Byłem uzależniony od wszystkiego. Moje życie to były ciągłe imprezy - zdjęcie
22.09.18, 13:45fot. sxc.hu

Byłem uzależniony od wszystkiego. Moje życie to były ciągłe imprezy

Moje uzależnienie zaczęło się już w wieku 11 lat. Alkohol, narkotyki, pornografia, hazard… byłem zniewolony praktycznie od wszystkiego. Przyczyną było nieradzenie sobie z emocjami  i w tym wszystkim szukałem ucieczki. 


Niestety w ten sposób, szukając rekompensaty, wpadłem w pierwszy nałóg… alkohol. Później pojawiły się narkotyki, a w tym amfetamina. Kiedy natomiast chciałem uciec od uzależnienia od alkoholu i narkotyków to znowu wpadałem w wir pracy. O Bogu opowiadałem  kawały i całkowicie odrzucałem Jego obecność. Miałem w sercu ogromna pustkę duchowa i emocjonalną, wiec zanurzałem się we wszystkim, co tylko dawało mi poczucie wypełnienia serca.

Już jako dorosły człowiek założyłem rodzinę – miałem żonę i dziecko, ale ciągle czegoś szukałem. Na pewien czas zarzuciłem nałogi, ale potem znowu do nich wróciłem. Po prostu nie da się żyć z pustym sercem! Próbowałem więc nadal czymś się napełnić, ale bezskutecznie. Niestety to także przekładało się na moich bliskich. Nie potrafiłem w odpowiedni sposób kochać mojej rodziny. Dzisiaj wiem, że byłem niedojrzały emocjonalnie, co skutkowało tym,  że nie potrafiłem być dobrym ojcem i mężem. Jednocześnie nie byłem uczciwy w swojej pracy. Jako handlowiec oszukiwałem swoich klientów, manipulując nimi. Liczyły się dla mnie tylko zyski. Nie miałem żadnych wartości, na których mógłbym się oprzeć. Po pewnym czasie moje życie przemieniło się w ciągłe imprezy. Imprezowałem od piątku do niedzieli, a resztę dni trzeba było jakoś przeżyć. Pomimo tego, że czułem, że tak nie mogę dalej żyć i posiadałem wiedzę na temat tego potrzebną do wyjścia z nałogów (przechodziłem już kilka takich terapii) nie byłem w stanie z tym sobie poradzić.

W tym czasie moja znajoma się nawróciła i zaproponowała mi kurs „Nowe Życie”, prowadzony przez Szkołę Nowej Ewangelizacji – jest to rodzaj rekolekcji, opierających się na kerygmacie, czyli przeżyciu w nowy sposób podstawowych prawd wiary. Długo nie chciałem przystać na jej propozycję. Takie wspólnoty kojarzyły mi się z „nawiedzonymi” ludźmi, a ja uważałem się za normalnego. Jednak dla świętego spokoju przystałem na jej prośbę. Stwierdziłem, że wezmę gitarę, poznam jakieś fajne dziewczyny i jakoś czas minie. Pojechałem. Jednak moje myślenie podczas rekolekcji zaczęło się przemieniać. Podczas tych kilku dni zacząłem otwierać się na Boga, ale jednocześnie  atakowały mnie różne myśli typu: „A jak to jest tylko złudzenie?”  „Chcę zostać normalny!”. Wciąż patrzyłem z podejrzliwością na osoby biorące udział w kursie. Ponieważ nurtowało mnie wiele myśli, pod koniec tego czasu poszedłem do prowadzącego go księdza, zdradzając swoje obawy i wprost wyznając: „Wierzę, ale chcę być normalnym człowiekiem!”. Ksiądz popatrzył na mnie, uśmiechnął się i poklepując mnie po ramieniu wyznał z rozbrajającą szczerością: „To w porządku”.

Po powrocie do domu miałem jeszcze w głowie wiele pytań, ale Pan sprawił, ze spotkałem znajomą, która namówiła mnie na kurs. Zaczęła opowiadać mi o chrześcijanach, którzy giną w obronie wiary i że nie da się być „letnim” katolikiem. Albo wierzysz albo nie! Nie ma ultimatum. I wtedy dokonała się przemiana, której do dzisiaj nie rozumiem!  Po raz pierwszy poczułem, że chcę być na sto procent chrześcijaninem, takim żołnierzem Jezusa Chrystusa, który będzie wiernie przy Nim stał do końca. Wszelkie wątpliwości minęły, a w moje serce wstąpiła łaska.

Od tamtego doświadczenia minęły już trzy lata. Trzy lata wolności od narkotyków, hazardu, kieliszka i pornografii, która była najsilniejszym uzależnieniem. I czuje się wolnym człowiekiem! Mogę także zastosować do siebie zdanie z Listu Św. Pawła do Rzymian: „Nie bierzcie przykładu z tego świata, ale przemieniajcie się przez odnawianie umysłu” (12, 2). To właśnie dokonało się we mnie. Przed nawróceniem strasznie przeklinałem. Czasami, jak dzwonił do mnie klient to sypałem „wiązanką”, natomiast kilka tygodni później zaskoczeni znajomi i rodzina mówili, że całkowicie zmieniła się moja postawa. Już nie miałem potrzeby używania wulgaryzmów! To samo dokonało się także w moim podejściu do innych, wcześniej liczył się dla mnie człowiek, ale kasa i kariera. Moim panem były dobra materialne. Wystarczy podać przykład, jak manipulowałem klientami albo „wyskakiwałem” na każdą osobę, która mi nie odpowiadała. Pamiętam pewną sprzedaż po nawróceniu. Kiedy uświadomiłem sobie, że dopuściłem się nieuczciwości zadzwoniłem do klienta z przeprosinami. Kiedyś nigdy bym się nie zachował w taki sposób! Kiedy wysłałem obraźliwego e-maila jednemu ze współpracowników, od razu odkręciłem całą sytuację przepraszając go. Wcześniej z takiego zachowania byłbym dumny!

A przede wszystkim dzięki Bogu mogę żyć jako wolny człowiek. Cieszyć się  rodziną i wspólnotą. I wciąż na nowo odrywać w Słowie Bożym tego, który o sobie powiedział, że ten, kogo On wyzwoli będzie naprawdę wolny! (J 8, 36) Chwała Panu!

Grzegorz

Oprac. Natalia Podosek