- Sprawa dopingu wyszła na jaw podczas igrzysk w Pekinie, kiedy to w próbce - wtedy - 15-letniej Walijewej - wykryto zakazaną substancję. Teraz Rosja będzie musiała oddać złoty medal za rywalizację drużynową – podaje portal polsatnews.pl.

CAS podaje, że w próbce łyżwiarki wykryto zakazany specyfik, a mianowicie trimetazydynę, która jest stosowana do łagodzenia dusznicy bolesnej. - W 2014 roku Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) uznała substancję za zakazaną, z uwagi na fakt, że wspomaga krążenie krwi – czytamy.

Rosjanka tłumaczyła się wtedy, że „zażyła leki na serce należące do jej dziadka” przez przypadek.

CAS w komunikacie prasowym wyjaśnia, że „kara nie byłaby tak surowa, gdyby łyżwiarka była w stanie udowodnić, że nie popełniła naruszenia antydopingowego umyślnie”.

Nadużycie wyszło na jaw po tym, jak rosyjska grupa, wraz w Walijewą, „zdobyła złoto w konkurencji drużynowej, a nastolatka przygotowywała się do startu indywidualnego, gdzie ostatecznie zajęła czwarte miejsce”.

Po tym, jak w styczniu 2023 roku komisja dyscyplinarna RUSADA uniewinniła nastolatkę uznając jej działanie za nieumyślnie i nie zastosowała wobec niej żadnych sankcji, Światowa Agencja Antydopingowa oraz Międzynarodowa Unia Łyżwiarska, zwróciły się do Sportowego Sądu Arbitrażowego i żądały surowszej kary.

Teraz decyzją CAS rosyjskie złoto zdobyte na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich trafi do USA.