna rasistko.
anonim2015.09.19 16:45
Od kiedy to feministki zabraniają kobietom poświęcać się rodzinie i dzieciom? W feminizmie chodzi o wybór, a nie zamianę jednego przymusu (zajmowania się dziećmi) na inny (robienie kariery). I to jest piękne: niech każdy wybierze swoją definicję szczęścia, o ile nie godzi ona w inne osoby.
anonim2015.09.19 17:13
"Co prawda daleko mi do roli eksperta, niemniej jednak i my, i państwo Elbanowscy mamy coś, czego wielu feministkom wypowiadającym się o macierzyństwie, czy szerzej o rodzicielstwie brakuje." Tego czegoś brakuje również wszystkim członkom episkopatu.
anonim2015.09.19 17:15
Księża głównie o dzieciach, seksie, ciąży, rodzinie, małżeństwie mówią, ale ich nie mają.
anonim2015.09.19 17:59
Oczywiście, ktoś musi mieć monopol. Wielogłos panią T. przeraża. Demokracja również?
anonim2015.09.19 19:37
@kors Albo z tego, że zaczął się rok szkolny i Pani Terlikowska ma więcej czasu. Pani Terlikowska jest świetnym przykładem na to, że nawet poświęcająca się matka pięciorga dzieci, przykładna katoliczka, matka czerpiąca siłę życiową i szczęście z bycia matką, dla której dzieci są najwyższą wartością, potrzebuje zajęcia "pozadomowego", które daje jej poczucie samorealizacji. A te okropne bezdzietne feministki wywalczyły jej prawo, że może się odzywać poza kuchnią i pokojem zabaw. Niestety, Pani Terlikowska nie potrafi zrozumieć, że wiele kobiet chce pełnoetatowej kariery i to nie w miejscu, w którym zatrudnił je mąż.
anonim2015.09.19 19:57
Pani Terlikowska, do kobiety w ciąży dużo bardziej zwyczajne określenie " ciężarna" choć wydaje się ono mało romantyczne, ale za to logiczne bo pochodzi od słowa ciąża. Ciąża to nie żaden stan błogosławiony tylko naturalny związany z rozmnażaniem ! Nazwanie rzeczy po imieniu ma taki sens, że człowiek traktuje je normalnie, a wtedy nie oczekuje żadnych względów, oklasków, wysławiania że jest wyjątkowy bo jest w ciąży, a zwłaszcza gdy w tej ciąży jest któryś raz. Kolejną rzeczą jest stwierdzenie, że państwo mówicie o prawach dziecka, małżeństwie itp. Owszem mówicie tylko, że to zbyt mało. Nie jesteście wiarygodni bo za mówieniem nie idą właściwe czyny,a te czyny co idą są niewłaściwe dla środowisk konserwatywno-katolickich ( rozwody, zdrady, przemoc w ogromnej większości dotyczą właśnie wspólnoty kk). Może należałoby się zamiast na mówieniu skupić bardziej na realizacji zasad które się głosi? Kolejna sprawa to sprawa ilości dzieci na które jesteście tak bardzo otwarci. To kolejne zaprzeczenie samej sobie gdyż jest do przeczytania wywiad z panią w którym opowiada pani o naturalnej metodzie poczęć (to taka ładniejsza nazwa naturalnej antykoncepcji) i wyraźnie stwierdza, że kiedy przypadają dni niepłodne a pani mąż jest akurat na wyjeździe to są to dni stracone.Gdyby była pani tak otwarta na dzieci jak pani pisze to stracone były by dni płodne w których nie doszło do współżycia i zapłodnienia. A tak naprawdę do otwartość na tyle dzieci ile bóg da nie wymagałaby stosowania żadnej metody, rodziłaby pani tyle dzieci ile razy udałoby się doprowadzić do zapłodnienia, albo znaleźć się wstanie błogosławionym( jeżeli woli pani takie określenie). Cały problem z byciem autorytetem w jakieś dziedzinie polega nie na mówieniu że się nim jest, tylko na byciu nim, a to niekoniecznie związane jest z "gadaniem" tylko raczej z postępowaniem według zasad które się przyjęło.
anonim2015.09.20 14:28
(...) i przyjmowanie dzieci (tylu, iloma nas Pan Bóg obdarzy) (...). -------------------------------------------------------------------------- To takie zrzucanie odpowiedzialności na Pana Boga, prawda jest bowiem taka, że stosuje Pani metodę regulacji poczęć (o czym sama Pani mówiła w mediach), więc sama Pani reguluje ilość dzieci a nie Pan Bóg. Właściwe więc byłoby napisać "ile Pan Bóg da" z liczby dzieci, jaką sobie zaplanowaliśmy z mężem. To obdarzanie dziećmi to slogan z pewnego portalu rodzin wielodzietnych - ale oni piszą, że faktycznie idą na full spontan i krytykują NPR. Pani jednak stosuje NPR, więc z tym "obdarzaniem dziećmi", to jest nieprawda.
anonim2015.09.20 14:31
(...)My się dzieci nie boimy i nie musimy się przed nimi wszelkimi sposobami zabezpieczać. (...) -------------------------------------------------------------------- NPR to jest doskonały rodzaj zabezpieczania się przed dziećmi (i bardzo skuteczny zresztą, wiem, bo sama stosuję) a Pani przecież stosuje NPR, więc gdzie leży prawda...?
anonim2015.09.23 10:57
Agnieszka Graf m in. " Bada związki między homofobią a antysemityzmem." (za wikipedią). Z tego wynika, że to wybitna badaczka. Proponuję do tego dodać jeszcze badania dotyczące potwierdzenia procentu cukru w cukrze w zależności od podziemnego promieniowania na danym terenie. Najlepiej w Izraelu. I to w damskiej łaźni :)))
anonim2015.09.23 11:03
Ciekawa123. Pani Terlikowska pisze o feministycznej ślepocie, zacietrzewieniu, ignorancji i zamknięciu na oczywistą prawdę o macierzyństwie. O człowieku a nie maszynie reprodukcyjnej. I o człowieku od chwili poczęcia, który ma swój własny kod genetyczny, jest niezależnym organizmem (człowiekiem !!) w łonie matki Nie jest więc jej własnością !! To Was boli, prawda ? Że nie można go wyciąć, jak np. wyrostek ? Bo mamy do czynienia z człowiekiem. Prawda ? A już tekst :"Wielodzietna rasistko." to mnie powalił. :))))))
anonim2015.09.23 11:06
Lucky, kto cię do czegoś zmusza ? PIS ?? Kościół ?? Chyba Ci się z islamem pomyliło...
anonim2015.09.23 17:16
Pani Terlikowska, życzę ci tego, co spotyka większość kobiet w tym kraju: przemocy, biedy i bezradności. Amen
anonim2015.09.23 17:31
Ma pani w głębokim poważaniu religię. Panią interesuje tylko kasa. Napisze pani ostatnią bzdurę, myśląc: urodziłam piąte dziecko; potrzebuję kasę, jak przypodobać się mężowi. Jakiś czas pojedzie pani na tym. Potem zmienicie kurs. Tylko proszę, nie oszukujcie, że Jezus ma z tym coś wspólnego.