Wojciech Sumliński dla Frondy: Tusk i tajne związki z Niemcami. Cała prawda - zdjęcie
17.09.18, 16:16Fot. Zbigniew Czernik via Wikipedia, CC BY 3.0 / European People's Party via Flickr, CC BY 2.0

Wojciech Sumliński dla Frondy: Tusk i tajne związki z Niemcami. Cała prawda

Luiza Dołęgowska, Fronda.pl: Przed wyborami prezydenckimi w 2015 opublikował Pan książkę prezydencie Komorowskim, która mogła mieć wpływ na wyniki wyborów. Tym razem wkrótce pojawi się kolejna książka, o ważnej postaci w polskiej i europejskiej polityce. Czy spodziewa się Pan, że sprawy, które Pan ujawni mogą być kolejną ,,bombą'' dla czytelników?

Wojciech Sumliński, dziennikarz śledczy: Po książce ,,Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego'' wiele osób mówiło, że ta książka pomogła im dokonać wyboru i zrozumieć, jak przestępczą postacią jest prezydent Bronisław Komorowski. Niektórzy jednak twierdzili, że skoro książka została wydana wiosną 2015, to znaczy, że została napisana na wybory prezydenckie - a tak nie było. Pracowałem nad nią kilka lat, nawet dużo wcześniej, nim rozpoczął się mój proces, bo w rzeczywistości moje kłopoty wzięły się od zainteresowania przestępczą działalnością Bronisława Komorowskiego i jego współpracą z bandycką organizacją WSI, ukrytą dla niepoznaki pod nazwą „Fundacja Pro Civili”. A książka została wydana wiosną 2015, ponieważ do grudnia 2014 czekałem na przesłuchanie Komorowskiego w trybie karnym w Pałacu Prezydenckim, które miało być i było ważnym elementem tej książki. Pamiętając jednak o tych uwagach chciałem niejako „oderwać” książkę ,,Niebezpieczne związki Donalda Tuska'' od wyborów, w których tenże może wziąć udział. Zależało mi po prostu, by w żaden sposób nie wiązać książki z wyborami, w których Donald Tusk może uczestniczyć, bo jestem dziennikarzem i autorem książek, który stara się po prostu odkrywać rzeczywistość, jaką jest – nie politykiem.

Przed nami wybory samorządowe, dopiero później do europarlamentu, parlamentu i prezydenckie, ale nie da się uniknąć tego, by sprawy o których Pan mówi, nie były brane pod uwagę…

Owszem, nadchodzi cała seria wyborów, w tym za niecałe dwa lata wybory prezydenckie, w kontekście których Donald Tusk jest przymierzany do walki o stanowisko Prezydenta Polski. Ale patrząc przez pryzmat wyborów, które będą miały miejsce za prawie dwa lata, to chyba nie byłoby nigdy dobrego czasu na pisanie książek o politykach, bo zawsze jesteśmy po jakichś wyborach, albo przed jakimiś wyborami. Wraz z Tomkiem Budzyńskim, majorem ABW, mieliśmy przekonanie, że ta książka powinna powstać w dużej odległości czasowej od wyborów, w których może wziąć udział Tusk. Zawsze uważałem i to się nie zmieniło, że rolą dziennikarza śledczego nie jest rola wyborcza, wskazywania kandydata takiego czy innego, a jedynie pokazywanie rzeczywistości taką, jaka jest. Kto chce, wyciągnie wnioski i podejmie decyzje, takie czy inne. Ale jeszcze raz podkreślę - nie jestem i nigdy będę politykiem czy dziennikarzem uwiązanym na pasku jakichkolwiek polityków, ani towarzysko, ani finansowo, ani w żaden inny sposób. Wiem to ze stuprocentową pewnością, że tam gdzie tworzą się takie więzi, kończy się niezależność. A autentyczna, stuprocentowa niezależność, to największy skarb, jaki mam, bo to daje autentyczną wolność. Ale ta wolność oznacza też do pewnego stopnia samotność i dlatego liczę na mojego jedynego „szefa”, jakiego mam, którym jest Opinia Publiczna i Czytelnicy. Z uwagi jednak na wszystko, co powiedziałem wcześniej, proszę o zrozumienie, że pewne rzeczy zostaną pokazane dopiero w ostatniej chwili, podobnie jak to się stało przy książce o Komorowskim.

Rozumiem, że te najmocniejsze…

Już teraz odbieramy informacje, z różnych stron, także dzięki pewnym możliwościom i kontaktom Tomka Budzyńskiego w służbach, wskazujące, że próby podważania naszej wiarygodności i tzw. czarny PR będą nieodłącznym elementem tej książki i to prawdopodobnie na niespotykaną wcześniej skalę. W służbach specjalnych mówi się, że jeśli nie można podważyć faktów, zawsze można próbować podważyć wiarygodność osób, które te fakty zebrały. To także dlatego nie chciałbym na ten moment odsłaniać wszystkich kart.

Co może Pan powiedzieć o bohaterze książki?

Mogę powiedzieć, że jest to książka o ciężarze gatunkowym nie mniejszym, a może większym, niż książka ,,Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego''. Jest to książka, która pokaże, że mieliśmy premiera - człowieka, który wciąż ma ambicje polityczne w Polsce i poza granicami Polski, jest jednym z najważniejszych europejskich polityków i odgraża się, że wróci do Polski nie po to, by siedzieć przed telewizorem, a niektórzy widzą go przyszłości na stanowisku Prezydenta Polski – który miał związki z niemieckim wywiadem, który był finansowany, on i jego środowisko, nie tylko przez Niemców, ale też przez bandytów i przez ludzi wywodzących się wprost z afery FOZZ, matki wszystkich afer, przez Wiktora Kubiaka, najbliższego współpracownika Grzegorza Żemka.

Kim był i jaką rolę odgrywał w tym Wiktor Kubiak?

Formalnie sponsor kultury, m.in. musicalu „Metro” Janusza Józefowicza. W rzeczywistości człowiek odpowiedzialny ze szereg przestępczych operacji i transakcje finansowe wywiadu wojskowego PRL, w oparciu o które budowano podwaliny pod przestępcze układy w III RP. To w jego biurze w hotelu Marriott zapadały najważniejsze decyzje dotyczące początków III RP, a trzeba pamiętać, że początki są najważniejsze, bo zawarte układy i zależności, to w służbach specjalnych dożywocie. To on finansował Tuska i jego kolegów liberałów, m.in. ufundował Tuskowi, który był biedny jak mysz kościelna, pierwsze mieszkanie, w jakiejś mierze „stworzył go”. To od niego Donald Tusk i jego koledzy liberałowie, którzy mają dziś wielkie gęby pełne frazesów, otrzymywali środki na zaistnienie w polityce. Wszyscy ci ludzie wykonywali później potężną, fatalną w skutkach robotę, którą odrabiali dla swoich „mecenasów”, a która doprowadziła do tego, że zrujnowano całą polską gospodarkę, wyprzedano za bezcen majątek narodowy i w konsekwencji Polacy milionami wyjechali za granicę - bo w Polsce nie widzieli szans na godne życie – w tym tak jak marzył jeszcze gubernator Hans Frank, wyjeżdżali „na ochotnika” także do Niemiec. To nie przypadek, że mając takich polityków jak Tusk, Komorowski, czy wielu innych, wolna podobno Polska likwidowała wszystko, co tylko dało się zlikwidować. Jak to na przykład możliwe, że wszystkie polskie stocznie pozamykano, jako nierentowne, a stocznie po byłej NRD, leżące nad tym samym Bałtykiem, nie nadążały w tym czasie z przerobem zamówień? To były działania w interesie Niemiec. Takich mieliśmy polityków, takiego mieliśmy premiera, takiego mamy najważniejszego przedstawiciela w Unii Europejskiej i takiego człowieka niektórzy widzą na stanowisku przyszłego Prezydenta Polski.

Czego jeszcze możemy się spodziewać, co nowego Panowie ujawnią?

Będziemy pokazywać w tej książce fakty, dotąd dobrze zakamuflowane i obwarowane klauzulą tajności. Przeciętny człowiek nie miał prawa się w tym zorientować. Weźmy taki przykład. Mamy początek lat 90. Polska wyglądała wtedy jak ziemia niczyja, wywiady izraelskie, brytyjskie, czy niemieckie grasowały wszerz i wzdłuż, zupełnie swobodnie. W tym czasie pojawiało się w Polsce mnóstwo tzw. fundacji, które jakoby miały pomagać Polsce w transformacji ustrojowej, w kształtowaniu demokracji, itd. Szkopuł w tym, że fundacje te w dużej części były pod kontrolą obcych wywiadów, a większość z przybywających z Europy Zachodniej do Polski tak zwanych „doradców” było kadrowymi pracownikami tychże wywiadów, których poczynania koordynowane były przez oficerów uplasowanych w ambasadach. Konsultanci, którzy tabunami przyjeżdżali do Polski, brali udział w restrukturyzacji polskich banków i to tutaj pozyskiwali kluczową wiedzę o przedsiębiorstwach związanych z newralgicznymi dla każdego państwa sektorami - wiedzę, która jeszcze kilka lat wcześniej była dla państw zachodnich trudno dostępną, pilnie strzeżoną przez cywilne i wojskowe służby kontrwywiadowcze, tajemnicą.

Czym zajmowali się w Polsce owi ,,konsultanci''?

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak wielką wiedzę można uzyskać z bankowych źródeł. „Konsultanci” poznawali nie tylko sekrety klientów banków, dane dotyczące struktury sprzedaży produktów czy ogólnej kondycji przedsiębiorstw z sektora energetycznego bądź zajmujących się handlem zagranicznym, ale także pokłady informacji przydatne do sporządzania charakterystyki osób „decyzyjnych”, w tym ludzi na wysokich stołkach ze świata polityki. Przede wszystkim jednak dzięki realizowanym w bankach zadaniom „konsultanci” mieli właściwie nieograniczony dostęp do informacji o strukturze polskiej „zbrojeniówki”, produkcji, kontrahentach oraz innych składowych, jakie w każdym państwie niebędącym „państwem na niby” obwarowane są klauzulą tajemnicy i najwyższej tajności, stanowiąc zarazem przedmiot dociekań i pragnień każdej służby wywiadowczej świata. Na jak wielką skalę prowadzona była wywiadowcza penetracja, pokazują liczby: ponad pięćset przedsiębiorstw i banków. Najciekawsze w tym było to, że wszystkie te tajemnice pozyskiwano bez najmniejszego ryzyka, zupełnie jawnie i naturalnie, pod przykryciem „przyjacielskiej pomocy”, za którą, rzecz jasna, polskie władze okazywały jeszcze wdzięczność i uznanie.

Pokazujecie w książce konkretne sytuacje?

Bardzo wiele, jak zawsze. Dlaczego na przykład „konsultantów” tak bardzo interesował Bank Depozytowo-Kredytowy w Lublinie, mała lokalna placówka powstała w 1989 po wydzieleniu z NBP? Ponieważ był to jeden z tych banków, które finansowały Hutę Stalowa Wola, w owym czasie znaczącego producenta sprzętu wojskowego - artyleryjskiego oraz opancerzonych transporterów gąsienicowych - a także stali jakościowych dla potrzeb prawie całego krajowego przemysłu obronnego. A że huta kooperowała z kilkoma innymi zakładami z branży, poprzez „pracę” dla BDK „konsultant” pozyskiwał informacje dotyczące produkcji większości polskiego sektora zbrojeniowego. Najbardziej prężnie działające Fundacje zainstalowali w Polsce Niemcy, w tym Fundację Konrada Adenauera.

Fundacja znana nam m. in. ze sponsorowania znaczą kwotą Trybunału Konstytucyjnego w obchodach jubileuszu TK. Co jeszcze o niej można powiedzieć?

Powstała w latach pięćdziesiątych i zajmowała się wzmacnianiem demokracji, zacieśnianiem stosunków transatlantyckich oraz edukacją polityczną na rzecz pokoju i wolności, dopracowując się sześćdziesięciu przedstawicielstw poza granicami Niemiec i realizując projekty w stu dwudziestu krajach, na wszystkich kontynentach. Na czym polegała mniej znana strona jej działalności, pokazały wydarzenia w Wenezueli i Egipcie, gdzie „niemieccy konsultanci”, w rzeczywistości zwyczajni szpiedzy, zostali zdekonspirowani i – w przypadku Egiptu – trafili w miejsce odosobnienia. W Polsce Fundacja Adenauera pojawiła się w listopadzie 1989, otwierając biuro w Warszawie i deklarując wsparcie dla chrześcijańskich środowisk naukowych. Organizacjami partnerskimi Niemcy nie uczynili jednak żadnej z instytucji chrześcijańskich, lecz Fundację imienia Roberta Schumana oraz Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową powstały z inicjatywy Jana Szomburga, Janusza Lewandowskiego i Jacka Merkla, gdańskich działaczy Kongresu Liberalno – Demokratycznego, najbliższych współpracowników Donalda Tuska…

Skąd taka wiedza i jak się Panom udało dotrzeć do tych informacji?

Zarówno ja, jak i major Tomasz Budzyński mamy swoje kontakty, to kapitał, na który pracowaliśmy przez dziesięciolecia. Poza wszystkim są ludzie, którzy mają dostęp do wiedzy nie danej innym i po prostu nam zaufali. Patrząc na to, co dotąd ujawniliśmy, zdecydowali się pomóc nam w odkryciu wszystkich puzzli przypisanych do tej układanki. W książce pokazujemy także i to, jak to wszystko odkrywaliśmy, kawałek po kawałku i jak doszliśmy do tej całej wiedzy.

Czy są tam nazwiska, daty? I Jak to się przekłada na sprawy głównego bohatera Pana książki, czyli Donalda Tuska?

Tak, w książce są nazwiska, daty, fakty! Tym właśnie nasze książki różnią się od wielu innych, gdzie akcja toczy się kiedyś i gdzieś, ale nikt nie wie kiedy i gdzie, gdzie dotyczy kogoś, ale trzeba mocno się nagłówkować, by domyślić się u kogo. My zawsze podajemy szczegóły i konkrety – i tak samo będzie tym razem.

Wyłania się bardzo ponury obraz…

Trzeba pamiętać, że tego typu więzi nie znikają! I że żadna służba specjalna świata nie pozwala na zerwanie się ze smyczy ludzi, których „budowała” i finansowała. A zatem to kolejna odsłona historii, która nie jest historią, lecz czymś, co wciąż trwa.

To wszystko brzmi bardzo niebezpiecznie…

Bo to nie jest zabawa, prawdziwa mafia i gry wywiadów to nie są żarty. Zobaczymy, co będzie dalej, zobaczymy jakie będą losy tej książki, losy autorów, czyli nasze i dalsze losy jej bohatera… Dotąd nikomu z ludzi na wysokich stołkach nie stała się „krzywda”, Donaldowi Tuskowi także nie. Pytanie, jak długo jeszcze tacy ludzie mogą być chronieni przez niewidzialne moce? Zobaczymy… Na tym etapie mogę dodać jeszcze tyle, że w książce pokazujemy, skąd się wzięło spotkanie Tuska z Putinem na sopockim molo i skąd się wziął kontrakt gazowy dla Rosji, czyli gazowy przekręt stulecia - tak dla Rosjan korzystny, za który odpowiadają Tusk i Pawlak, a w którego tle doszło do śmierci Andrzeja Leppera. Pokazujemy także wszystkie te kulisy.

Władimir Putin zajmuje dużo miejsca w tej historii?

Ktoś, kto prześledzi karierę Putina, zobaczy, ile lat spędził w Niemczech, ile wiedział o STASI, o BND i jeśli ten ktoś połączy kropeczki – sporo zrozumie. W telegraficznym skrócie: w zasadzie każda teczka, która była w STASI miała swoje odniesienie w Moskwie, ale patrząc szerzej – dużą część tego, co wiedzieli o polskiej agenturze Niemcy, także po zjednoczeniu, bo ta agentura nie wzięła się znikąd, wiedzieli także Rosjanie. Z perspektywy naszego kraju było jak w ponurym żarcie, który słyszałem kilka lat temu: dzwoni Merkel do Putina i mówi: „wasz prezydent - nasz premier''. Niektórzy traktowali to jako dowcip, ale ja chciałbym, aby to by tylko dowcip. Związki ludzi władzy w Polsce z wywiadem rosyjskim, niemieckim, z WSI, z bandytami, z ludźmi takimi jak Kubiak, jak bandyci z Pruszkowa i wieloma innymi, to niestety fakty, które spowodowały, że przez okres III RP jako kraj nie mieliśmy żadnych szans na normalność.

Czy jest Pan przygotowany na to, co może się dziać teraz, gdy już wiadomo, że książka zaraz trafi do czytelników?

Czy jestem przygotowany? Na pewne rzeczy nie da się przygotować. Bo czy mogłem przewidzieć, że za ujawnianie prawdy o ludziach na wysokich stołkach trafię przed oblicze sądu, a właściwie wielu sądów, i że zostanę wraz z rodziną poddany takiemu niszczeniu, jakiego nie życzyłbym najgorszemu wrogowi, że poznam granicę własnej odporności, zostanę doprowadzony do próby samobójczej i do jednego tylko marzenia: by wszystko się skończyło i by już po prostu więcej nie cierpieć? Przy tej pracy liczyłem się ze śmiercią, ale z czymś takim, przyznaję - nie. Najwyraźniej zabrakło mi wyobraźni. Mój przyjaciel ze służb specjalnych powiedział kiedyś coś takiego, że jeżeli opinia publiczna już wie, to ten najgorszy moment minął, bo opinia publiczna jest jakąś osłoną dla autorów takich informacji. Natomiast jeśli ONI wiedzą, a opinia publiczna jeszcze tego nie wie, albo coś wie, ale nie zna jeszcze clou, to jest to szczególnie newralgiczny moment.

Dlaczego Pan tak uważa?

Bo oni wiedzą, że my już wiemy, a opinia publiczna jeszcze nie wie. Dlatego tak naprawdę z Panią teraz rozmawiam - żeby powiedzieć, co w tej książce pokażemy. Zarazem jednak nie mogę powiedzieć wszystkiego, bo teraz byłoby to przeciwskuteczne. Zanim książka by się pokazała, mogłyby się wydarzyć rzeczy dziwne, albo po prostu rzeczy bardzo złe… W służbach specjalnych mówi się też o tym, że największy ostrzał jest wtedy, gdy – dokładnie jak w lotnictwie, w trakcie bombardowania - jesteś bezpośrednio na celem. My jesteśmy bezpośrednio nad celem i dlatego liczymy się z tym, że ostrzał będzie potężny. Natomiast myślę że ci z Czytelników, którzy są otwarci na argumenty, takie czy inne, ale po prostu wierzą faktom - a my w tej książce pokażemy fakty - nie będą mieli wątpliwości, kim naprawdę był i kim naprawdę jest Donald Tusk. Uważam, że dla wielu osób będzie to wiedza porażająca.

Dziękuję za rozmowę