2. Tuż przez posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa Narodowego (RBN) zarządzonym przez prezydenta Karola Nawrockiego 11 lutego, premier wyprzedzająco poinformował, że podjął decyzję „ w tych okolicznościach Polska nie przystąpi do Rady Pokoju. Nie jest do końca jasne, czy ta wypowiedź Tuska, to wspólna decyzja reprezentantów wszystkich partii koalicyjnych obecnych w rządzie, bo premier Tusk wygłosił ten komunikat przed posiedzeniem Rady Ministrów, a później on sam i cześć jego ministrów udali się na posiedzenie RBN. Co więcej w części otwartej tego posiedzenia prezydent Nawrocki wyprostował kłamstwo rządzących, związane z członkostwem w Radzie Pokoju, otóż wpłata wspomnianego 1 mld USD, będzie obligatoryjna, dopiero po 3 latach członkostwa, przy jego odnawianiu i rzeczywiście po minie wicepremiera Kosiniaka-Kamysza widać było, że i on został w tej sprawie oszukany.

3. Do Rady Pokoju prezydent Trump zaprosił ponad 50 krajów, 20 ogłosiło to niej wejście już podczas szczytu w Davos, kolejne 6 poinformowało o przystąpieniu, ale niektóre jak np. Niemcy i Francja poinformowały, że do Rady nie przystąpią. Rada przynajmniej na razie ma się zająć realizacją porozumienia pokojowego wypracowanego na Bliskim Wschodzie i odbudową Gazy, ale nie ulega wątpliwości, że w związku z choćby wypowiedzią sekretarza stanu USA Marco Rubio przed wylotem na konferencję w Monachium, że „stary świat już odszedł” i w domyśle budowany będzie nowy, Polska w tym budowaniu powinna uczestniczyć, zwłaszcza, że została do tego gremium zaproszona przez naszego strategicznego sojusznika. Bowiem zgodnie z powiedzeniem „Albo siedzisz przy stole, albo jesteś w menu” w przypadku naszego kraju położonym pomiędzy Niemcami i Rosją zdecydowanie lepiej dla naszej przyszłości lepiej siedzieć przy stole razem z tymi , którzy mają mocną pozycję na świecie i są naszymi sojusznikami, niż nie daj Boże, znaleźć się w menu, podawanym przez naszych wrogów.

4. Jednak Tusk i jego ekipa nie chcą naszego członkostwa w Radzie Pokoju, ale jak się wydaje po cichu wyrazili zgodę na udział w tzw. formacie E6 , sześciu największych unijnych gospodarek (Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii, Holandii i właśnie Polski), zaproponowanym przez kanclerza Niemiec Friedricha Merza Zdaniem kanclerza Niemiec kraje należące do tego formatu w ramach tzw. mechanizmu wzmocnionej współpracy, przyspieszałyby wdrażanie wybranych polityk gospodarczych od energetycznej po obronną. Ta propozycja uczestnictwa w tym formacie dla Polski, może na pierwszy rzut oka, wydawać się atrakcyjna, ale jak ją dosadnie określił były wieloletni europoseł i wybitny znawca funkcjonowania unijnych mechanizmów Jacek Saryusz-Wolski, dla naszego kraju to „neutralizacja przez uwikłanie”. Jak pisze Saryusz-Wolski „ w ramach E6 jej agendy w finansach, obronności, rynkach kapitałowych, surowcach, energetyce i polityce przemysłowej, byłyby negocjowane w tym wewnętrznym kręgu, z decydującym wpływem Niemiec i Francji, a następnie narzucane całej UE-27, jako punkt wyjścia, a to z kolei zawęziłoby pole manewru Polski i osłabiłoby jej zdolność do budowania szerszych koalicji” . Ponadto „z perspektywy Polski ten projekt fragmentaryzuje Europę Środkową, jako realny podmiot polityczny, a także stwarza dodatkową presję na wejście do strefy euro i powoduje dalszą koncentrację władzy w Brukseli”.

5. A więc zdaniem Tuska Polska w Radzie Pokoju to pod prąd naszych interesów, ale już bliższa współpraca w ramach formatu E6, zaproponowana przez kanclerza Niemiec, ma tym interesom służyć. Coraz wyraźniej widać, że niechęć Tuska do Stanów Zjednoczonych i to niezależnie od tego czy rządzą tam Republikanie czy Demokraci ( przecież rezygnował z tarczy antyrakietowej w Redzikowie już podczas kadencji prezydenta Obamy), powoduje, że każda propozycja Niemiec nawet skrajnie niekorzystna dla Polski jest przez niego z ochotą przyjmowana.

Zbigniew Kuźmiuk