Świadectwo: Byłem ateistą! - zdjęcie
13.10.13, 09:11fot.intuitives/sxc.hu

Świadectwo: Byłem ateistą!

27

Był wieczór przed wigilią Bożego Narodzenia 2005 roku. W ciągu dnia zeszły ze mnie dwa worki krwi. Wiedziałem, że umieram. Tej decydującej nocy chciałem być sam. Pożegnałem się z bliskimi, mówiąc: „Chciałbym umrzeć tak spokojnie jak Jan Paweł II”.
 
W kwietniu podziwiałem, jak pięknie umierał na oczach całego świata. Nie myślałem w tamtej chwili o tym, że kiedy żył, był dla mnie nikim, z wyjątkiem dumy z tego, że Polak jest na takim stanowisku w Watykanie.
Wyszedłem do swojego pokoju. Tak naprawdę bardzo bałem się śmierci, a oto ona była o krok ode mnie... To z lęku przed nią odmówiłem: Ojcze nasz, Zdrowaś Mario, Wierzę w Boga i Aniele Boży.
 
Powodowany tym samym lękiem zwróciłem się – w myślach – do Ojca św. Jana Pawła II, prosząc, bym w tej chwili, w chwili swej śmierci, był tak spokojny jak on. Sam nie wiem, jak to się stało, że zaraz po wyrażeniu tej prośby zacząłem mówić – ciągle w myślach – do niego, jak gdyby był tuż obok mnie…
 
Nie wiem, jak długo mówiłem. Ile trzeba czasu, by bez pośpiechu, w atmosferze zaufania i bezpieczeństwa, opowiedzieć dzieje siedemdziesięcioletniego życia: życia bez Boga? Kontynuowałem swoją opowieść, aż poczułem się spokojny i zasnąłem.
 
Rano – ku osłupieniu rodziny – przyszedłem na śniadanie. Zdrowy. Zdrowy do dziś, na miarę wysportowanego, zahartowanego mężczyzny. Nadal pracuję. Lekarz powiedział, że to cud. Tak samo mówiła żona. Ja sam nie znałem pojęcia cudu i tak – wówczas – tego, co zaszło, nie określałem. Byłem ateistą, ideowym komunistą; twardo chodziłem po ziemi. Wiedziałem też dobrze, że przy raku prostaty, w takim stadium, jakie było u mnie, jest tylko jedno wyjście – śmierć. A ja – wbrew wszystkiemu – żyłem i podjąłem odpowiedzialną pracę, chodząc z tajemnicą uzdrowienia w sercu.
Powiecie, że to niezwykłe, co mnie spotkało? Zgadzam się. Ale to tylko wspaniały finał choroby, w najwyższym stopniu zaskakujący wobec doświadczenia, jakim było moje dotychczasowe życie…
 
Urodziłem się w 1934 roku w zamożnej i pobożnej rodzinie. W czasie wojny – jako siedmiolatek – podkradałem się z pomocą więźniom obozu, niedaleko mojego miasta (musiałem być odważny). To moja ukochana Mama wpoiła we mnie pacierz, któremu – przez miłość do Niej – pozostawałem wierny do dzisiaj. Jedna z moich starszych sióstr działała w AK, druga wyszła za mąż za ważnego urzędnika państwowego. To ona, zaraz po śmierci Mamy, która zmarła krótko po wojnie, odebrała mnie ojcu i oddała do domu prowadzonego przez Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci – komunistyczne i bezwyznaniowe.
 
Czas powojenny w naszej Ojczyźnie był okresem ideowej walki z Bogiem i niepodległością Narodu. Ze mnie zrobiono tam zaangażowanego człowieka ZMP. Jedynie (i aż tyle) moja siostra z AK potajemnie zaprowadziła mnie kiedyś do pierwszej spowiedzi i Komunii św.
 
Zaraz po maturze wysłano mnie do wojskowej szkoły partyjnej, a pół roku później powierzono mi kierownicze stanowisko w ZMP. Działałem w Bieszczadach, walcząc z „bandami” niepodległościowymi. Dla mnie samego dziwne jest to, jak dobrze pamiętam, że kiedyś zerwałem kobiecie z szyi dość duży krzyż i wrzuciłem go w otwarte palenisko pieca.
Zabierając ziemię pod kołchozy, ściągaliśmy ze śmiechem kobiety, które broniąc swojej ojcowizny, kładły się z obrazami świętych pod koła traktorów.
 
Widocznie rokowałem wielkie nadzieje, bo wysłano mnie na studia do Związku Radzieckiego. Cztery lata. Nie pytajcie, gdzie byłem i jakie to były studia. Spisałem się dobrze. Umiem znosić głód. Jestem zahartowany jako doświadczony komandos.
 
Po powrocie zostałem dyrektorem placówki opiekuńczo-wychowawczej dla dzieci. Z przekonaniem łamałem ich sumienia. Przeciwnik ustroju – więc katolik też – był mi wrogiem. Później – będąc pracownikiem etatowym ZMP, a potem KW PZPR – drwiłem z Kościoła i zdejmowałem krzyże. Jak już mówiłem, papież był dla mnie nikim. W czasie jednej z jego pielgrzymek do Ojczyzny byłem tak blisko, że otrzymałem z jego rąk medal, który jednak, jako nie przedstawiający dla mnie żadnego znaczenia, oddałem koledze – gorliwemu katolikowi.
 
W 2004 r. zdiagnozowano u mnie raka prostaty. Zwlekałem z pójściem do szpitala. Kiedy w końcu syn mnie tam zawiózł siłą, chirurg powiedział mi, że „jeszcze trzy minuty zwłoki i pękłby panu pęcherz”. Potem była chemia, pieluchomajtki, pampersy… Cały rok, aż do tego dnia przed Wigilią.
 
Dodam jeszcze, że zmagając się ze swoją chorobą, z dziwnym dla mnie samego zainteresowaniem śledziłem w telewizji ostatnie cierpienia i śmierć Jana Pawła II. Na razie jednak nic z tego zainteresowania nie wynikało, aż do dnia przed Wigilią 2005 roku, kiedy to zostałem uzdrowiony.
 
Podczas wizyty duszpasterskiej powiedzieliśmy księdzu o moim uzdrowieniu. Na zbieranie dokumentów i zmianę w życiu duchowym było jednak jakby za wcześnie.
 
Nie mówcie mi Państwo, że w życiu istnieją tylko przypadki. Jestem głęboko przekonany, że dobry Bóg widzi wszystkie nasze kroki. Świadczy o tym dalszy ciąg mojej historii.
 
W pierwszą niedzielę adwentu 2006 roku o godzinie 6.15 zjeżdżałem windą do pracy. Starszy, nieco podniszczony pan z otwartą paczką papierosów w ręce. W pewnej chwili weszła do windy siostra zakonna (jechała na poranną Mszę św.). Widziałem ją pierwszy raz. Byliśmy w windzie tylko we dwoje. Pochwaliłem Pana Boga i powiedziałem: „Proszę siostry, a mnie to uzdrowił Ojciec św. Jan Paweł II”.
 
Potem była chwila rozmowy na dworze, w czasie której powiedziałem jeszcze: „Proszę siostry, ale ja naprawdę żyłem byle jak”. Siostra powiedziała, że trzeba opis cudu wysłać do Krakowa. Podałem swój adres – gotowy do współpracy – i każde z nas pobiegło w swoją stronę. Siostra – jak później powiedziała – z wrażenia zapomniała, gdzie mieszkam, ale pamięta, że pomyślała: „Facet, trzeba Cię było zapytać o spowiedź”. Nazajutrz nieoczekiwanie zobaczyłem ją przed wejściem do swego domu. Umówiliśmy się na rozmowę. I tak się zaczęło moje przygotowanie do spowiedzi i Komunii św. po przeszło pięćdziesięciu latach – drugi cud Jana Pawła II, większy niż pierwszy. W czasie pasterki 2006 roku, razem z żoną (ona po 36 latach) przystąpiliśmy do Komunii św.
 
Odtąd co miesiąc przystępuję do spowiedzi, a w każdą niedzielę staram się być na Mszy św. Nie rozstaję się z różańcem i bywa, że w ciągu doby odmówię jego cztery części. W teczce, z którą chodzę do pracy, noszę nie tylko kanapki, ale i modlitewnik, z którego modlę się, gdy mam taką możliwość. Modlę się codziennie: rano, w autobusie, tramwaju, przed snem. Nie zapomnę nigdy, z jaką siłą przemówiło do mnie słowo Boże w liturgii Mszy św., gdy zacząłem katechezę przygotowującą mnie do spowiedzi: Bóg mówi do mnie osobiście! Bardzo często zwracam się teraz do Ojca św. Jana Pawła II – i zawsze otrzymuję pomoc. Chcę jeszcze tylko dodać, że przez całe swoje życie, w takim stopniu, w jakim byłem tego świadomy, starałem się pomagać ludziom.

Nawrócony ateista

Komentarze (27):

anonim2013.10.13 9:33
Cz. P. Piogal 1. W Polsce kołchozów nie było , ale były Państwowe Gospodarstwa Rolne , które zakładano w oparciu właśnie o wzory radzieckich kołchozów a określenie kołchoz dla PGR było często używane . W latach 50 tych przeprowadzano przymusową kolektywizację , autor tekstu w 1952r. skończył 18 lat więc mógł się załapać . 2. W Bieszczadach działało podziemie nie tylko ukraińskie , ale także polskie zarówno WiN jak i NZW inna sprawa ,ze po Akcji Wisła niewiele tego zostało. 3. Studia w ZSRR cóż w tym dziwnego? Znam osobiście dawnego z-cę komendanta RUSW ds. Służby Bezpieczeństwa , który obecnie jest nawróconym katolikiem. Obaj panowie Piogal i Cz. P. niech się najpierw doedukuja z historii własnego kraju . Tej najnowszej.
anonim2013.10.13 10:08
"Umiem znosić głód. Jestem zahartowany jako doświadczony komandos." Jak komandos a nie komandos . Prawie jak hippis . Realia ZSRR lat 50 tych , o to tu chodzi .
anonim2013.10.13 10:30
Ważne kto opisuje i daje świadectwo. Dla osób pokroju piogala i częstoch.poety ta wypowiedz jest żenująca, dlatego próbują zbagatelizować to świadectwo drugorzędnymi sprawami. To świadczy jak doświadczeń wiary z jakimi mieliśmy i my do czynienia, nie potrafią zrozumieć. Piogal czyżbyś zmartwychwstał, nie miałeś logować pod tym awatarem. Widać nie miałeś posłuchu, dlatego wróciłeś do starej nazwy.
anonim2013.10.13 10:43
@kontestatorkrk 1) RSP Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna to właśnie kołchoz a PGR to sowchoz. 2) Wojskowa Akademia Polityczna im. Feliksa Dzierżyńskiego oraz Wyższa Szkoła Oficerów Polityczno-Wychowawczych w Rembertowie to co? Więc nie pie****ol głupot !!!!
anonim2013.10.13 10:57
Cz. P. słuszna uwaga Iwona Jaszczuk słuszna uwaga
anonim2013.10.13 11:04
kontestator w latach 50 tych nie było WSO Koła Młodzieży Wojskowej istnieją od 1958r. wcześniej były to koła ZMP w jednostkach wojskowych
anonim2013.10.13 11:28
@Piogal Fakt pożegnałeś się z Frondą, jednak z powrotami. Nie doczytałem do końca twoich chełpliwych wypocin, bo nie warto. Jednak skupmy się na meritum sprawy a mianowicie nawróconego ateisty. Jak myślisz, na starość zmądrzał że uwierzył w Boga i się nawrócił, czy też zgłupiał.
anonim2013.10.13 12:25
Czasami musi się dokonać spektakularny cud, aby grzesznik przejrzał na oczy. A przecież całe życie, cały świat, wszystko co nas otacza jest cudem! Jest świadectwem boskiej obecności i bożej miłości do człowieka. Ateiści, buddyści, jogini i inni bezbożnicy - przejrzyjcie na oczy i nawróćcie się! To nie boli. :)
anonim2013.10.13 12:30
matoła piogala wypuścili ;() ale kuracja nieskuteczna hahaaa
anonim2013.10.13 12:53
A może by tak napisać świadectwa nawróconych katolików na ateizm albo na Islam albo na buddyzm. o czym to świadczy - ano o tym że ludzie w wolnym świcie zmieniają światopogląd i tyle.
anonim2013.10.13 13:16
@CzęstochowskiPoeta Czy bierzesz pod uwagę że możesz się mylić. A może zadziałała tutaj prośba ateisty. Inaczej mówiąc, otworzył się na rzeczywistość duchową.
anonim2013.10.13 13:41
Kto ma oczy, ten zobaczy, kto ma uszy, ten usłyszy.
anonim2013.10.13 14:07
Rocznik 1934 i jeszcze pracuje ?. Czas na emeryturkę
anonim2013.10.13 14:25
Wiedziałam, że tutejsze trolle to stare politruki, którym mózgi przeprano. Tyle wiedzą o Polsce i wojsku, ile im powiedziano.
anonim2013.10.13 14:35
Nie jest wam na rękę świadectwo nawróconego ateisty, dlatego doszukujecie się kłamstwa i manipulacji. Mogę wam przedstawić inne świadectwa nawróceń z youtube.
anonim2013.10.13 15:57
@Vors Bez przekonań idei lewicowych nie mógłby bezpośrednio uczestniczyć i być częścią tego zbrodniczego systemu politycznego? Idee formują i przygotowują człowieka do określonych zachowań i działań.
anonim2013.10.13 17:58
Dlaczego nawrócony się nie podpisał? Nie widzę powodu. Świadectwo byłoby bardziej wiarygodne.
anonim2013.10.13 19:23
Do @TOBI. Proszę zdejmij maskę z Twarzy i Ty, byśmy ujrzeli Twoją uczciwą twarz i szczere spojrzenie.Podpisz post. Tak się złożyło, że też otrzymaliśmy ongiś z rąk Jana Pawła II "medal" z wizerunkiem Maryi. Noszę go do dzisiaj w kieszeni i traktuję jako pamiątkę, dodatkowe zobowiązanie do bycia uczciwym człowiekiem na codzień. Papież był skromnym,życzliwym i skupionym na rozmówcy Człowiekiem. Przezwyciężał własne zmęczenie i dolegliwości, by wysłuchać spowiedzi skruszonego penitenta(nota bene mojego znajomego) i udzielić mu rozgrzeszenia wśród rozentuzjazmowanego tłumu pielgrzymów na placu św.Piotra podczas środowego spotkania z wiernymi. Wielce mnie tym postępkiem zadziwił i skłonił do zastanowienia. Wiem, że Papież i teraz wysłuchuje nas, skutecznie wyprasza u Miłosierdzia Bożego potrzebne ludziom łaski. Już o paru mówili mi bliscy i znajomi.Kobiety i mężczyźni.
anonim2013.10.13 20:42
Czę[email protected] W portki robisz, że tak się wymądrzasz by tylko zdyskredytować to świadectwo?
anonim2013.10.13 21:15
Nie jest to wcale aż tak rzadki przypadek wśród dawnych partyjnych i kręgów nazwijmy to ukąszonych Heglowsko. Opowiadała mi kilkanaście lat temu pewna osoba, która z powodów służbowych miała styczność z wieloma ludźmi w podeszłym wieku, że razu pewnego trafiła do jednego z potężnych niegdyś sekretarzy wojewódzkich. W dawnych czasach absolutny beton, stalinowiec, religia to opium dla ludu, księża pod mur, Kościół do likwidacji. Gdy się spotkali, rozmawiał tylko o Bogu i religii, a jeśli nie rozmawiał to się modlił. Nie był chory. Był bardzo dobrze sytuowanym (jakżeż inaczej! sekretarz KW PZPR) i bardzo dobrze radzącym sobie emerytem.
anonim2013.10.13 21:32
@CzęstochowskiPoeta Na PGR-y mówiło się pogardliwie kołchozy, w Bieszczadach działała organizacja Wolność i Niezawisłość, a studia w ZSRS większość zasłużonych działaczy odbywała. Polecam "Długie ramię Moskwy", książka trochę sucha i naukowa, ale za to dobra metodologicznie i sporo wyjaśnia.
anonim2013.10.13 22:55
Coś mi się lata nie zgadzają - urodzony w 34, na początku wojny miał 5 lat, na koniec 10 lat. Matura - w 52. Po wojnie w szkole były lekcje religii - pierwsze szkoły bez religii pojawiły się w 49. Bieszczady były właściwie wyludnione, wprowadzono do nich mieszkańców terenów zajętych przez ZSRR - ze wschodniej części lubelskiego. I też osiedleńcy z Grecji tam zostali osiedleni. Strona historyczna tekstu budzi we mnie wątpliwości. I medyczna - dwa worki krwi?
anonim2013.10.14 6:58
"Gdyby Anioł z nieba zstąpił i tak nie uwierzą..." Dziękuję za to świadectwo.
anonim2013.10.14 9:44
koleś napisał to tak jakby chciał się ukryć,czemu nie podpisze się nazwiskiem? Dziwna jest sugestia,że jak ateista to od razu zaangażowany w antyludzkie ideologie,jest wielu,którzy są ateistami bo sądzą po prostu,że Boga nie ma-i to głównie z tym nurtem toczy się dyskusja. Mam odczucie,że straszy się ateistami,że przedstawia się ich jako potwory,a tymczasem to nieprawda.Ateiści to zwykli ludzie,którzy są przeświadczeni,że nie ma czegoś takiego jak "Bóg". Najprostszy sposób pokonania to pokazać Boga.I tego sposobu nie da się użyć..jak zatem udowodnić,że jest Bóg?
anonim2013.10.14 12:04
>>Piogal napisał(a):/.../ bajeczka, którą próbuje się tu wcisnąć mniej rozgarniętym intelektualnie frondowiczom. A, że jest ich tutaj ogromna ilość..<< Cóż za samokrytyka Piogal !!! A nie boisz się Częstochowskiego?
anonim2013.10.14 22:48
Ateizm to ściema. Niewiara jest również wiarą ale wiarą w brak siły wyższej. Często ateiści stają w opozycji do innych ale są i wolnomyśliciele nie wojujący o prawa dla w nic niewierzących. Zresztą nie jeden wierzący może być wzorowym przykładem nieświadomego ateizmu wynikającego z oschłości.
anonim2013.10.15 14:30
"Jedynie (i aż tyle) moja siostra z AK potajemnie zaprowadziła mnie kiedyś do pierwszej spowiedzi i Komunii św." To rzeczywiście towarzysz musiał być gdzieś wysoko żeby tak się z tym kryć... "Zaraz po maturze wysłano mnie do wojskowej szkoły partyjne" Zaraz po maturze... 1934 + 18 lat to będzie gdzieś 1952. Po wojnie przecież nie wysyłano już ludzi do tych szkół? "(...) a pół roku później powierzono mi kierownicze stanowisko w ZMP. Działałem w Bieszczadach, walcząc z „bandami” niepodległościowymi." Czyli już na bank jakiś rok 1952. I wtedy ktoś walczył z "bandami" niepodległościowymi w Bieszczadach? Tam żadnych ruchów niepodległościowych już nie było po akcji "Wschód". "Zabierając ziemię pod kołchozy, ściągaliśmy ze śmiechem kobiety, które broniąc swojej ojcowizny, kładły się z obrazami świętych pod koła traktorów." To musiał być jakiś duży PGR skoro traktory w nim mieli, w Bieszczadach... "Widocznie rokowałem wielkie nadzieje, bo wysłano mnie na studia do Związku Radzieckiego. Cztery lata. Nie pytajcie, gdzie byłem i jakie to były studia. Spisałem się dobrze. Umiem znosić głód. Jestem zahartowany jako doświadczony komandos." Studenci tam mieli jak u mamusi, na pewno nie głodowali. Nie wiem o czym autor pisze, tekst zaczyna być coraz bardziej niejasny. "Po powrocie zostałem dyrektorem placówki opiekuńczo-wychowawczej dla dzieci." A to już absolutna perełka tego "świadectwa". Komandos po studiach zostaje opiekunką do dzieci. "Dobrze mu szło w Bieszczadach" więc poszedł na studia a potem niańczył dzieci. Dobre :D "Z przekonaniem łamałem ich sumienia. Przeciwnik ustroju – więc katolik też – był mi wrogiem." To jakieś wyrośnięte te dzieci były, skoro już religię znały. Szczególnie że nie miały religii w szkołach i zakładam że jedynie z domu wyniesiona, ewentualnie nastolatki mogły coś-niecoś wiedzieć o religii. "W pierwszą niedzielę adwentu 2006 roku o godzinie 6.15 zjeżdżałem windą do pracy. Starszy, nieco podniszczony pan z otwartą paczką papierosów w ręce." To już parokroć ludzie komentowali - pan mający 72 lata jedzie do pracy już na szóstą. Chyba nawet mój dziadek który dorabiał sobie na emeryturce jako strażnik nie miał 72 lat. W teczce jak to w teczce - kanapeczki i gazetka, więc nie sądzę żeby był jeszcze "w zawodzie" jak komentowali to inni, jednak to dosyć intrygujące że w wieku 72 lat jeszcze pracował. "Chcę jeszcze tylko dodać, że przez całe swoje życie, w takim stopniu, w jakim byłem tego świadomy, starałem się pomagać ludziom." Pomagał, ale ludziom krzyże wyrywał i ściągał ich z drogi traktorów. (co samo w sobie jest absurdem, ale mniejsza) Nie wierzył, ale siostra prowadzała go do kościoła, potajemnie. Z religiantów się śmiał i z nich szydził, ale wierzącemu koledze medal oddał. Jana Pawła nie poważał, miał gdzieś, ale pogrzeb musiał oglądać. To zabawne, widzieć takiego "łże-ateistę", tym bardziej gdyby to świadectwo okazało się prawdziwe. Podobnie było z C.S. Lewisem - byle jaki (nie wspomniany zresztą jaki to był, żeby czytelnik przypadkiem nie mógł go zbić) argument "ateisty" przekonał go do zostania wierzącym. Ów "ateista" powiedział że "Jezus musiał bezsprzecznie istnieć i dokonywać tych wszystkich cudów". Do dzisiaj nie dowiedziałem się co to za wspaniały argument przytoczył "zatwardziały ateista". Tym niemniej podziwiam świadectwo, szczególnie za stwierdzenie "Chciałbym umrzeć tak spokojnie jak Jan Paweł II". To bardzo odważnie mówić tak o eutanazji :)