Prof. Zybertowicz dla fronda.pl: Komorowski może jeszcze tracić głosy - zdjęcie
11.05.15, 10:20Prof. Andrzej Zybertowicz (fot. Telewizja Republika)

Prof. Zybertowicz dla fronda.pl: Komorowski może jeszcze tracić głosy

3

Zwycięstwo Andrzeja Dudy, który nie prowadził z sondażach, bardzo wysoki wynik Pawła Kukiza – o czym świadczą wyniki wyborów?

Prawdopodobnie nastąpiło jakieś głębsze przesuniecie nastrojów, mogące polegać na tym, że ludzie pomyśleli, ze jest okazja, żeby dać władzy sygnał, że się niepokoją. Dla mnie najciekawsze jest przed drugą turą nie to, na co zwraca uwagę większość komentatorów, mianowicie, gdzie pójdą głosy, które zostały oddane na Kukiza, tylko ile głosów odejdzie jeszcze od Bronisława Komorowskiego. Bo myślę, że z tych trzydziestu kilku procent, które teraz otrzymał część ludzi głosowało jeszcze z rozpędu, z niewiary, że istnieje jakaś alternatywa. A teraz kiedy dodamy głosy na Dudę i na Kukiza, mamy ponad 50 proc. głosów przeciw rządzącemu polską układowi. To może być oznaka głębszego przewartościowania, uświadamiania sobie, że polityka to nie jest coś, co dzieje się w kosmosie i nie ma wpływu na nasze życie. Po pierwsze, polityka ma wpływ na nasze życie i to źle, że Polska jest źle zarządzana. Po drugie, jednak jest jakaś szansa dania do zrozumienia rządzącym, że oni częściowo od nas zależą.

Czy Polacy zagłosowali na Kukiza, bo chcą jednomandatowych okręgów wyborczych?

Część osób myśli, że JOW-y to jest jakieś rozwiązanie, jakieś lekarstwo, które da efekt. Jednak sądzę, ze więcej osób potraktowało Kukiza jako szansę na rozszczelnienie systemu politycznego. I problem przed drugą turą polega na tym, czy Andrzej Duda będzie potrafił pokazać, że nie jest częścią obozu władzy, do którego większość kandydatów wpychała PiS.

Jak mogą wyglądać najbliższe dwa tygodnie kampanii? Będziemy świadkami walki PiS z antypisem, czy walki o głosy tych, którzy poparli Kukiza?

Myślę, że będziemy oglądali chaos w obozie prezydenta i pełną mobilizację establishmentu medialnego przestraszonego wizją podwójnego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości – w tych wyborach i w jesiennych. O ile w obozie Platformie Obywatelskiej i w kancelarii prezydenta część osób będzie próbowała działać według schematu „ratuj się kto może” i „zacierajmy ślady po naszych interesach”, to w obozie establishmentu medialnego, czyli mediów publicznych i głównych mediów prywatnych nastąpi daleko posunięta koordynacja działań i mobilizacja. Będzie testowanie różnych zagrywek, żeby zobaczyć, co chwyci. Jeśli coś chwyci, to establishment będzie walił w bębny od rana do wieczora.

Wspomniał pan, że od Komorowskiego jeszcze mogą odpływać głosy. Czy to znaczy, że on pomimo że nie wygrał nadal jest „podpompowany”?

Myślę, że jest „podpompowany” przez pewną bierność. Wielu ludziom wydawało się, że to jest rozsądny polityk, może bez polotu, ale solidny. A wielu wyborców reaguje na reakcje innych wyborców. I to, że ogromna większość głosujących, ponad 60 proc., pokazało, że trzeba postawić na kogoś innego, to dla sporej części tych 32-33 proc., którzy poparli Komorowskiego będzie sygnał do namysłu.

Rozmawiał Jakub Jałowiczor

Komentarze (3):

anonim2015.05.11 10:55
No i po bulu :)
anonim2015.05.11 10:58
Z bufona uchodzi powietrze.
anonim2015.05.11 13:33
Profesor Zybertowicz to bardzo znaczący ekspert, który zawsze sensownie komentuje. Tutaj też wiele sensu, ale jednocześnie, przesadny optymizm jeśli chodzi o szanse Andrzeja Dudy. Sprawa bardzo istotna która nie pojawiła się w powyższej analizie, a która bardzo wiele zmienia, to frekwencja. Proszę zauważyć że gdy Lech Kaczyński zwyciężył w 2005 roku, frekwencja wynosiła niecałe 51 procent. W 2010 roku, gdy zwyciężył Bronisław Komorowski, frekwencja wynosiła 55,31 procent. Tym razem, w I turze zwyciężył Andrzej Duda, ale frekwencja wynosiła niecałe 50 procent. Generalnie, elektorat obozu rządzącego zawsze trochę mniej chętnie idzie na wybory, w przekonaniu albo że jest dobrze, i "jeden głos nic nie zmieni", albo że jest źle, zawiedli się, ale na tych drugich głosować nie pójdą. Niewykluczone że pewną rolę grają tutaj też czynniki demograficzne - PiS nadal jest trochę bardziej dominujący wśród osób starszych, które raczej nie będą nieobecne w dzień wyborów, a PO nadal jest trochę bardziej dominujący wśród ludzi młodych którzy mogą być poza miejscem zamieszkania w dzień wyborów, i mniej się tym przejmą. Toteż, spadek frekwencji raczej sprawia że PiS wychodzi lepiej niż PO. W drugiej turze, możemy zobaczyć wzrost frekwencji - to znaczy, o ile PO zdoła właśnie zmobilizować elektorat (co może być trudne, w zależności od tego ilu wyborców należy do grupy zawiedzionych). Naprawdę, nie zdziwiłbym się gdybyśmy zobaczyli nawet wynik o 10% wyższy jeśli chodzi o frekwencję. Ten wynik może bardzo wiele zmienić, ponieważ jeśli 10% dodatkowych wyborców zagłosuje na Bronisława Komorowskiego, to przy całkowitej frekwencji 60%, to da mu niecałe 20% więcej głosów w wyborach. Mobilizacja wyborców może nie tylko zniwelować aktualną przewagę Andrzeja Dudy, ale być może nawet zniwelować tą część pozostałych wyborców (zwłaszcza Kukiza) którzy teraz zagłosują na Dudę. A pamiętajmy że nie wszyscy z pozostałych wyborców będą teraz popierać Dudę - Komorowski również zyska kilka procent. Koniec końców, wyniki drugiej tury mogą być niepewne aż do samego końca. Bardzo wiele będzie zależało od frekwencji. Stąd właśnie będzie tak wiele krzyku o Kaczyńskim ukrytym w szafie Dudy - cóż, poprzednio to zadziałało...