Siedem kolędowych porad, czyli jak przeżyć wizytę duszpasterską i nie stracić wiary - zdjęcie
30.12.19, 09:50Fot. via Wikipedia, CC 0

Siedem kolędowych porad, czyli jak przeżyć wizytę duszpasterską i nie stracić wiary

86

Ojcowie Kościoła mawiali, że prawdziwy pasterz powinien „cuchnąć owczarnią”, ponieważ inny (obcy) zapach rodzi strach albo niedowierzanie. Konsekwencją strachu będzie ucieczka, konsekwencją niedowierzania - bunt. W Kodeksie Prawa Kanonicznego czytamy: „Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznawać wiernych, powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza w niepokojach i smutku, oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeśli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując.” (KPK, kan. 529 §1.) Okazją nawiedzenia rodzin i niejako przesiąknięcia zapachem owczarni, czyli poznania problemów lokalnej społeczności, jest wizyta duszpasterska, tradycyjnie zwana „kolędą”, na którą księża wybierają się zwykle po Bożym Narodzeniu. Kolęda związana jest przede wszystkim z błogosławieństwem dla rodziny i domostwa. Chrześcijanie, którzy przyjmują kapłana z wizytą duszpasterską, dają świadectwo swojej przynależności do Kościoła. Kolęda ma więc charakter nie tyle towarzyski, co raczej religijny. Oto kilka wskazówek, jak dobrze się przygotować i owocnie przeżyć to spotkanie.

Zestaw kolędowy

Tradycyjnie przyjęło się, że dom powinien być odpowiednio przygotowany na przybycie księdza. Po Świętach nasze cztery kąty są z pewnością wysprzątane na wysoki połysk, a codzienny wystrój mieszkania został w tym czasie dodatkowo ożywiony przez choinkę, bombki i stroiki. Kolędę zapowiada się zwykle wcześniej, w ogłoszeniach duszpasterskich, a więc domownicy mają czas na odpowiedni „kamuflaż”. Czy to dobrze, że pasterz dokonuje przeglądu owczarni nie w warunkach codziennych, lecz odświętnych? Znałem proboszcza, który potrafił zapowiadać wizytę na jednej ulicy, a pojawiać się znienacka na innej, wychodząc z założenia, że dopiero takie „najście” pokazuje pełen realizm życia parafian. Nie jest to jednak najlepszy pomysł, bo prócz niepotrzebnego napięcia, spowodowanego taką niespodzianką, może się ponadto okazać, że nieodzowny kolędowy atrybut, czyli kropidło, zaginęło gdzieś w przepastnej szafie. Nic dziwnego, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż jest to sprzęt, którego używa się przeważnie raz do roku. Nie zapomnę pomysłowości pewnych studentek, które ochoczym sercem przyjęły księdza, ale nie miały na stancji kropidła. Ten brak zastąpiły pędzlem malarskim. Dla chcącego nic trudnego! Poza tym na rynku dewocjonaliów, a nawet w ofercie supermarketów, są dziś dostępne eleganckie „zestawy kolędowe”, czyli krzyż, dwa lichtarze, świece i mini kropidełko. Jeszcze tylko biały obrus, woda święcona i stół na kolędę gotowy. Święcona woda? Z wodą może być kolejny problem, jeśli ktoś nie pomyślał o niej w Wielką Sobotę. Od czego ma się jednak sąsiadów? Jeżeli okażą się bardziej zapobiegliwi od nas i hojniejsi niż biblijne panny mądre, to mamy kłopot z głowy.

Schowaj Buddę, połóż Biblię

Warto również pomyśleć o odpowiedniej scenografii i elementach religijnego wystroju wnętrza. Przede wszystkim obrazy. W domu katolickiej rodziny, która przyjmuje księdza, nie może przecież zabraknąć wszelkiego rodzaju świątków i nabożnych wizerunków. Ksiądz z pewnością zwróci na nie uwagę. Niestety coraz trudniej o miejsce dla Matki Bożej czy Jezusa Miłosiernego, bo na ich gwoździu wiszą teraz „arcydzieła”. Nie ważne, że kiczowate. Ważne, że niezmiernie kosztowne. Na stylowych komodach w stylu retro (z Holandii) lub bardziej nowoczesnych (ze Szwecji) spotkać za to można na przykład posążki Buddy. Gdy pytam skąd ta orientacja na kulturę Orientu, zwykle pada odpowiedź, że to pamiątka, że od znajomych, że z dalekiej podróży. Przecież ta figurka nikomu nie wadzi, a tak pięknie się prezentuje. Na ten temat mam inne zdanie, wyrobione dzięki świadectwu egzorcysty, którego modlitewne wysiłki pozostawały nieskuteczne dopóki gliniany Budda przebywał w mieszkaniu. Jeżeli zaś rodzina zajmuje się działalnością handlową to, zgodnie z przesądem, na ścianie musi wisieć portret Żyda, aby interes dobrze się kręcił. Żyd musi być! Św. Michał Archanioł niekoniecznie. Nieodzownym detalem, który zostaje poddany dorocznemu rytuałowi odkurzania, w ramach przygotowanie do wizyty duszpasterskiej, jest Pismo Święte. Wypada, aby egzemplarz Świętej Księgi znalazł się na stole obok kropidła i krzyża.

W kopercie czy bez?

Kiedyś w moim rodzinnym domu proboszcz, zaraz po wspólnej modlitwie, chwycił Biblię do ręki i prawdopodobnie chciał przeczytać fragment Ewangelii, ale jego skupienie zdekoncentrował banknot, który spoczywał pod Księgą. Gdyby znajdował się w kopercie może nie rzucałby się tak w oczy? Banknot przeznaczony był oczywiście na potrzeby Kościoła, jako dobrowolna ofiara, którą składa się przy okazji wizyty duszpasterskiej. Zbierane w ten sposób środki finansowe proboszcz najczęściej przeznacza na budowę lub remonty obiektów parafialnych, różne inwestycje lub też bieżące rachunki, które w sposób naturalny generuje codzienne funkcjonowanie parafii. Wbrew obiegowej opinii składane pieniądze nie są datkiem dla księdza, ale na rzecz Kościoła, którego utrzymanie i funkcjonowanie zwyczajnie kosztuje. Czy składamy je w kopercie, czy nie - jest tu mniej istotne. Ważniejsza jest raczej ofiarność, świadomość odpowiedzialności za utrzymanie świątyni i stosunek wobec piątego przykazania kościelnego, które przypomina, aby „troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła”. Jak mówi stare polskie przysłowie: „Kto w Kościół rzuci, tego Pan Bóg nie zasmuci”.

Stary czy młody?

Bezpośrednim etapem przygotowania do wizyty duszpasterskiej jest wyglądanie, który ksiądz do nas przyjdzie? Najlepiej upoważnić jednego z członków rodziny, aby zasadził się niczym myśliwy na ambonie i raportował, który kapłan i skąd nadciąga. W parafii o średniej wielkości najczęściej pracuje dwóch księży: proboszcz i jego współpracownik wikariusz, przy czym ten pierwszy jest nazywany w środowisku mianem „stary”, a ten drugi określeniem „młody”. Jeśli z wizytą nadchodzi „stary” sprawa się komplikuje, bo „stary” już tu był, posiada zbyt wiele informacji i Bóg wie ile w parafii jeszcze pozostanie. Jeśli z kolędą przybywa „młody”, to pół biedy, bo ten jest dzisiaj tu, a jutro tam, wszystkich jeszcze nie zna i poznać już nie zdąży, bo go przeniosą gdzie indziej. Idealną dla parafian, a mniej korzystną dla duszpasterstwa, jest sytuacja, gdy po kolędzie chodzi „najemnik”, czyli doktorant, rezydent lub prefekt. Takiemu można naopowiadać, co ślina na język przyniesie. Przecież i tak nie zrobi użytku z tej wiedzy, że córka żyje z chłopakiem bez ślubu. Kapłan ma obowiązek zapytać o sprawy dotyczące życia religijnego takie, jak: ślub kościelny, chrzest dziecka, uczestnictwo w katechezie i posiadanie zeszytu do religii, a następnie zapisać te informacje w kartotece. Robi to nie po to, aby bawić się w agenta bezpieki lub rachmistrza GUS, lecz troskliwie korygować, roztropnie naprowadzać i ewentualnie upominać, zawsze mając na względzie dobro duchowe i zbawienie parafian.

Domokrążca, akwizytor czy Cyganka?

Ksiądz nie jest komiwojażerem, inkasentem ani złodziejem. Nie przychodzi po to, aby wyszarpnąć starszej pani ostatnie grosze, które pozostały jej ze skromnej emerytury po powrocie z apteki. Nie jest też bezdusznym oszustem, który przychodzi, aby omamiając pięknym słowem, dokonywać rabunku w biały dzień. Przypomnijmy, że składane ofiary są dobrowolne, a przekazanie darowizny nie jest głównym punktem wizyty. Jest nim natomiast modlitwa, rozmowa i spotkanie duszpasterza z wiernymi. Równie dobrze kolęda mogłaby się odbyć bez udziału mamony i czasami tak właśnie się odbywa. Więcej! Bywa również i tak, że napotkana sytuacja bytowa jest tak dramatyczna, że duszpasterz decyduje się zostawić pieniądze, zamiast je brać. Wizyta duszpasterska jest trudną misją. Ksiądz musi iść, gdyż taki nakaz nakłada na niego prawo kanoniczne. Jest też zmuszony zbierać ofiary, bo spoczywa na nim odpowiedzialność za funkcjonowanie powierzonej mu parafii. Jakże przykre i kłopotliwe są sytuacje, w których kapłan doświadcza oschłości, niechęci, czy obojętności. Niektórzy sprawiają wręcz wrażenie, jakoby chcieli się księdza jak najszybciej pozbyć. Miło, gdy duszpasterz jest gościem oczekiwanym, a w spotkaniu uczestniczy, w miarę możliwości, cała rodzina.

Nie jestem lekarzem

W większości przypadków, tam gdzie drzwi stoją dla księdza otworem, atmosfera spotkania jest przepełniona życzliwością i radością. Zdarza się, że rodzina przygotowuje nawet poczęstunek lub proponuje herbatę. Czasem jednak trudno się z mieszkania wydostać zwłaszcza, gdy poruszony zostanie temat zdrowia. Nie jeden duszpasterz mógłby zostać wziętym znachorem, gdyby zechciał zapamiętać historię wszystkich chorób świata, ich diagnozę i sposób leczenia. Ksiądz, nawet ten, który ma w swoim dorobku doktorat (zwykle z teologii) nie jest bynajmniej lekarzem. Jeśli już, to lekarzem duszy, a nie ciała. Może warto więc byłoby zapytać, przy okazji kolędy, o sprawy wiary i moralności? Przecież kto pyta, nie błądzi. Wiele problemów współczesnego Kościoła (w tym coraz liczniejsze z niego odejścia) wynikają właśnie z nieznajomości jego istoty, która polega na tym, że jest on wspólnotą odkupionych grzeszników, a nie tylko hierarchicznie zorganizowaną instytucją.

Zamknięte drzwi

Kto nie chodzi regularnie na niedzielną Mszę i nie słucha ogłoszeń, ten może przeżyć nie lada zaskoczenie, gdy otworzywszy drzwi, zobaczy mężczyznę w czarnej sutannie. Wówczas możliwości są dwie; albo umówić się na inny termin, albo poszukać kropidła i opanować zdenerwowanie. Księża wspominają czasem bardzo zabawne historie. Zdarza się, że drzwi otworzy roznegliżowana pani domu, a zapytana o męża odpowiada, że „złapał kawałek kiełbasy i poszedł na pole”. Niektórzy wprost zastanawiają się jak tego spotkania uniknąć, rozważając ewentualność zamknięcia drzwi na cztery spusty. Jednym z argumentów bywa twierdzenie, że kolęda to jedynie (pełna hipokryzji) zbiórka pieniędzy, będąca przejawem skrajnej pazerności Kościoła. Niejednokrotnie dylemat z przyjęciem księdza w domu mają tzw. „żyjący–nieoddychający” (czytaj: wierzący-niepraktykujący) lub ludzie trwający w związkach niesakramentalnych, których styl życia wyklucza ich z możliwości aktywnego uczestnictwa w życiu Kościoła. Ten styl nie wyklucza jednak możliwości spotkania z księdzem, szczerej rozmowy, a może nawet konsultacji na temat sposobów rozwiązania problematycznej sytuacji. Ksiądz nie jest niczyim wrogiem, a w szerokiej przestrzeni Kościoła, założonego przez Chrystusa, który jest wspólnotą świętą Jego mocą i niedoskonałą przez ludzką słabość, jest miejsce dla każdego. Ksiądz jest posłańcem, który może nam przynieść, gdy najbardziej będziemy tego potrzebować, najcenniejszy skarb rozgrzeszenia i Eucharystii. Jak śpiewa Antonina Krzysztoń: „Gdyby nie to naczynie, wody byś się nie napił, temu nie patrz, jakie ono brzydkie”.

ks. Paweł Broński

Komentarze (86):

trzygrosze2019.12.30 18:45
Fronda chciałaby dołączyć do "Konia Polskiego" albo "Ani Mru- Mru", tylko że poziom nie ten. Ale są Państwo z Frondy na dobrej drodze: więcej kpin, pogardy i naigrawania się z księży i kolędy. I ludzi, co kolędę przyjmują.
Marta2019.12.30 17:49
U nas Ksiądz na Kolędzie ma własne kropidło z Wodą Święconą, więc nie trzeba przygotowywać. O żadnym wyłudzaniu pieniędzy nie ma mowy, ale jednak świadomy Wierny rozumie potrzeby Kościoła i z radością daje datek jako podziękowanie za roczną pracę. Najbardziej na to zżymają się ci, co nic nie dają.
Albert2019.12.30 17:01
"Ten styl nie wyklucza jednak możliwości spotkania z księdzem, szczerej rozmowy, a może nawet konsultacji na temat sposobów rozwiązania problematycznej sytuacji." A jakimiż to kwalifikacjami dysponuje ksiądz, żeby można byłoby z nim na jakikolwiek temat porozmawiać? Odpowiedź na to (retoryczne w gruncie rzeczy) pytanie jest prosta: żadnymi. Nawet wspomniany gdzieś w treści doktor teologii to w rzeczywistości niekompetentny przygłup, bo doktorat z teologii plasuje się gdzieś między doktoratem uzyskanym na Wyższej Szkole Pierdzenia na Smerfy, a doktoratem z Wyższej Szkoły Sr͏a͏n͏i͏a w Lesie.
Albert2019.12.30 16:58
"egzorcysty, którego modlitewne wysiłki pozostawały nieskuteczne dopóki gliniany Budda przebywał w mieszkaniu." Jeżeli kupka gliny udaremniła wysiłki egzorcysty, to w sumie nie wiem, czy mam się śmiać z tej bajeczki, czy raczej drwić z tych, którzy w te brednie wierzą? Bo to, że egzorcyści są zwykłymi oszustami, to nie ulega wątpliwości. Ale jak widać w tym konkretnym wypadku mieliśmy do czynienia z nieudolnym oszustem - ściemniaczem.
Anarchosyndykalistyczna Internetowa Partyzantka2019.12.30 16:23
Ile należy dać księdzu po kolędzie? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Jakieś 5 sekund, a potem spuścić psy.
wacula2019.12.30 15:55
Urszula ==Oto Matka twoja” – te słowa Jezusa powiedziane z krzyża (więc to Objawienie jak najbardziej oficjalne) to przecież nie była tylko matką J.CH ALE po śmierci Jezusa była matką apostoła Jana czyli dziś LUDU-WIERNEGO w J.CH .Napisane w Biblii. Sama Maryja mówi przecież w hymnie Magnificat: --Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia na ziemi .A zatem: Nie błogosławisz Maryi? To znaczy, że nie jesteś tak wierny słowu Bożemu, jak myślisz.A zatem: czy naprawdę nie mamy powodu powierzać się Maryi jako Matce? I naprawdę jest to niezgodne ze słowem Bożym?CZY TAK MYŚLISZ?.
andrzejhahn32019.12.30 15:06
obyscie jeb.........ani katole pozdychali jak najszybciej
Szmaja2019.12.30 15:02
Ja co roku w tym okresie wywieszam plakietkę z zakazem wstępu dla psów i księży. Działa, chociaż raz ze 3 czy 4 lata temu mi ktoś ukradł ale i tak czarnej zarazy i czworonogów się ustrzegłem. Zanim wylejecie falę hejtu, to nie tak że nie lubię psów, po prostu mam ostrą alergię na sierść.
Zosia. 2019.12.30 14:54
Teofilo ( w podróży), Twoje podróże między szpitalami w Tworkach i Pruszkowie strasznie się przedłużają i to na koszt podatnika. Może trzeba poszukać pomocy za granicą skoro w Polsce nie ma dla Ciebie nadziei, obłąkana kato-talibko !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
anonim2019.12.30 15:57
Droga Zosiu, zadam pani(?) pytanie, tak z ciekawości. Powyższa pani wypowiedź to owocek zleconego zadania, czy też bezsensowne obrażanie ludzi sprawia pani pewnego rodzaju przyjemność?...
ewelina 2019.12.30 18:50
A co Cię to obchodzi?!
bunia 2019.12.30 14:39
I już mi się odechciało. Z tej instrukcji obsługi księdza wynika, że najważniejsze to żeby było posprzątane, choinka, obrazki, akcesoria na stole i koperta. Człowiek, poznanie go, porozmawianie to tak przy okazji i jak się naprasza. Hipokryzja, że hej z tego wyziera. No i po co sąd ostateczny jak ksiądz rozgrzeszy i siup do nieba.
mendy są wszędzie nawet Zyklon B nie pomógł2019.12.30 14:25
Był "dzielnicowy" z radziecką muchą. Mucha smrodu nie wytrzymała. Był "Bjorn Wiking z Rogiem w Doopie", "PolishPatriot", "Poliamorysta" ... Jest 𝐒𝐭𝐚𝐥𝐤𝐞𝐫 - 𝐄𝐥𝐞𝐤𝐭𝐨𝐫 (jak długo?) Jest gudłaj 𝐚𝐧𝐝𝐫𝐳𝐞𝐣𝐡𝐚𝐡𝐧 - 𝐉𝐏𝐈𝐈𝐈 - 𝐨𝐟𝐢𝐜𝐞𝐫 𝐋𝐖𝐏 (co za żart? żyd-pedał "oficer"), 𝐃𝐚𝐫𝐢𝐚_𝐃𝐚𝐧𝐢𝐥𝐜𝐳𝐲𝐤, 𝐀𝐠𝐧𝐢𝐞𝐬𝐳𝐤𝐚, 𝐔𝐫𝐬𝐳𝐮𝐥𝐚 ... i wiele innych "symbolicznych" pseudonimów chorego psychicznie mitomana. Może to być 𝐋𝐞𝐜𝐡 𝐊𝐞𝐥𝐥𝐞𝐫-𝐊𝐫𝐚𝐰𝐜𝐳𝐲𝐤 żyd "genetyk słowianszczyzny", może to być menda 𝐀𝐥𝐛𝐞𝐫𝐭 - extra VERGIN, oil do smarowania odbytnicy - to nie ma znaczenia. Jest/są jak goowna w dworcowych WC - niespłukiwalni.
katol2019.12.30 13:25
Gdyby z kolędy wyrzucić ofiarę, to miałaby sens, bo ludzie widzieliby, ze ksiądz do nich przychodzi, a nie po kasę..
anonim2019.12.30 14:44
Nie daj kasy ,będzisz miał kolędę też ,moze wtedy odkryjesz jej prawdziwy sens ,bo jak narazie to ty masz problem z tą kasą nie ksiądz.
andrzejhahn32019.12.30 13:12
SRAM NA TE PARSZYWE KREATURY koscielne
Beni2019.12.30 16:10
Skąd w tobie tyle gówna? Wszędzie piszesz, że srasz na wszystko... A może ty cały jesteś z gówna?
andrzejhahn32019.12.30 17:19
tylko na jeba..........ny kosciol katolicki i te kreatury koscielne
Saki Faki2019.12.30 12:24
A ja tam nie narzekam, mach-mach, krop-krop, wszyscy zdrowi, to dobrze, dobrze. No muszę iść, tyle koper.... khe,khe, domów znaczy się.
wacula2019.12.30 12:18
A wiary nie można stracić nigdy bo jest bezcenna-cenniejsza niż nawet biskóp na kolędzie itp'Maryja jest Matką wszystkich wierzących, wzorem wiary, bo uwierzyła, że może urodzić Syna Bożego. Tak wiara zapuszcza korzenie w naszej duszy i jak można ją stracić?
Urszula2019.12.30 13:40
"'Maryja jest Matką wszystkich wierzących, Bzdura. Jest matką Jezusa, a nie twoją.
WRT 2019.12.30 12:18
Ja pedofilowi w sutannie daje kopa i częstuje na koniec staropolskim spyerdalaj!
Miki2019.12.30 15:36
Widzę, że chyba nikt nie jest takim fanem tego portalu co Pan. Wszystkie posty przeczytane, wszystko skomentowane - oczywiście bardzo negatywnie. Przypadek?
Urszula2019.12.30 17:09
Ja nie wiem jak Stalker, ale uwielbiam prowokować i mam niesamowitą radochę jak różni tacy bluzgają na mnie. Ubaw po same pachy. :D
Inka2019.12.30 17:03
Mam nadzieję,że ciebie też kiedyś ktoś tak potraktuje-tego życzę.Bo przyjmowanie księdza to nie przymus,ale kultura to już tak
Darek2019.12.30 11:47
Wystarczy nie otwierać drzwi.
anonim2019.12.30 12:43
Nikt ciebie nie zmusza,zebyś otwierał ,możesz nie otwierać ,mozesz otworzyć i odmówić przyjęcia kolędy twoja sprawa .
RobotniczaKrew2019.12.30 11:42
GROSZA DAJ PROBOSZCZOWI, KOPERTĄ POTRZĄŚNIJ... :D
Urszula2019.12.30 11:38
Tak można stracić wiarę: "Sprawa byłego arcybiskupa z USA Theodore'a McCarricka zatacza coraz szersze kręgi. Jego ofiara twierdzi, że o nadużyciach powiedziała Janowi Pawłowi II już w 1988 r. Mimo to w 2001 r. McCarrick został kardynałem."
katoliczka2019.12.30 11:31
Niestety, ale trudno odmówić temu wydarzeniu hipokryzji, bo jeśli ksiądz chce poznać parafian, to chodzi po mieście/wsi, korzysta z tych samych sklepów, usług, rozmawia z ludźmi, a w przypadku, gdy ktoś jest w trudnej sytuacji, sam oferuje swoją pomoc duchową czy materialną. Tymczasem w każdej parafii są zbłąkane owce, ludzie bez środków do życia czy snujacy wizje samobójstwa, a obsługiwani przez gosposie księża dalej "pamiętają" o nich tylko po świętach, żeby 15minutowe błogosławieństwo i odbiór koperty zaliczyć. Niestety od lat to obserwuję, a mieszkałam w różnych parafiach i przyjmowałam księży ze smutkiem patrząc na to, że to jednak ta koperta jest najważniejsza...
ARA2019.12.30 15:58
Już wkrótce będziesz miała możliwość wdrożyć w czyn swe postulaty, gdy papież Franciszek wprowadzi święcenia diakonatu dla kobiet; bo póki co widzisz źdźbło w oku kapłana a nie widzisz belki we własnym oku [hipokryzji]; żadna to sztuka dyktować innym - co powinni i jak mają wyglądać odwiedziny duszpasterskie; kapłan ma wystarczająco dużo obowiązków aby jeszcze obarczać go swoim wyobrażeniem o roli i obowiązkach; nawijasz nam tu makaron na uszy; w wielu diecezjach w Polsce księża nie przyjmują ŻADNYCH datków po kolędzie; bo te wypominane im koperty mogą przyprawić o ...wymioty; a za co maja utrzymać kościół i parafię???
Ewander2019.12.30 11:13
PRZYKRE JEST TO, ŻE W TYM NIELUDZKIM PAŃSTWIE DLA WIELU SAMOTNYCH STARYCH OSÓB TO JEDNA Z NIEWIELU SZANS NA KONTAKT Z DRUGIM CZŁOWIEKIEM. Na tym właśnie żeruje kler i podobne instytucje, obiecują wysłuchanie, pomoc, ciepło rodzinne. A finalnie przytakują i zabierają pieniądze. Niewielu jest księży którzy faktycznie chce coś pomóc. Przykre życie emeryta w tym kraju.
anonim2019.12.30 11:32
Przykre to jest raczej to, że do wielu samotnych starych osób nikt nie przyjdzie, poza księdzem. A ci, co nie przyjdą, jeszcze i księdza oplują niejako przy okazji...
Ewander2019.12.30 13:02
Tak, ksiadz przyjdzie, jakiś przez lata niewidziany wnuczek który nagle potrzebuje pieniędzy, jakaś pani z elektrowni która ma dziwne papiery do podpisania, czasem ktoś z ofertą ekskluzywnej pościeli. Starsi ludzie są łatwym celem dla tych ludzi.
anonim2019.12.30 13:27
Starsi samotni ludzie są łatwym celem dla wszystkich ludzi bez wyjątku. I bardzo dobrze, że oprócz kanciarzy odwiedzają ich księża, skoro inni się do tego nie kwapią.
Albert2019.12.30 17:03
Odwiedzają ich sami kanciarze. Różnią się tym, że jedni mają koloratkę, a inni nie.
anonim2019.12.30 18:05
Czemu zatem nie odwiedzają ich ludzie szlachetni - tacy jak pan?...
Albert2019.12.30 19:42
Nie mam w rodzinie, ani w kręgu znajomych samotnych starszych osób. A obcymi sobie głowy zawracać nie zamierzam.
anonim2019.12.30 20:04
Ach, czyli ludzie tak szlachetni jak pan "obcymi starszymi osobami głowy sobie zawracać nie mają zamiaru". Dobrze wiedzieć, że są aż tak szlachetni ludzie...
Albert2019.12.31 10:25
Jestem na tyle szlachetny, że ich nie okradam i nie oszukuję. W odróżnieniu od kleruchów.
anonim2019.12.30 11:41
Nie demonizujcie tak tej samotnej starości. Jestem sam, mam swoje lata i... i w życiu nie byłem tak szczęśliwy.
anonim2019.12.30 12:10
Poważnie? No, nie powiem, jest to jakaś pociecha, chociaż samotne umieranie wciąż jednak nie jawi mi się jako zbyt wesołe przedsięwzięcie ;)
Tasman2019.12.30 12:26
Żadne umieranie nie jest wesołym przedsięwzięciem... Tylko, co ma piernik do wiatraka?
anonim2019.12.30 12:31
Naprawdę nie wie pan co samotne umieranie ma do samotnej starości? Hm...
Tasman2019.12.30 13:11
Naprawdę nie wiem. Czy umierając w otoczeniu rzeszy bliskich, śmierć jest łaskawsza? W końcu ta śmierć nas obnaża, a oni nie pozwolą w tej ostatniej chwili istnienia być sobą, jeśli umieram świadomie. Temat na obszerniejsze dywagację...
anonim2019.12.30 13:25
Czyli wie pan jednak co samotne umieranie ma do samotnej starości. A to, że pan woli samotnie umierać, a ja - wolę umierać nie samotnie, to temat na obszerniejsze dywagacje. Śmierć zawsze obnaża, niezależnie od tego, czy samotna, czy nie. Obnaża do bólu, bo człowiek wtedy ostatecznie i do samego końca poznaje prawdę o sobie samym. Oby każdy z nas poznał tę Prawdę w Jezusie Chrystusie +
Tasman2019.12.30 14:35
To, że wiem, czym jest samotne umieranie i tak mi nie wyjaśnia związku z samotną starością (dobrą). Tak nie do końca też rozumiem, dlaczego w godzinie śmierci życzy mi Pani Jezusa Chrystusa? Czyżbym gdzieś Panią obraził?
anonim2019.12.30 15:52
Przyznam, że tym razem kompletnie już pana nie rozumiem. Ale i tak życzę panu wszystkiego najlepszego, czego życzyć mogę, tj. zbawienia +
Tasman2019.12.30 15:58
Nie prosiłem o żadne życzenia. Ta Pani "życzliwość" jest dokładnie tym, czego bym się najbardziej obawiał umierając przy bliskich.
anonim2019.12.30 16:43
No cóż, to już tylko i wyłącznie pański problem.
Tasman2019.12.30 16:56
Jeśli mój, to po co mi Pani "życzy" zbawienia?
anonim2019.12.30 18:04
Z życzliwości, drogi panie :)
Tasman2019.12.30 16:59
Jakby się Pani poczuła, gdybym w swej łaskawości życzył Pani potępienia? Różnica między nami jest tak, że ja nikomu nie życzę tego, czego sobie nie życzy.
anonim2019.12.30 18:10
Ależ może mi pan życzyć czego tylko pan sobie życzy. Różnica między nami jest taka, że ja wierzę w Boga i stąd wiem, że to Bóg rządzi światem, a nie - czyjeś życzenia, dobre lub złe. Innymi słowy - ja nie wierzę w przesądy, tylko w Boga :)
Tasman2019.12.30 20:34
Życzliwość - przyjaźnie usposobiony, będący wyrazem przyjaznych uczuć. Jeśli mi Pani życzy czegoś, czego nie chcę, to to nie ma nic wspólnego z życzliwością. To jest złośliwość. Mnie wychowano w szacunku do innych, więc niczego Pani złego nie będę życzył. Aby mieć ów szacunek, Boga nie trzeba.
ciekawy2019.12.30 11:09
Ile ta ofiara powinna wynosić?
Urszula2019.12.30 11:29
Co łaska, nie mniej niż 100 złotych.
anonim2019.12.30 12:37
I znowu kłamczucho się odzywasz .
Marta2019.12.30 18:05
50 wystarczy
anonim2019.12.30 10:59
Dla osoby wierzącej wizyta duszpasterska naprawdę nie jest żadnym problemem. Wręcz przeciwnie. I szkoda, że nawet księża wpadają w histerię i tę "kolędę" demonizują.
Marek212019.12.30 11:20
Nie jest problemem. Nawet chętnie bym z księdzem porozmawiał gdyby w toku wizyty pojawiła się jakaś przestrzeń do rozmowy. Ale w praktyce czuję się podczas niej jak przedmiot na taśmie produkcyjnej. Szybko, byle zbyć, nie wiadomo do końca po co.
Urszula2019.12.30 11:28
Poprosiłam księdza o rozmowę. Chętnie się zgodził po czym wygłosił kazanie nie dając dojść do słowa, a miałam masę pytań. Na koniec zapytał czy chcę się wyspowiadać i przyjąć komunię. Myślał, że mnie "nawrócił" biedaczyna.
anonim2019.12.30 11:31
A dlaczego z tymi pytaniami nie idzie pani do konfesjonału?
Urszula2019.12.30 11:37
A dlaczego do konfesjonału? Nie rozumiem. Pani zadaje księdzu pytania w konfesjonale? Myslałam dotąd, że konfesjonał służy w innym celu. Ja w żadne konfesjonały i spowiedzi nauszne nie wierzę i nie praktykuję. Co więcej - nie utożsamiam się z katolicyzmem, ale gdyby mądry ksiądz mnie wysłuchał i odpowiedział na moje wątpliwości to kto wie.
anonim2019.12.30 11:58
Oczywiście, że zadaję księdzu pytania w konfesjonale, jak mam taką potrzebę. Niektórzy księża, nota bene, wręcz pytają penitenta, czy ten chce o coś zapytać. A jeżeli rzeczywiście chce pani z księdzem porozmawiać, a spowiedzi się pani boi, to bez większych problemów umówi się pani na rozmowę z księdzem w każdej kancelarii parafialnej. Mój proboszcz rozmawia z każdym, kto go o to poprosi i podejrzewam, że nie jest jakimś wyjątkowym wyjątkiem. Powodzenia +
Urszula2019.12.30 12:15
A czy ja piszę, że boję się spowiedzi? Kieruję się naukami Biblii, a spowiedź jest niebiblijna. Ciekawi mnie jedynie jak ksiądz odpowie na moje wątpliwości odnośnie Trójcy, czyśćca, piekła i wiele innych wymyślonych, a nie popartych Biblią katolickich dogmatów.
anonim2019.12.30 12:21
Te wątpliwości może pani rozwiązać niekoniecznie zajmując czas księżom, a czytając katolickie książki apologetyczne. Powodzenia +
anonim2019.12.30 11:28
U mnie tak nie ma, ale ja mam szczęście mieszkać w stosunkowo małej parafii - ok. 4,5 tys. osób, z czego ok. 1 tys. chodzi do kościoła. W dużych parafiach wielkomiejskich pośpiech może być problemem, ale to nie wina księży. Księży zresztą jest coraz mniej, więc będzie jeszcze gorzej. Co do sensu wizyty duszpasterskiej - ja widzę bardzo duży sens, zwłaszcza w przypadku rodzin, które bez "kolędy" nigdy księdza do domu nie zaproszą. A jaki? Właśnie błogosławieństwo na cały rok i poświęcenie mieszkania. To naprawdę wiele znaczy.
Marek212019.12.30 11:37
Niestety, ja właśnie mieszkam w największej parafii w całej diecezji. Na podział nie ma szans, nikt dzisiaj kościoła nie zbuduje, zresztą księży biskup Dajczak z kieszeni nie wyjmie. Doskonale rozumiem sytuację. Ale czy to oznacza że mam godzić się na bylejakość? Gdyby ustalić temat kolędy dla całej parafii, jakich chwytający cel dobroczynny na przykład. Pomówić na ten temat z parafianami, zebrać ofiary na ten właśnie cel, poprosić o pomoc w pracach. Nadać wizycie cel, sens możliwość osiągnięcia skutków wymiernych nie tylko w złotówkach. Wydłużyć te wizyty by nie było taśmówki, by można było porozmawiać.
anonim2019.12.30 12:08
Co do "wydłużania" wizyt to np. w mojej małej parafii jest dwóch księży, a wizyta duszpasterska trwa półtora miesiąca, dzień w dzień, poza niedzielą rzecz jasna. Współczuję księżom wtedy serdecznie, bo naprawdę są wykończeni. Gdyby wizyty wydłużali, to chodziliby chyba 3 miesiące, albo dłużej. Cele dobroczynne są natomiast przez cały rok - w każdej chyba parafii działa Caritas, który właśnie dobroczynnością się zajmuje. I w każdej chwili można dołączyć, albo chociaż wesprzeć finansowo, bo wydatki są przez cały rok. A tematem "kolędy" zawsze jest błogosławieństwo i poświęcenie domu, i to jest najważniejsze. Warto popatrzeć na to właśnie w ten sposób.
Marek212019.12.30 12:12
Można i tak. Ale ruszyć głową nad formą i treścią wizyty można i warto.
anonim2019.12.30 12:15
To wszystko i tak zależy od ludzi. A ponieważ ludzie są różni, to i wizyty duszpasterskie są różne ;) Pozdr +
anonim2019.12.30 14:54
Ale i ty mozesz stworzyć przestrzeń do rozmowy ,jeżeli na prawdę szczerze chcesz przyjąć ksiedza ,a nie tylko dajesz kopertę i wymawiasz później ,że dałeś .
Albert2019.12.30 16:54
"Szybko, byle zbyć, nie wiadomo do końca po co. " Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze. Taki jest cel kolędy. Tylko i wyłącznie. Cała reszta to mydlenie oczu.
Irena2019.12.30 17:16
To, ile trwa wizyta w tym czy innym domu, zależy od kapłana i domowników. Jeżeli sami nie okażemy księdzu, że jest niemile widziany, rozmowa może trwać dłużej i nikt nie będzie narzekał:) W mojej parafii w kolędzie (przypadającej w dniach między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem) uczestniczą zwykle także kapłani, pochodzący z parafii, którzy są doktorantami. O ile wiem, zgłaszają się sami.
J.P🧶2019.12.30 10:27
Tytuł mnie powalił. Ale jest prawdziwy. Najczęściej trafiał mi się duszpasterz w typach: 1.) Starter pack - modlitwa, koperta, pokój temu domowi. 2.) Filozof erotoman - czemu nie macie dzieci? Gdybym ja miał taką żonę... to tego.. hahahaha. 3.) Pośpieszny - modlitwa, proszę księdza a co ksiądz sądzi o... Nie mam czasu, sąsiedzi czekają, koperta, Szczęść Boże. 4.) Sportowiec górna półka- Wiecie też mam rower, (rower stał na przedpokoju był to rok chyba 2005) dałem 4 tysie... haha. Mój z promocji... no tak, teraz dużo promocji. Ostancie w pokoju. 5.) Splatany wewnętrznie- wiecie, pomagam ludziom też, mialem juz 2 zawały a mlody kurka jeszcze jestem.Boi się ksiądz smierci? ...każdy się boi kurka. Lecę. Byli też z którymi można było porozmawiać chwile,tacy z prawdziwgeo zdarzenia, ale to wyjątki. Także tytuł trafny.
Sebastian Lorenc2019.12.30 12:19
Dobre :) u mnie kiedyś był taki ksiądz, który poszedł z moim mężem do piwnicy narty oglądać. Ale tu gdzie mieszkam teraz przychodzą ojcowie franciszkanie, szanuję ich i chętnie goszczę.
anonim2019.12.30 10:18
Tytuł jest fajny, wręcz rewelacyjny. Wynika z niego, że przez kolędę można stracić wiarę. Coś jest w tym na rzeczy...
Marek212019.12.30 11:18
Od kilku lat muszę co roku w styczniu się z tym tytułem zgadzać. Taką beznadzieję trudno sobie wyobrazić. Nie lepiej by mieszkańcy stanęli przed klatką rządkiem, odmówili modlitwę i wręczyli koperty? Szybciej, milej i biedni księża by się tyle nie namordowali.....
Inka2019.12.30 17:00
le nikt nie zmusza Ciebie do przyjęcia księdza,
ateusz2019.12.30 10:00
Ksiądz na kolędzie u znajomych przepytywał ich 9-letnie dziecko ze znajomości sakramentów. Pytanie brzmiało "jakie sakramenty mogą przyjąć tutejsi domownicy". Dziecko powiedziało że sakrament pokuty, komunię, namaszczenie chorych gdyby ktoś był chory ale ksiądz chciał dalej sondować wiedzę. Ponieważ dziecko nie umiało wymienić więcej, to ksiądz podpowiedział: "gdyby twoja mamusia umarła, to twój tatuś mógłby przyjąć sakrament kapłaństwa"... Dziecko po usłyszeniu o śmierci mamusi wpadło w histerię, ksiądz został delikatnie acz stanowczo wyproszony i od tamtej pory kolędy nie przyjmują.
anonim2019.12.30 10:55
Tia.
ciotka klotka2019.12.30 12:19
Świadczy to o głupocie księdza i niedbalstwie rodziców. Dziecko dziewięcioletnie powinno mieć już z grubsza ogarnięty temat śmierci rodziców i nie wpadać w histerię na każdą wzmiankę. Moja dziesięcioletnia córka we Wszystkich Świętych na cmentarzu na widok pięknego nagrobka zapytała "Chcesz taki, jak już umrzesz?". Wie także, w której kancelarii notarialnej złożyliśmy z mężem nasze testamenty. Śmierć jest naturalną częścią życia (niezbyt przyjemną, to fakt) i tak właśnie należy ją traktować w rozmowach z dzieckiem.
kumaty2019.12.30 17:52
@ciotka: Przecież ten przygłup wymyślił całe to zdarzenie. Zostaw księdza i rodziców w spokoju.
Marta2019.12.30 18:03
Przede wszystkim nie wierzę w tę opowieść. Jest albo całkowicie zmyślona, albo "długotrwale dojrzewająca"
dz2019.12.31 1:47
Pitu pitu ateuszku. Może Hołdys melodie do tego dopisze.