Sport i polityka nierozłączny „romans”?
Upolitycznienie sportu ma tak długą historię, jak sam sport. Już w starożytnej Grecji czas Olimpiady był traktowany jako okres rozejmu, który obejmował wszystkie polis (miasta-państwa). Zwycięstwo przedstawiciela danego polis przynosiło chlubę i sławę nie tylko samemu zawodnikowi, ale także całemu miastu, które reprezentował.
Innym przykładem jest słynna dewiza „Chleba i igrzysk”, która ilustruje, jak władza potrafi kontrolować nastroje społeczne poprzez wydarzenia sportowe. W Bizancjum (mieszkańcy Konstantynopola obraziliby się za taką nazwę, gdyż do końca nazywali się Imperium Rzymskim) stronnictwa zielonych i niebieskich, związane z wyścigami rydwanów, funkcjonowały niczym partie polityczne.
Współczesny sport wcale nie był mniej upolityczniony. Wręcz przeciwnie, charakteryzuje się znacznie większym zaangażowaniem politycznym. Republika Weimarska oraz późniejsza III Rzesza wykorzystywały towarzystwa sportowe jako potencjalne organizacje paramilitarne, które mogły służyć jako rezerwy dla Bundeswehry i Wehrmachtu. Nie bez powodu naziści mieli obsesję na punkcie wychowania fizycznego aryjskiej młodzieży, a władze Republiki Weimarskiej z zapałem dążyły do organizacji Letnich Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w 1936 roku. Hitler początkowo krytykował ten pomysł, określając igrzyska jako wymysł żydowsko-masoński. Z czasem jednak dostrzegł, jakie możliwości propagandowe niesie ze sobą organizacja Olimpiady. Chciał wykorzystać to wydarzenie do ukazania dominacji aryjskiego człowieka nad innymi, według niego gorszymi rasami.
Nie inaczej działo się po zakończeniu drugiej wojny światowej.
Już w latach 50. na wschodnioniemieckich uniwersytetach medycznych medycyna sportowa stała się obowiązkowym przedmiotem dla przyszłych lekarzy. Była to zapowiedź państwowego projektu, który miał trwać aż do końca tego marionetkowego państwa. W 1963 roku powstała Służba Medycyny Sportowej, to właśnie ona odpowiadała za koordynowanie całego projektu dopingowego.
Plan był prosty: ukazanie dominacji nowego, komunistycznego niemieckiego człowieka poprzez osiągnięcia sportowe. Ambicją było zdominowanie wszystkich krajów kapitalistycznego Zachodu, a celem minimum – zwycięstwo nad znienawidzoną Republiką Federalną Niemiec.
Sterydy i hormony
Najczęściej stosowanym środkiem dopingowym był Oral-Turinabol – anaboliczny steryd, który znacząco wspomagał przyrost masy mięśniowej oraz zwiększenie siły. Powszechnie stosowano również hormony u nastoletnich sportowców.
Wpływ dopingu na organizmy niemieckich sportsmenek był dramatyczny. Ciała młodych kobiet były wyniszczone przez stosowaną chemię, a ich gospodarka hormonalna uległa poważnemu zaburzeniu. Państwowa polityka sportowa sprawiła, że zawodniczki często zmagały się z ogromnym bólem, zwłaszcza w obrębie jajników, na których regularnie pojawiały się torbiele.
Szprycowanie dopingiem prowadziło również do problemów z libido. Sportsmenki z NRD charakteryzowały się niezwykle podwyższonym libido, porównywalnym do tego, które występuje u nastoletnich chłopców.
Warto podkreślić, że państwo identyfikowało dzieci szczególnie uzdolnione w dziedzinie sportu. Już 14-letnie dzieci były objęte systemem dopingowym, a czasami preparaty wspierające wyniki sportowe podawano nawet 10-latkom. Informowano je, że otrzymują witaminy, oraz surowo zabraniano rozmów na ten temat z rodzicami.
Wszystkie te bolesne, upokarzające i wstydliwe konsekwencje stosowania dopingu były ceną, jaką zapłacono za zdobycie 519 medali (w tym 192 złotych) na jedenastu igrzyskach olimpijskich.
Gdy zwycięzca pragnie odejść
Prawdziwy dramat zaczynał się, gdy zawodniczki chciały zrezygnować z kariery, zmuszone do takich decyzji przez wcześniej wspomniane problemy zdrowotne oraz cierpienie spowodowane dopingiem. Obsesja władz NRD na punkcie osiągania sportowych sukcesów sprawiała, że zawodniczki pragnące przejść na wcześniejszą „sportową emeryturę” były szantażowane w taki sposób, że de facto nie miały możliwości sprzeciwu wobec decyzji władz.
W strukturach procesu dopingu władze wschodnioniemieckie sięgały po wszelkie dostępne środki, w tym po okrytą złą sławą Stasi. Zaangażowanie służb specjalnych stanowi z pewnością najbardziej wymowny dowód na to, jak dużą wagę władze NRD przywiązywały do tego projektu.
Doping w NRD był tajemnicą poliszynela – wszyscy o tym wiedzieli. Mimo to władze wschodnioniemieckie stanowczo temu zaprzeczały.
Historia ta ukazuje, jak łatwo można być jednocześnie sławnym zwycięzcą i rekordzistą, a zarazem zniszczoną przez państwo jednostką. Dotyczy to przynajmniej 4000 wschodnioniemieckich sportowców, którzy zostali poddani bezdusznemu, przymusowemu dopingowi. Każda z tych osób była przede wszystkim ofiarą systemu komunistycznego. Kolejną ofiarą.
Mikołaj Hutorowicz
