Na początku miesiąca media obiegły doniesienia na temat skandalicznych wydarzeń, do których miało dojść przed Świętami Bożego Narodzenia w Szkole Podstawowej w Kielnie. Wedle relacji uczniów, w szkole od dłuższego czasu trwał konflikt dot. obecności krzyża w sali lekcyjnej. Po tym, jak ten kilkukrotnie znikał, wreszcie uczniowie mieli zawiesić przyniesiony przez siebie, plastikowy krzyż. W czasie jednej z lekcji nauczycielka miała zażądać od ucznia jego zdjęcia, a kiedy ten odmówił, sama miała zdjąć krzyż i wrzucić go do kosza na śmieci. Inaczej od uczniów zdarzenie relacjonuje sama nauczycielka, która twierdzi, że nie wyrzuciła do kosza krzyża, a plastikową zabawkę. Zapewnia też, że nie towarzyszyło temu żadne obraźliwe sfomułowanie z jej strony.
W związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa obrazy uczuć religijnych postępowanie wszczęła prokuratura. Sprawa trafiła też do kuratorium oświaty, a dyrektor szkoły zdecydowała o zawieszeniu nauczycielki w obowiązkach. Decyzja ta została jednak odwołana przez komisję dyscyplinarną przy wojewodzie pomorskim. Ta uznała, że nie zostały spełnione warunki odsunięcia nauczycielki od obowiązków. Jak informował „Głos Nauczycielski”, komisja stwierdziła, że w chwili zawieszenia nie wszczęto jeszcze postępowania karnego ani dyscyplinarnego, a same zarzuty nie zostały odpowiednio uprawdopodobnione. Zaznaczono, że rozpatrując tę sprawę, komisja dysponowała jedynie dokumentami dyrektora szkoły i odwołaniem nauczycielki.
Cytowana przez „Nasz Dziennik” Agata Komola, matka chłopca, który powiadomił o incydencie, zaznacza jednak, że nauczycielka nie wróciła do prowadzenia zajęć z klasami siódmymi. Uczniowie klasy, w której doszło do zdarzenia, mają mieć pretensje, że nie usłyszeli słów przeprosin.
- „To jest zwyczajnie nie fair i podejście kompletnie niepedagogiczne”
- zauważa pani Agata.
- „Przecież uczymy dzieci, że jeśli kogoś urazimy, to powinniśmy za swoje zachowanie przeprosić”
- dodaje.
Pełnomocnik pokrzywdzonych: Chodzi nie tylko o Kielno
W rozmowie z Opoką o trwającym postępowaniu opowiedział mec. Wawrzyniec Knoblauch, który reprezentuje pokrzywdzone rodziny z Kielna. Prawnik wyjaśnił, że obecnie prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie, a nie przeciw komuś.
- „Prokuratura ustala stan faktyczny, zbiera relacje dzieci, rodziców oraz innych osób, które mogły mieć styczność z tą sytuacją. Celem jest ustalenie, co dokładnie się wydarzyło i czy doszło do naruszenia uczuć religijnych”
- powiedział.
Zaznaczył, że celem pokrzywdzonych jest, by „sprawa trafiła do sądu wraz z aktem oskarżenia”.
Mówiąc o innych, głośnych sprawach dot. obrazy uczuć religijnych w Polsce, mec. Knoblauch podkreślił, że „jeśli państwo nie reaguje w sposób jednoznaczny, powstaje poczucie przyzwolenia na takie zachowania”.
Prawnik odniósł się też do linii obrony nauczycielki, wedle której wyrzuciła do kosza nie krzyż, a plastikową zabawkę.
- „Dla sprawy decydujące znaczenie ma reakcja nauczycielki oraz dzieci. Według zgodnych relacji dzieci, nauczycielka, zdejmując krzyż, okazała obrzydzenie i opatrzyła swoje działanie obraźliwym komentarzem. Taka reakcja nie miałaby miejsca, gdyby chodziło jedynie o zabawkę. Nie ma także dowodów na to, że dzieci bawiły się wcześniej krzyżem i robiły sobie żarty”
- wyjaśnił.
- „Dzieci były zszokowane i głęboko dotknięte tym, co się wydarzyło – co także jasno wskazuje na naruszenie ich uczuć religijnych. Dla nich krzyż to krzyż”
- dodał.
Wskazał ponadto na informacje, wedle których spór o krzyż w sali trwał dłużej.
- „Z relacji rodzin wynika także, że od września podejmowano próby umieszczenia krzyża w tej sali, który kilkukrotnie znikał w niewyjaśnionych okolicznościach. Sama nauczycielka miała wielokrotnie wyrażać niechęć wobec obecności krzyża, co podważa narrację o jej rzekomej neutralności”
- zauważył.
Zaznaczył też, że „sprawa nie wywołałaby aż takich kontrowersji, gdyby nauczycielka w sposób spokojny zdjęła krzyż i położyła go w godnym czy chociaż normalnym miejscu – na przykład na biurku lub poprosiła o rozwiązanie sprawy dyrekcję – stało się jednak inaczej”.
Ocenił także, że cała sprawa ma „znaczenie precedensowe” dla obrony wolności religijnej w naszym kraju.
- „Jeżeli również ona zakończy się umorzeniem lub bagatelizowaniem zdarzenia, będzie to kolejny sygnał, że profanacja symboli religijnych nie spotyka się z realną reakcją”
- stwierdził.
Dodał, że „chodzi nie tylko o Kielno, ale o standardy ochrony wolności religijnej w przyszłych sprawach”.
