Ks. prof. Paweł Bortkiewicz dla Frondy: Opozycja sączy 'miłość' bliźniego. Czyżby na Walentynki? - zdjęcie
13.02.17, 20:15Screenshot / Youtube

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz dla Frondy: Opozycja sączy 'miłość' bliźniego. Czyżby na Walentynki?

Luiza Dołęgowska, Fronda.pl: Pani Premier Beata Szydło uległa wypadkowi. W Internecie zawrzało - pojawiły się nienawistne i cyniczne wypowiedzi nie tylko zwykłych ludzi, ale i polityków czy dziennikarzy, wrogo nastawionych do obecnych władz. Czy wartości humanistyczne - podkreślające honor i godność człowieka, czy też zwyczajne współczucie zanikły i zastąpiła je zawiść?

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz: Wypadek Pani Premier odsłonił ogromną polaryzację postaw. Z jednej strony płyną słowa wsparcia, modlitwy, solidarności, zarówno dla niej, jak i dla dwóch pozostałych osób uczestniczących w wypadku, w tym najciężej rannego funkcjonariusza BOR. Sam odczułem naturalną potrzebę, by w dniu 11 lutego, we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes, odprawić Mszę świętą w ich intencji.

Z drugiej strony popłynął ściek słów podłych i prymitywnych, odsłaniających - nie waham się powiedzieć – rynsztokowe pokłady ludzkiej natury.

Myślę, że jest to zjawisko godne uwagi. Dlaczego? Przywykliśmy w minionych latach do zjawiska określonego „przemysłem pogardy”. Ten przemysł pogardy realizowany najpierw w sposób stosunkowo łagodny (nazywanie przeciwników „moherami”), potem w sposób coraz bardziej agresywny aż po kulminujące szydzenie z tragedii smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu (kpiny z krzyża i jego obrońców) pokazało szeroką skalę zjawiska, które okazało się w przestrzeni ówczesnej władzy bezkarne. Nie mogło być zresztą inaczej, skoro to właśnie ta władza stymulowała ten przemysł i jego główne narzędzie – język pogardy. Rzecz chyba w tym, że ta bezkarność plus obecna frustracja z powodu utraty władzy praktycznie absolutnej, wygenerowały nienawiść. Nienawiść wręcz fizjologiczną, bo niekontrolowaną. I to jest zjawisko bardzo niebezpieczne.

Dlaczego ludzie, którzy żyją w społeczeństwie katolickim - nawet jeśli nie są katolikami, nie biorą pod uwagę - sącząc publicznie swoją nienawiść do osób sprawujących władzę - że niszczą przy okazji siebie samych i się dehumanizują, pokazując taką zapiekłość?

To bardzo dobre i ważne pytanie. Ono pokazuje nam pośrednio, czym jest chrześcijaństwo, konkretnie katolicyzm i jaką ma wartość humanizującą. Oczywiście, od razu zaznaczę – mam świadomość, wiem, że są katolicy, którzy ulegają grzechowi nienawiści, ale oni tym bardziej pokazują patologię własnych postaw w stosunku do normy, jaką niesie katolicyzm.  Św. Jan Paweł II pisał kiedyś w pierwszej swojej encyklice: „Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa”. Te słowa mają dogłębnie cywilizacyjny wymiar. To nie jest tylko wskazówka dla rozwoju duchowości chrześcijańskiej, to jest zasada sine qua non dla humanizacji życia. Można nie być katolikiem, ale jeśli chcę być człowiekiem muszę otworzyć się na miłość. Wybór nienawiści zamiast miłości oznacza faktycznie degradację człowieczeństwa, dehumanizację.

Czy używając mowy nienawiści - szkalujących opinii, cynizmu, złośliwości - można osiągnąć zwycięstwo?

Już starożytni doszli do wniosku „amor vincit omnia” – miłość wszystko zwycięża. Tylko miłość jest i może być zwycięska. Być może część tzw. opozycji, czy jak to widać coraz bardziej część wrogów Polski i Polaków, podskórnie wyczuwa tę prawdę. Dlatego, w sposób perwersyjny, zarzucają oni swoim adwersarzom nienawiść. W dobie szydery i bluźnierczego szkalowania krzyża, atakujący go poniekąd tłumaczyli się, że oni, owszem, zachowują się agresywnie, ale z tej drugiej strony… Tam jest nienawiść… Kiedy pytano, a w czym ona się wyraża, zazwyczaj przywoływano słowa w rodzaju: „ale ten tam to ma w oczach taką nienawiść”. Przypominam to, bo pośrednio wskazuje to, że gdzieś w nas istnieje przeświadczenie, że nienawiść jest czymś złym, a nieuleganie nienawiści, czymś zwycięskim, godnym człowieka. Problem jest jednak zasadniczy. Ci, którzy od kwietnia 2010 roku tropili nienawiść w oczach ludzi stężałych z bólu i niemocy po katastrofie smoleńskiej, tej nienawiści nie doświadczyli w żadnym stopniu. Natomiast dzisiaj, ci właśnie ludzie sami stali się siewcami nienawiści w życiu społecznym.

Czy w dzisiejszych czasach władza i łatwe dotychczas pieniądze - bo do utraty tych właśnie atrybutów sprowadza się zawiść opozycji - przesłaniają inne wartości - współczucie, miłość bliźniego, szacunek i  czy jest to trwały znak pewnej degradacji czy też jest nadzieja na zmianę tych postaw?

Bardzo symptomatyczny w tym względzie jest obraz, który powinien zostać utrwalony, opisany i przenalizowany w różnych wymiarach. Mam na myśli dwóch posłów z dwóch ugrupowań opozycji totalnie wrogiej, którzy dzień po wypadku, którego ofiarą była Pani Premier mieli czelność stanąć przed kamerami telewizji i powiedzieć: „Zapewnimy kierowcy fiata, który uczestniczył w wypadku premier Beaty Szydło, najlepszą ochronę prawną w tym zderzeniu państwa PiS z obywatelem”.

Otóż, trudno znaleźć większą dozę kłamstwa i cynizmu w jednym krótkim zdaniu. Kierowca nie uczestniczył tylko spowodował wypadek, zderzenie dotyczyło kierowcy z ludźmi (P. Premier, kierowca, ochroniarz),  a nie z instytucją. Zderzali się natomiast obywatele w minionym czasie z instytucjami związanymi z PO, takimi jak Amber Gold, ratusz warszawski, instytucje ministerialne poprzedniego rządu. To zdanie wypowiedziane przed kamerami pokazuje gigantyczną skalę samozakłamania niektórych polityków. Jestem przekonany, że oni wierzą w to, co mówią, tak, jak wierzyli najbardziej zacietrzewieni funkcjonariusze systemów totalitarnych, że czynią dobrze. Powiem bardzo być może brutalnie, ale nie wierzę w żadną naturalną drogę uzdrowienia. Tutaj potrzebny jest cud uzdrowienia. To kwestia wiary nie naturalnej w możliwości zmiany człowieka, ale wiary dogłębnie religijnej, bo „dla Boga nie ma nic niemożliwego”

Sposób niszczenia demokratycznej władzy przybiera coraz ostrzejsze formy, a dodatkowo – jak powiedziała dr Fedyszak-Radziejowska – stosuje się też coraz bardziej wyrafinowaną socjotechnikę. Czy nie warto odnieść się do słów Jezusa Chrystusa: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.”

Pani Doktor Fedyszak-Radziejowska jest stosunkowo rzadkim komentatorem naszych bieżących wydarzeń. Jednak jej diagnozy są bezcenne. Problemem jest właśnie owa socjotechnika, która czyni z mowy nienawiści „przemysł nienawiści”, zjawisko ogromnie szeroko sterowane.

Proszę wybaczyć, że odwołam się do krótkiego epizodu własnych doświadczeń. Kiedy w swoim felietonie emitowanym w TV Trwam użyłem w kontekście zachowań opozycji totalnie wrogiej sformułowania „banda przygłupów” spotkało się to z ogromną reakcją. Imienną i anonimową, indywidualną, ale też być może instytucjonalną. Do dziś nie wiem, jak delikatniej nazwać ludzi, którzy porównują b. prezesa TK, pobierającego „tłustą” odprawę w wysokości niemal półrocznej pensji wicepremiera do „niezłomnych” w domyśle żołnierzy, katowanych w ubeckich kazamatach? Jak delikatniej nazwać ludzi, którzy robią happening na ulicy układając się w świetle świec dymnych na chodniku i traktowanych jak ofiary poważnych zajść ulicznych? Jak delikatniej nazwać ludzi mówiących o stanie wojennym w kategoriach „kulturalnych” zajść? Otóż, dopóki więzić nas będzie polityczna poprawność jak sowiecka cenzura, dopóki hołoty atakującej nienawistnie Pani Premier nie nazwiemy hołotą, tylko „salonowcami inaczej”, dopóty będziemy przyzwalać na niszczącą moc nienawiści.

Zbliża się dzień, którego patronem jest św. Walenty (wg Kościoła patron ciężkich chorób umysłowych, nerwowych i epileptyków). Te dzień stał się od jakiegoś czasu świętem zakochanych. Może warto przypomnieć w tym dniu, że miłość to nie tylko miłość romantyczna, ale też i miłość bliźniego?

14 dzień lutego stał się za sprawą importowanej popkultury dniem walentynek. Św. Walenty to istotnie patron ciężkich chorób umysłowych, a więc chorób dogłębnie zniewalających człowieka. To patron służący wyzwoleniu człowieka ze zła. Może w tym roku ten patronat św. Walentego powinien być szczególnie zauważony. Kiedyś zróżnicowane choroby umysłowe traktowano jako opętanie. Dziś, gdy patrzymy na działania, postawy, zachowania niektórych ludzi, choćby tych komentujących ostatni wypadek z udziałem Pani Premier, warto modlić się za wstawiennictwem św. Walentego o cud uzdrowienia z tych stanów umysłu.

Jeśli natomiast kojarzymy ten dzień z dniem zakochanych, to warto zauważyć istotnie, że miłość to nie jest tylko entuzjazm. Miłość, jak pani redaktor słusznie zauważa, to nie tylko miłość romantyczna. Miłość to także konkretna miłość bliźniego, która domaga się wyzwolenia człowieka ze zła. Nawet jeśli to boli, nawet jeśli to domaga się uciążliwej terapii. Miłość to także miłość społeczna, która obejmuje na przykład solidarność.

Wracając do dnia 14 lutego, szkoda, że św. Walenty wypiera z naszej pamięci dwóch innych patronów tego dnia – św. Cyryla i Metodego – patronów Europy. Św. Jan Paweł II napisał o nich, że „obaj święci Bracia posiadali odpowiedni zasób energii, rozwagi, gorliwości i miłości, konieczny do niesienia przyszłym wierzącym światła, do ukazywania im dobra i jednoczesnego udzielania pomocy w jego osiągnięciu”. Tego właśnie zasobu energii, rozwagi, gorliwości i miłości życzmy sobie nawzajem my, którym leży na sercu dobro Rzeczypospolitej i jego realizacja, dobro Polski w Europie także. I nie dajmy się zwyciężyć nienawiści. Ona jest złem. A zło należy dobrem zwyciężać.

Dziękuję za rozmowę