W szpitalu w Toszku leczeni są pacjenci w trakcie siedmiotygodniowej terapii odwykowej, a także osoby z innymi zaburzeniami psychicznymi i młodzież wymagająca wsparcia psychiatrycznego. Tymczasem zaledwie kilkadziesiąt metrów od budynku ma powstać browar z ogródkami piwnymi. Ponadto w pobliżu funkcjonuje również żłobek i plac zabaw.

Część radnych próbowała zablokować inwestycję poprzez zmianę lokalnych przepisów dotyczących minimalnej odległości punktów sprzedaży alkoholu od tzw. obiektów wrażliwych. Prokuratura Gliwice-Zachód podczas konsultacji zwróciła uwagę, że 50 metrów – czyli ustawowe minimum – to w przypadku oddziału odwykowego odległość niewystarczająca. Sugerowano zwiększenie dystansu do co najmniej 100 metrów, aby pacjenci nie mieli bezpośredniego kontaktu wzrokowego z ogródkiem piwnym.

Dyrektor szpitala Mariusz Kasperczyk nie podziela jednak tych obaw. W oficjalnym stanowisku wskazał, że pacjent w trakcie terapii musi nauczyć się funkcjonować w świecie, w którym alkohol jest powszechnie dostępny. – Nawet jeśli browar będzie 50, 100 czy 300 metrów od szpitala, pacjent i tak może kupić alkohol w sklepie – argumentuje.

Podobne stanowisko przedstawiła kierowniczka oddziału odwykowego, która zaznaczyła, że całkowita izolacja od bodźców związanych z alkoholem jest nierealna.

Z tą opinią nie zgadzają się jednak specjaliści terapii uzależnień. Paulina Pietras ze Stowarzyszenia MONAR podkreśliła w rozmowie z Onetem, że oddział odwykowy nie jest miejscem „treningu ekspozycyjnego”. Jej zdaniem widok spożywania alkoholu, zapach piwa czy odgłosy z ogródka mogą dodatkowo obciążać psychikę pacjentów i utrudniać proces leczenia.

Sprawa nabrała także wymiaru politycznego. Inwestor oraz dyrektor szpitala – podaje Onet - są związani z lokalnymi strukturami PSL. W mediach społecznościowych pojawiło się hasło „muremzabrowarem”, którym część działaczy poparła projekt. Przeciwnicy inwestycji sugerują konflikt interesów, choć zarówno inwestor, jak i dyrekcja stanowczo zaprzeczają, by względy polityczne miały wpływ na decyzje administracyjne.

Inwestor zapewnia, że budowa prowadzona jest zgodnie z decyzją starosty gliwickiego i wszystkimi obowiązującymi przepisami. Otwarcie lokalu planowane jest na pierwszą połowę 2027 roku.

Reklama piwa a przestrzeń publiczna

Kontrowersje budzi również kwestia reklamy i promocji alkoholu. Zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi reklama i promocja napojów alkoholowych – z wyjątkiem piwa – jest w Polsce zakazana. Reklama piwa jest dopuszczalna, ale podlega licznym ograniczeniom. Nie może być kierowana do małoletnich, łączyć spożycia alkoholu z sukcesem życiowym czy sprawnością fizyczną ani być prowadzona w określonych miejscach i formach.

W praktyce ogródki piwne często wykorzystują oznaczenia marek i elementy wizualne producentów, co bywa postrzegane jako forma promocji w przestrzeni publicznej. W przypadku lokalizacji tuż przy placówce medycznej leczącej uzależnienia pytanie o granice dopuszczalnej ekspozycji alkoholu nabiera szczególnego znaczenia.

Zakaz reklamy alkoholu

W ostatnich miesiącach w debacie publicznej coraz częściej powraca również temat całkowitego zakazu reklamy alkoholu, w tym piwa. Ministerstwo Zdrowia zapowiadało analizę przepisów i możliwość zaostrzenia regulacji w ramach nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Wśród rozważanych rozwiązań pojawia się m.in. ograniczenie reklamy piwa w internecie oraz w przestrzeni publicznej, a także wprowadzenie bardziej restrykcyjnych zasad dotyczących sponsoringu wydarzeń masowych przez producentów alkoholu.

Eksperci argumentują, że obecny wyjątek dla piwa powoduje niespójność systemu prawnego i osłabia skuteczność polityki ograniczania spożycia alkoholu. Organizacje zajmujące się profilaktyką uzależnień wskazują, że reklama – nawet pośrednia, poprzez parasole, szyldy czy oznaczenia ogródków piwnych – wzmacnia społeczną akceptację dla konsumpcji. Z kolei przedstawiciele branży browarniczej ostrzegają, że całkowity zakaz reklamy uderzyłby w rynek, samorządy oraz sektor gastronomiczny.

Nowe browary

Branża browarnicza od miesięcy ostrzega przed skutkami takich regulacji. W przestrzeni publicznej pojawiają się argumenty o spadającej sprzedaży, rosnących kosztach produkcji i zagrożonych miejscach pracy. Przekaz jest wyraźny: sektor znajduje się pod presją i kolejne restrykcje mogą doprowadzić do poważnych strat dla gospodarki lokalnej.

Ten sposób argumentacji wybrzmiewa również w Toszku, gdzie inwestor przekonuje, że nowy browar przyniesie miejsca pracy i ożywi miasto. Gospodarczy aspekt inwestycji staje się jednym z głównych argumentów „za”, nawet w kontekście sąsiedztwa oddziału odwykowego. Ekonomia ściera się tu z polityką zdrowia publicznego.

Jednocześnie rzeczywistość rynkowa pokazuje, że mimo deklarowanego kryzysu powstają nowe zakłady, a inwestycje w branży są kontynuowane. Jeżeli sektor miałby znajdować się na granicy opłacalności, trudno wyjaśnić, dlaczego kolejne podmioty decydują się na rozwój działalności. To rodzi pytanie, czy sprzeciw wobec zaostrzenia przepisów wynika wyłącznie z obaw o miejsca pracy, czy także z obrony stabilnych, wieloletnich przywilejów reklamowych i sprzedażowych