01.08.17, 12:45fot: Twitter/Paweł Lisicki

Paweł Lisicki dla Frondy: Jak łatwo zażegnać konflikt PiS i Prezydenta?

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Minister Zbigniew Ziobro powiedział, „prezydent musi wybrać: albo wielkość, albo groteska”. O co toczy się gra? Czyli zdaniem ministra jak na razie prezydent tkwi w grotesce? 

Paweł Lisicki, Do Rzeczy: Jeżeli dosłownie mamy odczytywać to, co powiedział minister Ziobro to przynajmniej możemy stwierdzić, że sugeruje, iż prezydent zachowuje się groteskowo. W wywiadzie, którego udzielił minister Ziobro znajduje się wiele ukrytych „żądeł” skierowanych przeciwko panu prezydentowi. Nie ukrywam, że wypowiedzi ministra Ziobry trochę mnie zaskoczyły, dlatego, że po wywiadzie prezesa Jarosława Kaczyńskiego w Telewizji Trwam wydawało mi się, że nastąpi coś, co można by było nazwać uspokojeniem sytuacji po „prawej stronie”.

Natomiast wywiad ten jest agresywny w stosunku do prezydenta. Minister Ziobro posługuje się licznymi metaforami, jak na przykład: prezydent może zostać młodym komentatorem z ochroną, bądź, że jest pierwszym, który polegnie i tak dalej. Ponadto sugeruje nawet, że prezydent Andrzej Duda może nie dostać poparcia PiSu w następnych wyborach prezydenckich. O tyle jest to zaskakujące, że im większy jest konflikt w obrębie obozu rządzącego, tym bardziej musi się z tego powodu cieszyć opozycja.

Dlaczego Pana zdaniem minister Ziobro posuwa się do tak mocnych argumentów?

Możliwości są dwie opcje. Pierwsza jest taka, że dostał na to przyzwolenie Jarosława Kaczyńskiego, który cały czas nie może dojść do siebie po wecie prezydenta. Byłaby to zatem forma przestrogi, bądź presji na prezydenta, aby ten wiedział, iż gdyby miał nastąpić w przyszłości podobny ruch z jego strony to będzie oznaczało to „wojnę”. Natomiast druga interpretacja jest taka, że minister Ziobro przeprowadza to na „własną rękę” i widząc podnoszące się głosy krytyki – również w obozie PiS – stosuje obronę przez atak. Która z tych możliwości jest prawdziwa, wkrótce się okaże.

Kto najbardziej straci na tym konflikcie?

W takiej formule w jakim jest prowadzony najbardziej traci PiS. Fakt, iż prezydent zawetował te ustawy nie jest niczym strasznym, ani tragicznym. Poza tym ta ustawa, która najbardziej dotyczy losu obywateli – czyli ustawa o Sądach Powszechnych – została przez prezydenta podpisana.

Po co ten spór?

Minister uzyskał prawo obsadzania wszystkich prezesów sądów i dostał tym samym bezpośredni wpływ na sądownictwo powszechne w Polsce. Będzie miał też prawo decydowania o tym, którzy sędziowie - spośród tych, którzy pracują na wieku emerytalnym – będą mogli sprawować praktykę dalej, a którzy będą mogli odejść. Jest to i tak bardzo dużo.

Natomiast dwa weta prezydenta z punktu widzenia wizerunkowego PiSu mogą wyjść im na dobre.

Dlaczego?

Dlatego, że w ten sposób prezydent obalił twierdzenie, które jest powszechnie przyjęte przez opozycję i media zachodnie, że jest marionetką w ręku Jarosława Kaczyńskiego, że Polska jest w rękach jednego człowieka i że w związku z tym trzeba uruchamiać protesty, instytucje międzynarodowe i tak dalej.

Zatem weta mogłyby wyjść PiSowi na dobre, gdyby nie dochodziło do tego do czego dochodzi teraz, czyli do wzajemnej walki.

Co stałoby się gdyby prezydent nie dotrzymał słowa? Co będzie jeśli prace nad ustawami przeciągną się na dłuższy czas niż zapowiadane dwa miesiące?

Ja zakładam, że prezydent dotrzyma słowa. Pytanie jest takie jakie ustawy wyjdą od prezydenta.

To znaczy?

Opcje są dwie. Będzie tak, że ustawy, które wyjdą od prezydenta nie będą zasadniczo różniły się od tych, które przygotował PiS, a różnica będzie polegała na tym, że tam gdzie specjalne uprawienia otrzymał minister sprawiedliwości zostaną one przyznane prezydentowi – czyli jednym słowem byłyby to te same ustawy tylko bez błędów prawnych i z kompetencjami, które miał wcześniej minister sprawiedliwości dotyczącymi chociażby składu Sądu Najwyższego przyznanymi prezydentowi. Druga wersja jest taka, że prezydent faktycznie spróbuje ułożyć całkowicie nowe ustawy. Ta druga wersja będzie o tyle mało prawdopodobna, że nie będzie miała najmniejszej szansy realizacji politycznej dlatego, że nie ma w tej chwili grupy w Sejmie, która by to poparła. Dlatego bardziej prawdopodobne wydaje mi się pierwsze rozwiązanie. I jeśli by tak było, to PiS poprze rozwiązania i konflikt który pojawił się na horyzoncie zostanie zakończony.

Dziękuję za rozmowę.