Takiego popisu odklejenia, pogardy i poczucia wyższości dawno nie było nawet w gazecie Michnika.
- „Marta Nawrocka prawdopodobnie byłaby w stanie wypaść dużo lepiej, gdyby pozwolono jej być sobą: dziewczyną z gdańskiego blokowiska, która zbiegiem okoliczności znalazła się na stanowisku, na które nie jest gotowa”
- pisze Natalia Waloch na łamach „Wysokich Obcasów”.
Autorka przekonuje, że „Nawrocka kompromitowała się zupełnie niedociskana, sama z siebie”.
- „Prawdę mówiąc, oglądanie tego wywiadu sprawiło mi ogromną przykrość, bo uczucie zażenowania, gdy człowiek nie wierzy w to, co widzi, nie jest czymś, czego chce się doznawać w sobotnie przedpołudnie”
- twierdzi.
Wreszcie pada stwierdzenia, że pierwsza dama „wywiadem w TVN24 potwierdziła przede wszystkim to, co wiele osób przeczuwało: że Pałac Prezydencki to za wysokie progi dla ludzi takich jak państwo Nawroccy”.
Publicystce nie podoba się m.in., że Marta Nawrocka nie chce się wzorować na żonach poprzednich prezydentów.
- „Myślę sobie, że to niedobrze, bo jednak jej własny styl pozostawia wiele do życzenia. A mogłaby zerknąć w stronę Marii Kaczyńskiej, która umiała się odnaleźć w trudnych politycznych tematach, w stronę Jolanty Kwaśniewskiej, która potrafiła świetnie zjednywać sobie ludzi. Wreszcie być może należałoby wziąć ciut z Agaty Dudy. Ta co prawda, milcząc dziesięć lat, dała znać Polkom i Polakom, że w ogóle nie zamierza zajmować się ich sprawami, co było skandaliczne”
- grzmi dziennikarka „Wyborczej”.
Na koniec radzi Marcie Nawrockiej, by… „była cicho”.
- „Jestem tym zdegustowana i rozczarowana, bo jako feministka z zasady nigdy nie doradzam kobietom, by były cicho. Dziś robię wyjątek”
- pisze Waloch.
