Świadectwo: Zło kryło się w aikido - zdjęcie
28.11.11, 11:37

Świadectwo: Zło kryło się w aikido

116

 

Aikido okazało się miłością mojego życia. Szybko robiłem postępy. Po dwóch latach zostałem instruktorem, co się rzadko zdarza, bo to bardzo trudna dyscyplina. Wkrótce zostałem zaliczony do tzw. uchi – deshi, czyli bezpośrednich uczniów mistrza. Trenowałem przez sześć dni w tygodniu, po trzy – cztery godziny dziennie. O 5:30 pierwszy trening z mistrzem, od 18 do 20 trening z moimi uczniami i późnym wieczorem ostatni trening dla grupy zaawansowanej w mojej sekcji. Kierunek studiów (archeologia) wybrałem taki a nie inny, bo w informatorze o studiach uniwersyteckich był to pierwszy alfabetycznie kierunek o tak małej ilości zajęć w tygodniu. Wówczas miałem opracowany cały scenariusz życia rozpisany na kolejne lata. Za dwa – trzy lata pierwszy dan, po trzech następnych drugi, a wtedy moja pierwsza, własna szkoła aikido, za kilka lat następna. I tak dalej. Brałem udział w sesjach treningowych z mistrzami japońskimi w kilku krajach europejskich, bo oni w końcu byli dla mnie największymi autorytetami.


Pewnego dnia do mojej sekcji przyszedł list od człowieka, który w Polsce dwadzieścia lat temu zainicjował tę dyscyplinę. Zrezygnował z aikido ze względu na silny kryzys związany z niemożnością pogodzenia wiary w Jezusa z ideologią wschodnich sztuk walki. Ten list był bardzo intymnym świadectwem i wywarł na mnie silne wrażenie. Pozostało także pytanie o podstawę jego decyzji. Wydawało mi się, że jedno z drugim nie ma związku.


Moim kolegą, także instruktorem z długim stażem, był chłopak, który uczestniczył w spotkaniach modlitewnych Odnowy Charyzmatycznej. Nagle przestał przychodzić na treningi. Po dłuższym czasie spotkałem go przypadkiem na ulicy i zapytałem o powód jego nieobecności. Odpowiedział mi, że na treningach przed i po medytacji kłania się wizerunkowi nieżyjącego już mistrza Ueshiby, założyciela aikido. W kościele robi to samo przed tabernakulum. Ten sam czyn, ale jego podmiot jest inny. W końcu musiał zdecydować, co wybrać i wybrał Jezusa. To również zlekceważyłem, widząc w tym zbyt głęboką interpretację. Wątpliwości wynikłe z tych zdarzeń narastały we mnie, zwłaszcza, że nagle zacząłem dostrzegać różnego rodzaju patologie wynikłe z uprawiania aikido u moich uczniów: nadpobudliwość, agresję, jakąś pogardę dla innych; to wszystko u ludzi zajmujących się sztuką walki tak finezyjną i, co najważniejsze, uważaną za najbardziej defensywną i łagodną wśród wschodnich sztuk walki. Kiedyś czytałem przypadkiem Pismo Święte i natrafiłem na fragment mówiący, że nie wolno kłaniać się obcym bogom. Ten jeden wers wrył mi się w umysł jak drzazga. Byłem jednak tak zaangażowany, że nie mogłem po prostu zrezygnować, zrezygnować z całego życia, które zbudowałem na aikido. Ale wątpliwości były i nie dawały mi spokoju, zwłaszcza cała „liturgia” związana z treningiem – ukłony, medytacja, adoracja mistrzów i białej broni (trenowałem także sztukę miecza – iaido). Pewnego dnia, zapewne nie do końca świadomie, powiedziałem Bogu, że jeżeli w tym, co robię jest coś złego, to niech się o tym przekonam. Ale niech się przekonam tak do końca, żeby nigdy w życiu później nie mieć wątpliwości, czy moja decyzja rezygnacji była słuszna w końcu miałbym zacząć życie od początku. Wkrótce miałem pożałować tej prośby.


Treningi zaczynały się i kończyły medytacją, w której chodzi o uzyskanie  kontroli nad ki. Ki to bezosobowa energia Uniwersum, dająca początek i koniec wszystkim zjawiskom i istotom żywym w kosmosie. W każdej sztuce walki ćwiczenia fizyczne to tylko środek do uchwycenia kontaktu z tą mocą na etapie początkowym i później manipulowania nią. W trakcie codziennych medytacji doświadczyłem po dwóch latach czegoś na kształt stanu niebytu. To, o czym piszę może brzmieć niewiarygodnie. Przypuszczam, że gdybym to ja słuchał takiej opowieści, sam jej nie przeżywszy, to bym prawdopodobnie w nią nie uwierzył.


W przestrzeni duchowej, którą osiągałem, spotkałem istoty duchowe pełne, a raczej coś, co określiłbym jako osobową obecność kogoś, nie doświadczalną inaczej niż przez duchowy kontakt transcendentalny. To zjawisko, fascynujące jak nic innego na świecie, powtarzało się za każdym razem w trakcie medytacji. Jednocześnie wraz z tą osobową obecnością we mnie, uruchomiły się jakby dary paranormalne. Doświadczyłem czegoś na kształt telepatii, tzn. obudziła się we mnie ogromna wrażliwość na ludzkie intencje i zamiary. Stając przed kimś na macie po prostu wiedziałem, co ten człowiek za chwilę zrobi. Ponadto zacząłem odczuwać kumulacje i przepływ tej energii, o której wcześniej pisałem. Jednocześnie objawiać się we mnie zaczęły różne choroby o nieznanym źródle. Upływ tej energii w trakcie ćwiczeń powodował moje całkowite wycieńczenie. W rezultacie, mając 2 m wzrostu, ważyłem po roku około 60 kilogramów. To niewiarygodne, ale w takim stanie dysponowałem ogromną siłą psychiczną. Ludzie bali się mnie i nikt nie mógł ze mną wytrzymać sam na sam w jednym pomieszczeniu. Czułem się bogiem, taka władza nad każdym człowiekiem! Wkrótce jednak okazało się, że to nie ja decyduję o sobie. Będąc kiedyś sam w domu, znalazłem stary różaniec i wziąłem go do ręki, bo leżał gdzieś w kącie. W tym momencie usłyszałem potok obscenicznych bluźnierstw. To, co przedtem było efektem medytacji, co uznawałem za stan przejścia w wyższy obszar duchowy, teraz uruchomiło się bez mojego wpływu. Doznałem potwornego uczucia paniki i wybiegłem z domu. Od tej pory stale towarzyszyła mi obecność kogoś złego. Zacząłem czuć potworny, irracjonalny strach. Bałem się cały czas, choć nie było wcale żadnego zdarzenia, które by mogło wywołać ten strach. Tak jakby lęk stał się częścią mojej natury czy cechą charakteru. Jednocześnie stale przeżywałem halucynacje słuchowe. Słyszałem ciągle wulgarne bluźnierstwa, jakby wielu głosów, zwłaszcza pod adresem Matki Bożej. Stale prześladowały mnie obsesyjne myśli samobójcze. W moim domu było duże lustro na środku mieszkania, zacząłem nagle bez przyczyny bać się go, mając pewność, że zobaczę w nim coś potwornego.


Te doświadczenia nie zmieniły mojego życia, nie zrezygnowałem z aikido. Dalej byłem instruktorem. Po roku takiego życia, jako człowiek praktycznie nie wierzący, zacząłem pomału domyślać się, że moje cierpienia wynikają z jakichś okultystycznych praktyk, zakamuflowanych w sztukach walki i działania demonów. Następnego roku stało się tak, że przyjechał z Anglii pewien mistrz. Postanowiłem, że będę przez te kilka dni uczestniczył w treningach z nim, po czym zrezygnuję. Moje zniewolenie osiągnęło bowiem etap, na którym zacząłem mieć koszmarne halucynacje wzrokowe. Dopiero to właśnie ostatecznie mnie złamało. Kiedy skończył się ostatni trening, w sobotę, wróciłem do domu i poszedłem spać ze świadomością, że to był mój ostatni trening w życiu. W nocy dostałem czegoś podobnego do ataku malarii. Poczułem tak silny ból w całym ciele, że zacząłem skamleć do Jezusa o ratunek. Ten stan wytonował się nad ranem.


Pamiętałem, że kiedy dwanaście lat wcześniej zmarł mój dziadek, poszedłem do spowiedzi i pamiętałem ogromne ukojenie, które wówczas przeżyłem. Pojawiła się we mnie desperacka myśl, że to mnie teraz uratuje. Wieczorem była Msza dla studentów i poszedłem wcześniej, wiedząc, że przed Mszą ktoś zawsze siedzi w konfesjonale. Wszedłszy do kościoła, zobaczyłem księdza, który uczył religii w moim liceum. Nienawidziłem tego człowieka. Od dawna mnie namawiał, żebym zrezygnował z aikido, co wzbudziło we mnie dużą niechęć do niego i agresję. Byłem jednak w takim stanie, że było mi już wszystko jedno. Wyspowiadałem się, ale efekt nie był taki, jakiego oczekiwałem. W trakcie wysłuchiwania pouczenia zacząłem odczuwać tak silne cierpienie jak poprzedniej nocy. W myślach wyłem, żeby to się wreszcie skończyło. Po spowiedzi ten stan sprawił, że uciekłem z kościoła i pobiegłem do mojego mistrza. Powiedziałem mu, że rezygnuję, bo nie mogę dać sobie rady ze sobą. Nie wyjaśniłem mu, z jakiego powodu. Ten człowiek był moim dobrym kolegą, nie miał świadomości, że z aikido wiąże się cokolwiek złego. Uszanował moją decyzję. Sam zresztą widział, że od dawna jest coś ze mną nie tak. Wracałem całkowicie zmiażdżony. Jakaś myśl kazała mi wrócić pod kościół. W nocy uklęknąłem i pomyślałem, a raczej samo mi się jakoś pomyślało: „Weź moje życie, sam nie dam rady. Rób ze mną, co chcesz”. Z tą myślą wróciłem do domu.


Od tej pory zaczął się prawdziwy czyściec. Ledwo zaliczyłem rok na uczelni. Straciłem wszystkich przyjaciół. Okazało się, że na moim roku znam tylko jedną osobę. Odeszła ode mnie dziewczyna. W sumie lepiej, bo tylko ją krzywdziłem. Niech mi Bóg wybaczy. Wkrótce przeżyłem jeszcze inne cierpienie ciągnące się za mną do dziś. Związałem się z inną kobietą, która mnie nie kochała i po dwóch miesiącach porzuciła.


Zacząłem chodzić na spotkania modlitewne Odnowy w Duchu Świętym, do czego namówiła mnie siostra i wspomniany wyżej ksiądz. Za radą księdza-egzorcysty odbyłem spowiedź generalną, co dało ten skutek, że wszystkie manifestacje zła, które przeżywałem, straciły na sile.


Wkrótce wziąłem udział w rekolekcjach, gdzie na końcu modlono się o to, by Duch Święty dotknął uczestników. W trakcie tej modlitwy czułem się źle. Chciało mi się wymiotować i najchętniej bym wyszedł. Wracałem do domu całkowicie rozczarowany. Miałem wielkie pretensje do Boga, że w niczym mi nie pomógł.


Na drugi dzień mieliśmy się spotkać raz jeszcze i pożegnać. Z mojego domu szło się około pół godziny do kościoła, w którym były rekolekcje, cały czas przez park. Postanowiłem zatem przejść się pieszo, bo była bardzo ładna pogoda. Szedłem bezmyślnie pogrążony w rozpatrywaniu własnego poczucia zawodu. W połowie drogi nagle zdałem sobie sprawę, że ja nic nie słyszę. Pierwszy raz od dwóch lat nie miałem żadnych halucynacji, tak słuchowych jak i wizualnych. Dotarło do mnie, że to była pierwsza noc od dwóch lat, którą normalnie przespałem. Czy ktoś może zrozumieć, co ja wtedy przeżyłem?


Ale, paradoksalnie, wcale nie było potem łatwiej. To był najtrudniejszy dla mnie czas, trudniejszy niż jakikolwiek inny. Nigdy nie było mi tak ciężko. Zapewne powodem była ruina emocjonalna czy też psychiczna po tych wydarzeniach. Pamiętam, że wszystko mnie wtedy raniło, nawet najmniejsze niepowodzenie czy też zachowania innych, które dziś po prostu ignoruję.


Miesiąc później pojechaliśmy całą wspólnotą na czuwanie Odnowy do Częstochowy. Prowadził je o. Verlinde. W pewnej chwili powiedział, że w drodze do domu anioł stróż każdemu powie, komu ma opowiedzieć o Jezusie. Po wszystkim wsiedliśmy do autokaru, a ja usłyszałem gdzieś w środku nazwisko mojego wykładowcy. To znaczy pojawiła się nagle jakaś ogromna pewność, że to ta właśnie osoba. Zdjął mnie lodowaty strach. Ten człowiek był dla mnie instytucją na uczelni, a nie osobą. Jak ja miałem w ogóle zacząć tę rozmowę? Zajęcia z nim miałem za dwa dni. Robiłem wszystko, żeby go tego dnia nie spotkać, ale obraz tego człowieka po prostu mnie wszędzie prześladował. W końcu poszedłem do jego gabinetu i poprosiłem o dziesięć minut rozmowy. Powiedziałem, że chciałbym mu o czymś opowiedzieć, ale na początek chciałbym, żeby miał świadomość, że czuję strach przed tą rozmową i najchętniej bym w ogóle jej nie zaczynał. Opowiedziałem mu wszystko to, co opisałem powyżej. On słuchał w milczeniu. Potem podszedł i uściskał mnie. Usłyszałem, że to było dla tego człowieka bardzo wzruszające, bo nikt z nim nie rozmawiał przez całe życie o wierze w tak intymny sposób. Okazało się więc, że to Bóg zadziałał.


Jestem pewien, że jest we mnie bardzo dużo okaleczeń wewnętrznych, stale tego doświadczam. Żyję wciąż ze świadomością ciężaru moich doznań. Czasem czuję się tak bardzo stary i zniszczony. Nigdy nie skorzystałem z pomocy psychologa, choć wiele osób, w tym spowiednicy, mi to radziło. Czasem rodzi się we mnie pokusa, aby te doświadczenia przekreślić, przekreślić wynikającą z nich pewność istnienia szatana i Boga, tak realną jak istnienie każdego z nas. Pewność każdej sekundy, że Bóg po prostu jest obecny w rzeczywistości. Pojawia się we mnie tęsknota, żeby żyć jak miliony innych, normalnych ludzi. Ale tak nie będzie, bo ta pewność jest we mnie jak rozogniona rana. Tak bolesna zwłaszcza w tym, co trudne, a zarazem tak słodka i kojąca. Ktoś, kto doświadczył miłości Boga po prostu nie może zignorować cierpienia drugiego człowieka. Wspomnienie ogromu miłości Jezusa sprawia, że cierpienie drugich staje się ciężarem nie do uniesienia. Jednocześnie człowiek dotyka tego, jak bezgranicznie kochać można, a jak kochać nigdy nie będzie w stanie.       

 

B. ?

 

Świadectwo ukazało się w magazynie "Miłucie Się" nr. 5/2003 r. Zapraszamy do księgarni Miłucie się.

/

Komentarze (116):

anonim2011.11.28 12:10
<p>Nie wiem, być może jest w tym wszytkim jakieś ziarno prawdy. Ale wspołczesne sztuki walki przeszczepione na europejski grunt są zasadniczo pozbawione duchowego (religijnego) kontekstu. Po prostu jest to sport. Jakieś ukłony są elementem rytualnym, okazaniem szacunku a ćwiczenia oddechu mają usprawnić elastyczność układu oddechowego a nie kotnrolę nad ki w kt&oacute;re mało kto wierzy. Taki mały przykład: kiedy chodziłem na karate m&oacute;j trener okazał sie być bardzo pobożnym człowiekiem, dał mi jeden z numer&oacute;w ,,Miłujcie się\" nie byłem wtedy zbyt pobożny a od tego zaczął się m&oacute;j powr&oacute;t do Kościoła. Niby absurd a jednak.</p>
anonim2011.11.28 12:13
<p>Dzięki za to wstrząsające świadectwo, jakże potrzebne.</p>
anonim2011.11.28 12:17
<p> \"background-image: initial; background-attachment: initial; background-origin: initial; background-clip: initial; margin: 8px;\"> <p>No i tak samo jak z HP. Jeśli wschodnie, zachodnie czy żydowskie sztuki walki będzie się traktowało jedynie i tylko jedynie jako formę gimnastyki, sportu czy skutecznej samoobrony, to nic złego. Jeśli zaś pojawi się w uprawianiu sztuki walki ideologia, parareligia czy fetyszyzm, trzeba z tego natychmiast zrezygnować. Nie można służyć Bogu i mamonie. Robienie bożka - obojętnie z czego - z pieniądza czy sztuki walki - jest złem. Chcę jednak podkreślić, że ćwiczenia fizyczne (ciosy, uniki, gimnastyka) pozbawione ideologii są pożyteczną formą spędzania wolnego czasu, a także spełniania się życiowego. Znam człowieka, p&oacute;łsierotę, studenta teologii i filozofii. Uprawianie karate pomogło mu wydźwignąć się z ciężkiego życia, dostał się na młodzieżowe ME. Nie zdradza najmniejszych oznak opętania, jest człowiekiem wierzącym. Trzeba wyczuć granicę i nie czynić bogiem nikogo i niczego, bo B&oacute;g jest tylko jeden w Tr&oacute;jcy.</p> </p>
anonim2011.11.28 12:49
<p>Osobą piszącą jest B&oacute;g,zazwyczaj scenariusz nawr&oacute;ceń jest zbliżony</p>
anonim2011.11.28 13:07
<p>To,ze ktos sobie mysli,ze jak nie ma ideologii w sztuce walki,to nic sie nie dzieje, jest w bledzie.</p> <p>Mam znajomego byl zawsze gleboko wierzacy i trenowal karate bez jakiejkolwiek duchowosci lecz dla sportu. Wywolalo to jednak u niego powazne problemy - olbrzymia pokuse nieczystosci. Pomogla dopiero modlitwa i zarzucenie treningu.</p> <p>Niestety jesli fundamentem danej sztuki walki jest pewna duchowosc,to niewazne czy ktos to odrzuca,czy nie,ta duchowoscia ta sztuka pozostaje skazona.</p> <p>Podbnie mozna nie wierzyc lub nie znac znaczenia pentagramu,ale jesli go nosisz...</p> <p>Zatem kazdy ruch,cios,forma, tzw. kate jest elementem oddawania czci obcej duchowosci i wciaga nas pod wladze zla.</p> <p>Wiadomo,ze jak ktos sie zaglebia w medytacje i ideologie to ten proces nastepuje szybciej i glebiej,bardziej naocznie i trudniej sie z niego wydobyc. I to uwazam jest lepsze,bo bardziej jednoznaczne niz zastanawianie sie latami dlaczego np. ktos ciagle zdradza zone albo nabyl sklonnosci homoseksualne.</p> <p>&nbsp;</p> <p>Samo swiadectwo jest druzgocace,bo sam trenowalem aikido i ostatecznie przekonalem sie,ze nie ma do tego powrotu.</p> <p>Jest to tym bardziej smutne,ze O\'sensei Ueshiba z wypowiedzi i zapisow byl bardzo dobrym czlowiekiem,glosil przeciez milosc i wiare w Boga,a jedno ze zdarzen z jego zycia mogloby wygladac jak zeslanie Ducha Swietego.</p> <p>Niestety nie poznal lub odrzucil Jezusa.</p> <p>&nbsp;</p> <p>Zastanawiala mnie jakis czas mozliwosc egzorcyzmowania danej sztuki walki, co mialoby ja oczyscic z wplywu zlego ducha i umozliwic praktykowanie \"po chrzescijansku\". Podobnie jak stalo sie z przejmowaniem niektorych poganskich dat swiat i zwiazanych z tym tradycji.</p> <p>Ale chyba nie bardzo ma to sens.</p> <p>Tylko jak szkolic zolnierzy i policjantow,skoro najskuteczniejsze sztuki walki sa skalane?</p>
anonim2011.11.28 13:08
<p> \"background-image: initial; background-attachment: initial; background-origin: initial; background-clip: initial; margin: 8px;\"> <p>@midnightwalker niestety nie mogę się z Tobą zgodzić, bo to tak, jakbyś powiedział, że np. odmawianie r&oacute;żańca można obedrzeć z \"kontekstu religijnego\" i odmawiać go dla ukojenia nerw&oacute;w, traktując jako technikę relaksacyjną. wschodnie sztuki walki wyrosły na pewnym, ściśle określonym gruncie filozoficzno-religijnym i są zewnętrzną manifestacją tej rzeczywistości duchowej. są one jednym z element&oacute;w jakiejś większej całości, o kt&oacute;rej pisał tu autor świadectwa. można tę całość zignorować, ale ignorancja nie zwalnia nas z ponoszenia skutk&oacute;w wykonywania pewnych gest&oacute;w, odprawiania rytuał&oacute;w, medytacji i obcowania z tajemniczymi siłami duchowymi. co do wiarygodności tego świadectwa - można ją podważać, bo inni trenują wschodnie sztuki walki i nic im nie jest, ale takie rzeczy, jak opisana wyżej, zdażają się i w innych dziedzinach - można doświadczyć duchowego zniewolenia lub opętania ćwicząc jogę, uprawiając numerologię, biorąc narkotyki, itd. niekt&oacute;rzy ludzie po prostu są duchowo wrażliwsi, dzięki czemu wchodzą głębiej w to, co robią i dotykają głębszej rzeczywistości, niż \"przeciętny Kowalski\". to właśnie takie osoby przeżywają najsilniejsze upadki, bo naprawdę oddają swoje serce i ducha temu, czym się zajmują. znam takie przypadki osobiście i one naprawdę wyglądają nieco schematycznie, tak jak to zauważył Ferretti. ale czy można z tego faktu czynić zarzut? czy można podważać np. istnienie grawitacji, tylko dlatego, że rzecz z tą siłą zawsze ma się tak samo, że wszystko zawsze spada z g&oacute;ry na d&oacute;ł? myślę, że ignorancja wobec rzeczywistości duchowej ma swe źr&oacute;dło, przynajmniej po części, w tym, że niewiele os&oacute;b tak naprawdę wchodzi w to, co robi \"całym sobą\" i dlatego nie doświadcza całości zjawiska. ślizgając się po powierzchni nie mają szans dotrzeć do głębi.</p> </p>
anonim2011.11.28 13:16
<p>z takimi objawami to sie idzie do lekarza</p>
anonim2011.11.28 13:21
<p>Zgadzam się z <em>Feretti</em>. \"... czaiło sie w aikido\" i gdzie jeszcze? Mnie babcia straszyła, żeby nie zaglądać do studni bo Baba Jaga mnie wciągnie, w ciemnym pokoju obowiązkowo siedział diabeł a spojrzenie w lustro wiązało się z wysokim ryzykiem zobaczenia odbica \"złego\" (zwanego na wsi złyduchem)! Nie no,&nbsp; bardzo proszę o więcej zdrowego rozsądku, bo takie \"strachy\" to niczemu dobremu nie służą. Przeciwnie.</p>
anonim2011.11.28 13:30
<p>KOSIKOSI, wątpiący, ect. - żałosne jest to Wasze niby-śmieszne komentowanie sprawy, o kt&oacute;rej nie macie najwyraźniej zielonego pojęcia. przede wszystkim Katolicy, jak i ich dzieci nie mają zakazu używania życia, tylko mają moralny obowiązek robić to ROZUMNIE, a więc ze świadomością tego co robią i z czym się stykają. a jedyne, co macie nam do powiedzenia to jakieś dziecinne sentymenty, zupełnie emocjonalne banialuki na poziomie chłopca z zer&oacute;wki. nie jest to, żadną miarą, alternatywa dla katolickiej głębi. sprawiacie nam tu przykrość, bo musimy patrzeć na to, jak żałośnie nisko może upaść Obraz Boga. naprzwdę żal na to patrzeć.</p>
anonim2011.11.28 13:39
<p>Feretti. między tymi zjawiskami nie zachodzi stosunek alternatywy. zło jest i w tym, o czym m&oacute;wisz i w tym, o czym m&oacute;wi autor świadectwa. a to że nie spotkałeś takich przypadk&oacute;w jest zrozumiałe, bo nie spotykamy w życiu wszystkiego, co możliwe do spotkania. ja akurat takie coś spotkałem, a nie spotkałem innych rzeczy, kt&oacute;re pewnie Ty spotkałeś. możemy się wymienić doświadczeniami i wyciągnąć z nic wnioski dla dobra wsp&oacute;lnego.</p>
anonim2011.11.28 14:44
<p>Tylko wyglądać kiedy pojawi się historia o miłości i opętniu&nbsp; przez bułeczki drożdżowe z serem. Też nami wstrząśnie.</p>
anonim2011.11.28 15:03
<p>Droga Redakcjo! Mam takie same wrażenia jak osoby z kilku wcześniejszych wpis&oacute;w. Te świadectwa z \"Miłujcie się\" są strasznie schematyczne i zwykle bardzo stare. Jak widzę zajawkę ciekawiącego mnie artykułu na \"gł&oacute;wnej\", najpierw zjeżdżam na d&oacute;ł i jesli jest to przedruk z \"Miłujcie się\" - czytam tylko komentarze. Te przynajmiej są autentyczne. Jeżeli jest ziarno prawdy w tych świadectwach chyba nietrudno znaleźć własny, świeży materiał do artykułu a nie robić przedruki. Jak nie - to nie zawracajcie głowy schematycznymi starociami.</p>
anonim2011.11.28 15:04
<p>Bylem na treningach aikido prowadzonych przez sensei Jacka Wysockiego w Pile i prowadzil tam sesje medytacji zarowno przed jak i po treningach. I na wielu innych treningach, w ktorych uczestniczylem bylo to norma.</p> <p>Tak wiec psuedointelektualne wyrzygi ignorantow pokroju Kosikosi radze wlozyc miedzy kompromaty i bajki. Wypowiadaja sie na temat rzeczy,ktore znaja tylko z nazwy, bo wszystko w zyciu poznaja powierzchownie. Niektorym niestety na zawsze pozostaje mentalnosc nastolatka i to jest duzy problem spoleczny w Polsce.</p> <p>I trzeba faktycznie byc bezmozgiem,zeby ignorowac korelacje miedzy wystepowaniem okreslonych pokus po treningach danej sztuki walki i ich ustepowaniem po modlitwie w intencji z tym zwiazanej.</p> <p>Wspolczuje odpornosci na fakty. Obawiam sie,ze nawet praktyka na wlasne galy niewiele by pomogla komus o tak wypranym mozgu.</p> <p>Pol biedy,gdyby to byly jednostkowe przypadki,ale niestety caly establishment kulturalno-naukowy jest coraz bardziej zasyfiany przez tego typu zasysaczy TVNu.</p> <p>&nbsp;</p> <p>Bogu co boskie,cesarzowi,co cesarskie. A czy jest cos,co nie nalezy do Boga?</p>
anonim2011.11.28 15:06
<p>@Kida</p> <p>Ja czerpie duzo wiedzy i pokrzepienia z owych swiadectw,bo nigdy nie bylem czytelnikiem \"Milujcie sie\" i nie mialem dostepu do tych informacji.</p> <p>Prosilbym wiec,zeby te swiadectwa jednak zamieszczac.</p>
anonim2011.11.28 15:10
<p>@HAL9000 Tylko prawda jest ciekawa. Też bym chciała czerpać wiedzę i pokrzepienie z tego typu tekst&oacute;w. Dlatego proszę o świeże i autentyczne. Materiał sam się zgłasza np. TY.</p>
anonim2011.11.28 15:35
<p>Parę lat temu czytałem gdzieś (przepraszam, ale nie pamietam gdzie), że w Polsce sztuki walki ćwiczy więcej os&oacute;b niż w Japonii (być moze to było w czasach, gdy w kinach kr&oacute;lowało \"Wejście smoka\"), wiec stawianie tezy, że Chiny, Japoni czy Indie są w całości opętane i tyczy to wszystkich bez wyjatku mieszkańc&oacute;w jest conajmniej głupie. Nietrudno zauważyć zresztą, że autor artykułu traktowal aikido jak religię i podporządkował temu praktycznie całe życie. Zapewne są r&oacute;żne szkoły i w jednych pewnie medytację się praktykuje, a w innych nie, a co z tych praktyk może wyniknąć to własnie można przeczytać powyżej.</p>
anonim2011.11.28 15:36
<p>od wielu lat trenuję judo i nie zauważyłem żeby zmieniło się coś w mojej wierze. (fakt, judo to nie aikido) poza tym w PZJ wielu działaczy to zaangarzowani katolicy... niemniej gdy szukałem trenera to brałem pod uwagę to żeby nie był zbyt \"wschodni\"</p>
anonim2011.11.28 15:38
<p>\"Największym sukcesem szatana dziś jest to, że już mało kto wierzy w jego istnienienie\". Oczywiście nie popadajmy w skrajności. Nie można wszędzie dopatrywać się działania złego, ale proszę Was, aby nie postrzegać świata tak, jak życzą sobie tego ci, kt&oacute;rzy starają się nami manipulować. Nie pozw&oacute;lmy stępić sobie sumień.</p>
anonim2011.11.28 16:04
<p>sztuki walki sa niepraktyczne najlepsze są systemy walki takie jak Kapap Grom Combat albo combat56</p>
anonim2011.11.28 16:27
<p>podstawą jest rozr&oacute;żnienie sport&oacute;w walki ---/ kt&oacute;re nie mają nic wsp&oacute;lnego z filozofia czy religią/////// a wschodnimi sztukami walki/gdzie występuje inicjaca duchowa-będąca zagrożeniem duchowości\\ \\\\\\szatan naczęściej działa w formie pozytywnej ////mało kiedy się ujawnia&nbsp;</p>
anonim2011.11.28 16:31
<p>podstawą jest rozr&oacute;żnienie sport&oacute;w walki ---/ kt&oacute;re nie mają nic wsp&oacute;lnego z filozofia czy religią/////// a wschodnimi sztukami walki/gdzie występuje inicjaca duchowa-będąca zagrożeniem duchowości\\ \\\\\\szatan naczęściej działa w formie pozytywnej ////mało kiedy się ujawnia&nbsp;</p>
anonim2011.11.28 16:47
<p>Kryptoreklama Odnowy,&nbsp;prawdopodobnie zmyślone. W Odnowie lubią takie historyjki wykorzystywać&nbsp;przy akcjach werbunkowych.&nbsp;Aikido nie jest&nbsp;ok. ale nie wypędza się jednego diabła drugim.</p>
anonim2011.11.28 17:52
<p>Combat56</p> <p>-słyszałem że ten Combat56 to ukradzione techniki i to marnie powt&oacute;rzone systemu BAS dra Andrzeja Błaża :-)</p> <p>INNI</p> <p>&nbsp;</p> <p>-medytacja wschodnia jest formą ezoteryzmu patrząc z punktu widzenia chrześcijanina - grzechem przeciw I przykazaniu, bramą dla diabła</p> <p>-niewierni nie powinni wypowiadać się o sprawach dla nich umysłowo niedostępnych, jakimi są sprawy wiary</p>
anonim2011.11.28 17:53
<p>Combat56</p> <p>-słyszałem że ten Combat56 to ukradzione techniki i to marnie powt&oacute;rzone systemu BAS dra Andrzeja Błaża :-)</p> <p>INNI</p> <p>&nbsp;</p> <p>-medytacja wschodnia jest formą ezoteryzmu patrząc z punktu widzenia chrześcijanina - grzechem przeciw I przykazaniu, bramą dla diabła</p> <p>-niewierni nie powinni wypowiadać się o sprawach dla nich umysłowo niedostępnych, jakimi są sprawy wiary</p>
anonim2011.11.28 17:53
<p>Combat56</p> <p>-słyszałem że ten Combat56 to ukradzione techniki i to marnie powt&oacute;rzone systemu BAS dra Andrzeja Błaża :-)</p> <p>INNI</p> <p>&nbsp;</p> <p>-medytacja wschodnia jest formą ezoteryzmu patrząc z punktu widzenia chrześcijanina - grzechem przeciw I przykazaniu, bramą dla diabła</p> <p>-niewierni nie powinni wypowiadać się o sprawach dla nich umysłowo niedostępnych, jakimi są sprawy wiary</p>
anonim2011.11.28 17:53
<p>Combat56</p> <p>-słyszałem że ten Combat56 to ukradzione techniki i to marnie powt&oacute;rzone systemu BAS dra Andrzeja Błaża :-)</p> <p>INNI</p> <p>&nbsp;</p> <p>-medytacja wschodnia jest formą ezoteryzmu patrząc z punktu widzenia chrześcijanina - grzechem przeciw I przykazaniu, bramą dla diabła</p> <p>-niewierni nie powinni wypowiadać się o sprawach dla nich umysłowo niedostępnych, jakimi są sprawy wiary</p>
anonim2011.11.28 18:24
<p>dobra przestroga dla poszukwiaczy ezoterycznych uniesień; nie ma innego boga poza Bogiem w Tr&oacute;jcy Jedynym - wszystko inne to szatan i jego realne działanie; dlatego modlimy się do Pana Boga \"i nie w&oacute;dź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego - Amen\"</p>
anonim2011.11.28 18:55
<p>Polecam na youtubie wyklady ojca Verlinde.</p> <p>To wybitny specjalista od medytacji,wypowiadajacy sie na podstawie wlasnego doswiadczenia,a nie powierzchownej opinii ignoranta.</p>
anonim2011.11.28 18:56
<p>Jakie piękne teksty, szczeg&oacute;lnie znawc&oacute;w(?) Wschodu. Dalekiego. Siad w klęku przed treningiem i po to kr&oacute;tka forma medytacji. Widocznie ci kt&oacute;rzy tak kpią z wiary katolickiej nigdy nie ćwiczyli albo są niedoinformowani. Chodzi o wyciszenie, a pod rozwagę daję słowa z Alistera Crowley\'a (\"Magia w teorii i praktyce\"): Joga jest wstępem do magii. Żadna ze sztuk samodoskonalenia jakimi są sztuki walki nie jest działaniem, nazwałbym to, \"bezreligijnym\". Jest to spos&oacute;b na samospełnienie w rozumieniu duchowym poprzez fizyczną dyscyplinę, gdzie nie istnieje Obecność osobowa. Jak powiedział jeden z mistrz&oacute;w sztuk walki z g&oacute;ry Wu Dang (chyba tak to się pisze): chcę być bogiem. Wydaje się, iż należy to rozumieć w rodzaju oświeconego.</p>
anonim2011.11.28 19:14
<p>nie ignorowałbym tego świadectwa. Sam trenuję karatę kilkanaście lat i wiem, że siła tzw. sport&oacute;w walki tkwi w nienawiści. Jeśli kogoś znienawidzisz tak, że będziesz got&oacute;w zrobić w walce wszystko to nie musisz znać wcale techniki. Sam będziesz wiedział jak kogoś pobić albo zmasakrować. Sam zaś słyszałem od jednego ze swoich trener&oacute;w, żeby idąc walczyć mieć w sobie \"diabła\". I to właśnie chodzi o tą nienawiść. Ten zaś trener powt&oacute;rzył to za naszym mistrzem (czy raczej gł&oacute;wnym trenerem, bo ja go za mistrza nigdy nie uważałem). Po pewnym czasie zrezygnowałem z tego karate. Zacząłem trenować inny styl, ale ciągle mam wątpliwości czy to aby na pewno dobra rzecz.</p>
anonim2011.11.28 20:21
<p>Ferretti, a może tak to właśnie wygląda, przecież wielu ludzi schematycznie popełnia te same błędy?</p>
anonim2011.11.28 21:01
<p>A bo ludzie z nud&oacute;w nie wiedzą co ze sobą zrobic.</p> <p>A za życie się wziąć !</p> <p>A nie trzaskać po pysku dla rozrywki.</p>
anonim2011.11.28 21:52
<p>Co za piramidalne bzdury znowu wypisujecie. Poczynając od tego, że wszystko jest podszyte diabłem, poczynając od muzyki techno do karate, wr&oacute;żenia z ręki itp itp. Za kogo macie swoich czytelnik&oacute;w? Za jakiś notorycznych idiot&oacute;w. Takie teksty to kolejny krok w kierunku tego że za 10 lat do kościoła będzie chodziło może 10% społeczeństwa. Chrześcijaństwo kt&oacute;re jest moim zdaniem bardzo słuszną ideą ośmiesza się tym ciągłym przywoływaniem diabła z obrazka.</p> <p>Sam ćwiczyłem Aikido przez kilka lat, może dlatego ten tekst szczeg&oacute;lnie mnie ruszył, bo sądzę, że te treningi wniosły dużo dobrych rzeczy do mojego życia poczynając od prostych plec&oacute;w na dyscyplinie kończąc.</p> <p>Na koniec bardzo bym chciał by osoba kt&oacute;ra napisała te brednie się pod nimi podpisywała chyba że jest skończonym tch&oacute;rzem. No ale czemu się dziwić sam bym się nie podpisał pod czymś takim.</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2011.11.28 22:21
Ignorujesz fakty ogolno dostępne do weryfikacji. Dla Ciebie diabeł jest tylko na obrazku. Inni zmagają się z nim dzień w dzień nieomal twarzą w twarz, chcoby podczas egzorcyzmow.
anonim2011.11.28 22:23
<p>Uważam podobnie. Po co drukować świadectwa anonimowe, skoro jest tak wiele imiennych? Poza tym, Panie Kaśkosz, nie ma żadnego tzw. diabła z obrazka, tylko jest namacalne, identyfikowalne Zło. I nie ma z nim żart&oacute;w. Boję się, że Pan je zaprasza do siebie takimi tekstami. Powaga.</p>
anonim2011.11.28 22:31
<p>Panie Arturze</p> <p>to wszystko to kwestia jak patrzy się na życie, ja staram się patrzeć w spos&oacute;b chłodny i racjonalny, tam gdzie inni widzą opętani diabłem ja widzę chorobę psychiczną. Tam gdzie inni widzą cuda ja widzę siły przyrody. Czasami żałuje, że podchodzę do wszystkiego tak na chłodno, i brak mi w życiu duchowych uniesień, ale taki jestem i racze nie zmienię bo tego nie chcę. Diabła nie spotkałem choć spotkałem kilku strasznych ludzi. Moje ulubione przysłowie to \"Strzeżonego Pan B&oacute;g strzeże\".</p>
anonim2011.11.28 22:36
<p>Hal9000 czy jak tam się nazywasz, a jakie to fakty? Choć jeden przykład. Tylko proszę nie m&oacute;w o cudzie w Sok&oacute;łce, bo to grubymi nićmi szyte. Polecam natomias przeczytać wyznania ojca Pio z podręcznikiem psychaitrii klinicznej w ręce, bardzo pouczające.</p>
anonim2011.11.28 22:42
<p>@Częstochowski Poeta</p> <p>Facet, kt&oacute;ry nie chciał się kłaniać, dobrze zrobił. Jak już posługujemy się cytatami z Ewangelii, to ja przytoczę ten: \"Panu Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz.\" Myślę, że bardziej pasuje do tej sytuacji. Szacunek do człowieka, a oddawanie czci jego obrazowi (i to nie świętego) to dwie r&oacute;żne sprawy.</p>
anonim2011.11.28 23:05
<p>@Ferretti 13:32</p> <p>Kosciol stanowimy my wszyscy, ksieza to jedynie kilka % calej wspolnoty Kosciola. Jesli ktos porzuca Kosciol z powodu opryskliwego/chciwego proboszcza to jest to wymowka....</p>
anonim2011.11.28 23:12
<p>Panie Michale, niestety, nie jest Pan wyjątkiem. Każdy widzi siły przyrody. Żeby uwierzyć czy też doświadczyć zła naprawdę trzeba się postarać.</p>
anonim2011.11.28 23:28
<p>Panie Arturze czy \"cud słońca\" z Fatimy to rzeczywiście cud czy też zjawisko fizyczne? Dla mnie to zjawisko fizyczne. Być może cuda się zdarzają ale ja stosuje \"brzytwę Ockhama\" najprostsze wyjaśnienie jest najlepsze. W Fatimie stawiam na kryształki lodu w powietrzu nie na działanie Boga.&nbsp;</p> <p>Epatowanie publiki opisami diabł&oacute;w, cud&oacute;w itp uważam za tani chwyt, wyraz intelektualnego lenistwa, a końcu wyrachowane kłamstwo.</p> <p>Taki tekst jak powyżej na dodatek jest przepisany z konspektu kt&oacute;ry już kilka razy na Frondzie widzieliśmy. Autor nie dość, że niezbyt rozgarnięty to jeszcze leniwy. Zupełnie mnie nie przekonuje.</p>
anonim2011.11.28 23:48
<p>Konstatuję ze smutkiem, że Panu obca jest nie tylko wiara, ale nawet wszelka refleksja filozoficzna. Dużo ciekawsze spostrzeżenia na taki temat mieli już starożytni Grecy ;).</p>
anonim2011.11.28 23:58
<p>Nawet Pan nie wie jak bardzo się Pan myli. Ani wiara ani tym bardziej refleksja obca mi nie jest. Dziwi mnie natomiast jak małej wiary są ludzie kt&oacute;rym potrzeba takich środk&oacute;w jak powyżej. Płonący krzew byłby jeszcze lepszy, myślę, że autor artykułu byłby got&oacute;w go zoorganizować by pogłębić wiarę maluczkich.&nbsp;</p>
anonim2011.11.29 0:06
<p>Michał Kaśkosz - potwierdzam to co jest napisane w powyższym świadectwie własnym życiem.</p> <p>ponad 23 lat w sztukach walki i to tyle w temacie. Niezdecydowanym na poczatek polecam - Karatega&nbsp; do śmietnika a reszta pojdzie juz z g&oacute;rki, nagle zaczną się prostować ścieżki i w życiu i w sercu byle wykonać&nbsp; ten pierwszy krok.</p> <p>\"Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. \"Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie....\" Pan Jezus powiedział: \"Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni\", a zaraz potem: &nbsp;\"Nie rzucajcie swoich pereł przed świnie\".</p>
anonim2011.11.29 0:21
<p>Trzeba miec w sobie dużo złej woli by być ślepym na te wszytkie świadectwa.</p>
anonim2011.11.29 0:27
<p>Wątpiący2 polecam Ci na chomiku ks James Maniackal szczegolnie; Droga do ewangelizacji w Europie, O -kultyzm, cierpienie, homeopatia - dzieło szatana, Homeopatia, joga. </p>
anonim2011.11.29 0:30
<p>@M.Kaskosz</p> <p>Skoro zyjemy w swiecie fizycznym, logiczne jest ze cuda dokonywane przez pana Boga manifestuja sie rowniez w sposob fizyczny. Coz z tego,ze w Fatimie byly krysztalki lodu [jesli byly] skoro uzyl ich pan Bog,by dokonac cudu?</p> <p>Brzytwa Okhama jest wspanialym narzedziem,dobrze ze je stosujesz. Przyda Ci sie bardzo,gdy wezmiesz udzial w egzorcyzmie a opetany wykrzyczy Ci przy wszystkich wszystkie Twoje grzechy, o ktorych nikt inny poza Toba nie mogl wiedziec. Brzytwa pozwoli Ci wowczas jednoznacznie stwierdzic,ze takiego opisu sytuacji nie ma w zadnym podreczniku psychiatrii stosowanej.</p> <p>Z ojcem Pio zreszta rowniez srednio trafiles,bo wciaz zyja jeszcze ludzie, ktorzy spowiadali sie u niego i bodaj setki,czy nawet tysiace, zaswiadczaly,ze znal ich wszystkie grzechy lepiej od nich samych,zupelnie tak jakby czytal w ich duszach.</p> <p>&nbsp;</p> <p>Skoro jestes chlodny i racjonalny,to powinienes osobiscie to zweryfikowac.</p> <p>Nie powinienes miec problemu z dostaniem sie do odpowiednich srodowisk i dopuszczeniem do okreslonych rytualow,by galy same widzialy.</p> <p>Idz i sprawdz,jak sw. Tomasz,jak blisko i powszednio jest Bog.</p> <p>Albo przestan bredzic,racjonalizmem usprawiedliwiajac nawyki cwiercinteligenta.</p>
anonim2011.11.29 0:35
<p>@Michał Kaśkosz. Podobają mi się niekt&oacute;re Twoje myśli, ale jeszcze tak zapytam: Czy jesteś człowiekiem wierzącym czy nie? Jeśli tak, to jak? Jeśli nie chcesz, oczywiście masz prawo nie odpowiadać ;)</p>
anonim2011.11.29 0:47
<p>Po dw&oacute;ch latach treningu nie mając dana został instruktorem? To tak jakbym po skończeniu liceum został w nim by uczyć kt&oacute;regoś z przedmiot&oacute;w. Kolejne standaryzowane pitu pitu dla zindokrynowanych ignorant&oacute;w...</p>
anonim2011.11.29 1:04
<p>@Sidi - nie daje wiary twojemu świadectwu dla mnie jesteś awatarem z kaskiem na głowie, możesz być mamą mojego sąsiada a nie karateką ze stażem, ujawnij się albo zamilcz</p> <p>@HAL - przeczytaj sobie jak cud zdefiniował św. Tomasz z Akwinu - i przestań mi ubliżać</p> <p>@Soyt - tak - na drugie pytanie mogę ci odpowiedzieć ale nie przy Halu bo znowu zacznie mnie wyzywać</p>
anonim2011.11.29 2:59
<p>@<em><span \"color: #928b6e;\">Ferretti</span></em> , PO CO PYTASZ? Przecież Ty już wszystko wiesz. Stań przed lustrem i podziwiaj własne odbicie. Czy nie tak wygląda wg Ciebie \"alfa i omega\"? Gdybyś jednak miał jakiekolwiek wątpliwości, to odsyłam Cię do linku&gt; <a href=\"http://mateusz.pl/mt/ko/ko-pwlnb.htm\">http://mateusz.pl/mt/ko/ko-pwlnb.htm</a></p> <p>&nbsp;</p>
anonim2011.11.29 3:17
<p><em><span \"color: #928b6e;\">@Wątpiący2</span></em> napisał/a:\"Dla kogos kto ma choć kilka kom&oacute;rek nerwowych wolnych od katolickiej indoktrynacji musi byc oczywiste iż te wszystkie opowieści o zniewoleniu...to brednie. ... to jak żyją Chińczycy ??? \". TY, kt&oacute;ry masz więcej niż kilka \" kom&oacute;rek nerwowych itd.\", nie umiesz poszukać odpowiedzi na tak proste pytanie? Chińczycy jedzą zypy z dzieci, a nawet ich ciało. W to tez pewnie nie uwierzysz, bo \"masz więcej kom&oacute;rek nerwowych wolnych od indoktrynacji\". Może jednak prawdziwe zdjęcia z \"daniem\" gł&oacute;wnym na talerzu oraz procesem jego \"sporządzania\" uruchomi parę dodatkowych Twoich połączeń w masie szarej Twego m&oacute;zgu&gt; (UWAGA dla bardziej wrażliwych: obrazy drastyczne o kanibaliźmie) <a href=\"http://womanoftheearth.blogspot.com/2008/05/shocking-news-fetus-soup-being-served.html\">http://womanoftheearth.blogspot.com/2008/05/shocking-news-fetus-soup-being-served.html</a></p> <p>&nbsp;</p>
anonim2011.11.29 3:32
@Michal Ja Ci ublizam? A czy to nie Ty sugerowales,ze autor artykułu jest nierozgarniety i ze trzeba być idiota,żeby uwierzyć w to świadectwo? Czym cię urazilem? Tym,ze deklarujesz sympatie wobec chrześcijaństwa, po czym za pomocą brzytwy ockhama stawiasz się ponad Słowem Bozym? Tym,ze obnosisz się ze swoją tożsamością a boisz się przyznać do swoich poglądów? Zreszta jaka tam tozsamosc,kazdy umie sobie zmyslic jakies imie i nazwisko. Kazesz mi czytać definicje. A jesteś pewien ze sam jesteś w stanie ja zrozumieć? Moze lepiej zacznijmy od definicji dysonansu poznawczego.
anonim2011.11.29 3:39
@ ocochodzi. W Polsce działa kilka unii aikido. U Wysockiego tolerancja na bagatelizowanie minimalnych okresów treningu koniecznych do uzyskania kolejnych stopni była olbrzymia. Nie wiem jak teraz.
anonim2011.11.29 8:01
<p>od pewnego czasu mierzę takie artykuły, ich rangę reakcjami ojca wszelkiego buntu - wsp&oacute;łczynnikiem obszczekania przez jego sługi</p> <p>ten artykuł ma spore obszczekanie - tak 6/10 - widać jest faktycznie coś wart</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2011.11.29 8:41
<p>Niedługo przeczytam: \"Świadectwo: Zło było w robieniu pompek\", bo facetowi robienie pompek przed obrazem wiszącym na sali treningowej się źle skojarzyło. Jak napisał Poeta parę stron temu, \"Bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie\"... Jak będzie się pamiętało o tej zasadzie, to włos nikomu z głowy nie spadnie. Pamiętać o tej zasadzie, a wtedy aikido to sztuka walki, joga to gimnastyka, metal to muzyka a Harry Potter to zwykła książka...</p>
anonim2011.11.29 10:19
<p>@Szarlej</p> <p>...a pentagram to zwykla bizuteria? Twoje rozumowanie prowadzi do wniosku,ze jak&nbsp; sie w cos nie wierzy to tego nie ma.</p> <p>Rozumiesz juz na czym polega niebezpieczenstwo?</p> <p>&nbsp;</p> <p>@Zosma</p> <p>W swiadectwie pisze,ze szatan ujawnil sie dopiero po dotknieciu rozanca,prawda?</p> <p>Byla to laska jaka uzyskal ten czlowiek po swojej prosbie,polegajaca na zmuszeniu szatana do takiej reakcji.</p> <p>Zauwaz,ze potem nastapily dreczenia i potok mysli samobojczych,czyli desperackie dzialanie majace na celu doprowadzenie czlowieka do upadku,zanim calkowicie uwierzy i sie nawroci.</p>
anonim2011.11.29 11:33
<p>HAL9000 - nie że jak się nie wierzy to tego nie ma, tylko jak się pamięta w co tak naprawdę się wierzy, to joga zawsze pozostanie gimnastyką a akidio sztuką walki.</p>
anonim2011.11.29 11:34
<p>Kolejne uragajace logice porownanie.</p> <p>Gdyby to bylo zakazane,jak u Talibow,to nikt by nie trenowal i nie byloby tego swiadectwa,prawda? </p>
anonim2011.11.29 11:35
<p>Szarlej - na tej samej zasadzie mozna uczestniczyc w czarnej mszy. Pamietac w co tak naprawde sie wierzy i czarna msza pozostanie czarna msza;)</p>
anonim2011.11.29 11:48
<p>Redhot64 nikt nikomu niczego nie zabrania.Chcesz to pr&oacute;bujesz i wierzysz we własne siły ,że jeżeli coś się nie uda dasz sobie radę.Podobnie jest z paleniem trawy , pierwszym p&oacute;jściem z facetem/kobietą do łożka i wywołwaniem duch&oacute;w. Wchodzisz w to musisz liczyć się z konsekwencjami.Ja chodziłam na zajęcia kyokuschinki , w podstaw&oacute;wce, zawsze przed i po były medytacje.Dziękuję Bogu za m&oacute;j strach przed pobieraniem krwi bo przez to nie mogłam wyrobić sobie książeczki sportowej i zrezygnowałam.Fascynacja kulturą wschodu została i ugrzęzłam w krisznowcach ,na szczęście nie na tyle ,żeby nie zrobić matury i nie wyjechać z \"braćmi i siostrami\" do Londynu ,na sprzedawanie książek lub siebie ,dla dobra wsp&oacute;lnoty. Znam takie , kt&oacute;re nie mogły wr&oacute;cić. Jest wiele dyscyplin sportu, kt&oacute;re nie opierają się o medytacje i można je uprawiać bez ograniczeń. Przesuwanie koralik&oacute;w między palacami , myślę o r&oacute;żańcu bo są też inne, zbyt wielu ludziom wyprostowało życie aby sobie tak lekko z tego drwić.</p>
anonim2011.11.29 12:10
<p>Niekt&oacute;rzy świątobliwi z Frondy to pewnie nawet nie wiedzieli, że swoje pierwsze komentarze w internecie zawdzięczają modemowi o jakże wdzięcznej nazwie \"Pentagram\" :)</p>
anonim2011.11.29 12:18
<p>Świątobliwi ,bardzo często, tak wczesniej nagrzeszyli ,że jedyną drogą było albo samob&oacute;jstwo&nbsp; ,albo pomoc Boża. Po wyjściu z bagna człowiek nie chciałby tam wracać.</p>
anonim2011.11.29 15:48
<p> <p class=\"MsoNormal\" \"mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto; text-align: justify;\">Ten artykuł znajduje się w sieci już dawno (patrząc na numer \"Miłujcie się\"). Jak to m&oacute;wią, w każdym opowiadaniu jest ziarno prawdy.</p> <p class=\"MsoNormal\" \"mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto; text-align: justify;\">To, co m&oacute;wi ojciec Verlinde na temat jogi i wschodnich praktyk to prawda. On sam doświadczył tego wpływu, więc jako praktyk wie, co m&oacute;wi. Wschodnie sztuki walki mają to do siebie, że w mniejszym lub w większym stopniu są powiązanie z tamtejszymi systemami filozoficznymi czy religiami. Ludzie przychodzą na zajęcia z r&oacute;żnych pobudek. Jedni dla zdrowia, drudzy dla samoobrony, jeszcze inni zafascynowani filmami akcji. Ilu ludzi, tyle intencji uczestnictwa. Jedni pochodzą i po jakimś czasie rezygnują, inni zostają. Chcąc poznać bliżej, głębiej daną sztukę niż tylko to, co na treningach, trenowanie, powtarzanie danej sekwencji ruch&oacute;w (kate, forma itp. i itd.), powoli zagłębia się we wschodnią filozofię, religię. Człowiek stoi między Chrześcijaństwem i tym, co się w nią włącza, a tym, co mają wschodnie wierzenia. Trzeba widzieć tą niewidzialną subtelną granicę, bo czasami można ją niepostrzeżenie przekroczyć. Najważniejsze, aby to, co praktykujemy nie stało się \"bożkiem\". Oczywiście to nie znaczy, że wszyscy, co ćwiczą mają jakieś problemy, czy coś z nimi nie tak. Jednak zdarzają się przypadki, gdzie rzeczywistość nie wygląda już tak r&oacute;żowo. Czy to jest tylko i wyłącznie wina wschodnich sztuk walki? Ciężko mi się na ten temat wypowiedzieć.</p> </p>
anonim2011.11.29 15:55
<p> <p class=\"MsoNormal\" \"text-align: justify;\">Coś na ten temat jednak wiem, bo swojego czasu zajmowałem się (trenowałem, ćwiczyłem) sztuką walki (a dokładnie m&oacute;wiąc Tai Chi). Długo by na ten temat m&oacute;wić, w sumie m&oacute;głbym nawet napisać świadectwo dłuższe niż to na frondzie (tylko czy fronda chciałaby je umieścić? ;)). W skr&oacute;cie, w wieku dojrzewania, zmian, doświadczania i pr&oacute;bowania życia, byłem raczej letnim Katolikiem (wiemy, że trzeba być zimnym albo gorącym), więc jak Syn Marnotrawny wybrałem się w podr&oacute;ż. W drugiej klasie liceum zrezygnowałem z religii. Po pierwsze, musiałem w końcu wybrać, jaki jestem, gorący czy zimny i chciałem sam wybrać się w tą \"wędr&oacute;wkę poznania\", po drugie, to co się działo na tych lekcjach, przechodziło ludzkie pojęcie, niby licealiści, a taka olewka, wyszydzanie i śmianie się z religii i zakonnika, myślałem, czy po zakończeniu roku (jeszcze w pierwszej klasie liceum), na ostatnich zajęciach, jak już ludzie wyjdą, p&oacute;jść do niego i go nie przeprosić za resztę, bo aż tak mi było wstyd.</p> <p class=\"MsoNormal\" \"text-align: justify;\">Jednak wracając do tematu. W wieku 16 lat zacząłem ćwiczyć Tai Chi. Ćwiczyłem tak sobie i ćwiczyłem, poznawałem tajniki coraz głębiej i tak upłynęło kilka dobrych lat. Jednak w środku czułem się jakby pusty, niby powinien się inaczej czuć, lepiej, może szczęśliwy i radosny, ale coś mi brakowało i to coś coraz głośniej wołało. Do mnie, jakby ze mnie i na zewnątrz, czułem, że coś jest nie tak. Odczuwałem potrzebę obecności... Boga? W Tai Chi go nie znalazłem, tam nie ma Boga. A może B&oacute;g cały czas przy mnie był i teraz zaczął pukać coraz głośniej do mnie?</p> <p class=\"MsoNormal\" \"text-align: justify;\">Na początku studi&oacute;w poznałem osobę, kt&oacute;ra była pewnego rodzaju katalizatorem (bardzo dużo spędziliśmy czasu na rozmowach o Bogu), kt&oacute;ry przyspieszył moje zmiany, poznanie i w końcu dokonałem wyboru, podjąłem decyzję. Skontaktowałem się z pewnym Dominikaninem, wyjaśniłem mu moją historię, sytuację i poprosiłem o rozmowę, o ile jest taka możliwość. Zgodził się, musieliśmy tylko ustalić datę, taką aby obu nam pasowała. W końcu padło na 16 lipca (bodajże środa), pomyślałem dobrze, dzień jak co dzień, co ma się stać. Spotkaliśmy się, usiedliśmy w jednym z pokoju, zacząłem swoją historie, długo rozmawialiśmy. Na koniec uklęknąłem, położył mi ręce na głowę i odm&oacute;wił modlitwę (sam już nie wiem jaką, czy o uwolnienie, egzorcyzm prosty czy normalną, taką przy spowiedzi) i... zaczęła się moja nowa droga :). Staram się być każdego dnia coraz lepszym człowiekiem, choć niestety zdarzają się też i upadki. Mam nadzieję, że z Bożą pomocą uda mi się osiągnąć zbawienie i pok&oacute;j w sercu. :)</p> </p>
anonim2011.11.29 15:56
<p> <p class=\"MsoNormal\" \"text-align: justify;\">Wiem, że dla niekt&oacute;rych może się to wydać głupie, zbieg okoliczności lub coś w ten deseń. Po jakimś czasie sprawdziłem w kalendarzu i pokazało się (przedtem nie wiedziałem), że 16 lipca przypada Uroczystość Matki Boskiej Szkaplerznej, a co się p&oacute;źniej okazało, że Dominikanin, co prawda nie ten rocznik, ale urodził się tego samego dnia i tego samego miesiąca. Czy to wszystko przypadek? Mam nadzieję, że każdy sam na to odpowie :)</p> <p class=\"MsoNormal\" \"text-align: justify;\">Wiem, że to taki telegraficzny skr&oacute;t, ale tutaj raczej nie da się długo pisać. A trochę miałbym do powiedzenia, co się działo w między czasie (a działo się, oj działo) i więcej o moich odczuciach, zwątpieniach i nawr&oacute;ceniu. Chciałem tylko nakreślić moją sytuację, może się to wam do czegoś przyda, a może to była tylko moja mała forma wyrzucenia tego z siebie? Pozdrawiam :)</p> </p>
anonim2011.11.29 18:11
<p><span \"color: #928b6e;\"><em>Michał Kaśkosz</em>&nbsp;-</span></p> <p class=\"MsoNormal\" \"margin: 0cm 0cm 10pt;\"><span \" : Calibri; color: #000000; font-size: small;\">To tw&oacute;j problem napisałem tyle ile powinienem żeby swoje dane podawać jeszcze na głowę nie upadłem. Co do tego czy wierzycie czy nie to wasz problem ja tylko potwierdzam, co jest w tym artykule zresztą to nie pierwsze takie świadectwo?&nbsp; Ja osobiście bym się nie zdecydował na danie swojego świadectwa jeśli o to chodzi , za dużo os&oacute;b jeszcze żyje kt&oacute;re <span \"mso-spacerun: yes;\">&nbsp;</span>skrzywdziłem, zobaczymy za kilkanaście lat; -] więc dobrze się odżywiaj, co byś trochę jeszcze był na tym świecie zanim staniesz przed Panem ze swoimi mądrościami.&nbsp; Jako prywatnemu powiem że kilka lat temu jak uslyszałem ze wschodnie sztuki (i nie tylko ) niosą ze soba zagrozenie to wysmiałem te osobę bo przeciez ja wiem lepiej tym bardziej że w tym siedziałem,&nbsp; a&nbsp;zaczełem ćwiczyc w latach 80 -tych karatege wyrzuciłem do śmieci 2009 r&nbsp; moje zycie to było karate i wszytko pod to.&nbsp; W zamian dostałem wiecej niż bym mogło sobie wyobrazic i załuje że&nbsp;tyle osob pociagnełem za sobą. koniec tematu \"Biedniejszy od głupca jest chyba tylko szyderca: ten, kto się wyśmiewa z tego, co najważniejsze. Nie jest jednak tak, żeby ludzie dzielili się na mądrych i głupich, na bogobojnych i szyderc&oacute;w. Niestety, postawa głupoty i bezbożności może na dłuższy lub kr&oacute;tszy czas ogarnąć każdego z nas -- i wtedy stajemy się niezdolni do usłyszenia prawdy, a nawet zaczynamy zachowywać się agresywnie wobec tych, kt&oacute;rzy ją głoszą lub o niej świadczą. \"Kto poucza szydercę, ściąga na siebie wzgardę -- czytamy w Księdze Przysł&oacute;w (9,7n). -- Nie strofuj szydercy, by cię nie znienawidził\". \"</span></p>
anonim2011.11.29 20:46
<p>@Sidi</p> <p>Trochę chaotycznie piszesz ledwo rozumiem o co ci chodzi. Używanie rozumu nie zwalnia od przestrzegania 10 przykazań ani też nie zamyka drogi do nieba, bo chyba to chcesz powiedzieć. Nie rozumiem też dlaczego poddawanie w wątpliwość tym podobnych opowieści miało by być grzechem.</p> <p>W ani jednym słowie z ciebie nie szydziłem, dla mnie rozmowa z kimś kto posługuje się pseudonimem i chowa się pod maską to abstrakcja, taka osoba może się pod każdego poszyć i powiedzieć każde kłamstwo bez żadnej konsekwencji, ale r&oacute;wni dobrze może być prawdom&oacute;wna. Dyskusja na tematy osobiste w takich okolicznościach traci jakikolwiek sens.</p>
anonim2011.11.29 21:04
<p>Chciałbym bardzo podziękować redakcji serwisu fronda.pl za ten przeuroczy artykulik - jestem szczery, przez cały tydzień się tak nie ubawiłem :D Powinniście pisać komedie. Ten artykuł zmienił moje życie, postrzeganie na większość os&oacute;b wierzących (niegdyś jako nie-ignoranci). To arcydzieło uświadomiło mi, że nie ma w moim życiu miejsca na aikido i Boga, więc będę musiał zrezygnować. Niech Pan mi wybaczy :) A teraz powr&oacute;cę do \"tarzania się po podłodze ze śmiechu\"...</p>
anonim2011.11.29 21:47
<p>Jesli zacznie sie ubustwiac KI to tak zawsze bedzie. Otwiera sie droge dla demonow by weszly tam gdzie nie powinny. Proste i nie proste. Kazdej dyscyplinie dalekowschodnich sztuk walki towarzyszy filozofia a co za tym idzie, jej medytacja jest czescia integralna calego procesu. Uprawialem karate shotokan przez cztery lata, sprobowalem tez i aikido przez rok.. Aikido nie traktowalem powaznie, bowiem \"mistrz\" byl osoba \"niejasna\". Otaczala go chmurka tajemnicy. Kladl zbyt duzy nacisk na strone emocjonalna, by nie powiedziec duchowa w dojo. To bylo zbyt duzo dla mnie. Caly czas bylem blisko kosciola i Chrystusa i nadal jestem. Nie mozna wszystkiego zaraz utozsamiac z sekta, czy tez podciagnac pod strefe wplywu diabla. Ale tez uprawianie takowych medytacji, daje niezle poletko do popisu - wlasnie zlym duchom. W naszej szkole karate glowny nacisk byl kladziony na dyscypline i perfekcje w technice, a takze sama sprawnosc fizyczna. Natomiast tzw wstepna medytacja miala sluzyc wiekszej koncentracji na tym co sie robilo. Po kilku tygodniach jak dzis pamietam - z grupy 50 kilku osob zostalo tylko kilkanascie. Inni nie wytrzymywali ani tempa ani intensywnego treningu. Nie wiem, jak jest dalej, na wyzszych stopniach zaawansowania, ale osiagnawszy brazowy pas, zaprzestalem treningow, bo to wiazalo sie z wyborem innej drogi zycia, ktorego dokonalem. Pozniej sam cwiczylem doskonalac moje umiejetnosci. Niewatpliwie karate pomoglo mi w latach mlodosci w samodyscyplinie, w jakiejs pewnosci siebie. Znajac sie teraz na teologii, filozofii i znajac \"ducha\" karate i czytajac ten artykul, moge smialo powiedziec, ze to doswiadczenie autora nie jest odosobnione. Ale zrodzilo sie pewnie ze zbyt powaznego traktowania samej filozofii aikido i uosobienia \"energii\" ki. Mysle ze to otworzylo furtke dla \"zlego\". Jeszcze jedno - sama sztuka walki i samoobrony nie jest zla w sobie. Natomiast dla nas ludzi zachodu - filozifia ktora wychodzi z zen jest obca. I jest to nie tylko filozofia ale tez i \"religia\". Na cos sie trzeba zdecydowac.</p>
anonim2011.11.29 22:22
<p>Jedyny pożytek z tego świadectwa to fakt, że zmusiłem się do zalogowania;) Poza tym to brednie,brednie i ...brednie. Jestem pewien, że gdyby facet trafił do sekcji żeńskiego hokeja na trawie, to r&oacute;wnież doznałby opętania, ale było by mu przyjemniej- bo nikt nie zakładałby mu przez te wszystkie lata nikio - to taka dość bolesna dźwignia:)</p>
anonim2011.11.30 11:33
<p>I najlepiej siedzieć na kanapie, leżeć albo klęczeć. Hierarchia powinna się troszczyć o zdrowie swoich wiernych i namawiać ich do sportu, a nie popularyzować podobne teksty. Powinniście wiedzieć już dawno, że sport to zdrowie ! ;]</p>
anonim2011.11.30 12:22
<p>\"I w każdym ale to w każdym numerze to samo, tylko zamiast aikido możecie sobie podstawiać do wzoru dowolne zagrozenie. Jak już przed czymś przestrzegacie to r&oacute;bcie to z sensem i inteligentnie a nie klepcie te same formułki.\"</p> <p>Mam takie same wrażenia jak osoby z kilku wcześniejszych wpis&oacute;w. Te świadectwa z \"Miłujcie się\" są strasznie schematyczne i zwykle bardzo stare</p> <p>---------------------</p> <p>Diabel jest schematyczny. Taka jest Prawda o nim.</p> <p>I jeszcze taka jest Prawda: ludzie ciagle grzesza tymi samymi grzechami i wpadaja w nie w taki sam sposob.</p> <p>Dzielo diabelskie rozni sie tylko maska i kosmetyka.</p> <p>Schemat- zawsze taki sam !</p> <p>Jesli wiec ktos spodziewa sie \"oryginalnego\" swiadectwa, czyli czegos \"niespotykanego\", czego jeszcze \"nie doznal, nie doswiadczyl, o czym nie uslyszal\", to...jest na prostej drodze by byc zlowionym przez szatana- w schematyczny sposob!</p> <p>A schemat ciagle taki sam: diabel lowi tych, ktorzy szukaja niezwyklosci, niecodziennosci, oryginalnosci.</p> <p>Dobrze jest wiec wierzyc w te swiadectwa.</p> <p>Gdyz one sa prawdziwe.</p> <p>To, ze sa niemal takie same wynika z tego, ze szatan jest nudny i nie ma nic nowego do zaoferowania,<strong> bo nie potrafi</strong>.</p> <p>Procz zmiany masek i strojow- nie jest zdolny wymyslic nowego.</p> <p>Gdyz diabel nie jest sila tworcza, ale destruktywana, niszczaca.</p> <p><strong>Okreslil sie juz na Poczatku, w czasie buntu.</strong></p> <p><strong>I nie moze wyjsc poza samego siebie</strong>, nie moze zrodzic nowego, gdyz jest <strong>SKONCZONY</strong>.</p> <p><strong>Tylko Bog, ktory jest Nieskonczony moze wlewac nowe pomysly</strong>.</p> <p>Diabel zerwal jednak z Bogiem.</p> <p>Nie czerpie z Niego.</p> <p>Lecz ciagle tylko z siebie samego.</p> <p>Gdy wyciagnie juz wszystko- wtedy przegra ostatecznie.</p> <p>Ma tylko to co ma, a nic nowego juz mial nie bedzie!</p> <p>Moc jego dobiegnie do konca, gdy wszystkie jego sztuczki zostana powtorzone wystarczajaca ilosc razy, by rodzaj ludzki zorientowal sie, ze to jego sztuczki.</p> <p>Czlowiek potrzebuje bowiem powtorzen.</p> <p>Jeden raz zazwyczaj nie wystarcza.</p> <p>Musi miec powtorzone wiele razy, by zrozumial.</p> <p>Kto ma wiecej rozumu- temu wystarczy mniej powtorzen.</p> <p>Kto ma mniej- ten musi byc dluzej cwiczony (skutkami wlasnych wyborow).</p> <p>[A kto nie ma w ogole- ten nigdy nie zrozumie i wpadnie do piekla.]</p> <p>Czlowiek potrzebuje powtorzen, by zrozumiec.</p> <p>I rodzaj ludzki tez potrzebuje powtarzac!</p> <p>Dlatego powtarzaja sie bledy calych epok.</p> <p>Bo patrza na kostiumy i maski, nie na istote rzeczy.</p> <p>Musi byc wiec powtorzone tyle razy, by w koncu przejrzeli szatanski (glupawy!) <strong>SCHEMAT</strong> uwodzenia czlowieka.</p> <p>&nbsp;</p> <p>Odkad wiec istnieje grzech- rodzaj ludzki grzeszy ciagle tak samo.</p> <p>I bedzie, az do Konca.</p> <p>Az wszyscy zobacza szatanski <strong>schemat</strong>.</p> <p>Wszyscy- ci ktorzy wyrwali sie z niego i ci, ktorzy wpadli w pulapke.</p>
anonim2011.12.1 9:42
<p><span \"text-decoration: underline;\">Tak to wszystko prawda.</span> Od począdku nie wierzący, szuka innych bożk&oacute;w w tym przypadku w aikido i tak to się p&oacute;źniej dzieje. Ja uprawiam karatę i nie ma w tym żadnej ideologii&nbsp;czy podtekstu innej np. wschodniej religii, wręcz odwrotnie koledzy są bardzo&nbsp;religijni, spokojni, opanowani, kulturalni, osobiście jestem lepszym człowiekiem bliżej <strong>Boga</strong>. Wszystko co w życiu&nbsp;robimy to z <strong>Bogiem!!!&nbsp;&nbsp; Z BOGIEM!</strong></p>
anonim2011.12.1 10:05
<p>to wszystko to kwestia jak patrzy się na życie, ja staram się patrzeć w spos&oacute;b chłodny i racjonalny, tam gdzie inni widzą opętani diabłem ja widzę chorobę psychiczną. Tam gdzie inni widzą cuda ja widzę siły przyrody.</p> <p>---------</p> <p>I bardzo dobrze.</p> <p>Ale brakuje Ci jeszcze tego:</p> <p>Zacznij szukac <strong>PIERWSZEJ PRZYCZYNY.</strong></p> <p>Pierwsza przyczyna- taka, ktora juz nie ma zadnych innych przyczyn <span \"text-decoration: underline;\">determinujacych</span>. [Np. w ciagu kostek domina pierwsza przyczyna jest palec, ktory przewraca pierwsza kostke. Gdy ktos powie \"przewrocila sie setna kostka, bo przewrocila sie dziewiecdziesiata dziewiata\"- powie Prawde. Ale on nie mowi o pierwszej przyczynie tylko o tym co drugorzedne, wtorne.]</p> <p>Sprobuj wiec rozwazyc sobie taka kwestie: <strong>Czy aby Ty, w swoim \"chlodnym racjonalizmie\" nie zatrzymujesz sie jedynie na tym co wtorne ?</strong>(\"choroba psychiczna\", \"zachowanie sie natury\"itp.). Czy nie patrzysz zbyt plytko?</p> <p>Czy choroba (np. \"psychiczna\") jest \"sama z siebie\"?</p> <p>Czy natura jest \"po prostu\" ? (\"sama z siebie, bez przyczyny determinujacej\")</p> <p>A moze one (\"choroba, natura\"..itp) maja glebsze przyczyny i moze w lancuchu przyczynowo-skutkowym sa tylko \"milionowa...bilionowa kostka domina\"?</p> <p>Zacznij wiec pytac (samego siebie) o <strong>PIERWSZA PRZYCZYNE!</strong></p>
anonim2011.12.1 23:50
<p>@mj</p> <p>skąd wiesz czy tego nie robię? Wierzę w Boga. Wierzę, że pięknie urządził świat wyposażając go w układ okresowy pierwiastk&oacute;w i podstawowe oddziaływania w prędkość światła i grawitację i wiele innych rzeczy kt&oacute;re jeszcze nie zostały odkryte, nie koniecznie B&oacute;g stw&oacute;rca musi interweniować w rozpyleni kryształk&oacute;w lodu nad Fatimą tak by powstało słoneczne halo. Wystarczy, że dwa atomy wodoru łączą się z jednym tlenu i dzięki swojej budowie tworzą piękne kryształy unoszące się w powietrzu.</p>
anonim2011.12.3 0:29
<p>Nie wiem. Z pozoru filozofie wschodu mają z Chrzescijaństwem wiele wsp&oacute;lnego, lecz są istotne r&oacute;żnice, być może chodi tu o wykorzystanie tajemniczej \"mocy\" do własnych cel&oacute;w. czyli, de facto przejście na jej ciemną stronę.</p>
anonim2011.12.3 0:31
<p>Wybacz, ale halo słoneczne nie suszy ubrań i nie jest odczuwane jako ognisty żar z nieba. Nie lata też jak samolot po nieboskłonie.</p>
anonim2011.12.3 19:14
<p>mj: czytam \"Miłujcie Się\" i naprawde te wszystkie swiadectwa sa na jedno kopyto, przede wszystkim napisane jednym językiem, przy uzyciu okreslonych sformułowan i stylistyki. Naprawde pisze je jedna osoba.</p>
anonim2011.12.4 22:41
<p>Do pełnego nie dolejesz.Jeśli masz w sercu Boga to\" kochaj i r&oacute;b co chcesz\".</p>
anonim2011.12.5 22:23
<p>@luke</p> <p>słońce szuszy ubrania i jest odczuwalne jako żar z nieba a latnie po nieboskłonie to albo za dużo żaru albo nadmierna wyobraźnia.</p>
anonim2011.12.6 9:40
<p>Zabawne jest ludzkie ograniczenie, no ale c&oacute;ż jak jakiś schemacik pasuje do wyobrażeń i i irracjonalnych wierzeń to będziecie go bronić niczym słusznej sprawy. Biedni ci wszyscy Azjaci widać B&oacute;g ich nie kocha że nie rozumieją kultury judeo-chrześcijańskiej i cali zanurzeni są w satanizmie od wiek&oacute;w. Prawda jest prosta jak poświęcasz całe życie czemuś to łatwo możesz sfiksować a jak na to się nakładają r&oacute;żne kulturowe dysonanse kt&oacute;re wprawiają w poczucie winy to \"opętanie\" murowane. Co ciekawe o. Pio miał podobne zdolności co bohater \"świadectwa\" tylko FFrondowicze tych samych zjawisk raz używają do straszenia i walenia po głowie a raz stawiają za wz&oacute;r świętości.</p>
anonim2011.12.6 9:43
<p>Ludzki umysł zawsze dąży do racjonalizacji, ludzie mają r&oacute;żne doświadczenia i r&oacute;żne wnioski z nich wyciągają. R&oacute;wnie dobrze można wklejać \"świadectwa\" protestant&oacute;w kt&oacute;rzy zostali opętani przez diabła w Kościele Katolickim i u jakiś Baptyst&oacute;w czy innych odnaleźli spok&oacute;j duszy...</p>
anonim2011.12.10 13:19
<p><strong>\"Pan Skrzetuski zawył z cicha\". Litości !</strong></p>
anonim2011.12.11 9:11
<p><strong>WARTO PRZECZYTAĆ ! Jonathan During, <em>Jak radzić sobie z przemocą. Sztuka samoobrony za pomocą Kazania na g&oacute;rze</em>, Księgarnia Św. Wojciecha, Poznań 2008, s. 140. UWAGA ! Książka nie posiada <em>Imprimatur. &nbsp;</em></strong></p>
anonim2011.12.13 15:34
<p><strong>Pawel Skiba, </strong>przeczytałam i nadal nie widzę związku między aikido a Kazaniem na g&oacute;rze. Autor chaotycznie i na siłe pr&oacute;buje dopasować do siebie te dwie r&oacute;żne rzeczy. Por&oacute;wnuje np Ki do Ducha Św. a wiadomo że ki wywodzi się z zupełnie innej filozofii, sprzecznej z chrześcijańskim sposobem pojmowania energii sprawczej. W kazaniu Jezus m&oacute;wi że jak ktoś cie uderzy w jeden policzek, to nadstaw mu i drugi, a w aikido nie doszłoby do uderzenia nawet w ten jeden, bo ta sztuka nie polega na przyjmowaniu cios&oacute;w lecz ich unikaniu i wykorzystywaniu przy tym energii przeciwnika.</p> <p>Nie zgadzam sie też z tym co mowi w przdmowie ze nie ma sie co obawiać wkroczenia na inne drogi duchowe ćwicząc wschodnie sztuki walki. To dość karkołomne stwierdzenie, on nie wkroczył bo jest ugruntowany w swej wierze i zakonnikiem do tego, a co z innymi nie tak mocnymi? ps. na stronie 140 jest modlitwa św. Franciszka, ale to akurat bardzo uniwersalna modlitwa, do wszystkiego pasuje:)</p>
anonim2011.12.15 12:15
<p>Autor zrobił WIELKI BŁĄD. Z tego co napisał wynika, że dostał od Boga TALENT, talent w sztukach walki. I nie rozwiając go, nie dając z siebie innym, marnuje go. Wydaje mi się, że to co opisuje to nie ZŁO w sztukach walki (w tym przypadku aikido), ale OPSESJA. Opsesję można mieć na dowolny temat, np. mycia, odchudzania. Kr&oacute;ŧko m&oacute;wiąc zabrakło fundament&oacute;w. A teraz podstawy: 1.B&oacute;g jest DOBRY i WSZECHMOGĄCY - pstryka palcami i wszystkie b&oacute;le znikają, kwestia jak się prosi o pomoc 2.TALENTY pochodzą od Boga i nie po to On je daje, aby je olewać - albo by B&oacute;g miał sam zabraniać je rozwijać. No chyba, że ktoś sugeruje, że B&oacute;g jest głupi :) 3.Energia KI (czy jakakolwiek) - jeśli nawet ma się jej jakieś (wrażenie) \"odczucie\", to i tak czy sama energia czy też wrażenie pochodzi od Boga, bo On nas stworzył i patrz pkt. 1:) Czy młotek jest ZŁY? NIE. To co z nim zrobisz może być DOBRE lub ZŁE. To co zrobisz z odczuciem KI będzie DOBRE, albo ZŁE - co wybierzesz?, masz WOLNĄ WOLĘ. Np. Czy upadniesz na kolana przed tą energią, czy też podziękujesz Bogu i zapytasz co możesz dobrego z tym zrobić, po co Ci to dał? 4.Kłanianie się - tu moim zdaniem jest problem kulturowy. W krajach Azji, nie mają tego problemu bo kłaniają się na przywitanie i jest to naturalne, a dla nas nie. Nie wydaje mi się, by to oznaczało oddawania czci. A teraz kr&oacute;tkie moje świadectwo: sztuki walki pozwalają mi się rozwijać, tak fizycznie jak i mentalnie i przybliżają do Boga - dla jasności jestem katolikiem :). PS: Kiedyś interesowałem się Aikido i muszę powiedzieć, że pierwszy raz usłyszałem o jakimś Ki w Aikido. Zawsze wydawało mi się, że to bardzo pragmatyczna sztuka walki. Zaś tw&oacute;rca Aikido był człowiekiem pokojowo nastawionym (zwłaszcza w ostatnim okresie życia) i z tego czytałem wiele jego przemyśleń zgodnych jest z ideami chrześcijaństwa.</p>
anonim2011.12.15 14:19
<p>Jacek, to chyba dość pobieżnie się interesowałeś:) \"Ki\", zwane też uniwersum, jest elementem nazwy Aikido i jej fundamentem można powiedzieć, techniki służą wlaśnie do jej odkrycia i umiejętnego wykorzystywania. Każda wschodnia sztuka walki ma oparcie w filozofii, a że u nas więcej os&oacute;b je ćwiczy niż chyba samych Japończykow wsp&oacute;łcześnie, to się troche skomercjalizaowała, w koncu to taki sam biznes jak inny. Na forum jednej ze szkoł aikido znalazłam nawet oświadczenie prowadzącego, że u nich traning nie ma nic wspolnego z jakimikolwiek praktykami duchowymi czy religijnymi:)</p>
anonim2011.12.15 19:04
<p>@Sobus123: Przyznaję, że pobieżnie :) Umknęło mi, że rzeczywiście z pojęciem Ki się spotkałem, ale nie wiązałem tego z religią, uniwersum itp - dlatego mi uknęło :). K<em \" : sans-serif; font-size: 13px; line-height: 19px;\">i to</em><span \" : sans-serif; font-size: 13px; line-height: 19px;\">&nbsp; duch, energia (od chińskiego qi</span><span \" : sans-serif; font-size: 13px; line-height: 19px;\">)</span>&nbsp; i rozumiałem to w ten spos&oacute;b : \"<em \" : sans-serif; font-size: 13px; line-height: 19px;\">ki</em><span \" : sans-serif; font-size: 13px; line-height: 19px;\">&nbsp;odnosi się do pojęcia punktu ciężkości, centrum ruchu i centrum siły</span>\" - nie mam teraz pod ręką książek kt&oacute;re czytałem, posiłkuję się wikipedią. Jest to spos&oacute;b na wyjaśnienie pewnego odczucia/poczucia ciała i otoczenia, kt&oacute;re umożliwia szybką i skuteczną reakcję. Mam wielki szacunek dla mistrz&oacute;w sztuk walki, za to jak wiele osiągneli, podobny szacunek mam dla średniowiecznych rycerzy, kt&oacute;rzy będą mikrego wzrostu machali wielkimi mieczami :) Ale bez przegięcia. Jeśli komuś się poplątał szacunek dla osiągnięć z \"ubustwianiem\" to może jest to problem naszego braku szacunku? Po prostu zapomnieliśmy co to znaczy szanować kogoś i nam się myli z \"wielbieniem\" a wtedy blisko do stawiania kogoś/czegoś zamiast Boga. Co do oparcia w filozofii, to bardzo dobrze, że jakieś oparcie jest - dzięki temu można poznać intencję - pytanie tylko jakiej filozofii :) Przecież filozofia sama w sobie to nic złego. Co do \"oświadczenia prowadzącego\" to go rozumiem, pojawiło się ostatnio sporo komentarzy \"wylewających dziecko z kąpielą\".</p>
anonim2011.12.16 10:19
<p>jeśli chodzi o wyrażanie szacunku, też skłaniam się do \"zdrowego podejścia\" ale i rozumiem, jeśli ktos (wierzący) postrzega to w inny spos&oacute;b. W naszej kulturze wyrażanie szacunku niekoniecznie odbywa się poprzez składanie ukłonu w pozycji klęczącej.&nbsp; Pewne symboliczne gesty w r&oacute;żnych kulturach mają r&oacute;żne zaczenie, np u nas niekt&oacute;rzy caluja kobietę w rękę, co jest wyrazem szacunku, ale w Anglii np niekoniecznie:) Jak by nie patrzeć żyjemy w Polsce, nie Japonii i u nas postawa \"na klęczkach\" plus pokłon w tej pozycji kierowane np do portretu kojarzą się jednoznacznie. Stąd jak sądzę rodzą sie nieporozumienia. Granicę pomiędzy \"wyrażaniem szacunku\" i \"oddawaniem czci\" każdy (oczywiście wierzący) powinie wyznaczyć sobie indywidualnie.&nbsp;</p>
anonim2011.12.16 14:41
<p>ty chyba raczej potrzebujesz więcej otwarcia poznawczego czy jakiegokolwiek innego, skoro każdemu kto mysli inaczej doradzasz wizyte u lekarza wiadomego kierunku (patrz parę post&oacute;w wyżej). Wiem, co oznacza np uklon w Japonii, ale nie odbieram innym prawa do odczytywania gest&oacute;w i symboli jak kto chce. Więcej tolerancji i mniej nadęcia Galicien, bo jej brak to dopiero jest zaściankowośc</p>
anonim2011.12.16 16:39
<p>@Sibus123 &amp; @Galicien Moim zdaniem nie ma czegość takiego jak \"zaściankowość\". Jest to tylko inna nazwa na brak myślenia (głupotę) i strach.</p>
anonim2011.12.20 0:23
<p><a \"text-decoration: none; color: #928b6e; font-size: 0.8em;\" href=\"5#\">Bzdety</a></p> <p><a \"text-decoration: none; color: #928b6e; font-size: 0.8em;\" href=\"5#\"> </a></p> <p><a \"text-decoration: none; color: #928b6e; font-size: 0.8em;\" href=\"5#\">USUŃCIE TEN ARTYKUŁ</a></p>
anonim2011.12.30 20:28
<p>widać wyraźnie utarty scenariusz :) ile już takich opowieści czytałem :D ale jedno jest wsakże pewne - diabeł istnieje</p>
anonim2012.01.3 20:18
<p>Ćwiczyłem Aikido przez ponad 3 lata. Dokładnie Aikido Kobayashi. Artykuł ten jest napisany strasznie og&oacute;lnikowo. Brakuje nazwisk mistrz&oacute;w, a także nazwy odłamu Aikido. Tak, na początku i na końcu treningu ćwiczyliśmy mokuso. Jest to ćwiczenie pozwalające na kontrolę i uspokojenie oddechu a także utrwalenie prostej pozycji, kt&oacute;ra jest jednym ze źr&oacute;deł siły. Jest to przygotowanie do treningu a także uspokojenie i utrwalenie nawyk&oacute;w po jego zakończeniu. Pojęcie każdego elementu zależy od interpretacji przez mistrza. Nie można wrzucać wszystkiego do jednego wora. A historie w stylu stałem się instruktorem po 2 latach są żałośnie śmieszne. Prawdziwe osiągnięcie biegłości w podstawach wykonywanych technik jest możliwe średnio po 4 latach! To jest wyjątkowo trudna w opanowaniu sztuka walki. Do naszego Dojo w Toruniu chodzili ludzie bardzo uduchowieni, a także wykształceni. Nie ma mowy o jakichkolwiek przejawach agresji! Jeszcze nie zauważyłem takowych u kogokolwiek. Aikido tak jak każda inna sztuka walki uczy pewności siebie, opanowania i zachowania spokoju w stresowych sytuacjach. To praca nad sobą, tak samo jak ćwiczenia na siłowni czy bieganie. Wyrobiłem w sobie dobre nawyki. A og&oacute;lne zmęczenie, kt&oacute;re było przypisywane ubbyciem energii KI jest po prostu nadinterpretacją. Jeśli ktoś szuka duchowości, to znajdzie ją wszędzie. Nasz nauczyciel powiedział, z lekkim uśmiechem, że jeśli ktoś szuka duchowości w Aikido czy sztukach walki, to dlaczego wcześniej nie poszukał jej w kościele?</p>
anonim2012.01.6 18:19
<p>Podobne artykuly spychaja chrzescijanstwo w jakis sekciarski zaulek.</p> <p>Chrzescijanstwo zinterioryzowalo (ochrzcilo) w swej historii tysiace elementow z kultur pozachrzescijanskich (np filozofie poganska, prawo rzymskie) w mysl zasady, ze kazda prawda pochodzi od Boga. Dlaczego zatem nie mialoby \"ochrzcic\" wschodniej medytacji i sztuk walki jako metody samodoskonalenia?</p>
anonim2012.01.6 21:35
<p>\"Wstępem do magii jest joga\" Alister Crowley</p> <p>W filozofii Wschodu nie ma kogoś takiego jak B&oacute;g Uniwersum, kt&oacute;ry jest osobą lub bardziej dokładnie komunią os&oacute;b, Ten kt&oacute;ry daje łaskę. Tamto podejście m&oacute;wi, że przez moją działalność dochodzę sam do poznania rzeczywistości absolutnej czyli w zasadzie B&oacute;g nie jest mi potrzebny. To zresztą jest temat na dłuuugie wypracowanie. W każdym razie nie można pogodzić ze sobą tych dw&oacute;ch spojrzeń: bo albo B&oacute;g albo ja. Dop&oacute;ki nie znam prawdy o Bogu osobowym wschodnie systemy są drogą do poznania do pewnego stopnia rzeczywistości ostatecznej. Ale kiedy łaska boża odsłąnia pełnię prawdy o tej rzeczywistości odrzucenie tej łaski jest odwr&oacute;ceniem się od Boga Stw&oacute;rcy wszechświata, rzeczy widzialnych i niewidzialnych, całego stworzenia.</p>
anonim2012.01.8 4:56
<p> <p \"margin-top: 0.1em !important; margin-right: 0px !important; margin-bottom: 0.1em !important; margin-left: 0px !important; : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px; padding: 0px;\">Czy wszystkie świadectwa w \"Miłujcie się\" pisze jedna i ta sama osoba? Schemat jest zawsze taki:</p> <p \"margin-top: 0.1em !important; margin-right: 0px !important; margin-bottom: 0.1em !important; margin-left: 0px !important; : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px; padding: 0px;\">1. Pobieżne zainteresowanie (tu wstaw: aikido, tarot, Harry Potter, pierścień Atlant&oacute;w, joga)</p> <p \"margin-top: 0.1em !important; margin-right: 0px !important; margin-bottom: 0.1em !important; margin-left: 0px !important; : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px; padding: 0px;\">2.Spotkanie z mistrzem/guru lub wtaejemniczenie</p> <p \"margin-top: 0.1em !important; margin-right: 0px !important; margin-bottom: 0.1em !important; margin-left: 0px !important; : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px; padding: 0px;\">3. Osiągnięcie biegłosci w danej dziedzinie</p> <p \"margin-top: 0.1em !important; margin-right: 0px !important; margin-bottom: 0.1em !important; margin-left: 0px !important; : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px; padding: 0px;\">4. Symptomy opetania/zniewolenia/lęki/omamy</p> <p \"margin-top: 0.1em !important; margin-right: 0px !important; margin-bottom: 0.1em !important; margin-left: 0px !important; : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px; padding: 0px;\">5. Wyjazd na rekolekcje/nawr&oacute;cenie</p> <p \"margin-top: 0.1em !important; margin-right: 0px !important; margin-bottom: 0.1em !important; margin-left: 0px !important; : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px; padding: 0px;\">6. \"Nowe życie\"</p> <p \"margin-top: 0.1em !important; margin-right: 0px !important; margin-bottom: 0.1em !important; margin-left: 0px !important; : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px; padding: 0px;\">I w każdym ale to w każdym numerze to samo, tylko zamiast aikido możecie sobie podstawiać do wzoru dowolne zagrozenie np. sleoy katolicyzm. Jak już przed czymś przestrzegacie to r&oacute;bcie to z sensem i inteligentnie a nie klepcie te same formułki</p> </p>
anonim2012.01.11 10:13
<p>@Armani: \"Aikido też należy do Boga.\" Czy ja wiem: \"Ćwicz się w pobożności. Albowiem ćwiczenie ciała nie na wiele się przydaje, pobożność zaś mająca obietnicę życia teraźniejszego i przyszłego zawsze ma wielką wartość.\" (1Tm4,7-8; wyd. Św. Wojciech). Koncepcja zbawienia przez Aikido jako drogę do doskonałości jest zupełnie inna niż w nauczaniu Chrystusa.</p>
anonim2012.01.23 14:57
<p>Jak widzę ten artykuł to mi się śmiać chce... jak widzę komenty ludzi że \"tak, tak też takiego kogoś znałem\" to mi się płakać chce. Ni by skąd wiecie że to akurat sztuki walki go na taką drogę sprowadziły...? może był inny pow&oacute;d ale on sobie wm&oacute;wiłe że tak to na pewno aikido mnie opętało! Osobiście ćwiczyłem Tai-jutsu i p&oacute;źniej Ken-jutsu i nigdy nie słyszałem o takim przypadku dwuch moich kumpli ćwiczyło Karate a jeszcze jeden Judo i też nic takiego nie słyszeli. Osobiście przeciw kościołowi bardziej nastawia mnie zachowanie wielu (nie m&oacute;wie że wszystkich bo znam paru naprawde fajnych) księży... A takich artykuł&oacute;w jak ten jest masa i każdy wygląda łudząco idętycznie... Czy to nie dziwne?</p>
anonim2012.02.6 19:45
<p>http://www.faustyna.pl/</p>
anonim2012.02.6 23:07
<p>Zabawny artykuł. Nie wiedziałem że w sztuce samoobrony polegającej na wykorzystaniu energii Ki - kinetycznej przeciwnika tkwi jakiś diabeł. Teraz już wiem, dziękuję za uświadomienie.</p> <p>W podzięcę uświadomię, że medytacja może prowadzić do stanu podobnego do stanu upojenia narkotykami i nie jest bynajmniej żadnym opętaniem jak chciałby autor tego stronniczego artykułu. Po prostu nabawił się stan&oacute;w lękowych jak był \"na haju\".</p> <p>Aikido jest chyba jedną z najbardziej \"pokojowych\" sztuk samoobrony - pozwala skutecznie unieszkodliwić przeciwnika bez robienia mu poważnej krzywdy. Wydaje mi się to satysfakcjonujące dla katolika, ale jak widać nawet w tak pozbawionej mistycyzmu sztuce walki jak aikido jakiś katolik musi znaleźć element ezoteryzmu.</p> <p>Nie chce mi się już nawet śmiać jak czytam o portrecie i rytuałach - portret guru, mentora i jego adoracja, kontakt duchowy występuje w religiach hinduistycznych, buddyzmie zen... <strong>ale na Boga nie w aikido! Czy okazywanie szacunku swojemu sensei kt&oacute;ry stworzył swoistą koncepcję drogi doskonalenia samego siebie jest odwr&oacute;ceniem się od Jezusa?</strong> Przecież oni tam nie modlą się przed tymi ołtarzami a nauka kontroli umysłu jest konieczna na p&oacute;źniejszych fazach do harmonii i utrzymywania r&oacute;wnowagi by płynne ruchu zaburzały r&oacute;wnowagę przeciwnika i wykorzystywały jego energię <strong>fizyczną (a nie żadną duchową czy inne brednie) </strong>przeciwko niemu.&nbsp;</p> <p>Tyle na ten temat. Do połowy sz&oacute;stego akapitu jestem w stanie uwierzyć autorowi, ale potem jest już tylko paranoja. Potem jak czytam takie kwiatki jak @Endryju -<em> koncepcja zbawienia przez Aikido jako drogę do doskonałości jest zupełnie inna (...)</em> to n&oacute;z mi się w kieszeni otwiera. Większych bredni nigdy nie czytałem. Aikido nie ma zbawiać ludzi tylko uczyć ich koordynacji ruchowej, doskonałej r&oacute;wnowagi. Ew. samoobrony.</p> <p>To nie żaden buddyzm czy zen.&nbsp; Ja rozumiem że mistrz Ueshiba traktował Aikido bardzo poważnie, niemal jak drogę życia, ale czy to oznacza, że to <strong>zło? Że panowały nad nim jakieś złe duchy?</strong> Czy koncepcja dążenia do własnej doskonałości tak w og&oacute;le zaprzecza drodze chrześcijanina? Podałbym jakiś cytat o ciele jako światyni czy coś z Biblii ale mi się nie chce. Ręce opadają. Miłujcie się wypuściło tekst kt&oacute;ry traktuje aikido jak jakąś sektę. I autora kt&oacute;ry nabawił się stan&oacute;w lękowych po medytacji.</p>
anonim2012.02.7 19:15
<p><span \" : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px;\">Anonymous: \" /.../ a nauka kontroli umysłu jest konieczna na p&oacute;źniejszych fazach do harmonii i utrzymywania r&oacute;wnowagi by płynne ruchu zaburzały r&oacute;wnowagę przeciwnika i wykorzystywały jego energię&nbsp;</span><strong \" : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px; padding: 0px; margin: 0px;\">fizyczną (a nie żadną duchową czy inne brednie)&nbsp;</strong><span \" : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 13px;\">przeciwko niemu. /.../ A propos bredni - potrafisz ten fragment swojej wiedzy - szczeg&oacute;lnie o kontroli umysłu - jakoś przełożyć na bardziej zrozumiały?&nbsp;</span></p>
anonim2012.02.7 19:32
<p>@Zaściankowy - Trenowałem aikido i wiem o czym m&oacute;wię. W istocie człowiek może powtarzać techniki aikido do końca świata a i tak nie będzie wykonywał ich właściwie.</p> <p>Może stać się robotem - niczym żołnierz II WŚ albo rycerz - jego ruchy będą automatyczne i będzie odpowiadał na zagrożenie - zrobi w odpowiednim momencie przewr&oacute;t unikając zagrożenie, podświadomie wykręci rękę napastnikowi i okręci go wok&oacute;ł jego osi zaburzając r&oacute;wnowagę... Słowem... będzie prawie idealny.</p> <p>Prawie, bo za praktyką musi jeszcze iść odpowiednie nastawienie. Nie jestem zwolennikiem teorii \"Twoje myślenie zmienia świat!\" czy inne bzdety. Ale jednego jeden pewien - twoje myślenie nie wpłynie na innych, ale wpływa na twoje ciało. Psychosomatyka.</p> <p>Jeżeli umysł jest odpowiednio przygotowany, tzn. nierozproszony, skupiony itd. to jest w stanie opanować techniki do stopnia idealnej harmonii. Ruchy wykonawcy nie będą dłużej wymagały szybkości czy siły - wystarczy siła przeciwnika.</p> <p>Nauka aikido wywodzi się z koncepcji, że aby wygrać z napastnikiem trzeba utrzymywać własną r&oacute;wnowagę&nbsp; i zaburzać r&oacute;wnowagę przeciwnika. Nie tylko r&oacute;wnowagę fizyczną, tak do końca. W koncepcjach sztuk walki azjatyckich, np. w kendo (kt&oacute;re jest częściowo włączone w aikido) siłę wojownika stanowi nie tylko jego siłą fizyczna ale też i psychiczna. Może swoim zachowaniem i pewnością siebie albo udawaną słąbością wywoływać odpowiednie reakcje przeciwnika i zwodzić go albo napierać. W aikido chodzi raczej o element zaskoczenia. Docelowym przeciwnikiem jest ktoś kto użyje ślepej siły by zaszkodzić ci w najbardziej prostolinijny spos&oacute;b - uderzy cię.</p> <p>Nie trzeba być karateką żeby wiedzieć, że żeby uderzenia były skuteczne muszą być wyprowadzone w odpowiedni spos&oacute;b. Nie chodzi tylko o to, by były zab&oacute;jcze. <strong>Chodzi przede wszystkim o to, by nie dało się ich zablokować, albo jeszcze gorzej - skontrować, przykładowo chwytem albo dźwignią</strong>.</p> <p>Na tym się opiera aikido. Kontrowanie uderzeń, czasem chwyt&oacute;w. Aby jednak to zrobić, musisz mieć <strong>poczucie siły przeciwnika. Musisz być kimś, kto waży dwie chuśtawki - siebie, spokojną, i przeciwnika - rozpędzoną. Musisz obr&oacute;cić się w taki spos&oacute;b, żeby cię nie trafiła, oraz sprowadzić ją na parter - do pozycji spokojnej. </strong>W tym bierze udział nie tylko sama fizyka ale jak już wspomniałem wyczucie energii przeciwnika. Co jeżeli uderzy zbyt mocno i przechyli r&oacute;wnowagę? Wtedy trzeba zmienić rodzaj chwytu. <em>Presto.</em> </p>
anonim2012.02.8 22:33
<p>można uprawiać sporty walki bez ich duchowości.</p>
anonim2012.02.11 10:27
<p>Najażniejsze jest to czy te świadectwa sa prawdziwe czy sfabrykowane w celu zasygnalizowania zagrożenia, a to jest już oszustwo nawet w dobrej wierze ale oszustwo. Pamiętajmy diabeł w każdej dziedzinie naszego życia będzie starł sie nas odciągnąc od Pana Boga, bez wględu na to czy to będzie karate, R&oacute;żaniec Święty czy inne w założeniu dobre działania.Dlatego czuwajmy!!!</p>
anonim2012.02.16 10:57
<p>Powiem tak, jako osoba nie mająca nic własciwie wsp&oacute;lnego z aikido, znająca jednak trochę os&oacute;b, kt&oacute;re praktykują/praktykowały ten sport: przykro, naprawdę przykro czytać takie wynurzenia, jak ten tekst. Jeszcze bardziej przykro, gdy się pomysli, że znajdą się tacy, kt&oacute;rzy autorowi przyklasną. To \"swiadectwo\" po pierwsze napisane jest tak, jakoby to aikido było generalnie źr&oacute;dłem \"zła\", podczas gdy jest tylko i wyłącznie doswiadczeniem jednego człowieka. Ale nie to jest najważniejsze - zdecydowanie ważniejsze jest to co kryje się w psychice autora. Jesli przeciwstawimy jego psychikę i \"swiadectwo\" tysiącom ludzi, kt&oacute;rzy aikido uprawiają, nie mieszając do tego ŻADNEJ religii, metafizyki, Boga, dobra, czy zła, i normalnie, jako zwykli, dobrzy i porządni ludzie żyją, to dopiero wtedy powinnismy zdac sobie sprawę z wartosci tego \"swiadectwa\". A powinna byc ona dla każdego, poza autorem tekstu, kt&oacute;rego doswiadczeniom i uczuciom nie mogę zaprzeczyc, ŻADNA.</p>
anonim2012.02.17 20:23
<p>Trenuję aikido w Gliwicach i nie ma tam żadnych element&oacute;w medytacji, pewnie dlatego, że sensei jest wierzący. Uważa za ważną samą technikę a nie filozoficzne przesłanie jakie ze sobą niesie aikido. I w tym momencie jest to sport a nie ideologia. Śmieje się z innych sensei&oacute;w kt&oacute;rzy wprowadzają w swoje treningi kadzidełka i sektancką atmosferę. Aikido może być świetnym spędzaniem czasu, widocznie trzeba trafić na odpowiednich ludzi.</p>
anonim2012.02.19 13:49
<p>@Anonymous, dobre wyłuszczenie tematu, szczegolnie że z punktu widzenia praktyka, w podobnym tonie m&oacute;wi moja bliska trenująca osoba. Ale warto zadać sobie pytanie, nie tylko, czy świadectwo jest prawdziwe, ale co wywołuje wog&oacute;le ten temat \"duchowej szkodliwości\" aikido. \"Nie wiedziałem że w sztuce samoobrony polegającej na wykorzystaniu energii Ki - kinetycznej przeciwnika tkwi jakiś diabeł\" No wlaśnie tylko że źrodłach i opracowaniach dot. energia ki nie jest definiowana jako tylko i jedynie kinetyczna. R&oacute;żne znajduje się się określenia: kumolowanie energii wszechświata, a w jednej z ksiązek polskiego znalazłam por&oacute;wnanie do Ducha Św. :)) Sprawa druga to osoba mistrza założyciela. \"Ja rozumiem że mistrz Ueshiba traktował Aikido bardzo poważnie, niemal jak drogę życia, ale czy to oznacza, że to <strong>zło?\" </strong>Sł&oacute;wko \"niemal\" chyba niepotrzebne. Ten człowiek całe zycie poświęcił aikido, trenując także jako leciwy staruszek. Wiele os&oacute;b przypisuje mu paranormalne zdolności, doświadczanie \"oświeceń\", czy przynależność do sekty. <strong>&nbsp;</strong> Osobiście uważam, że to burza z szklance wody i nie ma co wyptrywać jakiś wielkich zagrożeń. Większość szk&oacute;ł aikido w Polsce to po prostu zaanektowane do naszych warunk&oacute;w mniejsze i większe biznesiki i nikomu nie zależy na tym, aby uprawiać jakieś medytacje lub wyłuszczać filozoficzne dylematy. Ale też i do końca prezentujące prawdziwe aikido - kt&oacute;re jak inne dalekowschodnie sztuki walki nie da się obedrzec do końca z ich duchowo-filozoficznej otoczki.</p> <p>Dlatego jak moja bliska osoba idzie na trening, czasem złośliwie parafrazuję jednego z bohater&oacute;w sagi A. Sapkowskiego: \"tylko uważej, żeby energia Ki nie wyskoczyła zza maty i nie kopneła Cie w d...e :)))</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.02.19 13:51
<p>oczywiście mialo być \"nie do końca\"</p>
anonim2012.02.22 20:57
<p>@<a \"text-decoration: none; color: #928b6e;\" name=\"komentarz_435475\" href=\"../../../../../users/dane/login/gccg\"><cite>GCCG</cite>&nbsp; </a> Podobne artykuly spychaja chrzescijanstwo w jakis sekciarski zaulek.</p> <p>Chrzescijanstwo zinterioryzowalo (ochrzcilo) w swej historii tysiace elementow z kultur pozachrzescijanskich (np filozofie poganska, prawo rzymskie) w mysl zasady, ze kazda prawda pochodzi od Boga. Dlaczego zatem nie mialoby \"ochrzcic\" wschodniej medytacji i sztuk walki jako metody samodoskonalenia?</p> <p>&nbsp;</p> <p>Nie wiem jak Ty, ale ja sobie nie wyobrażam księdza ubranego w treningowy str&oacute;j(z koloratką ofc) wygiętego w jedną z tych fantazyjnych p&oacute;z i trzymającego na wyciągniętej stopie tacę na datki.</p>
anonim2012.02.23 9:23
<p>Zlo raczej krylo sie w podejsciu do aikido i tych \"dziwnych mistrzach\" uczacych medytacji. Bycie instruktorem w sztuce walki nie oznacza wcale postepu w duchowym rozwoju. Aikido czy karate jest raczej droga i metoda , a nie celem w samym sobie.</p>
anonim2013.01.4 22:06
Z dużą uwagą przeczytałem powyższe świadectwo. Chciałbym także złożyć własne. Na wstępie zadam kilka retorycznych pytań. Czy składanie kwiatów pod pomnikami i kłanianie się stojącym na cokołach postaciom historycznym jest bałwochwalstwem? Czy ukłon połączony z powitaniem „dzień dobry” wypowiedzianym pod adresem sąsiadki może być grzechem? Czy sytuację, w której jeden zawodnik drugiemu po zaciętej rywalizacji oddaje pokłon, można traktować w kategoriach zła? Zastanówmy się, ilu bożkom kłaniamy się na co dzień: obżerając się słodyczami, oglądając seriale, przyklejając w pokoju na drzwiach plakat idola lub celebryty... Biblia mówi wyraźnie: TYLKO BOGU BĘDZIESZ ODDAWAŁ POKŁON. Czy aby na pewno słowo "tylko" powinno znosić wszelkie wzorce kulturowe związane z codziennymi relacjami między ludźmi? Czy za każdym razem, kiedy w formie ukłonu oddaję szacunek drugiemu człowiekowi występuję przeciwko Pismu Świętemu, Bogu Jedynemu i otwieram się na Złego? Ukłony na Dalekim Wschodzie to nie religia, to obyczaj, wzór kulturowy, element etykiety... Kiedy nad grobami swoich zmarłych 1 listopada kłaniamy się, to czcimy ich jako bóstwa? Przecież nie wszyscy żyli jak święci. Czy kłaniamy się wtedy ich grzesznemu życiu, czy raczej robimy to z miłości, pokory i szacunku do pamięci o nich? Opowieści J.M.Verlinda oraz świadectwo na temat Aikido dla mnie osobiście są wzruszające, ale to bardzo szczególne, jednostkowe i nader subiektywne doświadczenia. Nie należy ich w żadnej mierze generalizować. Życie codzienne niesie z sobą tysiąc razy więcej pokus, by zastępować Boga współczesnymi i europejskimi bożkami konsumpcjonizmu, kariery, próżności, seksu, samouwielbienia, posiadania, niż lekcja pokory, jaką zawodnicy otrzymują na treningu w dojo. Gdy jeszcze za życia portrety Jana Pawła II lub Matki Teresy z Kalkuty wieszano w domach i kościołach obok Krzyża i oddawano im pokłony lub modlono się przed ich wizerunkiem, to była to detronizacja Najwyższego? Gdy Karola Wojtyłę nazywano Ojcem Świętym, to wierni w swej postawie i mowie grzeszyli, przeciw JEDYNEMU OJCU, KTÓRY JEST W NIEBIE? Odpowiedź w oczywisty sposób musi być negatywna. Zarówno bowiem w przypadku kard. Wojtyły jak i M.Ueshiby, nikt nie ma w zamiarze Boga zastępować papieżem czy O-sensei'em. Nie trzeba sięgać do tradycji i kultury dalekiej Japonii. Dla niektórych – jak się wydaje - dyrektor (ojciec) pewnego znanego radia, stał się kimś ważniejszym niż biskup, papież, a może nawet sam Bóg. Czy to nie przejaw neopogaństwa wśród wierzących Polaków i katolików? Czy dostrzec nie można tu tej samej natury duchowych zagrożeń? Znałem kiedyś kilku zakonników z Krakowa, którzy za zgodą przełożonych regularnie uczęszczali na zajęcia sztuk walki i zapewniam, że żaden Zły ich przez to od Boga nie odciągał. Wręcz przeciwnie, często w duchowości np. benedyktyńskiej wykorzystuje się przecież pewne medytacyjne techniki Dalekiego Wschodu. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Przestrzegam przed pokusą dokonywania pod wpływem powyższego, skądinąd wartościowego świadectwa, jednoznacznych i ostatecznych ocen wszystkich tych, którzy propagują i praktykują wschodnie sztuki walki.
anonim2013.01.4 22:06
Z dużą uwagą przeczytałem powyższe świadectwo. Chciałbym także złożyć własne. Na wstępie zadam kilka retorycznych pytań. Czy składanie kwiatów pod pomnikami i kłanianie się stojącym na cokołach postaciom historycznym jest bałwochwalstwem? Czy ukłon połączony z powitaniem „dzień dobry” wypowiedzianym pod adresem sąsiadki może być grzechem? Czy sytuację, w której jeden zawodnik drugiemu po zaciętej rywalizacji oddaje pokłon, można traktować w kategoriach zła? Zastanówmy się, ilu bożkom kłaniamy się na co dzień: obżerając się słodyczami, oglądając seriale, przyklejając w pokoju na drzwiach plakat idola lub celebryty... Biblia mówi wyraźnie: TYLKO BOGU BĘDZIESZ ODDAWAŁ POKŁON. Czy aby na pewno słowo "tylko" powinno znosić wszelkie wzorce kulturowe związane z codziennymi relacjami między ludźmi? Czy za każdym razem, kiedy w formie ukłonu oddaję szacunek drugiemu człowiekowi występuję przeciwko Pismu Świętemu, Bogu Jedynemu i otwieram się na Złego? Ukłony na Dalekim Wschodzie to nie religia, to obyczaj, wzór kulturowy, element etykiety... Kiedy nad grobami swoich zmarłych 1 listopada kłaniamy się, to czcimy ich jako bóstwa? Przecież nie wszyscy żyli jak święci. Czy kłaniamy się wtedy ich grzesznemu życiu, czy raczej robimy to z miłości, pokory i szacunku do pamięci o nich? Opowieści J.M.Verlinda oraz świadectwo na temat Aikido dla mnie osobiście są wzruszające, ale to bardzo szczególne, jednostkowe i nader subiektywne doświadczenia. Nie należy ich w żadnej mierze generalizować. Życie codzienne niesie z sobą tysiąc razy więcej pokus, by zastępować Boga współczesnymi i europejskimi bożkami konsumpcjonizmu, kariery, próżności, seksu, samouwielbienia, posiadania, niż lekcja pokory, jaką zawodnicy otrzymują na treningu w dojo. Gdy jeszcze za życia portrety Jana Pawła II lub Matki Teresy z Kalkuty wieszano w domach i kościołach obok Krzyża i oddawano im pokłony lub modlono się przed ich wizerunkiem, to była to detronizacja Najwyższego? Gdy Karola Wojtyłę nazywano Ojcem Świętym, to wierni w swej postawie i mowie grzeszyli, przeciw JEDYNEMU OJCU, KTÓRY JEST W NIEBIE? Odpowiedź w oczywisty sposób musi być negatywna. Zarówno bowiem w przypadku kard. Wojtyły jak i M.Ueshiby, nikt nie ma w zamiarze Boga zastępować papieżem czy O-sensei'em. Nie trzeba sięgać do tradycji i kultury dalekiej Japonii. Dla niektórych – jak się wydaje - dyrektor (ojciec) pewnego znanego radia, stał się kimś ważniejszym niż biskup, papież, a może nawet sam Bóg. Czy to nie przejaw neopogaństwa wśród wierzących Polaków i katolików? Czy dostrzec nie można tu tej samej natury duchowych zagrożeń? Znałem kiedyś kilku zakonników z Krakowa, którzy za zgodą przełożonych regularnie uczęszczali na zajęcia sztuk walki i zapewniam, że żaden Zły ich przez to od Boga nie odciągał. Wręcz przeciwnie, często w duchowości np. benedyktyńskiej wykorzystuje się przecież pewne medytacyjne techniki Dalekiego Wschodu. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Przestrzegam przed pokusą dokonywania pod wpływem powyższego, skądinąd wartościowego świadectwa, jednoznacznych i ostatecznych ocen wszystkich tych, którzy propagują i praktykują wschodnie sztuki walki.
anonim2013.01.8 9:55
Z dużą uwagą przeczytałem powyższe świadectwo. Chciałbym także złożyć własne. Na wstępie zadam kilka retorycznych pytań. Czy składanie kwiatów pod pomnikami i kłanianie się stojącym na cokołach postaciom historycznym jest bałwochwalstwem? Czy ukłon połączony z powitaniem „dzień dobry” wypowiedzianym pod adresem sąsiadki może być grzechem? Czy sytuację, w której jeden zawodnik drugiemu po zaciętej rywalizacji oddaje pokłon, można traktować w kategoriach zła? Zastanówmy się, ilu bożkom kłaniamy się na co dzień: obżerając się słodyczami, oglądając seriale, przyklejając w pokoju na drzwiach plakat idola lub celebryty... Biblia mówi wyraźnie: TYLKO BOGU BĘDZIESZ ODDAWAŁ POKŁON. Czy aby na pewno słowo "tylko" powinno znosić wszelkie wzorce kulturowe związane z codziennymi relacjami między ludźmi? Czy za każdym razem, kiedy w formie ukłonu oddaję szacunek drugiemu człowiekowi występuję przeciwko Pismu Świętemu, Bogu Jedynemu i otwieram się na Złego? Ukłony na Dalekim Wschodzie to nie religia, to obyczaj, wzór kulturowy, element etykiety... Kiedy nad grobami swoich zmarłych 1 listopada kłaniamy się, to czcimy ich jako bóstwa? Przecież nie wszyscy żyli jak święci. Czy kłaniamy się wtedy ich grzesznemu życiu, czy raczej robimy to z miłości, pokory i szacunku do pamięci o nich? Opowieści J.M.Verlinda oraz świadectwo na temat Aikido dla mnie osobiście są wzruszające, ale to bardzo szczególne, jednostkowe i nader subiektywne doświadczenia. Nie należy ich w żadnej mierze generalizować. Życie codzienne niesie z sobą tysiąc razy więcej pokus, by zastępować Boga współczesnymi i europejskimi bożkami konsumpcjonizmu, kariery, próżności, seksu, samouwielbienia, posiadania, niż lekcja pokory, jaką zawodnicy otrzymują na treningu w dojo. Gdy jeszcze za życia portrety Jana Pawła II lub Matki Teresy z Kalkuty wieszano w domach i kościołach obok Krzyża i oddawano im pokłony lub modlono się przed ich wizerunkiem, to była to detronizacja Najwyższego? Gdy Karola Wojtyłę nazywano Ojcem Świętym, to wierni w swej postawie i mowie grzeszyli, przeciw JEDYNEMU OJCU, KTÓRY JEST W NIEBIE? Odpowiedź w oczywisty sposób musi być negatywna. Zarówno bowiem w przypadku kard. Wojtyły jak i M.Ueshiby, nikt nie ma w zamiarze Boga zastępować papieżem czy O-sensei'em. Nie trzeba sięgać do tradycji i kultury dalekiej Japonii. Dla niektórych – jak się wydaje - dyrektor (ojciec) pewnego znanego radia, stał się kimś ważniejszym niż biskup, papież, a może nawet sam Bóg. Czy to nie przejaw neopogaństwa wśród wierzących Polaków i katolików? Czy dostrzec nie można tu tej samej natury duchowych zagrożeń? Znałem kiedyś kilku zakonników z Krakowa, którzy za zgodą przełożonych regularnie uczęszczali na zajęcia sztuk walki i zapewniam, że żaden Zły ich przez to od Boga nie odciągał. Wręcz przeciwnie, często w duchowości np. benedyktyńskiej wykorzystuje się przecież pewne medytacyjne techniki Dalekiego Wschodu. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Przestrzegam przed pokusą dokonywania pod wpływem powyższego, skądinąd wartościowego świadectwa, jednoznacznych i ostatecznych ocen wszystkich tych, którzy propagują i praktykują wschodnie sztuki walki.
anonim2016.09.8 14:17
Cześć. Aikido ćwiczyłem 6 lat. Mam 2 kyu. Odmian aikido w Polsce jest wiele - ja ćwiczyłem yoshinkan. W tej odmianie w ogóle nie ma medytacji. Kładzie się nacisk na tzw. "kihon dose" czyli zestaw pozycji, które można ćwiczyć samemu tak aby później z partnerem lepiej wykonywać daną technikę. Zawsze podchodziłem do tego jak do sportu a ukłony były dla mnie tylko formą podziękowania za trening a nie "kłaniania się obcym bogom". Bóg jest jeden choć w trzech osobach. Za te 6 lat treningów nie spotkałem się z niczym "złym" raczej przeciwnie. Cieszę się jednak, że nie miałem styczności z medytacjami (są np. w odmianie shudokan) bo słyszałem o nich dużo niedobrych rzeczy. Od 25 lat jestem we wspólnocie neokatechumenalnej. Bóg jest bardzo ważny w moim życiu. Nie chcę oczywiście uogólniać ale jak widać nas moim przykładzie można być jednocześnie praktykującym katolikiem i aikidoką. Pozdrawiam.