Żydowscy żołnierze Armii gen. Andersa - zdjęcie
04.02.17, 16:45fot. Domena publiczna

Żydowscy żołnierze Armii gen. Andersa

Dr Janusz Wróbel

Żołnierze pochodzenia żydowskiego w Armii Andersa cieszyli się tymi samymi prawami, co rdzenni Polacy. Równość ta nie była tylko czczą deklaracją dowódców i władz cywilnych, lecz znalazła wyraz w praktyce.

W latach 1939–1941 obywatele polscy zamieszkali w Polsce Wschodniej,  okupowanej od 17 września 1939 r. przez Związek Sowiecki, padli ofiarą masowych deportacji na Syberię, do Kazachstanu i na północne obszary europejskiej części stalinowskiego imperium. Przeważali wśród nich Polacy, ale znaczny odsetek, sięgający 40 proc., stanowili również obywatele Rzeczpospolitej innej narodowości, w tym żydowskiej. Przykładowo w sowieckiej operacji wysiedlania uchodźców, przeprowadzonej w czerwcu 1940 r., aż 84 proc. wywiezionych na Wschód stanowili Żydzi[1].

Los wywiezionej ludności żydowskiej zasadniczo był równie tragiczny jak ludności polskiej. Ona także została pozbawiona wolności, cierpiała głód i zimno, zmuszana była do niewolniczej pracy ponad siły. Warunki mieszkaniowe i sanitarne na zesłaniu były niezwykle prymitywne, co przyczyniało się do wzrostu zachorowań i wysokiej śmiertelności. Psychiczna kondycja wszystkich deportowanych była fatalna. Przekonywano ich każdego dnia, że na jakąkolwiek odmianę swego losu nie mogą liczyć, a resztę życia spędzą na zesłaniu. Nie wszyscy jednak poddali się tej propagandzie. Wielu obywateli polskich deportowanych na Wschód wierzyło, że koszmar ten prędzej czy później się skończy.

W czerwcu 1941 r. Niemcy niespodziewanie zaatakowały Związek Sowiecki, mimo iż w 1939 r. z nim do spółki podzieliły Polskę i przez następnie dwa lata ściśle współpracowały. Agresja niemiecka otworzyła drogę do porozumienia polskiego rządu na uchodźstwie z Kremlem, co dotąd wydawało się niemożliwe.

Po trudnych rokowaniach, którym patronowali Brytyjczycy, 30 lipca 1941 r. zawarto w Londynie porozumienie polsko-sowieckie, zwane układem Sikorski–Majski, od nazwisk polskiego premiera i sowieckiego ambasadora w Wielkiej Brytanii.  Unieważnieniu uległy postanowienia paktu sowiecko-niemieckiego z sierpnia 1939 r. (tzw. pakt Ribbentrop–Mołotow), chociaż sporna sprawa przebiegu polskiej granicy wschodniej pozostała w zawieszeniu. Zdecydowano się wznowić stosunki dyplomatyczne, a także zapowiedziano utworzenie armii polskiej w ZSRS. Wśród najważniejszych postanowień układu Sikorski–Majski znalazła się również zapowiedź ogłoszenia „amnestii” dla obywateli polskich deportowanych w głąb Związku Sowieckiego. Dekret w tej sprawie 12 sierpnia 1941 r. wydało Prezydium Rady Najwyższej Związku Sowieckiego.

Układ zdawał się otwierać zupełnie nowy rozdział w stosunkach polsko-sowieckich: zamiast otwartej wrogości miał nastać okres sojuszniczej współpracy.

Niestety, od początku obie strony w odmienny sposób interpretowały zawarte porozumienie. Rząd polski konsekwentnie stał na stanowisku, że wszyscy mieszkańcy Polski Wschodniej, którzy z różnych powodów znaleźli się w głębi Związku Sowieckiego, są obywatelami Rzeczypospolitej i niezależnie od narodowości podlegają „amnestii”.

Inaczej interpretowały porozumienie władze sowieckie. 1 grudnia 1941 r. Ludowy Komisariat Spraw Zagranicznych poinformował polską ambasadę, iż „Gotowość rządu sowieckiego do uznania za obywateli polskich osób narodowości polskiej, zamieszkujących  do 1–2 listopada 1939 r. na wskazanym wyżej terytorium [chodzi o zagarnięte przez Sowiety po 17 września 1939 r. tereny Polski Wschodniej – J.W.]  świadczy o dobrej woli i ustępliwości rządu sowieckiego, lecz w żadnym razie nie może służyć za podstawę dla analogicznego uznania za obywateli polskich osób innych narodowości, w szczególności, ukraińskiej, białoruskiej i żydowskiej”[2].

Na szczęście nie zawsze to zasadnicze stanowisko sowieckie przestrzegano. W praktyce do obozowisk formującej się na Powołżu Armii Polskiej w ZSRS docierali również przedstawiciele mniejszości narodowych i w jej szeregi ich przyjmowano. Było jednak do przewidzenia, że na tym tle prędzej czy później wybuchną konflikty.

Zaistniałą sytuację władze sowieckie chętnie wykorzystywały jako wygodny pretekst do oskarżania władz polskich o łamanie postanowień układu z 30 lipca, za czym szły kroki zmierzające do zahamowania napływu do polskiego wojska członków mniejszości narodowych...

Czytaj dalej na łamach strony Ośrodka Badań nad Totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego - tutaj