Esesman winny śmierci 300 tys. ludzi stanął przed sądem - zdjęcie
16.09.14, 12:31Auchswitz (fot.Wikipedia)

Esesman winny śmierci 300 tys. ludzi stanął przed sądem

13

W czasie rozpraw Oskar Groening przyznał, że był świadkiem ogromnych okrucieństw, jakie dokonywały się podczas jego „pracy” w obozie w Auschwitz. Niemiecka prokuratura stwierdziła jednak, że był nie tylko ich świadkiem, ale i uczestnikiem. 93-letniemu esesmanowi postawiono zarzuty pomocy w zamordowaniu 300 tys. osób.

Na podstawie rozporządzeń nowego prawa, od roku prokuratury w Niemczech ścigają nazistowskich zbrodniarzy z czasów II wojny światowej. W tym czasie prokuratura przesłuchała ok. 30 strażników nazistowskich obozów zagłady. Oskar Groening jest jednym z nich.

Będąc strażnikiem, oskarżony miał do czynienia z rzeczami zabranymi ofiarom obozu. Prokuratorzy mówią, że zarzuca się mu też pomoc w gromadzeniu pieniędzy ofiar. W oświadczeniu prokuratorzy w Hannowerze napisali, że Groening "pomagał reżimowi nazistowskiemu czerpać korzyści finansowe i wspierał systematyczne mordowanie" – pisze Rzeczpospolita.

ed/Rzeczpospolita

Komentarze (13):

anonim2014.09.16 12:44
"Za stary" - powie sund. Wystarczająco młody - powiedział sund wobec Pinocheta.
anonim2014.09.16 12:48
Dostanie góra 3 lata
anonim2014.09.16 13:07
niemieckie, niemieckie, niemieckie, niemieckie, niemieckie, niemieckie, niemieckie, niemieckie, niemieckie, niemieckie, niemieckie, niemieckie, niemieckie, niemieckie obozy pracy, a nie hitlerowskie czy nazistowskie- takich krajow nie ma - Niemcy sa.
anonim2014.09.16 13:15
@Schikaneder - nikt nikomu nie kazał wstępować do SS. Po prostu niech do cholery każdy za swoje czyny odpowiada.
anonim2014.09.16 13:20
@Schikaneder Popełniając tamte czyny ponosił świadomie ryzyko, że kiedyś może być osądzony za to, co zrobił. Dlaczego zatem miałby teraz nie być ścigany?
anonim2014.09.16 13:28
Marnych mają biegłych w tamtych sądach.Żeby takiego stareńkiego biedaczka po sądach ciągać. Widać łajza nie był "człowiekiem honoru"
anonim2014.09.16 14:07
@Schikaneder - no ma, no i z tego?
anonim2014.09.16 14:10
Co z tego?;-)
anonim2014.09.16 14:58
A u nas komunistyczni zbrodniarze mają się dobrze i mają wysokie emeryturki vide Kiszczak, Jaruzelski (ten już wymknął się sprawiedliwości ludzkiej) i wielu innych...
anonim2014.09.16 15:35
To ten sam Oskar, który w serialu BBC Auschwitz. Naziści i "ostateczne rozwiązanie" opowiadał o swojej pracy w obozie, nadzorował tam prace komanda w tak zwanej "Kanadzie", gdzie więźniarki sortowały zagrabione rzeczy, warunki pracy w tym możliwość zdobycia tam dodatkowego jedzenia sprawiały, iż było to w porównaniu do innych komand "upragnione" miejsce życia w obozie, zakochał się tam z wzajemnością w jednej więźniarce i udało mu się uratować jej siostrę od komory gazowej( dziecka siostry nie zdołał) , w wyniku jej zeznań a także wzięto pod uwagę to, iż wielokrotnie prosił o przeniesienie na front, tuz po wojnie nie pociągnięto go do jakiejkolwiek odpowiedzialności za jego służbę w SS, także jego powojenne życie nie związało się z ów więźniarką.
anonim2014.09.16 17:18
A taki np. Wernher von Braun zmarł sobie spokojnie i w atmosferze powszechnego szacunku. Dlaczego o nim piszę? No właśnie - Oskar Gröning był 20 letnim głupim fanatykiem, uwiedzionym przez ideologię. W dodatku, jak zobaczył do czego ta ideologia doprowadziła, to gorzko pożałował. Natomiast Wernher von Braun pracował nad bronią masowego rażenia, prace prowadzono przy obozie koncentracyjnym Mittelbau-Dora, a po wojne został przejęty przez amerykanów, nigdy nie odpowiedział za swoje winy, dalej "rozwijał się" naukowo, mało tego, był gwiazdą telewizyjną u Disneya prowadząc programy o podboju kosmosu. Jaki w tym kontekście ma sens stawianie 92 letniego Oskara Gröninga przed sądem? Nawet jako propaganda jest to mocno naciągane.
anonim2014.09.16 17:24
@Schikaneder 1. "Niczego takiego (a już zwłaszcza świadomie) nie ponosił" To nie jest tak, że ludzi nie można skazać, jeżeli w momencie dokonywania mordu nie popełnili przestępstwa, bo prawo na to zezwalało. Przykład: Jeżeli Kim Jong Un będzie miał kaprys i ustanowi prawo, które pozwoli mu zabić 500 000 Koreańczyków, a następnie to zrobi, potem wybuchnie rewolucja i Kim zostanie obalony, to możliwe, że zostanie osądzony przez nowy rząd i nowy sąd. Także Kim na moment popełniania tej zbrodni powinien się liczyć z tym, że dokonując masowego mordu, kiedyś go może dosięgnąć sprawiedliwość. Tak samo ten SS-man przyczyniając się do popełnienia masowego mordu, o ile nie był idiotą, zdawał sobie sprawę, że kiedyś karta się może odwrócić i zostanie osądzony. 2. "Odpowiedzialność za czyny nie będące przestępstwem w chwili wykonania wprowadziła dopiero Norymberga." Wydaje mi się, że wiem, o co Ci generalnie chodzi. Chodzi Ci o to, że ten SS-man działał zgodnie z prawem, a teraz jest osądzany. W takim rozumowaniu są dwa problemy: - Pierwszy: Ten SS-man może nie złamał prawa III Rzeszy, ale przyczyniał się do zabijania obywateli INNYCH państw, więc inne kraje mogłyby go osądzić zgodnie ze swoim prawem (wiem, że w tym przypadku stanął przed sądem niemieckim) - Drugi: Prawo nie działa wstecz wyłącznie przy zachowaniu ciągłości struktury państwowej i systemu prawnego. W przypadku III Rzeszy i współczesnych Niemiec ta ciągłość została przerwana - tak jakby powstało inne państwo, które ma mniej-więcej te same tereny i mniej-więcej tych samych ludzi, choć też nie do końca. Zatem to inne państwo (Niemcy) osądza człowieka z innego państwa (III Rzesza). Oczywiście sprawa w takim ujęciu jest skomplikowana, bo po pierwsze Niemcy jeszcze wtedy nie istniały, a po drugie Niemcy są nie do końca tym innym państwem, bo odziedziczyły np. długi po III Rzeszy. Generalnie chodzi jednak o to, że ciągłość systemu została przerwana, więc spójność prawa też niestety została rozerwana - patrz powyżej przykład z Kim Jong Un'em. 3. "Poza tym nie wiadomo jakie to były czyny" No właśnie od tego jest sąd, żeby to ustalić podczas procesu. 4. "Wyobraź sobie dzisiaj gliniarza, który odmawia pałowania Marszu Niepodległości - bo uważa to za niemoralne. Widzisz absurd takiego rozumowania? Ma liczyć na jakąś za 30 lat Norymbergę - że ktoś mu odda sprawiedliwość?" Tu nie ma żadnego absurdu: tak jak podałem w przykładzie z Kim Jong Un'em - jeżeli Kim Jong Un ustanowi prawo pozwalające mu zabić 500 000 obywateli, a potem ich pozabija, to, o ile nie jest idiotą, powienien zdawać sobie sprawę, że jeżeli rewolucja go obali, to prawdopodobnie zostanie osądzony i skazany. I nigdy nie wiadomo, czy Kim Jong Un zostanie osądzony za rok, dwa, 20 lat, czy 50 lat, czy nigdy. Zatem przenosząc Kim Jong Un'a na przykład Twojego policjanta - wszystko, co robisz w życiu jest obarczone jakimś prawdopodobieństwem. Nic nie jest pewne 100 %. Jeżeli w Europie dojdzie do rewolucji i Ruch Narodowy dojdzie do władzy, to istnieje prawdopodobieństwo (choć niewielkie), że ten policjant zostanie osądzony. Ktoś może zapytać - "ok, w takim razie nic nie wolno robić, bo zawsze mogą Cię osądzić?". Nie do końca. Podstawowy problem leży tu w zrozumieniu faktu, że prawo nie równa się moralność. Jeżeli dokonujesz czynów wysoce niemoralnych, ale zgodnych z prawem (patrz przykład z Kim Jong Un'em), to musisz się liczyć z tym, że kiedyś może Cię dosięgnąć sprawiedliwość. Także podsumowując mamy tu dwa zagadnienia: prawo i moralność (które nie muszą iść w parze): - Q1: Czy osądzanie tego SS-man'a jest zgodne z prawem? - A1: Ciągłość struktury państwowej została przerwana, więc zależy to od porządku prawnego nowego kraju. - Q2: Czy osądzanie tego SS-man'a jest zgodne z moralnością? - A2: To już zależy od osoby oceniającej. Według większości ludzi przyczynienie się do zabicia 300 000 ludzi jest wystarczającym powodem do osądzenia tego SS-man'a nawet w podeszłym wieku. Natomiast tak jak napisałem - to już zależy od moralności osoby oceniającej.
anonim2014.09.17 11:24
@Schikaneder Widzę, że częściowo się zgadzamy co do osądzania wstecz, ale nie do końca. Postaram się rozbić bardziej szczegółowo różnice. 1. "Ale nie wykonawca rozkazów!" Właśnie tutaj jest punkt sporny. Podam Ci inny przykład: Jeżeli założę grupę przestępczą i w tej grupie będę kazał ludziom zabijać innych to winny będę nie tylko ja, ale także członkowie grupy. To nie jest tak, że moi ludzie nie będą winni morderstw, bo ja wydawałem rozkazy. Oczywiście, jeżeli okazałoby się, że działali pod przymusem, to wtedy ich wina będzie znacznie mniejsza, albo nawet zerowa - jeżeli na przykład groziłem im śmiercią, jeśli nie wykonają rozkazów. Od tego jest jednak sąd, żeby to ustalić; jeżeli uważasz, że sąd nie jest w stanie tego ustalić, to jest to trochę inny temat, bo wtedy przechodzimy na kwestię: "czy sąd jest wiarygodny", a to czy sądy są wiarygodne to już inna para kaloszy. Możesz podważać wiarygodność sądów, jest to jednak kwestia prywatnej oceny. Wracając do Korei: w tej sytuacji po rewolucji całe dowództwo Korei Północnej mogłoby zostać uznane za działających w grupie przestępczej. Powyższe zdanie jest jakby kluczowym argumentem w tej dyskusji i będę do niego powracał niżej. 2. "A egzekutor w państwie z karą śmierci też ma brać to pod uwagę?" Patrz wyżej: działalność w grupie przestępczej. Działając w grupie przestępczej, o ile nie jest się idiotą (czyli np. niepełnosprawny umysłowo), jest jasne, że może się kiedyś odwrócić karta i zostanie się osądzonym. Oczywiście zżymasz się pewnie: "ale jak to, przecież on tylko wykonywał rozkazy i nie wiedział, że źle postępuje" - no właśnie od tego jest proces sądowy, żeby ustalić stopień winy. I teraz uwaga: możliwe, że sąd uzna, że ten egzekutor nie zdawał sobie sprawy z tego, że źle postępuje, albo był zastraszony i groziła mu kara śmierci jeżeli zdezerteruje. Właśnie po to jest sąd, żeby to ustalić, więc ja nie mam problemu z tym, że okaże się: "niewinny"; to nie jest tak, że ja już z góry wiem, że jest winny: właśnie polegam na tym, że proces sądowy to stwierdzi, zatem nie przesądzam z góry przed procesem, czy winny, czy nie. 3. "Nie tylko. To są struktury typu wojskowego. Tu za tzw. "tchórzostwo" można dostać czapę. Oczywiście to były zideologizowane czasy i zwykle ochoczo różni sadyści wykonywali swe "zadania"." Właśnie od tego jest proces sądowy, żeby ustalić, czy ten człowiek był wspomnianym przez Ciebie "sadystą i ochoczo wykonywał zadania", czy może "bał się, że dostanie czapę i wykonywał ze strachu". Jeżeli nie wierzysz w uczciwość sądów, to jest to już inna para kaloszy; niektórzy na prawicy nie wierzą w uczciwość polskich sądów, jak np. Komitet Obrony przed Sektami, albo Macierewicz. To już całkowicie subiektywne odczucie. 4. "To jest oczywiście ciężka uzurpacja. Sądzić powinny sądy "właściwe miejscowo". W ogóle na tej zasadzie to wszystkie armie trzeba by zlikwidować." Widzisz, tu jest właśnie pies pogrzebany: nie mamy czegoś takiego jak rząd światowy i prawo międzynarodowe (pomijając różne sojusze, czy konwencje, które nie obejmują przecież wszystkich państw). - Jeżeli jeden człowiek wyrządzi drugiemu człowiekowi krzywdę, to wtedy od tego jest sąd, żeby ich sądzić, bo prawo jest wspólne. - Jeżeli natomiast jedno państwo wyrządzi innemu państwu krzywdę, to tutaj mamy już przerwanie ciągłości prawnej: nie mamy rządu światowego, pod który podlegałyby oba państwa. W tej sytuacji drugi kraj jeżeli pojmie morderców pierwszego kraju, to ich osądzi według swojego prawa. Jeżeli dla przykładu terroryści z Afganistanu pojadą do Stanów Zjednoczonych i przeprowadzą zamachy bombowe, to wtedy Stany Zjednoczone umieszczą tych terrorystów w więzieniu, albo zasądzą im karę śmierci nawet, jeżeli w Afganistanie prawo zezwala na zamachy bombowe. Więc tak samo tutaj: jeżeli armia III Rzeszy napadła na inne kraje, to inne kraje po pojmaniu terrorystów (agresorów, morderców) III Rzeszy zaczęły sądzić według siebie. 5. "To jest ogólna zasada cywilizacyjna wręcz, a nie zależna przygodnie od "ciągłości"." Podałem Ci przykład z Kim Jong Un'em - to, że wstanie lewą nogą i zadekretuje prawo pozwalające mu zabić 500 000 obywateli, to nie znaczy, że potem po rewolucji nie zostanie osądzony - więc prawo w tej sytuacji niejako działa wstecz (a tak na prawdę stare prawo jest uznawane za niewiążące), bo w momencie popełniania mordu Kim Jong Un działał zgodnie ze (swoim) prawem, a teraz jest osądzany (według innego prawa). Dlaczego tak się dzieje? Bo nowa Korea po rewolucji nie uznaje prawa starej Korei - to właśnie zawarłem w formule "ciągłości struktury państwowej", po prostu nowa Korea nie uważa, żeby prawo starej Korei było wiążące dla nowej Korei. 6. "Ciekaw jestem, co można ustalić (realnie) po 70 latach od zdarzenia..." Ja też jestem ciekaw. Jednak nie feruję wyroków z góry przed procesem, że na pewno się nie da. 7. "Bardzo wątpliwe twierdzenie, którego zresztą nie potrzeba, by dokonać osądzania zbrodniarzy, a które niszczy cały porządek i przewidywalność prawa." Powyżej dałem przykład z nową Koreą (po rewolucji) i starą Koreą (obecną, za Kim Jong Un'a), który pokazuje, że w momencie, gdy mamy do czynienia z dwoma innymi państwami i innymi porządkami prawnymi, to nowa Korea może uznać, za niewiążące przepisy starej Korei. To właśnie zawarłem w formule "ciągłości systemu prawnego i struktury państwowej". 8. "Dla mnie nie - bo jest to kwestia, jakimi stajemy się wówczas MY? "Torturentami" staruszków." Hm... Od strony moralnej, żeby nie wchodzić w kwestie prawne, które omawiałem wyżej: Dla mnie dokonywanie niemoralnych czynów, o ile świadomie niemoralnych, pociąga za sobą zrozumienie, że kiedyś może dosięgnąć sprawiedliwość i nie wiadomo, czy będzie się wtedy w dobrym zdrowiu, czy w podeszłym wieku. Tak jak napisałem: pomijając już kwestie prawne omawiane wyżej, to jeżeli ktoś dokona morderstwa i zabije komuś córkę, to powinien mieć w świadomości, że za 5, 10, 20, albo 50 lat jej ojciec może go odnaleźć i wymierzyć mu sprawiedliwość za tamten czyn. I nigdy nie wiadomo, czy będzie się wtedy w podeszłym wieku, czy w chorobie, czy w pełnym zdrowiu. To jest właśnie to ryzyko, które ponosił morderca w momencie dokonywania czynu. Natomiast, czy taki proces sądowy jest "torturą"? Dla mnie sam proces i ewentualny wyrok więzienia nie jest torturą, bo wtedy nie można by sądzić męża (100 latka), który zabił żonę, bo przecież jest stary i schorowany. Od strony moralnej nie ma dla mnie znaczenia, czy mąż (ten 100 letni) zabił swoją żonę wczoraj, czy 50 lat temu.