Terlikowska: Czy można dogodzić malkontentom z Czerskiej? - zdjęcie
03.12.15, 18:00

Terlikowska: Czy można dogodzić malkontentom z Czerskiej?

6

Gdyby programem 500 plus czy jakimś podobnym rządząca partia postanowiła objąć i wesprzeć tęczowe rodziny, transrodziny czy jeszcze inne dziwactwa, dzień po dniu czytalibyśmy teksty wychwalające w niebogłosy rozsądek, odwagę i postęp. Skoro jednak rządząca partia postanowiła przygotować i wdrożyć program prorodzinny, wilki ruszyły do akcji. Stąd zalew tekstów ze wszystkimi możliwymi wyliczeniami, ile straci pani Zosia, a ile pani Marysia. A pan Kazik to już w ogóle się na nic nie załapie. I że to skandal, bo co z najbiedniejszymi. A w ogóle to teraz dopiero będzie przyrost naturalny wprost proporcjonalny do litrów wypijanych flaszek. Patologia będzie się rozmnażać jak króliki, sodoma i gomora w biały dzień.  Normalnie w głowie się nie mieści. Śmiem przypuszczać, że nawet gdyby PiS przygotował najdoskonalszy program prorodzinny i tak ton, w jakim dziennikarze z Czerskiej by o nim pisali, nic a nic by się nie zmienił.

Rozumiem, że dziennikarzy „Gazety Wyborczej” i tym podobnych mediów najbardziej boli to, że ktoś w końcu zauważył rodzinę. Matkę, ojca i dzieci. Zobaczył, że to ją trzeba wesprzeć, bo rodzina jest inwestycją. Inwestycją dla państwa. Nie dla rodziców, bo kto ma dzieci, wie, że to skarbonki bez dna. Z demografią u nas dramatycznie, a najczęściej pojawiającym się argumentem na pytanie, o kolejne dzieci, jest „nie stać mnie”.  Znaczy, gdyby było mnie stać, to bym miał. I stąd to wsparcie na drugie i kolejne dziecko. Chyba że to „nie stać mnie” to jedynie wymówka, bo dzieci po prostu mieć nie chcemy. Jesteśmy już tak egoistyczni, antynatalistyczni, a dzieci nas drażnią i brzydzą, przeszkadzają w karierze, robią hałas, tyle z nimi zachodu. Tyle że to droga do zagłady narodu. Polityka prorodzinna nie może być sprowadzona więc wyłącznie do polityki socjalnej, zasiłków czy rozmaitych dotacji dla najbardziej potrzebujących. Polityka prorodzinna winna objąć wszystkich, którzy podejmują trud zrodzenia i wychowania dzieci (nie znaczy to, że teraz państwo nie powinno troszczyć się o najbiedniejszych i im pomagać). Teraz tylko pytanie, jak ją prowadzić? I choć osobiście wolałabym, żeby państwo nam po prostu nic nie zabierało (choćby w podatkach), to jednak zdaję sobie sprawę, że tysiące rodzin w Polsce woli dostać konkretną kwotę, którą przeznaczą na leki (spora część rodzinnego budżetu zostaje w aptece szczególnie w okresie jesienno-zimowyn), ubrania albo na kulturę i już nie będzie musiała oszczędzać choćby (ku radości pana Kuczoka) na książkach.

Nie ma pewnie rozwiązań idealnym, zawsze ktoś będzie poszkodowany. Przez ostatnie lata poszkodowane były rodziny. Państwo miało je w głębokim poważaniu, traktowało dzieci wyłącznie jako fanaberię rodziców. Macie dzieci, to teraz się martwcie. A my was jeszcze złupimy podatkowo i pod każdym innym względem. A jak nie będziecie płacić, bo stracicie pracę, albo podwinie wam się noga, w nagrodę dzieci trafią do domu dziecka. Biedny rodzin to swoich dzieci praw mieć nie będzie. Państwo lepiej je wychowa.

Naiwnością byłoby liczenie na to, że z miesiąca na miesiąc wzrosną wskaźniki demograficzne. Bo nie wzrosną, nie ma się co łudzić. To proces rozłożony na lata. Z polityką prorodzinną jest bowiem tak jak z wychowywaniem dzieci – efekty widać dopiero po latach.  Po drodze przecież nie raz się frustrujemy, że tyle w wychowanie wkładamy sił i energii, a tu owoców brak. Widać je dopiero z perspektywy czasu. Owoce programu 500 plus także będą widoczne po latach, bo wierzę, że z czasem coś drgnie. Dużo łatwiej planować rodzinę, wiedząc, że nie jesteśmy sami, a państwo, w którym żyjemy, nie jest naszym wrogiem, a sprzymierzeńcem w rodzicielskiej przygodzie.  

Nad wsparciem rodzin „Gazeta Wyborcza” będzie biadolić do znudzenia. Gdyby te 500 złotych rząd przeznaczył na wsparcie piesków czy kotków, to dopiero „GW” piałaby z zachwytu. Tylko najpierw trzeba by zwierzęta wysterylizować, żeby za bardzo się nie mnożyły. Bo mnoży się – jak już wiemy z „Gazety Wyborczej” - przecież tylko patologia.

 

Małgorzata Terlikowska

 

<<< JUŻ JEST. KOLEJNY TOM DZIEJÓW POLSKI PROF. NOWAKA! Ta książka powinna znaleźć się w każdym polskim domu! >>>

Komentarze (6):

anonim2015.12.3 18:34
Pewnie że kogoś to bardzo boli! Wszak można było te pieniądze przeznaczyć na propagowanie gender albo inną chorą ideologię! Komuś bardzo zależy na tym by wszystko poustawiać na głowie i próbować innym narzucić swój punkt widzenia!
anonim2015.12.3 19:30
albo jest Pani młoda i wielu rzeczy nie pamięta albo udaje. Proszę nie krytykować innej redakcji, dla frody Wyborcza to jakiś fetysz. Tak na marginesie. Wyborcza robiła wiele pożytecznych akcji dla rodzin, chociażby akcję rodzic po ludzku. To było bardzo ważne.
anonim2015.12.3 19:38
PAŃSTWO nic nie daje bo państwo nic nie ma. Państwo zarządza pieniędzmi które od nas wyciaga. Żeby PAŃSTWO coś nam dało najpierw musi nam zabrać. A odwieczny problem dzietności zalega w tym, że rodzina 2+1 ląduje na 36 m. kw. mieszkania a nie na +500...
anonim2015.12.3 19:48
Nie mam nic przeciw pomocy udzielanej rodzinie z dziećmi przez państwo. W żadnym wypadku nie jestem wielbicielką Michnika, ale ta ustawa w takiej formie niestety jest absolutnie niesprawiedliwa i nie do przyjęcia. Szczególnie w rodzinach trzyosobowych, gdy próg wymaganej kwoty jest minimalnie wyższy i pozbawia ją zasiłku. Tymczasem rodzina bardzo dobrze lub nawet rewelacyjnie sytuowana z dwójką dzieci zasiłek dostanie, bo brak jakiegokolwiek obwarowania (na jedno dziecko 250 zł) - może ktoś mieć i po 300 tys. zł na osobę Jest to oczywiście skrajnie durne - bardzo restrykcyjny próg na pierwsze dziecko i żadnego na drugie!!! Debilizm do kwadratu!!! Przy okazji preferujący tych co wpadli przypadkiem, a nie chcieli mieć dwójkę i więcej dzieci... Niech żyją menele!!! Nie muszą się o nic martwić - państwo da im na wódeczkę,a dzieci g... zobaczą... To jest kuriozalne , a przede wszystkim nie w porządku wobec rodzin z jednym dzieckiem , które więcej dzieci mieć nie mogą, a przecież również ponoszą koszty utrzymania dziecka . USTAWA JEST DO D... !!! Należy ją zmienić uwzględniając wszystkie dzieci , chyba że jedynak to nie dziecko tylko - no właśnie kto?
anonim2015.12.4 0:30
Ostatni raz PiS próbował przypodobać się Czerskiej i skończyło się katastrofą. Cało to "środowisko" trzeba zepchnąć na głęboki margines, czyli tam gdzie oni przez lata spychali polskich patriotów.
anonim2015.12.7 11:24
Ależ oczywiście, że należy promować rodziny, ale te pracujące, odpowiedzialne finansowo za siebie, a nie te, które rodzinami stały się z przypadku, bo wpadka się zdarzyła, bo matka niby - samotna (ale mieszkająca z ojcem dziecka - konkubentem). Należy wspierać przede wszystkim rodziny, które same na siebie zarabiają - zostawiając im w kieszeni pieniądze z odprowadzanych podatków. A z pomocą proponowanej ustawy - ciężko pracujący rodzice będą nadal ciężko pracować i swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi wspierać finansowo tych niewykształconych, bezrobotnych, leniwych i niezaradnych którzy teraz tylko rączki zacierają na kasę. Po co wspierać ludzi niezaradnych życiowo? żeby produkowali kolejne pokolenia ludzi niezaradnych życiowo? Czy może warto jednak dopłacać tym zaradnym, którym zależy na dobrobycie swoich rodzin i wykształceniu dzieci i którzy biorą za nie odpowiedzialność i te cechy przekazują kolejnym pokoleniom? Myślcie perspektywicznie, a nie popierajcie ustawy, które w dłuższej perspektywie rzeczywiście będą promować sztucznie niekompletne i sztucznie powiększane rodziny tylko dlatego, że do takiej patologii państwo dopłaca, a normalnym, uczciwym, tradycyjnym i pracującym rodzinom nic nie będzie się należało. Znam jeden taki przypadek - 7 dzieci, mamusia wypindrzona jak paniusia spod latarni, dzieci zaniedbane, każde z innym facetem, siedmiolatek stwarza w szkole zagrożenie dla innych dzieci. I takich ludzi państwo chce nagradzać finansowo dając im pieniądze? Promujecie pasożytnictwo!