Na początku miesiąca media obiegły doniesienia na temat skandalicznych wydarzeń, do których miało dojść przed Świętami Bożego Narodzenia w Szkole Podstawowej w Kielnie. Wedle relacji uczniów, w szkole od dłuższego czasu trwał konflikt dot. obecności krzyża w sali lekcyjnej. Po tym, jak ten kilkukrotnie znikał, wreszcie uczniowie mieli zawiesić przyniesiony przez siebie, plastikowy krzyż. W czasie jednej z lekcji nauczycielka miała zażądać od ucznia jego zdjęcia, a kiedy ten odmówił, sama miała zdjąć krzyż i wrzucić go do kosza na śmieci. Z jej ust miał przy tym paść obraźliwy komentarz. Inaczej od uczniów zdarzenie relacjonuje sama nauczycielka, która twierdzi, że nie wyrzuciła do kosza krzyża, a plastikową zabawkę. Zapewnia też, że nie towarzyszyło temu żadne obraźliwe sfomułowanie z jej strony.

Katechetka: To krzywdzące i nieprawdziwe

Agata Ślusarczyk z portalu Opoka o całą sprawę zapytała katechetkę i nauczycielkę języka kaszubskiego ze szkoły podstawowej w Kielnie. Ta zwróciła uwagę, że o Kielnie w kontekście obrony krzyża mówiono również w PRL-u.

- „W szkolnej kronice mamy zapis, że w czasach komunizmu, gdy nakazano usuwać symbole religijne ze szkół, jedna z kobiet weszła do budynku przez okno i potajemnie zawiesiła krzyż. Mówię o tym, bo to pokazuje, jak ogromną wartość ma dla nas, Kaszubów krzyż. To także element tożsamości i kultury”

- powiedziała Ludwika Krause-Oczk.

Nauczycielka odniosła się do narracji lewicowo-liberalnych mediów, które kreują nauczycielkę angielskiego na ofiarę całej sprawy.

- „Boli mnie, gdy w mediach mówi się, że dzieci »bawiły się krzyżem« albo zrobiły nauczycielce psikusa. To krzywdzące i nieprawdziwe”

- powiedziała.

- „Widziałam w ich oczach poruszenie. Jeden zapytał mnie, co sądzę o zdejmowaniu krzyża. Odpowiedziałam, że jeśli bronią krzyża, to dla mnie – jako katechety – powód do dumy”

- dodała.

Do zdarzenia doszło w sali 113. Wcześniej, poza lekcjami języka angielskiego, w sali tej odbywała się też katecheza.

- „We wrześniu dziewczynki z mojej klasy zauważyły, że krzyża nie ma. Powiedziałam im, żeby jeśli znajdą go u woźnej, przyniosły i same zawiesiły. Tak zrobiły. Po pewnym czasie krzyż znów zniknął:

- relacjonuje katechetka.

Jedna z uczennic miała usłyszeć od nauczycielki angielskiego: „Nie jestem osobą wierzącą, mogę ten krzyż zdjąć”. Sprawę zgłoszono dyrekcji szkoły.

- „Żeby nie było konfliktu, przeniesiono mnie z klasą do innej Sali”

- powiedziała rozmówczyni Opoki.

- „Od tego momentu nie prowadziłam już zajęć w tamtej sali i nie wiem, co działo się później. Wiem jedynie, że drewniany krzyż został zdjęty i nie był ponownie zawieszony”

- dodała.

Wreszcie w sali pojawił się plastikowy krzyż.

- „Nawet jeśli krzyż zawiesiły dzieci – a to jest bardzo możliwe – nie było w tym niczego uchybiającego jego godności. Wisiał wysoko i z szacunkiem. Jeśli użyto innego krzyża, być może takiego, jaki był dostępny, to również nie była profanacja. Krzyż, nawet jeśli pochodził od elementu stroju, nadal pozostaje znakiem i symbolem – a symbole wymagają szacunku”

- zaznacza Ludwika Krause-Oczk.