Czy Boga możemy spotkać kiedy indziej niż dzisiaj?  - zdjęcie
13.07.19, 15:00

Czy Boga możemy spotkać kiedy indziej niż dzisiaj?

36

Czy Boga możemy spotkać kiedy indziej niż dzisiaj? Kilka refleksji wokół Reguły św. Benedykta

Pytanie postawione na wstępie jest prowokacją. Jak się domyślamy, odpowiedź powinna brzmieć: nie, nie można spotkać Pana Boga kiedy indziej niż dzisiaj. Choć w duchu Reguły wydaje się być to poprawnym rozwiązaniem kwestii, to jest jeszcze niepełne, ponieważ św. Benedykt zdaje się nam dawać dużo większe zadanie

Muszę powiedzieć kilka słów wyjaśnienia, dlaczego tak niepokoi mnie zatrzymanie się wyłącznie na dniu dzisiejszym. Nie chodzi tylko o to, że gdy św. Benedykt mówi o mnichach mu współczesnych, to chociaż nie jest nimi zachwycony, to spokojnie godzi się z faktami (tak mamy chociażby w przypadku mowy o piciu wina, RB 49.6). O wiele bardziej problem rozbija się o dwie sprawy. Po pierwsze z doświadczenia wiemy, że człowiek jest paraliżowany przez swoją nieuporządkowaną przeszłość i niepewną przyszłość. Po drugie chrześcijanin ma być człowiekiem eschatologii, czyli wyczekującym nadejścia Pana; siłą rzeczy musi zatem pamiętać o śmierci i nadchodzącym Sądzie. Kluczowym pozostaje określenie tego, jaki mamy mieć stosunek do przeszłości i przyszłości, aby nasza teraźniejszość ożyła. Posłuchajmy, co mówi nam na ten temat Reguła.

Dzisiaj – czyli spotkanie

RB Prl 8-13

Powstańmy więc wreszcie, skoro Pismo Święte zachęca nas słowami: Teraz nadeszła dla nas godzina powstania ze snu (Rz 13,11). Otwórzmy nasze oczy na przebóstwiające światło, a nasze uszy na głos Boży, który nas codziennie napomina wołając: Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: nie zatwardzajcie serc waszych (Ps 96,8). I znowu: Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów (Ap 2,7). A co mówi? Pójdźcie, synowie, słuchajcie mnie, nauczę was bojaźni Pańskiej. Biegnijcie, dopóki macie światłość życia, aby ciemności śmierci was nie ogarnęły (Ps 34[33], 12; J 12,35).

Zacznijmy od uwagi, że cytowany fragment to jedyne miejsce w Regule, które zawiera łaciński przysłówek dzisiaj – hodie. Nietrudno dostrzec tu aluzję do sceny Przemienienia, tak drogiej mnichom wszystkich czasów. Te zdania zdają się tworzyć jednak jakiś zgrzyt: z jednej strony mistyczna i subtelna aluzja do Taboru, a z drugiej brzmi wyraźne ostrzeżenie przed pogrążeniem się w mroku. Dwoma punktami krańcowymi tego tekstu jest noc – z tej pierwszej budzi nas Bóg, abyśmy zostali oświeceni Jego światłem; ta druga, noc śmierci, jest smutną ewentualnością, której ulegają ci, którzy nie wykorzystują na czynienie dobra czasu, który został im powierzony.

Już pierwsze słowa Prologu mówią nam o życiu jako o procesie: przebudzenie – nauka (oświecenie) – bieg. Ma on miejsce przede wszystkim we wnętrzu człowieka, możemy nazwać go też bardziej potocznie: dojrzewaniem. Święty Benedykt zwraca uwagę, że Bóg oddziałuje na dwoje zmysłów: wzrok i słuch. Oko, o którym tutaj mowa, jest oczywiście wewnętrznym okiem duszy, zmysłem kontemplacji (tu moglibyśmy przytoczyć całą tradycję teologii greckiej, która z czasem ukształtuje się w duchowość Filokalii), ale myślę, że nie możemy ograniczyć się tylko do tej płaszczyzny ludzkiego bytu. Święty Benedykt, podobnie jak jego mistrz, Jan Kasjan, posługuje się jeszcze klasyczną antropologią, to znaczy ma głęboko wpisane w swoje myślnie koncepcję ontycznej jedności człowieka – to, co duchowe, wewnętrzne, oddziałuje na to, co cielesne, zewnętrzne, i na odwrót. Lepiej to zrozumiemy, kiedy przemyślimy metaforę światła: wydobywa ono na jaw, to, co skrywał mrok, dzięki niemu w ogóle możliwe staje się zobaczenie czegokolwiek. Owo światło musi padać na to, co widzialne dla oczu ciała, na ludzkie gesty, wydarzenia życia, ale i na to, co przed cielesnym okiem jest ukryte, czyli ludzkie serce, na sumienie. Komentatorzy są podzieleni, co do wskazania, co św. Benedykt ma w tym przypadku konkretnie na myśli: czy chodzi o boskie światło Taboru, czy może o Pismo Święte. W naszych rozważaniach rozstrzygnięcie tego sporu nie jest aż tak bardzo istotne: chodzi o podstawową orientację człowieka – na Boga, aby On sam był dla nas stałym punktem odniesienia i aby człowiek wpatrzony w Niego oczyma wiary podejmował dobre decyzje i właściwie kształtował swoje myślenia. Bóg wreszcie jest Kimś, kto mówi na różny sposób. Trzeba uczyć się ten głos słyszeć, co domaga się od nas wielkiej wrażliwości na świat codzienny wokół nas. Tak właśnie rodzi się w człowieku bojaźń Boża, czyli szacunek i miłość wobec Stwórcy, które przenikają całą naszą istotę. Kiedy jest początek owego procesu? Reguła nam odpowiada: DZISIAJ. Ten przysłówek można rozumieć dwojako: po pierwsze zwrócenia się ku Bogu nie można odkładać do jutra; po drugie ta rewolucja nie jest sprawą jednego dnia, ale aktem, który ponawiamy z każdym dniem. DZIŚ nie jest tylko teraz, ale obejmuje ono całe życie. Podsumujmy ten punkt apoftegmatem.

[Abba Pojmen] mówił o abba Piorze, że on codziennie zaczynał od początku. [Apoftegmaty Ojców Pustyni, Pojmen 85(659), Źródła Monastyczne 4, s. 393)

Dzisiaj – czyli skrucha i czujność

RB 7.30

Trzeba zatem, bracia, pilnować się każdej godziny, aby Pan, jak Prorok mówi w psalmie, nie ujrzał nas w jakiejś chwili zwróconych ku złu i bezużytecznych. Dziś nas jeszcze oszczędza, bo jest łaskawy i oczekuje nawrócenia ku lepszemu, wówczas jednak musiałby w końcu powiedzieć: Ty to czynisz, a Ja mam milczeć? (Ps 50[49],21).

Tak opisywane dojrzewanie prowadzi do skruchy i czujności. Święty Benedykt poświęca im wiele uwagi i są one dla niego jednymi z najważniejszych pojęć przejętych z Tradycji.

W monastycznej literaturze skrucha wiąże się z dziełem nowego stworzenia: serce ludzkie rozpada się w proch i z niego Bóg, jak ongiś w raju, lepi nowego człowieka stworzonego według Boga w sprawiedliwości i prawdziwej świętości (Ef 4,24). Skrucha sięga jednak o wiele głębiej niż samo tylko uznanie grzechów. Ma ona w sobie walor pojednania człowieka: najpierw z Bogiem, potem z samym sobą a wreszcie i z ludźmi.

Dawne swoje grzechy codziennie ze łzami i wzdychaniem na modlitwie wyznawać Bogu. [RB 4.57]

Cytowany fragment mówi o harmonii, która dzieje się w człowieku, ilekroć w prawdzie stanie przed Bogiem. Integracja człowieka jest wówczas absolutna. Zachodzi jednak pewien paradoks: grzech, który nas oddziela od Boga, przedstawiony Mu dzisiaj ze skruchą, staje się czymś, co jeszcze ściślej jednoczy mnie z Nim, ponieważ zostaje odpuszczony. Cytowany na początku fragment 7. rozdziału mówi nam również o dynamice procesu nawrócenia: nie jest to tylko nieustanny postęp, ale raczej coś, co przypomina sinusoidę. Skrucha, czyli zgoda na to, aby być prochem w ręku Boga, uznanie i akceptacja własnej słabości i złożenie jej w ręce Stwórcy, musi mieć miejsce każdego dnia. Przypomnijmy sobie cytowany wcześniej apoftegmat: nie jesteśmy nikim innym niż początkującymi. Spotkanie z Panem nie oznacza zatem końca walki, ale raczej to, że, po pierwsze, zmaganie o godne i sensowne życie staje się możliwe oraz po drugie, że Bóg jest już na zawsze po naszej stronie i da nam doświadczyć tego, co św. Pawłowi – iż moc w słabości się doskonali (2 Kor 12,9).

Czujność, która przez św. Benedykta utożsamiana jest z pierwszym stopniem pokory, jest rodzajem codziennego ćwiczenia: każdego dnia, otwierając oczy na przebóstwiające światło, człowiek we wszystkich okolicznościach życia, uczy się dostrzegać Boga i ślady Jego Opatrzności. Popycha go do tego skrucha, czyli pamięć o tym, dokąd prowadzi zło oraz jak wielkie jest Boże miłosierdzie. Myślę czasem, że Reguła jest tylko dla wielkich grzeszników, gdyż ten, kto nie doświadczył jak nisko może upaść, nie doceni jej słodyczy i łagodności.

Dzisiaj – czyli Pascha

RB 49.7

Niech wygląda świętej Paschy pełen duchowej radości i tęsknoty.

Wiemy, że według Reguły zawsze trzeba żyć tak jak w Wielkim Poście. Ten okres roku liturgicznego jest dla św. Benedykta przede wszystkim czasem nadziei, nadziei na Paschę, czyli przejście, ostateczne zjednoczenie z Bogiem. O ile skrucha porządkuje naszą przeszłość, o tyle nadzieja daje siłę, aby pójść spokojnie spać i rano wyznać podczas jutrzni, że „pełni wesela wstajemy, aby Ci śpiewać z radością”. Warunkiem nadziei jest jednak codzienna skrucha, o której była wyżej mowa. Zatem nie przez zapomnienie dokonuje się pojednanie, ale poprzez zrozumienie i oddanie każdego włókna naszego życia Bogu, w którego miłosierdzie, czyli mądrą miłość, nigdy zwątpić nam nie wolno.

Temat Paschy odsyła nas do jeszcze jednego wątku, a mianowicie wspólnoty. Nie bez przyczyny mówimy o wspólnocie po doświadczeniu skruchy i w kontekście nadziei. Cytowane zdanie z rozdziału O przestrzeganiu Wielkiego Postu przywodzi na myśl fragment Dialogów św. Grzegorza Wielkiego, który jest ikoną tego, że bez doświadczenia samotności, bez skruchy, bez dobrego, otwartego serca drugiego człowieka, bez bezinteresowności, wspólnota, a więc i Pascha, jest niemożliwa.

D II.1.6–7

Pewien kapłan, który mieszkał nawet dość daleko, przygotowywał właśnie sobie posiłek na święto Paschy, kiedy Pan raczył mu się objawić i rzekł do niego: „Ty dla siebie szykujesz ucztę, a tam oto mój sługa głód cierpi”. Kapłan ów natychmiast się zerwał i w sam dzień święta Paschy wyruszył we wskazanym kierunku zabierając jedzenie, które dla siebie przygotował. Szukał męża Bożego wspinając się po skałach, schodząc w doliny, zapuszczając się w rozpadliny ziemi, aż znalazł go wreszcie, ukrytego w pieczarze. Pomodlili się razem, po czym usiedli błogosławiąc Pana wszechmogącego. A po krzepiącej rozmowie o życiu duchowym ów kapłan, który przyszedł odwiedzić Benedykta, powiedział: „Wstań, posilmy się, bo dzisiaj jest Pascha!” a mąż Boży na to: „Istotnie, jest to Pascha, skoro dane mi było cię zobaczyć”. Żył bowiem na tak całkowitym odludziu, iż nie wiedział nawet, że dzień ten był świętem Paschy. A czcigodny przybysz potwierdził raz jeszcze: „Naprawdę dzisiaj jest dzień Paschy, uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego. Zgoła nie przystoi ci dzisiaj pościć, gdyż i ja po to właśnie zostałem przysłany, byśmy razem mogli posilić się darami Boga wszechmogącego”. Błogosławiąc zatem Pana spożyli przyniesione jedzenie. A gdy ukończyli i posiłek i rozmowę, kapłan powrócił do swojego kościoła.

Zanim do tego wszystkiego doszło, św. Benedykt, mnich Romanus i ów anonimowy kapłan, musieli wiele razy przeżyć swoje dzisiaj. Skrucha samotności naszego Ojca, wierność mnicha Romanusa i wreszcie wrażliwość nieznanego nikomu kapłana (pomyślmy o tym, że św. Grzegorz nie podaje jego imienia; znamy za to imię kapłana, który później będzie go bardzo prześladował) uczyniły możliwą Paschę: moc Zmartwychwstania Chrystusa doprowadziła do dojrzałości św. Benedykta, który stał się gotów, aby przyjąć pod swoją opiekę rzesze uczniów. Czy stałoby się to bez decyzji podejmowanych w konkretnych dniach przez dwóch pozostałych bohaterów?

Podsumowanie

Benedyktyńskie „dzisiaj” jest zatem czymś innym niż pojmujemy to w sensie potocznym. Można porównać je do najcieńszego miejsca w klepsydrze, styczny punkt przeszłości i przyszłości. Dopóki żyjemy, każdego dnia, póki trwa to, co dziś się zwie (Hbr 3,13), jest dzień dzisiejszy, w którym oddając Bogu wczoraj z nadzieją idziemy jutro, aby jako wspólnota móc dojść do wiekuistej Paschy.

Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła "Pomiędzy grzechem a myślą" oraz o praktyce modlitwy nieustannej "Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie".

Komentarze (36):

twitter:@PromocjaPWS2019.07.14 17:15
Polecam Program Wiedzy Społecznej K. Karonia - na youtube.com/HISTORIASZTUKI2011 i jego stronę historiasztuki.com.pl. Zbiór wszystkich jego prelekcji na wiedzaspoleczna.pl.
andrzejhahn32019.07.13 19:53
jakiego boga....................w historii ludzkosci bylo ich tysiace i to jeszcze zanim wynaleziono taki idiotyzm jak katolicyzm i dlatego wy katole jestescie tacy ciemni i zacofani
taro2019.07.13 21:32
Bog jest jeden, za to takich wywrotowcow, ideologicznych smieci jak ty , to bylo setki tysiecy, i wszyscy spadliscie morda na ryj.
książĘ z Bródna2019.07.13 19:09
Albert szmaciarzu, wiem, że jesteś wyjątkowo upośledzony, więc powtórzę: naucz się wypowiadać tylko i wyłącznie we własnym imieniu oraz pluskiew i pcheł tych twoich osobistych
z Polski2019.07.13 17:41
JPIII - kolejna, typowa menda blogowa, czuwająca, stachanowiec blogowy. A kim jest ta menda? Obojętnie czy Lech Keller-Krawczyk były towarzysz towarzyszy z SB, czy nowohucki Nowak albo szmaciarz Albert. Faktem jest, że jest to menda.
Albert2019.07.13 18:55
Pisz jak najwięcej i jak najczęściej. Niech wszyscy poznają poziom katolibanu i prawicowego ścierwa.
nikt2019.07.13 19:40
Sądząc po stylu jest to były " słowiczek poznański " . Nie warte uwagi . Pomijam . Po co się poniżasz do odpowiadania do czegoś takiego ? . Ma swoich fanów . :):):):):):):):):) Niczego nie wnosi , niczego nie odbiera Taki pełzający brud ..Jesteś ateistą i masz prawo wypowiedzi . Ja należę do osób wierzących i też mam takie prawo . Oboje mamy prawo mówić szyderco , cynicznie , ironicznie itp . Inwektywy i wyzwiska są jednak niedopuszczalne dla normalnych ludzi .
Albert2019.07.14 8:39
Niektórzy nie zasługują na nic innego. Poza tym czerpię sporo perwersyjnej przyjemności z gaszenia tego prawackiego śmiecia przekonanego o własnej wielkości.
JPIII2019.07.13 17:21
Ile lat miała maryśka gdy katolickie bożyszcze molestowało i zgwałciło ją? 14 lat. Kim jest bydle które molestuje i gwałci 14-letnie dziecko? Pedophilem. Jaki wniosek: Katolickie bożyszcze zw. bogiem to gwałciciel i pedophil. I takiego ch...uja katole czczą.
Malgorzata2019.07.13 23:49
JPIII ! i wiele innych twoich nicków...! Najpierw odpowiedz nam na kilka pytań UBeku! Lechu Krawczyk-Keller, taki się nazywasz! Prawda? -Ile lat miałeś jak zaczynałeś pracę w PUBP w 1947r? -Ile lat miałeś jak wysłali cie do Szkółki Oficerskiej w Legionowie? - Od którego roku zacząłeś pracę w WUBP Wrocław? - ile lat pracowałeś w MSW W-wa, jako Dyrektor ? - ile osób zakatowano wtedy na przesłuchaniach? Mam dalej wyliczać? To nie tajemnica! Masz swój Nr. w IPN i tam są dokładne dane! Tyle lat prali wam umysły. i walczyliście z KK ! Dlatego teraz tak łatwo wylewasz żółć na nas! NIC NIE WSKÓRALIŚCIE PRZEZ KOMUNĘ I TERAZ TEŻ NIE! NIKT I NIC NIE ODWIEDZIE NAS OD NASZEJ WIARY I KK ! Zapamiętaj to sobie ! Na nic wasze wysiłki ! Bedziecie mieli zapłacone za każde słowo!!! Za każdą ohydę!
nikt2019.07.13 15:30
Jeśli ktoś czyta ten stek .........nie napiszę bzdur , bo to wykładnia teologiczno filozoficzna . Teo , czyli religijne widzenie Boga . Filozofia , czyli umiłowanie mądrości . Ja bym ją raczej nazwała fantazją . Mądrość to wiedza poparta nauką , doświadczeniem i miłością . Filozofia to też płaska ziemia i cały stek innych fantazji nie popartych żadnym dowodem . Takiego idiotycznego pytania w nagłówku nie napisałby człowiek wierzący w Boga , gdyż ten wiedziałby , że BÓG BYŁ , JEST I BĘDZIE zawsze i wszędzie . To MOC , SIŁA TWÓRCZA o której istocie ludzie nie mają prawa myśleć . Zresztą i tak nie poznaliby kropli w całym morzu . Czyż nie tak mówił Jezus pełni szatańskiej pychy ignoranci ? Bóg to kwestia wiary . Nie wiecie czym jest wiara w Boga to nie próbujcie snuć na ten temat swoich idiotycznych teologicznych domysłów .
cogito ergo sum, tu es mundus excrementi2019.07.13 15:26
𝐂𝐨𝐠𝐢𝐭𝐨 𝐞𝐫𝐠𝐨 𝐬𝐮𝐦 - 𝐓𝐔 𝐄𝐒 𝐌𝐔𝐍𝐃𝐔𝐒 𝐄𝐗𝐂𝐑𝐄𝐌𝐄𝐍𝐓𝐈
Cogito ergo sum2019.07.13 15:32
Żal mi cię. Pewnie płaczesz w poduszkę że wszyscy cię olewają, a ja pierwszy i ostatni raz ci odpisuje. Przykro mi z powodu takich ludzi jak ty.
cogito ergo sum, tu es mundus excrementi 2019.07.13 15:45
Mendo blogowa mam coś z "Harrego" dla ciebie: Lutsch meinen Schwanz. 𝐓𝐔 𝐄𝐒 𝐌𝐔𝐍𝐃𝐔𝐒 𝐄𝐗𝐂𝐑𝐄𝐌𝐄𝐍𝐓𝐈 popracuj nad polskom jazykom mendo, nad pisownią rzecz. własnych czy wiesz co to są rzecz. własne mendo?
Albert2019.07.13 16:38
Wyjaśnij zatem, co to są rzeczowniki własne, prawacka rzygowino. I wskaż błąd, jaki popełnił Cogito ergo sum. Pokaż wszystkim, że potrafisz cokolwiek oprócz tylko toczenia piany ze śmierdzącej, prawackiej mordy. Oczywiście jestem w 100% pewien, że się nie doczekam - bo to zadanie dalece wykracza poza twoje zdolności intelektualne ograniczające się do klepania zdrowasiek i leżenia krzyżem.
z Polski2019.07.13 17:40
Biblia nie biblia - Nie podniecaj się własnymi, wbitymi w łeb przez kołchozową Irinę, tą od polskowo jazyka, słowami, nieudany eksperymencie z chama na człowieka
Albert2019.07.13 18:23
Kolejny raz prawacka rzygowina zgaszona jak pet bez filtra. Nie spodziewałem się od ciebie jakiejkolwiek umiejętności i nie rozczarowałem się. Biedny, żałosny, niewyedukowany, katolicki ćwok. W dodatku stuprocentowy analfabeta biorąc pod uwagę sposób wysławiana się. Taki wasz obraz, mohery.
Lutsch meinen Schwanz2019.07.13 18:33
Rosja nie rosja, nieudany eksperymencie z chama na człowieka kopie cię po doopie a ty nic stick around cocksucker, I'll get you more of the "polysz" language
Albert2019.07.13 18:56
Ach te prawackie marzenia o potędze...
Malgorzata2019.07.13 22:07
Albert, czytam powyższy twój wpis ! Bardzo sie wściekasz, to widać! Ponizasz na siłę jakąs osobę, co widać ! Raczył mieć inne zdanie?Więc, analogicznie do twojego wpisu, biorąc pod uwagę twój sposób wysławiania się, powiedz mi jedną rzecz! Gdzie jest w tym twoim komentarzu chociaż jedno słowo, czy zdanie, w którym nie obrażasz?? W czym jesteś lepszy od niego, inteligentniejszy?? Nie widać ! Żądasz szacunku, uprzejmości, zachowaj go sam ! Pokaż go! Nie lej żółci! Opanuj się ! Na dziś limit pomyj wyczepałeś!
Albert2019.07.14 8:38
Ta prawacka rzygowina obraziła innego człowieka, Cogito ergo sum zarzucając mu między innymi nieznajomość języka polskiego. Dlatego też zażądałem od niej wskazania rzekomego błędu. Szacunek? To katolickie ścierwo na niego nie zasługuje. Jakbym szedł ulicą i widział, że ma atak serca dwa metry przede mną, tobym to ścierwo przekroczył i poszedł dalej nie odwracając nawet głowy. Im szybciej zdechnie on i inni jego pokroju, tym lepiej dla Polski.
Malgorzata2019.07.14 17:35
Albert, prosiłam cię, abyś wskazał w poprzednim wpisie słowa,w których nie obrażasz> Nie wskazałeś mi, widzę że nie ma !! W ty wpisie do mnie, też jest jeszcze gorzej! Ale o to samo masz pretensje do nich ! Nie możesz wyluzować, chłopie? A może to twój nick ten "Cogito"!? Bo się tak wściekasz? Odpuść!
Cogito ergo sum2019.07.13 15:19
Którego boga? Człowiek stworzył tysiące bogów, więc najpierw napiszcie o którego chodzi. W końcu z bogami jest jak z Harrym Potterem. Chociaż wolę Harrego, książki o nim są znacznie ciekawsze, bardziej popularne i bardziej pouczające od biblii.
Malgorzata2019.07.13 21:50
Cogito !" Myślę, więc jestem!" To twój nick w tłumaczeniu! Czy naprawdę myślisz!??? Chłopie żałosny! Co masz pod sufitem w główce!? Oj, Litości! Od kiedy to człowiek Boga stworzył??? Przed kim się popisujesz? Za ile zł? Czy warto tak kpić i głupka z siebie robić? Czy poza tym ci nic nie dolega??? Więc szkoda na ciebie " sprzętu i talentu"! Myślałam żeś mądrzejszy, wiele miałeś łapek ode mnie! Ale myliłam się ! Szkoda!
z Polski2019.07.13 15:14
dzielnicowy - typowa menda blogowa, czuwająca, stachanowiec blogowy. A kim jest ta menda? Obojętnie czy Lech Keller-Krawczyk były towarzysz towarzyszy z SB, czy nowohucki Nowak albo szmaciarz Albert. Faktem jest, że jest to menda.
Mateusz2019.07.13 15:25
No już spokojnie z tą katolicką miłością do bliźniego, bo jeszcze się nawrócę ( ͡° ͜ʖ ͡°)
lutsch meinen Schwanz2019.07.13 15:28
da da towariszcz durak, nowaczek-robaczek nowohucki
Mateusz2019.07.13 15:56
Wracaj do kopiowania, i wklejania angielskich zdań z Google translator słowiczku poznański.
Lutsch meinen Schwanz2019.07.13 16:00
da da asswipe
muchos dineros2019.07.13 16:23
I znowu pudło szmondaku. Try harder. 🍿🍿🍿
Lutsch meinen Schwanz 2019.07.13 16:34
who gives a fuck whether you're asswipe or some other shithead Lutsch meinen Schwanz - you're the best at it.
Albert2019.07.13 15:14
Nie. Ani dzisiaj, ani nigdy. Tak samo, jak smerfów.
Mateusz2019.07.13 15:12
Nie, jak dotąd nie, bo mi nie pokazali. -Karol Wojtyła.
szcze na PiS i rydzyka2019.07.13 15:07
Zawsze twierdziłem ze wpakowanie religii do szkół i indoktrynacja katolicyzmem na siłę dzieci, przez klechów ,będzie początkiem końca kościoła w Polsce!
JONASIK2019.07.13 16:26
Dokładnie tak to działa. Dzieciaki mają generalnie bekę i zlewkę. Religia w szkole to nie strzał w stopę, to strzał w głowę. Smutne jest to, że biskupi o tym doskonale wiedzą, chodzi im tylko o dożycie w glorii swych dni, a potem choćby potop.
Słuchacz RM2019.07.13 16:47
To samo mówię od początku, kiedy naukę religii wprowadzano do szkoły. Że to przyniesie więcej szkody niż pożytku. Jeżeli antyklerykalni politycy celowo się na to zgodzili - to tylko pogratulować im przenikliwości.