Róbta, co chceta! A potem… aborcja - zdjęcie
07.04.16, 11:02

Róbta, co chceta! A potem… aborcja

22

Kręgi lewicowo-liberalne, feministki, środowisko LGBT, genderystki i genederyści oraz wszyscy im podobni podnoszą dziś wrzawę, nie cofając się nawet przed profanacją (w kościele św. Anny w Warszawie), w rzekomej obronie „wolności” i „godności” kobiet, których to „wolność” i „godność” ponoć ma być zagrożona tym, że zabroni się im zabijania dzieci w ich łonach. Wysuwają cały szereg irracjonalnych i najzwyczajniej w świecie głupich argumentów. Skrzętnie POmijając przy tym ten podstawowy, fundamentalny, który streszcza w się w jednym pytaniu: kto winien jest temu, że jest tyle tzw. niechcianych ciąż? A zaraz po nim można i należy postawić kolejne: co jest przyczyną większości przypadków gwałtów?

Przecież to właśnie te środowiska od lat zaciekle walczą aby w polskich szkołach, a nawet przedszkolach wprowadzić tzw. „edukację seksualną” według proponowanych przez nich i UE programów. I niestety, ze smutkiem trzeba to stwierdzić, że pod rządami PO, to im się częściowo udało. Programów, które faktycznie prowadzą nie do edukacji (łac. educatio, 'wychowanie'), ale do demoralizacji przez przedwczesne rozbudzenie seksualne już małych dzieci. Programów, które – jak to zostanie ukazanie niżej – są przyczyną wzrostu tzw. niechcianych ciąż i gwałtów we wszystkich tych krajach, w których je wprowadzono i gdzie od lat zbierają swoje śmiertelne żniwo w postaci aborcji.

Genderowa edukacja seksualna ma bowiem za zadanie przekazywać dzieciom i młodzieży tylko i wyłącznie techniczne informacje dotyczące seksu. Nie ma w niej miejsca na takie tematy jak miłość, odpowiedzialność, rodzina, ojciec, matka, dzieci. Nie ma w niej miejsca na przygotowanie do zbudowania silnej, trwałej, szczęśliwej rodziny. Chodzi jedynie o wyżycie seksualne, zaspokojenie swojego popędu, który nie powinien być ograniczany żadnymi normami moralnymi.

Genderowa edukacja seksualna to nauka od wczesnego dzieciństwa masturbacji, antykoncepcji, praw seksualnych, czerpania przyjemności i uprzedmiotowienia drugiego człowieka. Nie ma tam mowy o wychowaniu do wstrzemięźliwości, panowania nad swoim popędem seksualnym, szacunku do swojej i cudzej seksualności. To przekonywanie dzieci, że rodzina złożona z taty, mamy i dzieci to tylko jedna z możliwych form, bo równie dobre dla dzieci są związki np. dwu osób homoseksualnych. 

Sztandarowym dokumentem genderowej edukacji seksualnej są „Standardy edukacji seksualnej w Europie” firmowane przez WHO (Światową Organizację Zdrowia) i BzgA (Federalne Biuro Edukacji Zdrowotnej w Niemczech)[1]. Tak jak w ideologii gender tak i w Standardach WHO jest bowiem mowa o: 

Ø    różnych (alternatywnych) koncepcjach rodziny, 

Ø    różnych (alternatywnych) normach w obszarze seksu, 

Ø    promocji homoseksualnego stylu życia, 

Ø    tożsamości płciowej (wiele możliwości do wyboru) różnej od płci biologicznej (mężczyzna i kobieta), 

Ø    krytycyzmie wobec tradycyjnych norm kulturowych i moralnych. 

 

Genderowe idee są obecne w różnych programach edukacyjnych realizowanych obecnie w polskich szkołach i przedszkolach. Jednym z nich jest program „Równościowe przedszkole”[2].

 

Grupy „edukatorów” (czyt. demoralizatorów) seksualnych

Edukacja seksualna to zbiorowe molestowanie młodzieży – twierdzi pedagog prof. Aleksander Nalaskowski z Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu. Jego zdaniem, przez takie lekcje polskie społeczeństwo może stać się równie rozpustne, co w osławionej powszechną prostytucją Tajlandii. Z punktu widzenia pedagogiki takie działania są sprzeczne z wszelkimi zasadami edukacji. I za to powinna odpowiedzieć dyrekcja szkoły. Winno się odpowiedzialnych za wpuszczenie do placówki dewiantów (zapewne zabawy ze sztucznym członkiem na oczach małolatów nieźle ich podniecały) po prostu dyscyplinarnie zwolnić jednocześnie opatrując „wilczym biletem” na oświatę z szansą zatrudnienia w klubach „go-go” czy „sex-shopach” – twierdzi prof. Nalaskowski[3].

Podobnego zadania jest ks. dr Marek Dziewiecki, psycholog i współtwórca programu "Wychowanie do życia w rodzinie". W jednym z swoich licznych wystąpień odniósł się do współczesnych zagrożeń w dziedzinie edukacji seksualnej. W Polsce mamy niewielki, w porównaniu z Anglią czy Szwecją, odsetek dzieci i młodzieży zarażonych chorobami wenerycznymi, ciąż i aborcji wśród nieletnich. Są jednak środowiska, które chcą to pogorszyć, wciągając w swoje działania Ministerstwo Edukacji Narodowej i wykorzystując WHO - powiedział duchowny i jako największe zagrożenie wskazał działalność grupy edukatorów seksualnych PONTON. Grupy, która była wspierana przez MEN za rządów PO!

Po przeanalizowaniu treści strony internetowej edukatorów stwierdzam, że jest ona przykładem grupy o charakterze przestępczym przynajmniej z trzech powodów: 

Ø    PONTON próbuje wprowadzić do szkół program, który doprowadził do zwiększenia liczby np. aborcji wśród nieletnich w krajach, w których został wprowadzony. To działanie na szkodę państwa. 

Ø    Po drugie, PONTON narusza zapisy Konstytucji, której art. 48 ust. 1 stanowi, iż to "rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami". Z kolei art. 53 ust. 3 Konstytucji RP gwarantuje rodzicom prawo do zapewnienia dzieciom wychowania moralnego, zgodnego z własnymi przekonaniami. Edukatorzy mogliby zwracać się ze swoją ofertą programową do rodziców, ale zwracając się bezpośrednio do dzieci i młodzieży, łamią Konstytucję. 

Ø    Organizacja ta posługuje się kłamstwami i zachęca wychowanków do działania na ich szkodę. Dla przykładu, przepisywanie antykoncepcji nastoletnim dziewczętom opisuje jako "świadczenie zdrowotne". Podtrzymuje mit, że prezerwatywa "zabezpiecza" np. przed AIDS. Namawia dziewczęta poniżej szesnastego roku życia do oszukiwania lekarzy poprzez twierdzenie, że mają zgodę rodziców na stosowanie antykoncepcji hormonalnej - wyjaśniał duchowny[4].

Przykład Wielkiej Brytanii

Przypatrzmy się teraz jakie są następstwa tak prowadzonej „edukacji seksualnej” choćby w Wielkiej Brytanii. 

W kraju tym efektem seksedukacji w szkołach jest m.in. wzrost przestępstw o charakterze seksualnym popełnianych przez nieletnich. Brytyjskie media i politycy słusznie wskazują, że jedną z przyczyn wzrostu przestępstw seksualnych wśród dzieci i młodzieży jest niekontrolowany dostęp do Internetu, w którym roi się od stron pornograficznych. Z drugiej strony, większości umyka fakt, że w Wielkiej Brytanii od kilkunastu obowiązuje państwowa edukacja seksualna, polegająca głównie na informowaniu o biologicznych kwestiach związanych z ludzką seksualnością i uczeniu stosowania antykoncepcji (typ B lub C zgodnie z klasyfikacją Amerykańskiej Akademii Pediatrii)[5]. W wielu szkołach prowadzi się rozdawnictwo prezerwatyw i hormonalnych środków antykoncepcyjnych, a w kilku szkołach w Southampton bez wiedzy rodziców wszczepiono 13-letnim uczennicom antykoncepcyjne implanty Nexplanon.2 W efekcie takich działań Brytyjczycy zmagają się dzisiaj z rosnącą liczbą młodocianych gwałcicieli. Nieletni odpowiadają za 20% gwałtów i 50% przypadków molestowania dzieci w Wielkiej Brytanii.

Przykład Wielkiej Brytanii pokazuje dobitnie, że edukacja seksualna polegająca jedynie na przekazywaniu dzieciom i młodzieży „praktycznych” informacji na temat współżycia seksualnego, bez wychowania do odpowiedzialności i wstrzemięźliwości, stanowi dla nich zachętę do przedwczesnej inicjacji seksualnej[6].

Oto jeden z bardzo wielu przypadków gwałtu dokonanego przez nastolatka, o jakich donoszą media w W. Brytanii. W Walii zaraz po zakończeniu zajęć z wychowania seksualnego 13-latek podszedł do koleżanki z pytaniem, czy „chce spróbować seksu”. Dziewczynka stanowczo odmówiła, jednak nastolatek nie zamierzał rezygnować. Wykorzystując swoją przewagę fizyczną, uniemożliwił jej ucieczkę i zgwałcił. Gdy było już po wszystkim, bez jakiegokolwiek poczucia winy czy wstydu, powiedział do posiniaczonej 13-latki „możesz iść”[7].

W 2007 roku pojawił się interesujący tekst w piśmie „Wychowawca” (12/2007, s. 30). Zostały w nim przytoczone wskaźniki aborcji. Wynika z nich, iż w Wielkiej Brytanii: na 1000 nieletnich ciąż, przypadało 21,3 aborcji (w Polsce: 0), gdy w przypadku aborcji na 1000 kobiet w wieku reprodukcyjnym, liczba ta wynosiła 13,83 (Polska: 0,02).

W samych USA odchodzi się od edukacji typu B i C, a promuje typ A. Spowodowane jest to wzrostem zachorowań wśród nastolatków („edukowanych” dotychczas według typu B i C) na choroby weneryczne (syfilis, kiła, rzeżączka, chlamydia), zarażeń wirusem HIV, a także wirusowego zapalenia wątroby oraz dużą liczbą niechcianych, pozamałżeńskich ciąż, które -  niestety – często kończą się aborcją. W Wielkiej Brytanii też istnieje problem z owymi chorobami: wskaźniki zachorowalności wzrosły od czasów wprowadzenia edukacji seksualnej – typ B i C: chlamydioza o 67 proc, rzeżączka o 117 proc, syfilis o 571 proc.! Warto dodać, że w 2009 roku pojawił się na portalu www.metro.co.uk materiał, wedle którego stosowanie antykoncepcji przez osoby poniżej 18 roku życia wzrosło z 40,9 na 1000 kobiet w wieku od 15 do 17 lat w 2006 roku – do 41,9 w 2007 roku (metro.co.uk opierało się przy tym na Brytyjskim Urzędzie Statystycznym – ONS). Trzeba wspomnieć, że z tych samych danych wynika, iż od stycznia do marca 2007 roku, liczba młodocianych ciąż wynosiła 42,6 na 1000 dziewcząt, a w okresie od kwietnia do czerwca – 42,7. W okresie od lipca do września liczba zmalała do 39,9. Warto wspomnieć, że w całym 2006 r. w ciążę zaszło 41 na 1000 dziewcząt[8].

Ktoś może postawić pytanie: co ma wspólnego ta cała naukowa statystyka z gwałtami i pornografią? Otóż edukacja seksualna typu B skupia się – jak już wspomniano - na mechanicznym podejściu do spraw seksualności. Rodzice według „postępowych edukatorów seksualnych” nie mają prawa ograniczać nastolatkowi dostępu do treści i materiałów, które pomogą mu rozładować napięcie seksualne. Poza standardowym zestawem „materiałów”, jak wibratory, żele, zabawki erotyczne i inne zmyślne wynalazki, służące onanizmowi, dodaje się do tego prezerwatywy, antykoncepcję hormonalną, wkładki antykoncepcyjne… i materiały graficzne i filmowe. Nawet, jeśli pornografia jest zakazana dla nieletnich, to i tak mają prawo upominać się u rodziców o takowe materiały. Książki do edukacji seksualnej same w sobie są jak wstęp do Kamasutry – dosłownie, bo dość jednoznacznych grafik tam też nie brakuje. U nas w Polsce bez żadnych problemów można znaleźć w księgarniach takie pozycje jak: „Wielka księga cipek”, „Wielka księga siusiaków” i wiele innych z nader sugestywnymi rysunkami.

Oczywiście wszelkie maści feministki, genderystki LGBT i inni z oburzeniem przyjmują informację, że to właśnie ich działania, prowadzona przez nich edukacja seksualna typu B i C są powodem wzrostu gwałtów i nastoletnich ciąż. Jednak w takim wypadku warto zadać pytanie: jeśli nie są to skutki edukacji seksualnej, to czego? Czyż to nie ta właśnie lewica uważa, że nauczanie dzieci w szkołach, jak posługiwać się bronią, jest „zachętą do zabijania”? Czy więc nauczanie i zachęcanie do seksu… nie zachęca do seksu?

Jednak takie argumenty nie trafiają do zaślepionych hedonizmem zwolenników kultury liberalnej. Oni jako jedyne lekarstwo na pornografię i gwałt upatrują w edukacji seksualnej. Dostępnej dla wszystkich i obowiązkowej, najlepiej realizowanej zgodnie z zaleceniami WHO. „Deklaracja Praw Seksualnych” stworzona przez WHO w 2002 roku domaga się, by „edukacja seksualna” była procesem „trwającym od momentu narodzin, przez całe życie i powinny być w nią zaangażowane wszystkie instytucje społeczne”. Tyle, że taka „edukacja” nie tylko nie sprzyja ograniczaniu liczby gwałtów czy seksualizacji nieletnich, ale im sprzyja. Wystarczy przypomnieć, jakie „prawa” wymienione są w Deklaracji. Jedno z nich głosi, że mamy prawo do masturbacji, która jest źródłem „fizycznego, psychologicznego intelektualnego i duchowego dobrostanu”.

W ramach edukacji seksualnej młodzi ludzie nie uczą się o odpowiedzialności za drugiego człowieka, nie uczą się o wierności, natomiast dostają wiedzę na temat rozmaitych technik współżycia. „Współżycie seksualne to jedno z najczęściej występujących zachowań ludzkich. Jest źródłem wielu korzyści, między innymi daje możliwość odczuwania przyjemności. Nie należy ograniczać tematyki zajęć z młodzieżą tylko do stosunku genitalnego, ponieważ aby rozwiać swoje wątpliwości i obawy młodzi ludzie potrzebują także informacji na temat takich typów współżycia, jak kontakty oralne i analne” – przekonuje w podręczniku „Edukacja Bez Tabu” Carol Hunter-Geboy[9]. Publikacja ta została sfinansowana z funduszy Unii Europejskiej. Powstała w ramach projektu „Edukacja Bez Tabu” realizowanego przez Grupę Edukacyjną BezTabu przy fundacji Centrum Wspierania Partycypacji Społecznej. Czyli kolejna grupę po PONTON-nie odpowiedzialną za demoralizację polskich dzieci i młodzieży.

Uczestnicy zajęć zachęcani są do „zaprzyjaźniania się ze swoimi narządami płciowymi”. W grupach dyskutuje się o tym, „dlaczego chłopcy i mężczyźni zwykle czują się bardziej komfortowo niż dziewczynki i kobiety, gdy rozmawiają lub myślą o swoich narządach płciowych?”, a prowadzący otrzymują nawet właściwą odpowiedź, do której mają doprowadzić swoich słuchaczy: „Chłopcy od urodzenia widzą swoje narządy płciowe, są więc świadomi ich posiadania. Są też uczeni jak trzymać penisa, aby oddawać mocz. (…) Podczas gdy chłopcy wyrastają ze świadomością istnienia swoich narządów płciowych, ich funkcji i możliwości stymulacji, wiele kobiet musi odkrywać budowę własnych genitaliów”... A gdy już dziewczynki obejrzą swoje narządy i „zaprzyjaźnią się z nimi”, to można przejść do odpowiedzi na pytanie, „Dlaczego ważne jest, aby czuć się komfortowo, gdy się dotyka swoje narządy płciowe?”. Prawidłowa i sugerowana odpowiedź brzmi: „Genitalia są źródłem przyjemności, a masturbacja jest formą doświadczania swojej seksualności i poznawania reakcji swojego ciała”[10].

Chłopców i dziewczęta podczas takich zajęć uczy się zakładania prezerwatyw. „Nikt nie rodzi się z umiejętnością zakładania prezerwatywy. Więc nie przejmuj się, jak nie uda Ci się jej prawidłowo założyć za pierwszym razem. Tę czynność trzeba po prostu przećwiczyć. Wielu seksuologów poleca młodym mężczyznom, żeby ćwiczyli zakładanie prezerwatywy podczas masturbacji, dzięki czemu bez stresu będą mogli założyć prezerwatywę przed stosunkiem” - to cytat z poradnika „Jak dojrzewać i nie zwariować” adresowanego do nastolatków, dostępnego na stronie edukatorów seksualnych PONTON[11]. Młode dziewczyny są instruowane, że zawsze powinny mieć przy sobie prezerwatywę, tak by móc zaproponować jej włożenie chłopakowi, z którym chcą uprawiać seks, a który nie ma przy sobie gumki. Trudno nie zauważyć, że kryje się za tym model dziewczyny zawsze chętnej i zawsze gotowej, który bliższy jest wizerunkowi prostytutki, niż normalnej dziewczyny. Nie sposób też nie dostrzec, że w ten sposób dziewczęta dostosowane zostają do oczekiwań chłopców, którzy na etapie dojrzewania chcą od nich głównie jednego... 

Z takich „zajęć” płynie jasny przekaz: kobieta stanowi narzędzie do zaspokajania instynktu seksualnego mężczyzny. Czy w takiej sytuacji i po takiej „edukacji” można się dziwić wzrastającej licznie gwałtów wśród nastolatków? A potem środowiska liberalne organizują jakieś dziwne „Marsze szmat”, w których protestują przeciwko gwałtom. Koło się zamyka. Cierp ciało coś samo chciało!

A gwałty nastolatków i na nastolatkach to nie tylko już domena innych krajów zachodnich. Takie wypadki mamy już i w Polsce. Jedną z najgłośniejszych spraw, która opisywana była w mediach, był przypadek 11-letniej dziewczynki spod Wągrowca zgwałconej przez dwóch 15-letnich kuzynów. Ofiarami nastoletnich przestępców padają też chłopcy. 15-latek napadł na ośmiolatka. Całował go, dotykał w miejsca intymne, zmuszał do seksu oralnego. Ofierze udało się uciec. Sprawca został szybko złapany, bo całe zdarzenie nagrały kamery monitoringu[12].

Autorzy „programów” edukacji seksualnej typu B i C

Warto sobie postawić pytanie, kto jest autorem takich demoralizujących programów edukacji seksualnej? Najczęściej są to osoby w taki czy inny sposób powiązane z LGBT, które same mają problemy z własną płciowością i identyfikacją seksualną. 

Bywa, że są to osoby, które popadły nawet na tym tle w konflikt z prawem. Najlepszym przykładem w tym względzie jest znany z przemycania do kanadyjskich szkół różnych dewiacji seksualnych ukrytych pod hasłem „edukacji równościowej” Ben Levin, kanadyjski wiceminister edukacji, który został skazany na trzy lata pozbawienia wolności oraz 5 lat zakazu zbliżania się do szkół, parków i placów zabaw za wytwarzanie i rozpowszechnianie pornografii dziecięcej oraz nakłanianie matek do gwałcenia własnych dzieci.

Sędzia wydający wyrok na tego dewianta stwierdził, że ma on „zainteresowania pedofilskie” oraz „sadystyczne impulsy, które wydawał się przeplatać z jego pedofilskimi zainteresowaniami”. Zwyrodnialec ten zostanie wpisany do rejestru przestępców seksualnych oraz trafi do więzienia o najwyższym rygorze bezpieczeństwa[13].

Wisienka na torcie

Prawdziwą wisienką na torcie jest to, że wiele z organizacji, które obecnie tak głośno protestują przeciwko zaostrzeniu obowiązujące w Polsce ustawy antyaborcyjnej jest na liście płac przemysłu aborcyjnego i antykoncepcyjnego. Od nich otrzymują potężne dotacje finansujące ich działalność[14].

I tu koło się zamyka. Wszelkiej maści „bojowniczki” i „bojownicy” z kół liberalnych, którzy tak teraz głośno domagają się rzekomej „wolności” i poszanowania „godności” kobiet poprzez dostęp do aborcji, tak naprawdę sami generują problemy, z którymi ponoć walczą. Sami swoimi działaniami wręcz zachęcają do gwałtów, a potem protestują. No, ale czego się nie robi dla pieniędzy?! Wiele naiwnych kobiet wierzy, że tu naprawdę chodzi o ich „wolność” i „godność”, a tak naprawdę chodzi o wpływy potężnego biznesu, który z produkcji i sprzedaży środków antykoncepcyjnych oraz działalności całego „przemysłu” aborcyjnego czerpie potężne zyski. „Przemysłu” handlującego ciałami nienarodzonych dzieci[15], które później są wykorzystywane w przemyśle kosmetycznym lub do eksperymentów medycznych.

Trzeba być wyjątkowo zaślepionym, aby nie dostrzec tych powiązań. Lub zmanipulowanym do granic możliwości, wręcz ubezwłasnowolnionym w ocenie sytuacji. 

Ta prawda ich boli i rozwściecza! Jest to wściekły ryk szatana, któremu psuje się robotę!

dk. Jacek Jan Pawłowicz

[1] http://federa.org.pl/dokumenty_pdf/edukacja/WHO_BZgA_Standardy_edukacji_seksualnej.pdf Na temat tego dokumentu szeroko pisałem w swoim tekście: Edukacja seksualna czy demoralizacja?,  http://areopag21.pl/post/3156

[2] Por. Z. Barciński, Edukacja seksualna według gender, Lublin 2014, s. 5.

[4] A. Ślusarczyk, „PONTON to organizacja przestępcza”http://warszawa.gosc.pl/doc/1587626.PONTON-to-organizacja-przestepcza

[5] Amerykańska Akademia Pediatrii uznaje 3 typy edukacji seksualnej: A, B i C. Edukacja Seksualna Typu A, to wychowanie do abstynencji seksualnej nastolatków, czystości przedmałżeńskiej i wierności małżeńskiej. Następna jest Edukacja Seksualna Typu B, czyli biologiczna edukacja seksualna, pozbawiona wartości etycznych, moralnych i religijnych, której wprowadzenia domagają się środowiska lewicowo-liberalne w Polsce i na świecie. Edukacja Seksualna Typu C zawiera w sobie oba powyższe typy edukacji, jako swoiste połączenie.

[6] Gwałty wśród brytyjskich nastolatków efektem szkolnej "edukacji" seksualnej. Polski rząd wyciągnie wnioski?,http://niezalezna.pl/58425-gwalty-wsrod-brytyjskich-nastolatkow-efektem-szkolnej-edukacji-seksualnej-polski-rzad-wyciagni

[7] D. Łosiewicz, Gwałt na koleżance tuż po skończonej lekcji z wychowania seksualnego, czyli słów kilka o seks edukacji, http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/223563-gwalt-na-kolezance-tuz-po-skonczonej-lekcji-z-wychowania-seksualnego-czyli-slow-kilka-o-seks-edukacji

[8] M. Kałek, Seks edukacja, porno zupa – ciąż i gwałtów kupa, http://prawy.pl/6705-seks-edukacja-porno-zupa-ciaz-i-gwaltow-kupa/

[9] Carol Hunter-Geboy, Edukacja Bez Tabu, Gdański 2009.

[10] Tamże, s. 89.

[11]Jak dojrzewać i nie zwariować, http://ponton.org.pl/sites/ponton/files/jak_dojrzewac_i_nie_zwariowac.pdf,  s. 39

[12] M. Terlikowska, To seks-edukacja i pornografia rodzi dzieci-gwałcicielihttp://www.fronda.pl/a/terlikowska-to-seks-edukacja-i-pornografia-rodzi-dzieci-gwalcicieli,48522.html?page=2&

[13] A. Rotshild, Kanadyjski twórca edukacji seksualnej skazany za rozpowszechnianie pornografii dziecięcej i nakłanianie do gwałtówhttp://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/kanadyjski-tworca-edukacji-seksualnej-skazany-za-rozpowszechnianie-pornografii-dzieciecej-

[14] Zob. M. Musiał, Wanda Nowicka - Jak zrobić biznes i karierę na zabijaniu?
http://www.pch24.pl/wanda-nowicka---jak-zrobic-biznes-i-kariere-na-zabijaniu-,4363,i.html#ixzz452NnsD4f; N.  Dueholm, Seksbiznes i aborcjahttp://www.fronda.pl/a/seksbiznes-i-aborcja,29984.html.

Komentarze (22):

anonim2016.04.7 12:07
Po pierwsze Księże Diakonie, chyba czas na święcenie prezbiteriatu, a widzę że na maksa słabo to idzie, ile to już lat? Po drugie, artykuł nie wnosi niczego, ale to zupełnie niczego do dyskusji. Wszyscy tu się zgadzamy że życie należy chronić od poczęcia, że jest ono święte i że każdy ma prawo żyć. Zabieramy się jak zwykle to problemu z przeproszeniem, dupy strony. Co dajemy w zamian kobiecie która ma urodzić dziecko z zespołem downa ? Masz urodzić, bo jak nie to pójdziesz do piekła! Miłujący, miłosierny kościół... co my jej oferujemy, pomocną dłoń, wsparcie. Niech tylko spróbuje oddać dziecko do domu opieki, stanie się z miejsca "wyrodną matką". Takie pseudo wywody jak ten powyżej, można sobie podarować, bo nie posuwają nas w walce o życie, ani o krok. Jesteście prolife? Nie potraficie tylko pierdzielić i pouczać. Naprawdę popatrzcie czasem na Jezusa, pierwsze co robił gdy zaczynał kogoś pouczać, lub nawracać to miał jakąś drogę alternatywną, tę która powodowała że człowiek bez wahania się zgadzał. Co oferujemy dzisiaj? Nic. Bez pozdrowienia
anonim2016.04.7 12:31
No cóż diakon Pawłowicz bohater....napisał tekst i po sprawie. Pewnie jak 90% osób najbardziej zbierających głos na w/w temat w ciąże nie zajdzie...ech...ale specjalistą jest....
anonim2016.04.7 12:34
autorze tego tekstu mam dla Ciebie propozycję - zejdź do piwnicy, wykuj dziurę w posadzce, wykop tam duł, wejdź do środka i siedź tam i już nigdy nie publikuj żadnych tekstów, chyba, że lubisz się kompromitować
anonim2016.04.7 12:46
"Co dajemy w zamian kobiecie która ma urodzić dziecko z zespołem downa ?" No właśnie co @Tak_prawda daje?
anonim2016.04.7 12:54
dk. Jaceku Janie Pawłowicz dziękuję za piękny artykuł oparty na opinii wielu ludzi. Widzę tu straszną nagonkę na Diakona, znaczy dobrą robotę Diakon wykonał. Mówmy jak najwięcej mówmy,piszmy, rozgłaszajmy na rogu każdej ulicy,bo jak zamilkniemy "kamienie przemówią" . Niech Diakona Bóg błogosławi , oświeca światłem Ducha Świętego i obdarza Jego darami
anonim2016.04.7 12:58
tak_prawda - z szacunkiem proszę.Ks. Jacek Jan Pawłowicz w 2005 roku obronił doktorat. http://www.pawlowicz.opoka.org/autor.html. A prawda boli, prawda? Bardzo rzeczowy artykuł, Bóg zapłać!
anonim2016.04.7 13:06
@tak_prawda Biedny człowieku, zaślepiony nienawiścią, popatrz ile "Domów samotnej matki" prowadzi kościół. Ile "Okien życia" funkcjonuje przy klasztorach i parafiach (które tacy jak Ty zaciekle atakują). Ile hospicjów prowadzi Kościół. Ile stowarzyszeń i grup wsparcia dla tzw. "Muminków" - dzieci z zespołem Downa prowadzi Kościół. A Ty co zrobiłeś, żeby pomóc choć jednej takiej kobiecie, no co? Szczerze mi Ciebie żal. To jest właśnie ten wściekły ryk szatana, któremu psuje się robotę!
anonim2016.04.7 13:22
Diakonie, dziś aborcja jest dozwolona w trzech przypadkach o których wszyscy wiedzą. "Niechcianych dzieci" tak czy inaczej abortować nie można więc artykuł zupełnie nie na temat.
anonim2016.04.7 14:49
Księże doktorze bardzo przepraszam, nie wiedziałam,niech Księdzu Pan Bóg błogosławi
anonim2016.04.7 15:55
"przez takie lekcje polskie społeczeństwo może stać się równie rozpustne, co w osławionej powszechną prostytucją Tajlandii" Bo o to w tej "edukacji" wyłącznie chodzi. Stworzyć tępego niewolnika o najniższych potrzebach, którym można będzie sterować. Oczywiście religia (a wraz z nią Kościół katolicki) też mają zniknąć, zresztą, bądźmy szczerzy, potrzeby takich westchnień ku Absolutowi będą nieznane dla widzów "Seksu w wielkim mieście", "Seksu w małym mieście", "Seksu w średnim mieście", "Seksu w wielkim mieście - Reaktywacja", "Seksu na peryferiach" i tym podobnych dziełach mających od swego pierwowzoru przyzwyczajać masy do łamania seksualnego tabu, a o seksie ma się mówić jak o swędzeniu nosa.
anonim2016.04.7 16:07
Księże Jacku, chylę czoła... Świetny tekst . Jak widać z niektórych komentarzy, prawda rzeczywiście boli, nawet pali. Dzięki serdeczne
anonim2016.04.7 16:10
Przecież to nie jest problem "róbta, co chceta"! Typowa dziecinada :-D
anonim2016.04.7 17:09
Mnie tam żadna prawda nie pali, jestem zwolennikiem antykoncepcji i nie uważam, że seks ma mieć zawsze otoczkę "rodzinno-prokreacyjną" lub też zawsze musi wynikać z miłości, jednak zgadzam się z tym, że kwestia uświadamiania i rozmów z dziećmi powinna mieć miejsce w domu. Ja mam do tego podejście dość liberalne, tj. z całą pewnością porozmawiam w określonym wieku dzieci (kiedy zauważę, że same się tym interesują, bądź takiej wiedzy poszukują), na temat antykoncepcji i seksu - ale nie wcześniej i nie później (każde dziecko dojrzewa w innym tempie i naprawdę nie wiem, po co dzieciakom w pierwszych klasach podstawówki taka niechciana wiedza). Po drugie, mój światopogląd nie wiąże podjęcia współżycia płciowego z deklaracją małżeństwa (choć daleko mi do hedonizmu współczesnej młodzieży), ale na pewno są rodziny, w których tak właśnie rozumie się seks. Wcale nie chciałabym, żeby ktoś tym ludziom narzucał inny światopogląd i wypaczał ich dzieci. Po trzecie - dla mnie rozmowa o seksie wymaga zaufania, szacunku, dyskrecji - więzi rodzinnej. Niektóre dzieci mogą być przecież skrępowane i zawstydzone, a każe im się udawać "nowoczesne i wyluzowane". Nie wyobrażam sobie, by w tak delikatnej materii rozmowę z dzieckiem prowadziła zupełnie obca osoba. Wymachiwanie sztucznymi penisami i prezerwatywami to kuriozum i faktycznie - trąci jakimiś chorymi fascynacjami edukatorów. Ja po prostu na zajęcia typu WŻR dzieci nie zapisuję, ale w domu pytań na takie tematy nie unikam (jeśli się pojawiają)
anonim2016.04.7 18:59
@dk. Jacek Jan Pawłowicz ja nie atakuję Kościoła za prowadzenie najprzeróżniejszych instytucji, nie jestem we wspólnocie KK i jest mi obojętne co robi tak długo jak długo nie ingeruje on w moje życie. Uczciwie jest chyba wtedy gdy ja nie wtrącam się w życie wspólnoty KK, a ona w moje. KK powinien dbać o "jakość" członków własnej wspólnoty z nie całego społeczeństwa . Z punktu widzenia prawa zapewnia mi to Konstytucja RP jak również Konkordat , gdzie obie strony są niezależne i autonomiczne każde w swojej dziedzinie i zobowiązują się do poszanowania tej zasady. Nie przypominam sobie aby Ustawodawca polski usiłował wymusić na Stolicy Apostolskiej zmianę w naukach KK i odejście od akceptacji kary śmierci. Dlaczego i na jakiej podstawie wspólnota KK wymusza na ustawodawcy dokonania zmian w obowiązującym prawie? Czy mogę uzyskać merytoryczną odpowiedź opartą nie na ryku szatana , ale na czymś bardziej konkretnym.
anonim2016.04.7 19:25
@agnieszka66 Proszę bardzo. Słyszała Pani o czymś takim, jak prawo naturalne? Jest ono "wdrukowane" w każdego człowieka niezależnie od rasy, kultury, religii itd. Obowiązuje ono WSZYSTKICH! To prawo ZABRANIA NAM ZABIJANIA CZŁOWIEKA! No, chyba, że w obronie własnej, gdy ktoś staje się dla nas agresorem. Aby zbytnio nie rozwodzić się nad tym tematem odsyłam do mojego tekstu na ten temat: http://areopag21.pl/post/2557
anonim2016.04.7 20:28
@dk. Jacek Jan Pawłowicz słyszałam o prawie naturalnym, jednak kara śmierci nie jest tym samym co obrona konieczna , a KK ją dopuszcza . Tekst przeczytałam (znajduję w nim sprzeczności, to jednak dłuższe rozważania)moje pytanie dotyczy innej kwestii. Pojecie prawa naturalnego nie jest pojęciem nowym , a z pewnością istniało już w czasie zawierania warunków umowy między Polską, a Stolicą Apostolską . O ile nie odbieram KK prawa do nawoływania , a wręcz wymuszania na członkach swojej wspólnoty określonego zachowani jak i nie kwestionuję posłannictwa Kościoła w głoszeniu i rozpowszechnianiu swoich nauk , o tyle nie zgadzam się na wywieraniu nacisku na ustawodawcę dostosowywania prawa do nauk KK, tu właściwie powinna nastąpić analiza Pana tekstu, jednak Pan będąc jego autorem nie będzie chyba zdziwiony pytaniem: dlaczego inne wspólnoty wyznaniowe nie łączą się z KK w tej sprawie, nie słychać publicznych wypowiedzi przedstawicieli innych wyznań w kwestii aborcji nie mówiąc już o narzucaniu całemu społeczeństwu jednego słusznego stanowiska?
anonim2016.04.7 21:37
@agnieszko66 - przyznasz jednak, że ja jako rodzic powinnam mieć prawo odmowy uczestniczenia moich dzieci w takich zajęciach?
anonim2016.04.7 21:56
dk. Jacek Jan Pawłowicz Nie zaatakowałem żadnego z okien życia, ani tym bardziej hospicjum i dziękuję serdecznie za żal nad moją osobą, wolę modlitwę którą się również odwdzięczę. W mojej wypowiedzi chciałem zwrócić uwagę na słowotok, papkę jaką wylewamy dla świata, krzycząc jak to aborterka pójdzie do piekła, zostawiając w tyle uczynki miłości i takie tam. Krzyczmy więcej że czeka na nią pomoc i wsparcie, nie że jest wyrodną córką szatana. Przypadki aborcji będą wtedy marginalne. p.s. Po co te nerwy?
anonim2016.04.8 3:17
@Fox
anonim2016.04.8 3:24
@Fox masz prawo nie wyrażać zgody na uczestnictwo w żadnych zajęciach nieobowiązkowych. Ja jednak proponuję zadać sobie pytanie które ze zjawisk jest starsze aborcja czy antykoncepcja i edukacja seksualna. I zastanowić się czemu w ogóle doszło do czegoś takiego jak zalegalizowanie aborcji.
anonim2016.04.8 6:28
@agnieszka66 Dlatego proszę Pani, że Polska od 1050 lat jest w ZDECYDOWANEJ większości katolicka. Badanie CBOS z listopada 2011 roku wykazało, że 95% mieszkańców Polski deklaruje się jako katolicy. A o ile się nie mylę takie są reguły demokracji, że rządzi większość i to ona ustala prawa. Pozostała cześć powinna się im podporządkować. Tym bardziej gdy te prawa stanowią universum dla wszystkich ludzi. Jeśli to komuś się nie podoba, to jest człowiekiem wolnym i może poszukać sobie innego miejsca. Inne wspólnoty wyznaniowe nie mają takiej siły przebicia jak Kościół rzymskokatolicki. W dodatku niektóre, zwłaszcza Kościoły protestanckie, już dawno dość daleko odeszły od nauczania zawartego w Ewangeliach, które "przykrawają" do swoich potrzeb. Kościół katolicki broni godności życia ludzkiego w jego pełnym wymiarze. Jeszcze raz powtarzam, że jeśli komuś nie podoba się obrona ludzkiego życia, chce mordować nienarodzone dzieci, to niech wyjedzie. Droga wolna. Polska nie chce należeć do krajów, które mordują własne dzieci. Nie tak dawno córunia p. Kopacz deklarowała się, że wyjedzie z kraju jak wygra PiS. I jakoś siedzi w Polsce i je polski chleb. Ale po tej rodzinie raczej nie ma co się spodziewać, że dotrzyma danego publicznie słowa. W końcu niedaleko pada jabłko od jabłoni. Jak mamusia kłamała publicznie tak i córeczka.
anonim2016.04.8 7:47
@dk. Jacek Jan Pawłowicz , brak odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania. Polska nie jest państwem demokratycznym tylko demokratycznym państwem prawnym i jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, także tych którzy są innych wyznań oraz niewierzących. Wszyscy mamy równe prawa i zagwarantowaną wolność wyznania i sumienia w związku z czym większość katolicka nie ma żadnej podstawy do narzucania swojego światopoglądu innym., w dodatku gdy większość ta wynika jedynie ze statystyk a nie z przykładu życia według zasad KK. Jak Pan zauważył pewne wprawa są universum , należy wiec przyjąć, że nie są one przypisane do instytucja KK i nawet kościoła chrześcijańskiego , którego założycielem był Jezus , gdyż podstawowe wiadomości podają. że już przed Jezusem byli ludzie i kierowali się oni jakimiś prawami,czy były to prawa boskie? nie wiadomo Pan wierzy , że tak, ja że nie, nie jest Pan mi wstanie udowodnić swojego twierdzenia więc nie muszę go przyjmować. Argument o racji większości jest nie trafiony, bowiem do niedawna większość twierdziła , że Ziemia jest płaska i jak się okazało nie mieli racji. Co do "przykrawania " Ewangelii byłabym ostrożna w zarzucaniu innym takiej działalności. W Ewangelii bowiem są zawarte słowa Jezusa : nie przyszedłem zmieniać prawa tylko zmieniać człowieka. KK ma więc ewangeliczną podstawę do wpływy na postępowanie członków swojej wspólnoty a nie na tworzone w danym państwie prawo. W dalszym ciągu nie odpowiada mi pan na pytanie co z dopuszczalnością karą śmierci w naukach KK ? Zwłaszcza w kontekście walki o ochronę każdego życia, tylko proszę nie łączyć tego z obroną konieczną bo są to dwa osobne pojęcia opisane w KKK. Nie wiem co ma wspólnego z dyskusją przykład pani Kopacz i na poparcie czego użył Pan tego przykładu, proszę o wyjaśnienie. Co do propozycji wyjazdu to choć nie odpowiada mi taka retoryka to odrobinę się jej poddam i zaproponuję Panu wyjazd do ojczyzny w której prawa ustala wierząca większość, a mianowicie do Watykanu.