19.11.14, 19:51Celibat to znak tamtego świata (fot. YouTube)

Ks. Robert Skrzypczak dla Fronda.pl: Celibat to znak tamtego świata

Portal Fronda.pl: Dlaczego Kościół katolicki wymaga od księży celibatu?

Ks. dr Robert Skrzypczak: Wynika to przede wszystkim z profetycznego charakteru tego charyzmatu, bo tym właśnie jest w Kościele celibat. Jest to pewna forma bezinteresownego daru z siebie samego, ofiarowania się bezpośrednio Chrystusowi. Rezygnuje się z małżeństwa i używania seksualności ze względu na Królestwo niebieskie. Ktoś, kto żyje w celibacie staje się jakby prorokiem świata przyszłego, do którego zmierzają wszyscy chrześcijanie. Tam, gdzie idziemy, czeka nas nowy sposób życia: Chrystus mówi, że staniemy się synami zmartwychwstania. Ludzie nie będą się żenić ani wychodzić za mąż, ale będą jako aniołowie boży. Tym, co wypełni wszystkie pragnienia ludzkie, będzie miłość Boga. Ta miłość stanie się absolutnym celem  i przedmiotem tęsknoty człowieka.

Dziś celibat jest pewnym znakiem zapytania i wyzwaniem. Zapowiada przyszły stan chrześcijan. Można powiedzieć, że każda miłość, którą dziś tu przeżywamy – do kobiety, mężczyzny, dzieci, miłość przyjacielska – to rodzaj miłości przedostatniej. Nawet najbliższa osoba nie jest w stanie wypełnić do koń ca łaknienia ludzkiego serca. Może na nie odpowiedzieć tylko miłość Pana Boga, tylko ona może wypełnić serce człowieka. Dlatego celibat niejako zwiastuje obietnice Chrystusa.

Celibat nie zawsze był wymagany od duchownych.

Charyzmat celibatu chrześcijańskiego zaczęto ok VIII, IX wieku łączyć w Kościele z udzielaniem święceń kapłańskich. Tradycja ta ustabilizowała się i trwa do dzisiaj. Polega na tym, że w Kościele nikt nie jest do celibatu przymuszany, bo nie można nikogo przymusić do charyzmatu, który jest darem Boga. Kościół zdecydował jednak, że święcenia kapłańskie – godność prezbiteratu – będą udzielane wyłącznie tym mężczyznom, którzy czują się powołani do celibatu. Dzięki temu podkreślony jest w kapłaństwie wymiar oblubieńczy. Kapłan reprezentuje sakramentalnie Chrystusa, który obdarza Kościół miłością oblubieńczą, dziewiczą, niepodzielną i dozgonną.

Czy zmiany wprowadzone przez Ojca Świętego i kurię w kwestii praktyki w Kościołach wschodnich mają znaczenie dla Kościoła powszechnego?

Są to tylko zmiany administracyjne. Kościoły wschodnie mają inną logikę przeżywania celibatu. Charyzmat ten jest tam powiązany bardziej z powołaniem zakonnym. Chociaż Kościoły wschodnie nie łączą celibatu ze święceniami kapłańskimi, to łączą je już ze święceniami biskupimi – a więc pełnią kapłaństwa. Biskupem może zostać w nich ten, kto żyje w celibacie, natomiast prezbiterem człowiek żyjący w celibacie, albo żonaty. Kościół katolicki, który przyjmuje te wschodnie wspólnoty, respektuje zarówno ich oryginalność liturgiczną jak i ich własne decyzje kanoniczne. Zmiana, jaką wprowadziła Kongregacja, dotyczy tych kapłanów, którzy emigrują na terytoria należące według tradycji do Kościoła łacińskiego. Pojawiał się bowiem problem żonatych kapłanów albo żonatych mężczyzn z tych kościołów, którzy chcieli zgłosić się do seminariów na terytoriach tradycyjnie łacińskich. Do niedawna kapłani żonaci na takich terytoriach nie mogły spełniać swojej funkcji, podobnie mężczyźni żonaci nie mogli wstępować do seminariów. Potem wprowadzono zmianę, podpisaną przez Benedykta XVI, przyznając w tej kwestii ostateczne rozstrzygnięcie Stolicy Apostolskiej. Otwarto więc możliwość sprawowania swojej funkcji żonatym kapłanom z kościołów wschodnich na terenach łacińskich oraz możliwość wstępowania w takich okolicznościach żonatym mężczyznom do seminariów.

Najnowszą decyzją Kongregacja przekazała tę sprawę decyzji odpowiednich Kościołów wschodnich albo episkopatu danego terytorium. To łączy się z pewną generalną tendencją zmian w kierunku decentralizacji struktur kościelnych tam, gdzie jest to możliwe, czemu patronuje papież Franciszek.

O odejściu od obowiązku celibatu mówi się wiele w kontekście Ameryki Południowej. Niedawno włoskie media pisały, że trwają już rozmowy między episkopatem Brazylii a Kongregacją ds. Duchowieństwa. Chodzi o dopuszczenie do święceń kapłańskich tak zwanych „wypróbowanych mężów” (łac. viri probati), co miałoby zapobiegać kryzysowi powołań.

Nie chodzi tylko o Amerykę Południową i Brazylię, ale także o Europę zachodnią i Stany Zjednoczone. Częściowo wiąże się to ze skrajnymi środowiskami progresistowskimi, które domagają się nie tylko zniesienia celibatu, ale w ogóle uniezależnienia kościołów lokalnych od Rzymu – jak na przykład ruch „My jesteśmy Kościołem” (niem. Wir sind Kirche; liderzy tego ruchu zostali ekskomunikowani – red.), który obejmuje kraje niemieckojęzyczne.

W każdym razie, gdy podejmuje się tę dyskusję o odejściu od związku między charyzmatem celibatu a udzielaniem święceń kapłańskich, mówi się właśnie o tak zwanych viri probati. A więc o żonatych mężczyznach, którzy dają świadectwo dojrzałych chrześcijan, żyjąc zgodnie z Ewangelią i nauczaniem Kościoła. W przekonaniu osób, które popierają dopuszczenie takich mężczyzn do święceń, miałoby by to mieć pozytywny wpływ na rozwiązanie problemu braku powołań.

W niektórych miejscach sytuacja demograficzna księży jest rzeczywiście fatalna. Sam poznałem takie miejsca: północne Niemcy, północne Włochy, Szwajcaria – wiele parafii jest tam bez księży, bo brakuje powołań. Tworzy się niekiedy duszpasterskie komitety złożone z jednego czy dwóch kapłanów, kilku rodzin i kilku osób żyjących w celibacie. Takie grupy zarządzają parafiami. Gdzie indziej wprowadzono asystentów kościelnych, żeby lepiej administrować parafią. Początkowo parafią zarządzał nie proboszcz, ale duet: wyświęcony kapłan i żonaty mężczyzna. Z czasem w wielu miejscach nie ma już jednak kapłanów, a zostali tylko ci świeccy, opłacani przez diecezję. Niestety, są to często osoby rozwiedzione, albo takie, które straciły wiarę. W takim wypadku administracja przestaje mieć cokolwiek wspólnego z pasterzowaniem.

Papież Franciszek podkreślił jakiś czas temu, że celibat kapłański to nie dogmat. Rzeczywiście, to jest jedynie rozstrzygnięcie dyscyplinarne i praktyka, pewne wyczucie woli Bożej i tego, co jest najlepsze dla Kościoła, dla misyjności i duszpasterstwa. Myślę jednak, że w dyskusjach na ten temat zawsze będzie brany pod uwagę czynnik nadprzyrodzony. Kościół nie może utracić swojej wyjątkowej oryginalności, jako wspólnoty łączącej ze sobą to, co widzialne i niewidzialne. Charyzmat celibatu jest też powiązany z figurą pasterza, daje wyraz temu, że Kościół jest wspólnotą, która idzie do nieba, wspólnotą ludzi ukierunkowanych w stronę pełni w Chrystusie. Nie jestem w żadnej mierze przekonany, jakoby Kościół nie potrzebował już dzisiaj tego profetycznego znaku. Oczywiście, zawsze istnieje pewne napięcie między argumentami typu teologicznego i pragmatycznego. Tak też jest w tym wypadku, ale wyłącznie na poziomie dyskusji.

W jaki sposób walczyć z kryzysem powołań, utrzymując celibat? Jakimś rozwiązaniem jest tu dopuszczenie żonatych mężczyzn do diakonatu?

Trzeba przede wszystkim odbudować figurę kapłana oraz oblubieńczy wymiar Kościoła. To coś, co się czasem zaciera. Chrystus jest oblubieńcem Kościoła, a chrześcijanie żyją z Nim na pewien sposób w ślubnym wymiarze. Kapłan, który przewodzi liturgii, rozdaje Komunię i udziela sakramentów, to nie tylko administrator, czy, mówiąc brutalnie, rodzaj „kelnera”. Kapłan jest także figurą Chrystusa, oblubieńca Kościoła. Trzeba się skoncentrować na odnowieniu wizerunku kapłan, na pracy u podstaw, jeśli chodzi o budzenie powołań kapłańskich.

Św. Jan Bosko, pracując z młodzieżą w Turynie, twierdził, że 70 proc. młodych mężczyzn i chłopców w Kościele otrzymuje powołanie do kapłaństwa, ale tylko nieliczni je rozpoznają i akceptują. Niestety, w tych miejscach, gdzie chrześcijanie się laicyzują, gdzie na życie swoje i Kościoła zaczyna spoglądać się na sposób świecki, nie dostrzega się konieczności budzenia powołań w oparciu o łaskę nadprzyrodzoną. Będąc we Włoszech nieraz zauważałem, że praca z młodzieżą jest niezwykle zlaicyzowana. Młodzi ludzie mieli bardzo mały udział w pięknie liturgii, w modlitwach i sakramentach. Więcej uwagi poświęcani byciu razem, organizacji wspólnych świąt i wyjazdów. Element ludzki przeważał nad elementem bożym.

Tymczasem większość powołań bierze się z zafascynowania pięknem liturgii i modlitwy, zapachem kadziła, prawdziwym życiem jakiegoś kapłana, człowieka, który nosi w sobie Boga. To także pokazuje sens bezinteresownego oddania się Chrystusowi. Powołania nie biorą się ze wspólnego jedzenia pizzy, tak zwanego „duszpasterstwa widelca”. Tam, gdzie gubi się wymiar nadprzyrodzony, tam nie dostrzega się często łaski, której Bóg udziela młodym – i stąd brak powołań.

Wspomina ksiądz o pięknie liturgii jako o czynniku istotnym dla wzbudzania powołań. Wydaje mi się, że obecna liturgia może być w swojej estetycznej formie zbyt podobna do współczesnego świata, by interesować sobą ludzi młodych. Stąd też pojawiają się propozycje przynajmniej częściowego powrotu do tak zwanej liturgii trydenckiej.

Nie można robić w tym względzie porównania między liturgią przed- i posoborową. Liturgia przedsoborowa miała swoje piękno związane z językiem łacińskim i pewną tajemniczością, zwróceniem się w kierunku eschatologii. Jednak liturgia posoborowa swoje piękno zawdzięcza ukierunkowaniu na misterium paschalne, odzyskaniu wymiaru obecności Ducha świętego, czytelności znaków. Nie chodzi tylko o samą estetykę liturgiczną – choć i ona ma duże znaczenie. Najważniejsze, by liturgia szła w parze z życiem, by dawała miejsce działającemu Bogu.

Taki był zamysł Soboru Watykańskiego II, który w pierwszej kolejności zajął się właśnie liturgią. Chciał skierować uwagę wiernych przede wszystkim na działającego wśród nich Chrystusa. Piękno liturgii jest pięknem zmartwychwstania, możliwością nasycania się życiem wiecznym i nadprzyrodzonym. Jest, oczywiście, pewien romantyzm: uważa się, że powrót do tajemniczości znaków i języka łacińskiego, który nosi w sobie pewien wymiar misterium, przywróci głębię liturgii. Wątpię, by tak było. By wrócić do rytu trydenckiego trzeba byłoby najpierw nauczyć to pokolenie języka łacińskiego. Inaczej powrócilibyśmy do tego, co przeżywali katolicy przed Soborem Watykańskim II: brało się udział w liturgii, w której ludzie, przez barierę łaciny, nie potrafili uczestniczyć. Powstawał podział na czynności duchownych, wprowadzonych w rozumienie liturgii, oraz prywatną dewocję świeckich, którzy na Mszach mieli modlitewniki, odmawiali różaniec. Piękno, które się nie komunikuje, które nie udostępnia przez barierę języka swojej istoty, nie jest pięknem, które może przemówić do ludzi.

Nie chodzi jednak tylko o łacinę. To także zestaw innych znaków, jak wspomniane przez księdza kadzidło, sprawowanie Mszy ad orientem, stosowna muzyka, a nie obecne dziś w kościołach gitary – i tak dalej. Słowem powrót do tego, co odróżniłoby liturgię od współczesności.

Pragnę zwrócić uwagę, że reforma Soboru Watykańskiego II nie wyrzuciła ani muzyki kościelnej, ani kadzidła ani podobnych znaków. Robili to ludzie, którzy próbowali narzucić swoją interpretację Soboru – i laicyzowali liturgię. Traktowali ją jako pewien aktywizm ludzki albo formę protestantyzacji kultu chrześcijańskiego, dyktat ekumenizmu. Prawdziwa liturgia posoborowa to tylko pewne przestawienie akcentów. Chodzi o wydobycie zmartwychwstania Chrystusa, misterium paschalnego. Reforma Soboru Watykańskiego II polegała na powrocie do źródeł, nie chodziło w niej w żadnym razie o wymyślenie nowego kultu, dostosowanego do współczesności. Autorzy odnowy liturgicznej kierowali się paradygmatem powrotu do korzeni liturgii, do piękna, które nadawał Chrystus Zmartwychwstały w Kościele pierwotnym. Nie jest to pokusa archeologizmu, ale sposób na pokonanie pewnych form historycznych. To sposób na powrót do tego kształtu, jakiego chciał dla Kościoła Jezus Chrystus.

Po Soborze Watykańskim II dokonano wielu błędów. Jesteśmy dziś w trakcie pewnego laboratorium liturgicznego. Reformę wprowadzono zbyt szybko i w wielu miejscach oparto ją o kryteria, których Sobór nie przewidział i których nie chciał. Dlatego dziś powrót do tradycji nie musi oznaczać „przeskoczenia” Soboru i powrotu do pewnego etapu historycznego, który łączy się z papieżami Piusami. Trzeba podkreślić, że sobór jest mową Boga do Kościoła. Dostaliśmy od Ducha świętego pewne przesłanie, które przerasta ludzkie kategorie i kryteria. Rezygnowanie z jednych historycznych form liturgicznych celem powrotu do innych byłoby niewielką pomocą. Trzeba korzystać w pełni z tradycji chrześcijańskiej i całego piękna historycznego doświadczenia. Doświadczenia chrześcijan, którzy modlą się, szukając tej najbardziej adekwatnej postaci spotkania Chrystusa Zmartwychwstałego z Jego uczniami.

Dzisiaj czasy są bardziej apostolskie, bardziej wymagające. Kościół przeżywa czas nowej ewangelizacji. Nie osiągnie niczego żadnym zabiegiem estetycznym ani żadną socjotechniką, polegającą na powracaniu do pięknych form. Trzeba za to głosić kerygmat i budzić w ludziach wiarę, dając świadectwo o Chrystusie Zmartwychwstałym. 

rozm. Paweł Chmielewski

Komentarze

anonim2014.11.19 20:34
Co do gitar w Kościele to mógłbym dyskutować, bo z tego instrumentu przy odrobinie talentu/chęci da się wydobyć dostojne, wręcz sakralne brzmienia. Oczywiście jestem świadom tego, że w statystycznej polskiej parafii do przygrywania podczas mszy zasiadają zwyczajni ludzie, co po prostu lubią sobie pograć. Niemniej jednak co dzisiaj śpiewaliśmy na psalmie? "Chwalcie Go dźwiękiem rogu,chwalcie na harfie i cytrze. Chwalcie Go bębnem i tańcem, chwalcie na strunach i flecie." Muzyka ma nam pomagać przeżywać liturgię a nie stawać się przeszkodą - jak człowiek się uzależni od śpiewu jakiejś organistki i przyjdzie czas że ona odejdzie, to nagle się okazuje że chodziliśmy do Kościoła głównie z powodu pięknej muzyki: żeby sobie pośpiewać, posłuchać, czy cuś :) Jezus jest Panem !
anonim2014.11.19 22:25
Czytam takie oto slowa :"Celibat kapłański to nie dogmat. Nie obowiązywał zawsze. Celibat jest jednak charyzmatem Kościoła, profetycznym znakiem nieba - a kapłan to dzięki niemu figura Chrystusa, oblubieńca Ludu Bożego." I mysle ze dobrze ze ktos to mowi. Przynajmniej wiem dlaczego przeciwnicy kosciola maja katolikow za idiotow. No delikatnie mowiac za nawiedzonych.
anonim2014.11.19 22:56
Z całym szacunkiem, ale zmuszona jestem podzielić się moimi subiektywnymi odczuciami. Podjęta decyzja wobec Kościołów Wschodnich potrząsnęła mną dość brutalnie. Posłużę się przysłowiem: "Na bezrybiu i rak ryba". Nie podejrzewałabym iż głównym przedstawionym motywem do usunięcia celibatu będzie akurat kryzys powołań kapłańskich (??) tym bardziej iż wsród tradycjonalistów, w klasztorach o zaostrzonej dyscyplinie tego kryzysu jakoś nie widać. "W przekonaniu osób, które popierają dopuszczenie takich mężczyzn do święceń, miałoby by to mieć pozytywny wpływ na rozwiązanie problemu braku powołań" Intuicja nakazuje mi tu mieć wątpliwości czy oby "pozytywny" wpływ usunięcia celibatu nie będzie tak samo "pozytywny" jak ekumenizm po Soborze Watykańskim II, ale o tym dowiemy się po latach. Z drugiej strony, mężczyzna poświęcający swój czas dla kapłaństwa będzie ewidentnie zaniedbywać swoją rodzinę a żona będzie się czuć jak młoda wdowa. Czy w takim układzie nie grozi nam zwiększona ilość rozwodów lub separacji w tych właśnie środowiskach? Jeśli taki kapłan nie zaniedba nawet rodziny to z pewnością zaniedba swoje obowiązki kapłańskie. Czy rodzina kapłana mimo najszczerszej dobrej woli, wytrzyma tę presję psychiczną bo w końcu znajdzie się w całkiem nowej sytuacji? Przecież kapłan to nie zawód lecz bardziej stan ducha i powierzone przez Chrystusa kompetencje. Kapłanem nie jest się od 9- tej do 5-tej lecz przez 24 godziny na dobę. Dlaczego taki mężczyzna ma unieszczęśliwiać swoją żonę i dzieci chronicznym brakiem czasu? Nie można być zazdrosną o Boga ale pamiętajmy że w rodzinie musi być czas także na zwykłą szarą rzeczywistość, dbałość o odpowiedni rozwój i wykształcenie dzieci a w takiej sytuacji gro obowiązków rodzicielskich będzie spoczywać niestety na żonie. Moim zdaniem księża nie powinni się dekoncentrować na posiadaniu rodziny. Oby nie doszło kiedyś do tego że nawet w zakonach kontemplacyjnych zakonnicy będą posiadali żony. Moje subiektywne uczucie jest takie. Jeśli się mylę to proszę mnie skorygować. Kościół w swoim "miłosierdziu" postanowił się ulitować nad mężczyznami kochającymi Boga, jednakże nie mogącymi żyć bez seksu...(może dla zdrowia psychicznego?..) i byłaby to tylko jedna strona pozytywna (oczywiście dla kapłana podzielającego te akurat poglądy) natomiast nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszelkich skutków negatywnych jakie mogłyby spać na rodzinę.
anonim2014.11.19 22:57
Wracając do poluzowania obyczajów względem osób konsekrowanych: Żyjąc w czasach obecnych kiedy Kościół zaczyna iść osobom konsekrowanym na rękę dostosowując się do ducha czasu (całkiem niepotrzebnie) dość smutna jest w moim przekonaniu sytuacja POLSKICH ZAKONNIC gdzie od wieków nic się nie zmieniło. One nie nauczyły się jeszcze "walczyć" o swoje prawa z taką determinacją z jaką czynili to niektórzy biskupi na ostatnim synodzie. Nie mam tu na myśli aż tak daleko posuniętej rewolucji jak zakładanie rodziny lecz chociażby możliwość choć chwilowej anonimowości oraz ubrania się poza klasztorem w odzież cywilną. Zakonnica nie może sobie pograć w siatkówkę, pójść na pływalnię czy siłownię - nie sądzę aby ktoś zaprojektował stosowne kostiumy pływackie dla zakonnic. Jeśli ma ochotę pojeździć na nartach będąc na wakacjach / przepustce (bo nie znam specjalistycznej terminologii) to niestety ale jej ubiór stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa na górskich szlakach. Księża tych problemów nie mają i mogą bez problemu wtopić się w tłum osób świeckich !! Nie zapomnę pewnego smutnego widoku z dzieciństwa. Będąc na wakacjach nad morzem, temperatura była wtedy około 37 stopni, zauważyłam zakonnicę siedzącą sobie na brzegu i moczącą jedynie stopy. Było mi jej bardzo szkoda. Żar lał się strumieniami a ona nie mogła nawet ostudzić się w morzu. Spytałam : "Czy siostra musi tak się dusić w tym czarnym grubym materiale"? "Niestety" - odpowiedziała. "Nam nawet nie wolno zciągnąć nakrycia głowy". Możliwość noszenia ubioru cywilnego (poza zakonem) idąc np. na zakupy itp, z pewnością ułatwiłaby życie polskim zakonnicom. Nie mówię tu o jakimś wyzywającym ubiorze ale zwykłe jeansy, t-shirt i nareszcie odkryta głowa w porze letniej (odrobina normalności) byłyby chyba dużą ulgą. Ona nawet nie wie co to fryzjer bo przecież nikt nie zobaczy efektów jego pracy. Szkoda że o zakonnicach nic się nie mówi. Jak widać jesteśmy liberalni jedynie dla mężczyzn. W sytuacji mężczyzn konsekrowanych zmieniło się wiele (i cały czas się zmienia) natomiast w sytuacji konsekrowanych kobiet (zakonnic) jesteśmy w średniowieczu (sutanna zakonnicy praktycznie niewiele sie różni się od muzułmańskiego Nikabu z wyjątkiem tego iż cała twarz jest odkryta, możliwe iż została zaprojektowana w tym samym okresie czasu ) - co może być powodem niskich powołań :).
anonim2014.11.20 6:46
Z wpisu jan-nowaka wynika coś dokładnie przeciwnego niż napisał - wynika, że kompletnie nie rozumie tego o czym pisze i właśnie nie tylko nic nie pojmuje, ale nie mieści się w jego ciasnej mentalności nic z tego, o czym twierdzi, że "wie"... Bardzo niestosowne (najdelikatniej mówiąc) jest wypowiadanie się na temat kapłaństwa i celibatu przez kobiety - ciekawe co by pomyślała jedna z druga mędrkująca o kapłaństwie i celibacie, gdybym jakiś mężczyzna z pozycji ex katedra pouczał ja co się czuje w czasie miesiączki, albo ciąży i porodu...
anonim2014.11.20 19:01
Skoro celibat nie jset dogmatem do dla duchownych Rzymsko-katolickich powinien byc dobrowolny. Celibat zostal wprowdzony dosc pózno i to z prostej przyczyny: Ekonomicznej. Pierwsi Papieże byli ludzmi żonatymi. Ale hierachowie sie troche boja w przypadku np. rozwodu księdza, ze najpierw sam nauczal w sprawie rodziny ateraz rozwalil rodzine. W Kosciolach Protestanckich Luteranskim, Anglikanskim, kandydatke na żone duchownego musi zatwierdzic biskup diecezji, po rozmowie z kandydatka, tak ze duchowny bie moze sobie wziasc pierwszej lepszej a juz o ateistce niam mowy.
anonim2014.11.20 22:51
Chwila chwila. Czym innym jest celibat a czym innym ślub czystości. Kościoły wschodnie również mają życie monastyczne i oni również ślubują czystość (której jednym z aspektów jest celibat). Żeby zostać biskupem kościoła wschodniego należy być zakonnikiem - celibatariuszem. O co ten cały krzyk? Celibat tam wciąż obowiązuje. Jeśli nie ożenisz się przed diakonatem - celibat cię obowiązuje do końca życia, bez możliwości zawarcia małżeństwa. Zdumiewa mnie to tym bardziej, że najbardziej wstrząśnięta jest kobieca cześć forum. Po co zaglądacie facetom do łóżek jeśli nie jest to niezgodne z obrządkiem, moralnością i daną kulturą? Ksiądz, zakonnik, biskup... zawsze będzie miał "baby w głowie". Gdyby ich nie miał były nienormalny i pojawiło by się pytanie kto w ogóle dał mu święcenia (sic!).
anonim2014.11.21 19:46
Nabi, dlaczego wypowiadanie sie na temat kaplanstwa i celibatu przez kobiety jest "wielce niestosowne"? Przez brak doswiadczenia? Pozostajac w temacie celibatu, dlaczego księża tak ochoczo wypowiadają się na temat seksu i relacji damsko-męskich? Zakladam, ze sa przygotowywani do wypowiedzi, przeszkoleni, co rekompensuje (?) brak doswiadczenia. Wiedza teoretyczna. Czy kobiety nie moga nabyc wiedzy teoretycznej o istocie kapłaństwa i na tej podstawie formułować wnioskow?
anonim2014.12.27 14:45
@nieznajoma_200
anonim2014.12.27 14:47
@nieznajoma_200 Rozmawiałem z siostrą zakonną i uświadomiła mnie, że obecnie dopuszcza się uproszczone wersje welonu i innych nakryć głowy dla zakonnic, w pewnych okolicznościach mogą pokazywać się bez niego. Mogą też chodzić na basen, ale tam gdzie nikt nie wie, że są siostrami. Także trochę przesadziłaś.