— Myślę, że ta władza zaczyna być bardzo nerwowa i na wszelką krytykę reaguje w sposób przesadny. Dochodzi do nadinterpretacji wypowiedzi i zdarzeń. W mojej ocenie ma to wywołać efekt mrożący, aby nikt nie odważył się publicznie krytykować rządu — stwierdziła Kempa.

Jej zdaniem sprawa ma również wymiar personalny i wiąże się z charakterem premiera Donalda Tuska. — To jest także kwestia osobowości samego Donalda Tuska. Nie przypominam sobie, aby w wypowiedzi Roberta Bąkiewicza w ogóle padło jego nazwisko. Mimo to znalazły się osoby, które na siłę próbują budować zarzuty — podkreśliła.

Podstawą postępowania stały się słowa wypowiedziane podczas zgromadzenia, które prokuratura zinterpretowała jako nawoływanie do „usunięcia przemocą” szefa rządu. Sam Bąkiewicz po wyjściu z prokuratury mówił o absurdzie zarzutów, podkreślając, że są one całkowicie oderwane od rzeczywistości i stanowią próbę zastraszenia krytyków władzy.

Beata Kempa zwróciła uwagę, że działania wobec Bąkiewicza nie są odosobnione. — Widać wyraźną sekwencję zdarzeń. To, co dzieje się wokół Zbigniewa Ziobry, a teraz Roberta Bąkiewicza, a także zapowiedzi kolejnych zarzutów wobec innych polityków, pokazują pewien schemat. Waldemar Żurek szaleje. Pewnie chce zadowolić swojego szefa, ale nigdy mu się to nie uda — oceniła.

Doradczyni prezydenta RP zaznaczyła, że wykorzystywanie aparatu państwa do walki z opozycją jest niedopuszczalne w demokratycznym państwie prawa. — Nic nie usprawiedliwia używania instrumentów przymusu wobec ludzi tylko dlatego, że są niewygodni dla władzy. To jest jawne nadużycie — powiedziała.

Kempa wskazała również, że rząd próbuje przykryć realne problemy społeczne i gospodarcze eskalowaniem sporów politycznych. — Nie idzie im w gospodarce, mamy kryzys w ochronie zdrowia, likwidowane są porodówki, a młodzi ludzie nie mogą znaleźć pracy. Zamiast rozwiązywać te problemy, funduje się społeczeństwu polityczne igrzyska — dodała.

W swojej ocenie była europoseł PiS odwołała się także do doświadczeń sprzed 1989 roku. — Każda władza o zapędach autorytarnych próbuje zastraszać obywateli. Przekaz jest prosty: skoro możemy to zrobić politykom, możemy zrobić to każdemu. To są metody, które wielu Polaków doskonale pamięta z czasów komunistycznych — zaznaczyła.

Na zakończenie Kempa wyraziła przekonanie, że próby zastraszania nie przyniosą oczekiwanych rezultatów. — Polaków zastraszyć się nie da. Jesteśmy narodem przekornym i niecierpiącym przymusu. Im większa presja, tym większa mobilizacja. Zło nigdy nie ma ostatniego słowa — podsumowała.