Benedykt: W Boże Narodzenie bądźmy jak św. Franciszek - zdjęcie
24.12.15, 14:05

Benedykt: W Boże Narodzenie bądźmy jak św. Franciszek

0

Benedykt XVI

24 XII 2011

Czytanie zaczerpnięte z Listu Świętego Pawła Apostoła do Tytusa, którego dopiero co wysłuchaliśmy, rozpoczyna się uroczyście słowem “ukazała się”, które powraca na nowo także w czasie Mszy Świętej o świcie. Jest to programowe słowo, jakim Kościół – w skrócie pragnie wyrazić istotę Bożego Narodzenia. Do tej pory ludzie mówili o Bogu i wytwarzali ludzkie obrazy Boga na wiele sposobów. Sam Bóg wielorako przemawiał do ludzi (por. Hbr 1,1; Czytanie w czasie Mszy świętej w dzień). Ale teraz dokonało się coś więcej. On się objawił, On ukazał się.

Wyszedł z niedostępnej światłości, w której mieszka. On sam przyszedł pomiędzy nas. Dla starożytnego Kościoła to właśnie było wielką radością Bożego Narodzenia: Bóg się ukazał. On jest już nie tylko jakąś ideą, czymś, co można poznać intuicyjnie na podstawie samych słów. On się ukazał. Ale teraz pytamy się: jak się ukazał? Kim On jest naprawdę? W związku z tym czytanie z Mszy Świętej o świcie stwierdza: “ukazała się dobroć Boga… i jego miłość do ludzi” (Tt 3,4). Dla ludzi okresu przedchrześcijańskiego, którzy wobec okropności i przeciwieństw świata lękali się, że nawet Bóg nie jest dobry do końca, ale może być też okrutny i arbitralny, to było prawdziwym “objawieniem”, wielkim światłem, które nam się ukazało: Bóg jest samą dobrocią! Także i dzisiaj osoby, które nie potrafią już rozpoznać Boga przez wiarę pytają się, czy Najwyższa Moc (Ostatnia Przyczyna), która stwarza świat i go podtrzymuje, jest rzeczywiście dobra lub czy zło nie jest równie potężne jak dobro i piękno, które w chwilach olśnienia spotykamy w świecie. “Ukazała się dobroć Boga… i jego miłość do ludzi”, to jest ta nowa i pocieszająca pewność, jaka zostaje nam podarowana w Boże Narodzenie.

W czasie wszystkich trzech Mszy Świętych Bożego Narodzenia liturgia przytacza fragment zaczerpnięty z Księgi proroka Izajasza, który jeszcze bardziej szczegółowo opisuje Objawienie, która ma miejsce w Boże Narodzenie: “Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju. Wielkie będzie Jego panowanie w pokoju bez granic” (Iz 9,5 nn.). Nie wiemy czy prorok w tych słowach miał na myśli jakieś dziecko narodzone w czasie jemu współczesnym. Wydaje się to niemożliwe. Jest to jedyny tekst w Starym Testamencie, w którym o jakimś dziecku mówi się, że jego imię będzie Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec. Mamy do czynienia z wizją, która daleko wykracza poza moment historyczny i zmierza ku czemuś tajemniczemu, co ma miejsce w przyszłości. Tym dzieckiem, w całej jego słabości jest Bóg Mocny. Tym dzieckiem w całym swym ubóstwie i zależności jest Odwieczny Ojciec. “A pokój będzie bez granic”. Prorok nieco wcześniej mówił o Nim jako o “wielkiej światłości”, a co zaś tyczy się pokoju pochodzącego od Niego, stwierdził, że pręt jego ciemiężcy, każdy but pieszego żołnierza, każdy płaszcz zbroczony krwią pójdą na spalenie (por. Iz, 9, 1.3-4).

Bóg ukazał się jako dziecię. Właśnie w ten sposób przeciwstawia się wszelkiej przemocy i przynosi przesłanie, którym jest pokój. W obecnej chwili, kiedy świat wciąż zagrożony jest przemocą w wielu miejscach i na wiele sposobów. W świecie, w którym wciąż na nowo pojawiają się pręty ciemiężców i płaszcze zbroczone krwią, głośno wołamy do Pana: Ty o Boże Mocny, ukazałeś się jako Dziecię i pokazałeś się nam jako ten, kto nas kocha, i poprzez którego miłość zwycięża. Ty nam pozwoliłeś zrozumieć, że wraz z Tobą powinniśmy stać się budowniczymi pokoju. Kochamy Twoje bycie Dzieckiem, Twoje unikanie przemocy, lecz cierpimy z racji, że wciąż trwa na świecie przemoc i dlatego prosimy Ciebie: Okaż Swą moc o Boże. Spraw, aby w tym naszym czasie, w tym naszym świecie pręty ciemiężców, płaszcze zbroczone krwią i buty pieszych żołnierzy zostały spalone, aby w ten sposób Twój pokój zwyciężył w tym naszym świecie.

Boże Narodzenie jest Objawieniem się Boga i Jego wielkiej światłości w dziecku, które narodziło się dla nas. Narodziło się w stajence w Betlejem, nie w królewskich pałacach. Kiedy w 1223 roku Franciszek z Asyżu obchodził w Greccio Boże Narodzenie z wołem i osiołkiem i żłobem pełnym siana, to uwidocznił się nowy wymiar tajemnicy Bożego Narodzenia. Franciszek z Asyżu nazwał Boże Narodzenie “świętem świąt” – większym od innych uroczystości i obchodził je z “niewypowiedzianą pieczołowitością”. Całował z wielką czcią wizerunki Dzieciątka i jak dzieci szeptał słodkie słowa, jak opisuje nam biograf Franciszka Tomasz Celano. Dla starożytnego Kościoła świętem świąt była Wielkanoc. Przez zmartwychwstanie Chrystus wyrwał bramy śmierci i w ten sposób radykalnie odmienił świat. W Bogu samym stworzył miejsce dla człowieka. Franciszek zatem nie zmienił, nie chciał zmienić tej obiektywnej hierarchii świąt, wewnętrznej struktury wiary z jej centrum w misterium paschalnym, a jednak przez niego i przez jego sposób przeżywania wiary zaistniało coś nowego. Franciszek odkrył człowieczeństwo Jezusa w całkiem nowej głębi. To bycie człowiekiem ze strony Boga stało się najbardziej widoczne w chwili, kiedy to Syn Boży zrodzony z Dziewicy Maryi został owinięty w pieluszki i złożony w żłobie. Zmartwychwstanie zakłada Wcielenie. Syn Boży jako Dziecię, jako prawdziwy syn człowieczy – to właśnie głęboko dotknęło serca świętego z Asyżu, przemieniając jego wiarę w miłość. “Ukazała się dobroć i miłość naszego Boga” – to zdanie św. Pawła nabrało w ten sposób nowej głębi. W Dziecięciu w stajni betlejemskiej, można niejako dotknąć Boga i pieścić Go. W ten sposób rok liturgiczny otrzymał swoje drugie centrum, poprzez święto, które jest przede wszystkim świętem serca.

Wszystko to nie ma nic wspólnego z sentymentalizmem. Właśnie w nowym doświadczeniu człowieczeństwa Jezusa objawia się wielka tajemnica wiary. Franciszek kochał Jezusa, jako Dzieciątko, ponieważ właśnie w owym staniu się dzieckiem, bardzo klarowną okazała się dla niego pokora Boga. Bóg stał się ubogim. Jego Syn narodził się w ubóstwie stajni. W Dzieciątku Jezus, Bóg stał się zależnym, potrzebującym miłości innych, będącym w sytuacji kogoś proszącego o naszą miłość. Dzisiaj Boże Narodzenie stało się świętem sklepów, których olśniewający blask ukrywa tajemnicę pokory Boga, która zaprasza nas do pokory i prostoty. Prośmy Pana, aby dopomógł nam przeniknąć wzrokiem wiary charakterystyczną dla obecnego czasu błyszczącą fasadę i odnaleźć za nią Dzieciątko w stajni Betlejemskiej, aby odkryć w ten sposób prawdziwą radość i prawdziwe światło.

Na żłobie, stojącym pomiędzy wołem i osiołkiem, Franciszek polecał sprawować najświętszą Eucharystię (por. 7 Celano, 85: Fonti, 4691). W późniejszym okresie, na tym żłobie został zbudowany ołtarz, aby tam gdzie kiedyś zwierzęta jadły siano, teraz ludzie mogli otrzymać, dla zbawienia duszy i ciała, ciało Niepokalanego Baranka Jezusa Chrystusa, jak relacjonuje Tomasz z Celano (por. J Celano, 87: Fonti, 471). W Noc Wigilijną w Greccio, Franciszek jako diakon osobiście śpiewał dźwięcznym głosem Ewangelię o Bożym Narodzeniu. Dzięki przepięknym śpiewom bożonarodzeniowym braci, celebracja wydawała się prawdziwym wybuchem radości. (por. 1 Celano, 85 e 86: Fonti, 469 e 4701). Właśnie to spotkanie z pokorą Boga przemieniało się w radość: Jego dobroć rodzi prawdziwe święto.

Ten, kto dzisiaj pragnie wejść do kościoła Narodzenia Jezusa w Betlejem, odkrywa, że portal, który kiedyś mierzył pięć i pół metra, a przez który władcy i kalifowie wkraczali do budynku, został w większej części zamurowany. Pozostało tylko niskie wejście mierzące półtora metra. Intencją tego była zapewne lepsza ochrona kościoła przed ewentualnymi napadami, ale chodziło głównie o uniknięcie możliwości wjeżdżania konno do domu Bożego. Kto pragnie wejść do miejsca narodzenia Jezusa, musi się pochylić.

Wydaje mi się, że w tym objawia się głębsza prawda, której chcemy pozwolić się dotknąć w tę Świętą Noc. Jeśli chcemy odnaleźć Boga, objawiającego się jako Dziecko, musimy zejść z konia naszego “oświeconego” rozumu. Musimy porzucić nasze fałszywe przekonania, naszą pychę intelektualną, która przeszkadza nam doświadczać bliskości Boga. Musimy naśladować drogę wewnętrzną św. Franciszka – drogę wiodącą w kierunku radykalnej prostoty zewnętrznej i wewnętrznej, która uzdalnia serce do widzenia. Musimy pochylić się, pójść duchowo niejako na własnych nogach, aby móc przejść przez bramę wiary i spotkać Boga, który różni się od naszych wyobrażeń i ocen – Boga, który kryje się w pokorze nowo narodzonego dziecka. Tak właśnie sprawujmy liturgię tej świętej Nocy i przestańmy wpatrywać się w to, co materialne, co daje się zmierzyć i dotknąć. Pozwólmy, aby Bóg uczynił nas prostymi, Bóg objawiający się sercu, które stało się proste. I pomódlmy się w tej chwili przede wszystkim za tych, którzy muszą przeżywać Boże Narodzenie w ubóstwie, w cierpieniu, jako emigranci, aby zjawił się im promyk dobroci Boga; aby dotknęła ich i nas owa dobroć, którą Bóg poprzez narodzenie swojego Syna w stajni, zechciał przynieść na świat.