Im więcej czasu mija od śmierci Jana Pawła II, tym bardziej widzę, że jest jedną z najważniejszych po Jezusie osób, które wpłynęły na moje życie. Porównywalną wśród ludzi chyba tylko z s. Faustyną. Wczoraj kapłan odczytywał treść listu rektora KUL, który rozpoczynał się od cytatu z Jana Pawła II o rozumie i zmyśle wiary. Wiara i rozum to równoprawne narzędzia poznania prawdy. Słuchając tego listu, miałem wrażenie, że coś się we mnie domyka. Po raz kolejny dzięki człowiekowi, który przecież nie był wybitnym filozofem, ale uczciwie wykształconym, w dodatku artystą, a od postrzału w '81 człowiekiem świętym.
O ile przed '81 rokiem w jego myśli słyszałem echa fenomenologii, której osobiście nie uważam za szczyt filozoficznego poznania, o tyle po zamachu wszystko, co słyszałem z ust Jana Pawła II, mogłem przyjąć i przyjmuję jako wyraz prawdy. Jeśli ktoś ma za sobą lekturę św. Tomasza z Akwinu i takie poczucie oczywistości rzeczy, o których on mówił, nie banalności, ale jasności, klarowności, wynikającej z tego, że na tej myśli zbudowana jest cała nasza cywilizacja, czuje tak samo.
Jeden jedyny raz przyjąłem w swoim życiu coś z autorytetu. Były to właśnie słowa Jana Pawła II, który autoryzował taki komunikat Watykanu na temat kary śmierci, że wycofałem się z publicznego jej popierania. Przyjąłem jego stanowisko operacyjne jako własne.
Sposób, w jaki On naznaczył moją współczesność jest porównywalny tylko z s. Faustyną. Ona jest prorokiem, a On jest pasterzem. Jest tym, którym to mistyczne przesłanie bierze i – nie kopiując go, ale poprzez własne doświadczenie i historię przepracowując – niesie światu. Jan Paweł II w liście do artystów zawarł takie spojrzenie na zachodnią kulturę, dzięki któremu odzyskałem jakąś część nowożytnego dziedzictwa artystycznego i intelektualnego, które pochopnie i radykalnie jako nowożytne skreśliłem. On wyraziście udowodnił, że humanizm nie musi być przeciwko Bogu. Oczywiście główny nurt humanizmu, gdzie człowiek jest miarą wszechrzeczy, jest nośnikiem antykultury. Doprowadził do tego, że dziś mamy do czynienia z kulturą odwróconych pojęć, w której czaszka z różową kokardką jest logo zabawek, którymi bawią się czteroletnie dziewczynki. Kultura, która zabiła instynkt macierzyński. Bez wątpienia humanizm w późnych ideologiach, także protestanckich (uważam protestantyzm za ideologię, nie religię) jest przeciwko człowiekowi. Człowiek miarą wszystkich rzeczy po to, aby zabić człowieka.
Jan Paweł II „oddał” mi kilkudziesięciu artystów i myślicieli, wskazując na drugą tradycję w nurcie nowożytnej humanistyki, która nie jest przeciwko Bogu, którą można wpisać w przykazanie miłości Boga i człowieka.
Ojciec Święty jest dla mnie kimś zupełnie niezwykłym. Będąc człowiekiem świętym, nie przestał być człowiekiem wykształconym, artystą wrażliwym na sztukę. To, co stworzył jest dla mnie istotne. Pomijając oczywiście kilka rzeczy, które były błędami. Trudno jednak mieć pretensje, że dla człowieka urodzonego w latach '20 ateizm i materializm były głównym przeciwnikiem chrześcijaństwa. My wiemy, że spotkanie w Asyżu wielu katolikom rozmyło tożsamość wiary w relacji do New Age, przeciwnika chrześcijaństwa, z którym w tej chwili ono się mierzy. Ateizm nie jest naszym przeciwnikiem, jest rzeczywistością umarłą. W tej chwili fałszywe duchowości są naszym największym wrogiem.
Nie zapominam tym, że Jan Paweł II robił również rzeczy, które były wykorzystywane przez media, przez współczesne areopagi o których mówił, a które są przeciwne Kościołowi i Chrystusowi. Te błędy były jednak naprawdę nieliczne, i pomimo nich był kimś nieprawdopodobnie ważnym. Jego katecheza, łącznie z fenomenalną współpracą z Duchem Świętym, który posłał aniołów, by na oczach całego świata zamknęły księgę na jego trumnie, jest niepowtarzalna. Jan Paweł II jest towarzyszem mojej drogi.
Rozmawiała Marta Brzezińska
