Marek Jurek w swym tekście opublikowanym na portalu magazynkontra.pl zauważył, że „ogłaszanie katolickiego obchodu ku czci nawet najbliższej nam niekatolickiej religii” to w rzeczywistości „podważanie powszechności Kościoła” oraz „deklaracja religijnego relatywizmu”.
„Intencja jest dobra, ale przecież dzień, w którym Kościół zwraca uwagę wiernych na swe żydowskie dziedzictwo, mógłby nazywać się na przykład Dniem Pamięci Pierwszego Przymierza albo w ogóle nie musiałby się nazywać w sposób szczególny. Te same założenia duszpasterskie można by realizować na przykład w uroczystość Obrzezania Pańskiego (niestety, zachowaną tylko w kalendarzu tradycyjnym), we wspomnienie Świętych Machabeuszy albo w jedne z Suchych Dni, szczególnie nawiązujących do świąt żydowskich” – postuluje były marszałek Sejmu.
Zdaniem Jurka „powtarzane co roku dni do rzeczywistych relacji chrześcijańsko-żydowskich nic nie wnoszą, są raczej pomnikiem ideologii Dialogu, odsłaniając całą jej jałowość” oraz „zastępują rozmowę rytualnymi gestami kurtuazji, pozbawionymi w istocie religijnego sensu”.
„Obchodzone są tak, jakby związki między chrześcijaństwem a judaizmem unieważniały dramatyczne napięcie i kontrowersje” – pisze były wiceprezes PiS, krytykując tego rodzaju „irenistyczne podejście”.
„Słyszymy dialogiczne frazesy, a potrzebne byłoby orędzie (najzupełniej materialnej) prawdy i sprawiedliwość” – podkreślił Marek Jurek.
Były prominentny polityk ZChN jest przekonany, że „nie warto ich chować za fasadą ceremonialnego Dialogu, zamiast po prostu spierać się o Prawdę, ustalać pole zgody – i działać, gdy wymaga tego konkretne dobro”.
