W wywiadzie dla portalu tvp.info były dowódca GROM przypomniał, w jakiej kondycji było Wojsko Polskie w czasie rządów PO-PSL.
- „Liczby nie kłamią. Słyszę głosy ministrów Siemoniaka i Klicha o tym, jaką to budowali potęgę armii. Tylko że armia za ich czasów się wyraźnie skurczyła i liczyła poniżej 100 tys. żołnierzy, a zobaczmy, ilu teraz liczy”
- powiedział wojskowy.
Obecnie pod bronią jest w Polsce 172 500 żołnierzy.
- „Marynarka Wojenna tonęła, były problemy z polskim przemysłem zbrojeniowym, bo trudno było cokolwiek kupić, co sprawiałoby wymogi nowoczesnej technologii. Byliśmy w głębokim odwrocie, likwidowano garnizony, szukano wszędzie oszczędności. Nie było myślenia kategoriami bezpieczeństwa. Nawet ta nasza doktryna obronna, strategiczne myślenie o tym, że będziemy się bronić na linii Wisły, pokazywało odrealnioną ocenę rzeczywistych zagrożeń i podążania w kierunku popularnej wówczas w Europie idei, że Rosja jest partnerem a nie wrogiem”
- dodał gen. Polko.
Rozmówca tvp.info przyznał, że sytuacja uległa poprawie po przejęciu władzy przez Zjednoczoną Prawicę.
- „Teraz to się zmienia i co zasługuje na największą pochwałę”
- stwierdził wskazując na „realny przeskok technologiczny” w polskiej armii.
Szczególny zarzut pod adresem rządu Donalda Tuska z ust wojskowego pada w związku ze sposobem, w jaki potraktowano Przesmyk Suwalski, który powinien być najlepiej zabezpieczonym miejscem.
- „Polityka była tak realizowana tak: skoro nie ma tam wojska, skoro zwijano siły, skoro lepiej ich tam nie trzymać, bo Rosjanie je zniszczą, oznaczało to poddanie tak naprawdę tego obszaru. A jak pokazuje Ukraina, łatwo jest obszar stracić, a jego odzyskanie jest bardzo trudne. Nie można zakładać w jakiejkolwiek doktrynie takich zaniechań”
- podkreślił gen. Polko.
