SKANDAL! ONZ promuje homoseksualizm Matką Teresą! - zdjęcie
14.02.14, 10:28Fot. Wikipedia

SKANDAL! ONZ promuje homoseksualizm Matką Teresą!

34

Organizacja Narodów Zjednoczonych wykorzystała wizerunek błogosławionej Kościoła katolickiego, Matki Teresy z Kalkuty do promocji zboczeń. Jej zdjęcie znalazło się na stronie UNFE (United Nations Free and Equal), która promuje legalizację związków homoseksualnych na całym świecie. Twarz Matki Teresy widnieje pod tekstem dotyczącycm historii ruchu LGBT w państwach należących do ONZ.

Co więcej, Matka Teresa została podpisana jako „duchowy przywódca” – ONZ ani słowem nie wspomniała o jakimkolwiek aspekcie jej związku z Kościołem katolickim.

„Co możesz zrobić, by wspierać pokój na świecie? Iść do domu i kochać swoją rodzinę” – oto cytat z Matki Teresy wykorzystany przez ONZ.

W prawym rogu zdjęcia z wizerunkiem zakonnicy widoczny jest symbol organizacji Free & Equal. Pod nim małymi literami napisano: United Nations for LGBT Equality, a więc ONZ dla równośći LGBT.

Na dole oenzetowskiej strony widnieją jeszcze słowa: „Matka Teresa pomaga nam pamiętać o tym, co jest ważne”. Czy mamy rozumieć, że według Matki Teresy ważna była legalizacja zboczonych związków?

Po ostatnich skandalicznych atakach ONZ na Kościół walka trwa dalej. Tym razem organizacja, która toczy jawną wojnę przeciwko wartościom Kościoła, przewrotnie wykorzystuje jego błogosławionych!

Pac/pch24/unfe.org

Komentarze (34):

anonim2014.02.14 10:50
ONZ to bezczelni, cyniczni i przewrotni ludzie. niestety dobrze zorganizowani i ogromnymi pieniędzmi pochodzącymi od "panów" tego świata, wykonującymi grzecznie ich polecenia. myślę, że jest to możliwe, bo cywilizacja zachodu jest już bardzo odhumanizowana i pogubiona moralnie o czym świadczy uwłaczający godności dokument legalizujący eutanazję w Belgii. na szczęście Bóg jest potężniejszy niż wszyscy ci pseudopanowie z kasą i ziejącą nienawiścią do całej ludzkości i to do Niego będzie należało ostatnie słowo. Ufffffffffffffff:) Wszyscy wierzący w Mistrza Jezusa Chrystusa do broni, i jak mawiał św. Pio czyli brać różańce do rączek i prosić o pomoc! B
anonim2014.02.14 10:56
Wystarczy zmienić znaczenie słowa rodzina i małżeństwo, i wszystko co był napisane do tej pory będą mogli wykorzystać i zniszczyć.
anonim2014.02.14 11:09
Zgadzam się, to okropne co żenujące co robi ONZ - w życiu niczego bym nie promował wizerunkiem tej hipokrytki i dewotki.
anonim2014.02.14 11:16
" „Co możesz zrobić, by wspierać pokój na świecie? Iść do domu i kochać swoją rodzinę” – oto cytat z Matki Teresy wykorzystany przez ONZ." Nie wiem, jak i w jakim kontekście umieszczono ten cytat. Ale on jest przecież prorodzinny i ogromnie, istotnie antygenderowski, a więc i przeciw ideologii lesbijskiej. Co o tym sądzicie?
anonim2014.02.14 11:27
Oczywiście margeryta ma całkowitą rację. Dodam tylko, że garstka ludzi dysponująca ogromnymi pieniędzmi, a co za tym idzie ogromną władzą, całkowicie zawładnęła nie tylko biurwami z ONZ-tu, ale przecież i Amnesty International, czy Fundacją Helsińską. Wszystki te organizacje koncentrują się więc już tylko na 2 sprawach: promocji coraz bardziej obrzydliwych zboczeń oraz zmniejszaniu przyrostu naturalnego na świecie. Mało tego, przecież Nagroda Nobla z pokoju też wędruje do różnych podejrzanych osobliwości jak np. Obama, czy UE. http://www.asme.pl/1067214890,87823,.shtml
anonim2014.02.14 11:48
Różańce TAK!!! Też!!! Ale oprócz - a nie zamiast. Oprócz tworzenia normalnych organizacji, choćby nieformalnych. Internet i inne technologie znakomicie się do tego nadają. Trzeba tylko zbudować szkielet - LUDZI ZAUFANYCH i zastawić sidła dla infiltracji SB-eckiej. Matka Kurka dała dowód, że czasami niewiele trzeba, żeby zadziałał "efekt motyla" w postaci "kuli śnieżnej". Kolos na glinianych/goownianych fundamentach już się sypie! Koryto za krótkie! Różańce pomogą (Pan Bóg jeszcze więcej) ale NIE ZAMIAST TYLKO OPRÓCZ (wspólnego działania:)
anonim2014.02.14 12:04
Mniemanologia, już ci kiedyś napisałem ale mi zdjęli więc może nie czytałaś. Jesteś głupia pinda i tylko tyle o tobie można powiedzieć.... cóż
anonim2014.02.14 12:18
Cóż mohero, a Tyś cham i prostak, jeżeli takim językiem zwracasz się do innych. Nie ma to jak katolicka miłość i poszanowanie bliźniego, wstyd.
anonim2014.02.14 12:26
Bardzo mnie ciekawi, skąd pojawia się tyle bzdur odnośnie Matki Teresy z Kalkuty? Są to prawdopodobnie te same wytwórnie, które opowiadały o tym, że Jan Paweł 2 wielokrotnie gwałcił jakąś zakonnicę i ma (miał, bo go ponoć jacyś "oni" uciszyli) syna. Ale ciemnota to kupuje, bo to fajnie powtarza się w kółko takie niczym niepodparte bzdury. To pewnie ci sami, lub ich dzieci, co gnoili księży w poprzednim ustroju. A ciemnota to kupuje, zwłaszcza jak jest na to moda.
anonim2014.02.14 12:41
Dobrze, że się przejęłaś bo przy filmiku o konającym dziecku dobrze się bawiłaś. W realu wylałbym ci wiadro zimnej wody na łeb. Może by pomogło.
anonim2014.02.14 13:54
..to ciekawe, po raz "n-ty" na istotną dla wierzących treść , zbiegają się wszystkie pieski lewacki i ujadają, ujadają.....ciekawe.
anonim2014.02.14 14:01
Matka Teresa jest nazwana Świętą ciemności (ciemne noce to konkretne pojęcie z def., którego można się zapoznać, a właściwie powinno się zapoznać, zanim zacznie się interpretować konkretne słowa. w przeciwnym wypadku stać się można co najwyżej ignorantem) Anna MS dobrze napisała. Matka Teresa mawiała, że jest małym ołówkiem w ręku samego Boga. Dlatego jej dzieło zakorzeniło się i trwa do dzisiejszego dnia. @pies Matka Teresa to symbol Bożego człowieka, czyli takiego, który kocha bliźniego, także a może przede wszystkim tego, któremu Ty prawdopoodbnie nie podałbyś ręki. zbierała chorych i nędzarzy, także takich, którzy byli umierający po to, żeby mogli przejść na tamten świat odczuwając szacunek i troskę drugiego człowieka. promowała życie i sprzeciwiała się aborcji----o tym mówiła wielokrotnie także na formu ONZ!!!!, które teraz przewrotnie wykorzystuje jej wizerunek. ONZ oficjalnie naśmiewa się z autorytetów moralnych, bo Matka Teresa niewątpliwie takim jest, bo społeczeństwa europejskie już są potwornie odmóżdżone albo skupione jedynie na swoim końcu nosa i dogadzaniu sobie w imię trendów, że żyje się raz i trzeba używać po kokorady....
anonim2014.02.14 14:08
Inaczej mówiąc, diabeł ubiera się w szaty świętego.
anonim2014.02.14 14:25
Widzę że lewacka trollerka opanowała już frondę całkowicie, ale mimo to trzeba prostować przynajmniej najbardziej cyniczne kłamstwa: 1) Matka Teresa przez wiele lat doświadczała tzw, ,,nocy ciemnej", ,,nocy wiary" - zjawiska opisanego od setek lat przez mistyków Kościoła takich jak chociażby św. Jan od Krzyża czy św Teresa z Awilla lub św Faustyna . Jakby sobie jeden z drugim cymbał zadał trochę trudu i poszukał toby nie wypisywał bzdur. 2) Popieranie przez ONZ chorej ideologi promującej zboczone związki i sugerowanie że Matka Teresa akceptowałaby lub popierała takie ,,rodziny" jest skandalicznym nadużyciem. No ale czego się spodziewać po grupie lewackich bojówkarzy za urzędniczymi biurkami jaką jest ONZ - organizacja która już od lat nie rozwiązała żadnego realnego konfliktu międzynarodowego tylko zajmuje się właśnie ideologiczną wojenką?
anonim2014.02.14 14:45
Psie, oczywiście cierpienie jest miłe Bogu jeśli się je Mu poświęca. Nie wiem w jakich klinikach leczono bł. Matkę Teresę, ale jeśli nawet w bardzo drogich, to sorry, ale wszystkich chorych Hindusów nie da się z przyczyn oczywistych umieścić w takowych.
anonim2014.02.14 15:17
Skandal jak skandal, ale nadużycie na pewno...
anonim2014.02.14 16:07
"Różnica jest taka, że Kowalska samodzielnie pod okiem jej sióstr i księdza spowiednika zamęczyła sięna śmierć (taka eutanazja, ale z odpowiednią ilością cierpienia, więc akceptowalna dla Kościoła)." Faustyna Kowalska po prostu umarła ,wcześniej długo chorując na gruźlicę. Antybiotyki nie zostały jeszcze wynalezione , leczenie było żadne. Co to ma wspólnego z eutanazją??? @Pies twoim zdaniem powinni chorą od razu zabić. Może to i jest postęp. To po co tyle lat na tych uczelniach medycznych się meczą pętaki.Choruje , się męczy ,zestaw eutanatora i nie boli. A jak po tej drugiej stronie boli gorzej? A może piekło istnieje/Faustyna w nim była/ to Ci się nie polepszy ,a pogorszy.
anonim2014.02.14 16:09
"Natomiast Matka Teresa przede wszystkim starała się upewnić, że to inni będą cierpieć -- taka chrześcijańska troska o ich zbawienie." Matka Tersea nie maiła wpływu na system kastowy w Indiach. Tam władcy nie zajmują się biedakami ,tam rządzi prawo karmy. Matka Teresa była obywatelką Albanii.
anonim2014.02.14 17:33
pies, twoje ujadanie kundlu nie jest w stanie mnie przestraszyć. komentarze masz na psim poziomie. Mniemanologia, twój komentarz zdjęty bo bym ci zacytował ale spoko, kiedyś ci przypomnę .
anonim2014.02.14 17:37
@L.Twardowski Cóż za bzdury, mój drogi... Matka Teresa nie pisała wprost, w tonie bezpośrednim, iż NIE WIERZY!!! Pisała natomiast o wątpliwościach w jej wnętrzu się rodzących, o niewiadomych i lękach... I świadczy to o wielce rozbudowanej duchowości tej kobiety, nie zaś o jej niewierze... Prawdziwie wierzącym jest ten, który doświadcza trudności i wahań, gdyż w ich obliczu wnętrze i wiara jego ulegają potężnemu umocnieniu. To właśnie w takiej przestrzeni kształtuje się w pełni duch ludzki!! Stale potrzeba nam dążyć, wyzwalać wciąż nowe pokłady, nie wolno ustać!! Również w procesie rozwoju wiary, albowiem ta jest łaską. Bóg nie wymaga od człowieka pewności, gdyż takimi nas powołał. Człowiek nie został powołanym do pewności. Jeśli idzie o perspektywę zawierzenia bożego, to mamy do czynienia właśnie z wiarą, nie zaś z pewnością. Zauważ co mówi Chrystus uzdrawiając: "Twoja wiara Cię uzdrowiła." Nie: "Twoja pewność, nie dlatego, że byłeś pewnym, ale dlatego, że z ufnością zawierzyłeś." I przymioty te, takie jak wiara, jak ufność, potrzebują nieustannego rozwoju. Nie wyobrażam sobie człowieka, który nie przeżywał by kryzysów!! W tym kryzysów wiary!! W tej próbie kształtuje się człowieczeństwo, kształtuje się prawdziwie wiara, kształtuje się świadomość i duch. Nie może być mowy o człowieku, w którym wątpliwości się nie rodzą. Stale dążymy do tego ideału stałości, ale prawdopodobnie w perspektywie doczesnej nie uda nam się tegoż dążenia zrealizować. Stąd tak śmiesznym jest twierdzenie, na podstawie wypowiedzi wyrażających wewnętrzne momenty zwątpienia i trudności, iż dana osoba była niewierzącą... Uważasz, że św. Jan Bosko nie przeżywał wewnętrznych utrapień, trudności?? Uważasz, że nie targały nim wątpliwości?? Przecież to zewnętrzne prześladowanie, przez władze etc., pozostawiało trwały ślad... A św. Ojciec Pio?? Wreszcie... Sam Chrystus podczas modlitwy w Getsemani (Ogrodzie Oliwnym)!!! Człowiecza trwoga przed śmiercią, aż po krwawy pot!!! Prawda cierpienia świadczy o prawdzie miłości... Pozdrawiam Cię serdecznie... PS. Wystrzegaj się pochopnych osądów, mój drogi... ;)
anonim2014.02.14 18:04
@ Vrok moim zdaniem Matka Teresa współcierpiała duchowo , biorąc na siebie rozpacz , lęk, przerażenie tych ludzi, ból psychiczny ( o ile to możliwe) tak jak Ojciec Pio.
anonim2014.02.14 18:07
@Sylabiusz teraz przeczytałam ,bardzo mądrze napisane.
anonim2014.02.14 18:17
@Vrok - nie ma w tym niczego gorszącego. Matka Teresa po prostu w każdym z tych nieszczęśników widziała Pana Jezusa i rozumiała, że obojętność wobec nich to byłaby z jej strony jak obojętność wobec Chrystusa cierpiącego na krzyżu ("bo byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie").
anonim2014.02.14 18:19
@GenesisX Kościół, bo była osobą konsekrowaną i gorliwą katoliczką.
anonim2014.02.14 18:22
@Sylabiusz - wreszcie jakieś mądre słowa.
anonim2014.02.14 19:32
Obskuranckim abderytom przypominam, ze Agnes Bojaxhiu, bo tak się nazywała, Matka Teresa z Kalkuty urodziła się w 1910 roku w katolickiej rodzinie albańskiej w Skopje (dzisiejsza Macedonia), w kraju opanowanym wówczas przez Turków. Od wczesnej młodości wiedziała, że jej powołaniem jest służba misyjna w Indiach. W wieku 18 lat postanowiła wstąpić do Zgromadzenia Sióstr Loretanek, które bardzo aktywnie działało na terenie Indii. Przyjęła imię Teresa. Swój nowicjat rozpoczęła u podnóża Himalajów, a po złożeniu pierwszych ślubów wysłano ją do Kalkuty na kurs nauczycielski. Pracę zaczęła od sprzątania klas, później została dyrektorką jednej ze szkół dla dziewcząt. Ale od początku czuła, że nie to jest jej prawdziwym powołaniem. Chciała opiekować się biednymi. Postanowiła opuścić zakon i zamieszkać w slumsach razem z tymi, którym chciała pomóc. Jej prośbę jednak długo odrzucano i dopiero w 1948 roku otrzymała pozwolenie na pracę wśród biednych. 7 października 1950 r. arcybiskup Kalkuty Ferdinand Périer S.J. wydał dekret powołujący do życia zgromadzenie Misjonarek Miłości na prawach diecezjalnych. Od tego czasu zgromadzenie podlegało biskupowi diecezji, na terenie której się znajdowało.. Miała wtedy 40 lat. Ukończyła kurs pielęgniarski i zamieszkała w slumsach. - Jedyne, co wtedy posiadałam, to 5 rupii i kostka mydła - wspominała po latach. - Jeden z biedaków przyprowadzonych z ulicy krzyczał: ”dajcie mi coś do jedzenia!". Następnego ranka zaczęłam dawać mu ryż i w tym momencie on umarł - dodała Matka Teresa. Już 1 lutego 1965 r. papież Paweł VI nadał zgromadzeniu status prawa pontyfikalnego – odtąd zgromadzenie podlegało bezpośrednio papieżowi. Początkowo siostry pracowały w slumsach Kalkuty, potem Matka Teresa na zaproszenie innych biskupów zakładała domy w innych rejonach Indii, potem Azji. Obecnie około 4000 sióstr posługuje najbiedniejszym z biednych w różnych krajach na całym świecie. Siostry zbierają z ulic miasta ludzi bezdomnych, aby ich umyć, opatrzyć im rany, nakarmić; uczą dzieci – głównie na ulicach; prowadzą domy dla porzuconych dzieci, starając się o ich adopcję; zajmują się trędowatymi, odwiedzają domy starców, szpitale, więzienia. Oprócz trzech podstawowych ślubów zakonnych: ubóstwa, posłuszeństwa i czystości, ślubują całym sercem pełnioną bezinteresowną służbę najbiedniejszym z biednych. Założone przez Matkę Teresę z Kalkuty Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłosierdzia liczy dziś kilka tysięcy sióstr i ma około 1000 domów opieki w ponad 500 krajach świata. Małgorzata Bartas-Witan w audycji, przygotowanej w kilka dni po śmierci Matki Teresy, przypomniała jej wypowiedzi podczas spotkania z polską młodzieżą w 1995 roku; rozmawiała też z osobami, które się z nią zetknęły. - Ja do niej przyszłam, tak po prostu z ulicy. i ona się mną tam w Indiach zajęła. To była najzwyklejsza, bardzo miła kobieta, osoba, która potrafiła każdego do siebie przytulić. Myślę, że jej dobroć przyciągała ludzi; niektórzy desperacko szukali u niej pomocy i ona ją ludziom dawała Dla Matki Teresy. wartości chrześcijańskie były najważniejsze Odważnie walczyła o godność człowieka od poczętego, aż do śmierci mawiała: „Wszystko zło ma swoje korzenie w aborcji, bo jeśli matce wolno zabić własne dziecko, to któż przeszkodzi abyśmy się wzajemnie pozabijali” . Zakonnica została uhonorowana wieloma nagrodami. Pokojową Nagrodę Nobla otrzymała w 1979 roku. Pieniądze z wyróżnień i nagród przekazała biednym. Nazywana "Aniołem umierających", zmarła 5 września 1997 roku w Kalkucie. 19 października 2003 roku papież Jan Paweł II beatyfikował Matkę Teresę. Przypomniał wówczas, że błogosławiona kierowała się w życiu miłością do bliźnich. "Pamiętajmy, że dla Matki Teresy z Kalkuty zarówno w modlitwie, jak i w działalności misyjnej, wzorem była zawsze Matka Boska" - powiedział ciężko chory już wówczas Ojciec Święty Jan Paweł II. Szczerze mówiąc nie zdziwię się , gdy niebawem zobaczymy wizerunek bł. JPII na transparentach LGBT
anonim2014.02.14 19:46
@ Twardowski zapytujesz Uważasz że lepiej wiesz co siedziało w głowie Teresy niż ona sama?. A ty wiesz , co SIEDZIAŁO w jej sercu?
anonim2014.02.14 20:54
@L. Twardowski Mylisz pojęcia, mój drogi!! To nie ja stwierdzam autorytatywnie, lecz właśnie Ty!! Ja jedynie przedstawiam prawdy dość oczywiste, które podłoże swe znajdują tak w teologii, jak i w założeniach filozofii i etyki czasów współczesnych... To Ty na podstawie danej wypowiedzi stwierdzasz konkretny fakt. Ja zaś wyraźnie zaznaczyłem, iż Matka Teresa NIGDY WPROST NIE WYPOWIEDZIAŁA, IŻ NIE WIERZY, NIGDY!! Ona, co jest akurat dostrzegalnym dla człowieka o zdolnościach już przeciętnych, przekazywała prawdę o swych wątpliwościach, niewiadomych wnętrza... I nie potrzeba stosować "pokrętnej logiki" by ten fakt dostrzec, wystarczy, na dobrą sprawę, odrobina zdrowego rozsądku i zaangażowania myślowego, a w moim przypadku, oparcia w podstawach filozofii, po części teologii i etyki czasów współczesnych... ;) Jeśli ktoś, mój drogi, tutaj "odwraca kota ogonem", to jesteś to właśnie Ty sam... To Ty, na podstawie wypowiedzi, stwierdzasz autorytatywnie, usilnie wykazujesz, stosując przy tym właśnie "pokrętną logikę". Zauważ, że ja nie wypowiadam się jednoznacznie, tak była niewierząca, bądź była wierzącą. Zwracam uwagę na, moim zdaniem, potężną złożoność sfery duchowej tej kobiety, przedstawiam najbardziej prawdopodobne spośród motywów jej działań, stwierdzam, iż na podstawie tych oto słów nie sposób jest formułować twierdzenia podobne do Twoich. Dalej... Cóż, pozwalam sobie na rozważania natury ogólniejszej, to prawda, już tak ściśle niezwiązane z osobą błogosławionej z Kalkuty... Nie dostrzegasz związku pomiędzy przykładami życia o. Pio i św. Bosko a historią Teresy?? Cóż... W takim razie zupełnie mego tekstu nie zrozumiałeś... Zachęcam Cię jednak do ciągłej analizy i nieustannego dążenia... Nie wolno nam bowiem ustać, to nas prawdziwie formuje... Pozdrawiam Cię serdecznie... ;) ;)
anonim2014.02.14 22:14
To tylko pokazuje jak mocno ich progejowska propaganda, oparta jest na kłamstwie i manipulacji.
anonim2014.02.14 23:56
ONZ to legowisko pedofili i reszty zboczeńców
anonim2014.02.15 8:40
@Vork nie czuję się kompetentna w rozmowie o cierpienie.Sięgnij do głów mądrzejszych od mojej.całe pulki książek mistyków i ich biografii. Wyciągnij jakieś wnioski i dziel się.
anonim2014.02.15 9:00
O cierpieniu, pułki oczywiście - errata
anonim2014.02.15 13:04
Wypowiedź Ks. Pawła Siedlanowskiego dedykuję @ Wszystkim, którzy słuchają słów Matki Teresy i są GŁUSI, którzy patrzą na jej życie i są ŚLEPI ŚWIĘTA OD CIEMNOŚCI Jeśli kiedykolwiek będę Świętą — na pewno będę Świętą od „ciemności”. Będę ciągle nieobecna w Niebie - aby zapalić światło tym, którzy są w ciemności na ziemi. To słowa z jednego z bardzo osobistych wyznań bł. Matki Teresy z Kalkuty. Dopiero dziś okazuje się, jak wielkie cierpienie i wielką ciemność w sobie niosła. To książka niezwykła. Porównywalna z działami wielkich mistyków, mających utrwaloną pozycję w tradycji Kościoła - choć tak bardzo inna. Pośród wielu recenzji, jakie powstały wokół opublikowanego we wrześniu ubiegłego roku w USA, a kilkanaście dni temu wydanego w Polsce, zbioru nieznanych szerzej wcześniej listów błogosławionej z Kalkuty pod wspólnym tytułem „Pójdź, bądź moim światłem” dominuje zdziwienie i niedowierzanie. Oto ta drobna postać, która stała się rozpoznawalna na całym świecie dzięki swojemu dziełu - Siostrom Misjonarkom Miłości - uśmiechowi i miłości, jaką wszystkim, szczególnie najbardziej pogardzonym i najuboższym z ubogich ofiarowała, apostołka życia, sama przez blisko 50 lat niosła w sobie tak nieogarnioną ciemność i wielkie cierpienie, których doświadczała od Tego, którego umiłowała bez miary! Jak to możliwe? Ocena tylko z punktu widzenie ludzkiego - z perspektywy bilansu zysku i strat, jest jednoznaczna: to bez sensu. Trwanie w takim stanie można by porównać tylko do szaleństwa albo choroby psychicznej! Były i takie komentarze do książki, uzupełniane epitetami w rodzaju: szarlatanka, uzurpatorka. To oczywiście nieprawda. Lektura już pierwszych stronic zbioru listów ukazuje relację, która jest zrozumiała tylko z perspektywy bardzo osobistej, wręcz mistycznej więzi, jaka łączyła Matkę Teresę z Jezusem. Obrazem tego jest bardzo intymny dialog, w którym Chrystus zwracał się do niej: „Moja mała Oblubienico”, „Moja własna maleńka”, zaś ona swego Rozmówcę określała: „mój własny Jezu...”. Momentem przełomowym tej niezwykłej relacji były rekolekcje w Dardżylingu, które, jeszcze jako loretanka, przeżyła w roku 1946. 10 września Teresa zaczęła - jak sama to później nazwała - otrzymywać „wewnętrzne słowa”. Trwało to do połowy następnego roku. Po półwieczu, jakie minęło od tego czasu, nie ma już dziś wątpliwości, że mamy do czynienia ze świętą, która rzeczywiście prowadziła z Jezusem - tak jak np. św. S. Faustyna - bardzo intymny, mistyczny dialog. Od początku nie miała wątpliwości, z Kim rozmawia, choć w swoim listach na ogół przesłania te (na znak pokory?) nazywa „Głosem”. Wtedy to właśnie Jezus ukazał jej swoje serce: swój ból, swoją miłość, współczucie, pragnienie przygarnięcia tych, którzy cierpią najbardziej. Wizja znalazła głęboki oddźwięk w jej duszy - wiele lat wcześniej pisząc do swoich bliskich w ojczyźnie, dała wyraz pragnieniu, aby wnosić radość w życie tych, do których została posłana. Modliła się: „Daj mi siłę, żebym zawsze była światłem w ich życiu i w ten sposób prowadziła ich do Ciebie”. Jezus wysłuchał jej. Podczas jednej z rozmów w 1946 r. padły słowa, które głęboko zapadły w pamięć zakonnicy, a które też po latach stały się tytułem omawianego zbioru listów. Chrystus powiedział: „Przyjdź, przyjdź - zanieś Mnie do nor tych biedaków. - Pójdź, bądź moim światłem”. Kiedy już powstało Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości, Matka Teresa nakazała, aby w każdej z kaplic, rozsianych dziś po całym świecie, obok krzyża umieścić wołanie Ukrzyżowanego: „Pragnę!”. Czy mi odmówisz? „Długo się modliłam - tak bardzo prosiłam naszą Matkę Maryję, żeby poprosiła Jezusa, by zabrał to wszystko ode mnie. Im więcej się modliłam, tym wyraźniejszy stawał się ten głos w moim sercu i dlatego modliłam się, by zrobił ze mną, cokolwiek zechce. On pytał i pytał. Mówił: „Potrzebuję indyjskich sióstr, które by były moim ogniem miłości wśród biednych , chorych, umierających. Przyprowadź te dusze do mnie (...) teraz chcę działać. Pozwól mi to zrobić - moja mała Oblubienico. Nie bój się - będę zawsze z tobą. Będziesz cierpiała i cierpisz teraz, ale skoro jesteś moją małą Oblubienicą - Oblubienicą Ukrzyżowanego Jezusa - będziesz musiała nieść tę udrękę w sercu. Pozwól Mi działać. Nie odmawiaj mi. Zaufaj mi z miłością - zaufaj Mi z miłością” Słowa Jezusa, przekazane w liście do abp. Ferdinanda Petiera 13 stycznia 1947 r. stały się punktem zwrotnym w życiu s. Teresy. Odpowiedziała na nie ufnie i prosto: - „Tak, uczyń ze mną, co chcesz Jezu. Pragnę oddać wszystko dla dusz!”. Dokonało się „fiat” - została wypowiedziana pokorna zgoda woli. Kobieta, która wkrótce habit zamieniła na białe, indyjskie sari, nie przypuszczała jednak, jak wielkie to będzie cierpienie... Ciemność „Ojcze, od roku 49 albo 50 to straszliwe poczucie pustki - ta niewypowiedziana ciemność - ta nieustanna tęsknota za Bogiem, która przyprawia mnie o ten ból w głębi serca. Ciemność jest taka, że naprawdę nic nie widzę - ani umysłem, ani rozumem. Miejsce Boga w mojej duszy jest puste. Nie ma we mnie Boga. Kiedy ból tęsknoty jest tak wielki - po prostu tęsknię i tęsknię za Bogiem - i wtedy jest tak, że czuję: On mnie nie chce, nie ma Go tu (...). Czasem słyszę po prostu, jak może serce krzyczy: Mój Boże! i nic więcej się nie dzieje. To tortury i cierpienie, których nie potrafię wytłumaczyć” (z listu do o. J. Neunera, z roku 1961). Teologowie bez trudu rozpoznają tu opisaną przez św. Jana od Krzyża tzw. ciemną noc wiary - z tą różnicą, że według niego jest ona elementem przejściowym, etapem duchowego oczyszczenia, zaś u Matki Teresy owa noc trawa prawie pół wieku, z jedną, niespełna miesięczną przerwą... Początkowo doświadczenie ciemności Matkę Teresę zaskoczyło. Miała w pamięci wielką bliskość z Bogiem! I nagle jakby zgasło światło... Tym większa była to udręka. Była oszołomiona i wystraszona. Najpierw przypisywała tę nieobecność swojej niedoskonałości i grzeszności. Z czasem jednak dopiero zaczęła rozumieć, że doświadczenie to jest istotnym elementem wcielania w życie jej misji: był to udział w męce Chrystusa na krzyżu, ze szczególnym akcentem na pragnienie Jezusa, by wszystkich ludzi przyciągnąć do siebie, wszystkich otulić zbawczą miłością. Uznała, że jej wewnętrzna agonia jest odciskiem, jaki w jej duszy zostawiła męka Chrystusa. Dlatego tak bardzo chciała wejść w fizyczne i duchowe cierpienie najuboższych z ubogich, niechcianych, niekochanych, odtrąconych - w ich umieraniu przeżywała Kalwarię Jezusa. Listy bł. Matki Teresy pokazują ogrom duchowej walki, jaką nieustannie toczyła. „Gdyby tylko Wasza Eminencja wiedział, co się dzieje w moim sercu” - pisała w 1958 r. - „Czasami ból jest tak wielki, że czuję, jakby wszystko miało się porozrywać. Uśmiech jest wielkim płaszczem, który zakrywa wiele cierpień. Proszę o modlitwę”. Kiedyś zobaczyła siostrę idącą do apostolatu ze smutną miną. Poprosiła ją do pokoju i zapytała: „Co powiedział Jezus: mamy nieść Krzyż przed Nim, czy za Nim?” „Za nim” - odpowiedziała. „Dlaczego więc próbujesz iść przed Nim?” Siostra wyszła z pokoju uśmiechnięta. Zrozumiała... Święta z Kalkuty ciągle podkreślała jedno: trzeba iść za Nim. Ufać. Kochać. Nigdy nie zawieść. To przekonanie przekazywała do końca swoim siostrom. W 1996 r. jedna ze współsióstr Matki Teresy była świadkiem takiej oto sceny: „Ujrzałam Matkę samą przed obrazem Najświętszego Oblicza, jak mówiła: - Jezu, nigdy Ci niczego nie odmawiam. Pomyślała, że z kimś rozmawia. Weszłam tam jeszcze raz. I znowu usłyszałam to samo: - Jezu, nigdy Ci niczego nie odmówiłam”. Do końca pozostała wierna danej obietnicy. 5 września 1997 r. stan Matki Teresy bardzo się pogorszył. Miała coraz większe trudności z oddychaniem. Bardzo bolały ją plecy. Lekarz był bezradny. Nieoczekiwanie zabrakło prądu i cały dom, wraz z ogromną Kalkutą, pogrążył się z ciemności. Mimo że siostry miały 2 niezależne źródła zasilania, oba zawiodły - nigdy się to wcześniej nie zdarzyło! W tych ciemnościach (przypadek, znak?) „mała Oblubienica Jezusa” odeszła. Była godzina 21.30. Kiedy tuż przed śmiercią ktoś błagał ją: „Nie opuszczaj nas, Matko. Nie umiemy żyć bez ciebie”, ona odpowiedziała: „Nie martwice się. Matka może dla was dużo więcej uczynić, kiedy będzie w niebie”.
anonim2014.02.15 17:02
@ L.Twardowski Po pierwsze, przedstawiasz dosyć dosadne w wymowie opinie na temat samych teologów i działań przez nich podejmowanych... Cóż... Ciężko jest mi się wobec tego ustosunkować, gdyż nie jestem teologiem. Ponadto podkreślam, że bardziej niż do sfery teologii, odwoływałem się formułując te wywody wobec płaszczyzny filozofii, która jest szczególnie bliska memu sercu ;) Po drugie... Te słowa, które przytaczasz, wcale nie potwierdzają twierdzenia, iż Matka Teresa NAGLE STAŁA SIĘ NIEWIERZĄCĄ!!! Owszem, są podstawą dla twierdzeń, iż borykała się z trudnościami wnętrza, była wewnętrznie rozdartą, doświadczała wątpliwości, lęku i niepewności. W tej próbie kształtował się prawdziwie jednak jej duch. Powtarzam, każdy z nas mierzy się z trudnościami, każdy doświadcza rozdarcia i niepewności. Te zacytowane słowa absolutnie jednak nie uprawniają Ciebie, ani nikogo innego do formułowania tak jednoznacznych wniosków!!! Podkreślam, słowa te stanowią raczej o potężnej złożoności wnętrza tej kobiety... Cóż za przenikliwość spostrzeżeń dających wyraz istocie wnętrza, cóż za przenikliwość myśli, jakież konstrukcje składniowe, wypowiedzi!! Czytając to, można odnieść wrażenie, iż autorem jest potężny myśliciel, filozof, mędrzec doświadczony bogactwem egzystencji... Nie neguję, iż przeżywała ona chwile zwątpienia, nie czynię jednocześnie jednak tych słów punktem wyjścia dla twierdzeń, iż BEZPOWROTNIE straciła łaskę wiary... Potrzeba Ci jeszcze wiele poznać, mój drogi, wiele odkryć, wobec wielu płaszczyzn się skłonić.... Pozdrawiam Cię serdecznie... ;)