Okiem Salwowskiego: Czy matka grzeszy zarabiając prostytucją na dzieci? - zdjęcie
11.10.16, 07:45fot. wikipedia

Okiem Salwowskiego: Czy matka grzeszy zarabiając prostytucją na dzieci?

 

Tradycyjna moralność katolicka uznająca pewne określone czyny (np.  cudzołóstwo, morderstwo niewinnego czy kłamstwo) za zawsze i bezwzględnie złe oraz niedozwolone, jest zazwyczaj odbierana jako sztywne, faryzejskie i pozbawione miłosierdzia, trzymanie się zasad. Jej krytycy uważają bowiem, iż prawdziwa miłość do bliźniego, nieraz wymaga popełnienia czegoś, co nauczanie katolickie, określa jako zakazane bez żadnych wyjątków. Czyż bowiem prawdziwe miłosierdzie względem śmiertelnie chorego i bardzo cierpiącego człowieka, nie nakazuje raczej zaaplikować mu trucizny? Czy postępowanie matki, która nie mając za co wyżywić swych dzieci, zatrudnia się jako prostytutka nie jest autentyczną miłością? Albo, czy agentka uwodząca żonatego mężczyznę, po to, by wydobyć od niego strategiczne informacje, tak naprawdę nie wyraża miłości do swej ojczyzny?

 

Istota relatywizmu

Można by podać jeszcze dziesiątki lub nawet setki (w większości nie tak ekstremalnych jak powyższe) sytuacji, za pomocą, których zwolennicy herezji relatywizmu i sytuacjonizmu kwestionują same fundamenty moralności chrześcijańskiej. I na tym właśnie polega istota moralnego relatywizmu i sytuacjonizmu: nie istnieją zachowania zawsze i wszędzie złe oraz zakazane; o tym, czy coś jest niegodziwe i zabronione w każdej sytuacji decydują intencje oraz okoliczności: jeśli tylko dany czyn ma służyć prawdziwej miłości to jest on dobry i /lub dozwolony.  Relatywiści i sytuacjoniści nierzadko w swych atakach na tradycyjnie chrześcijańskie pojmowanie moralności, powołują się nawet na jednego z największych doktorów Kościoła. A mianowicie na św. Augustyna z Hippony, który wypowiedział następującą sentencję: "Kochaj i czyń co chcesz". Sugerują oni w ten sposób, iż miłość do Boga i bliźniego może, w pewnych sytuacjach, przemieniać zło w dobro, lub też uprawomocniać  czynienie mniejszego zła. Do tego rodzaju apologetyki herezji zakładającej nieistnienie czynów, które są zawsze zakazane, dochodzi jeszcze powoływanie się na niektóre fragmenty Pisma świętego. A więc np. stwierdzenia Pana Jezusa o tym, iż to "szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu" ( Marek 2: 27).

            Patrzcie - mówią zatem relatywiści - to dopiero przywódcy chrześcijańscy wymyślili sobie doktrynę, wedle której pewnych rzeczy nie można czynić nigdy i nigdzie. Tak naprawdę Pan Jezus, św. Paweł, a nawet doktor Kościoła św. Augustyn twierdzili, że miłość usprawiedliwia łamanie wszystkich Bożych zakazów. "Kto kocha nie grzeszy".

             Na pierwszy rzut oka, tego rodzaju wywody, zdają się być przekonywujące. Gdy przyjrzymy się jednak im bliżej, dostrzegamy, jak  wielką manipulację kryją one za sobą.

 

Szabat, a inne Boże zakazy

Jest faktem, iż Pan Jezus, uzdrawiał w szabat, uzasadniając to słowami: "Szabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu" (Marek 2, 27).  Nie da się też zaprzeczyć temu, iż to zachowanie Zbawiciela wyglądało na złamanie ustanowionej przez Boga normy, która zabraniała pracy w dzień szabatu. Czy jednak z tejże przesłanki można wyciągnąć wniosek, że w podobny sposób należałoby podejść do Bożych zakazów cudzołóstwa, kłamstwa, zabijania niewinnych czy bałwochwalstwa? Czy można twierdzić zatem, iż w przypadku, gdy pogwałcenie owych przykazań przyniesie dobro człowiekowi, to należy tak uczynić? W przypadku odpowiedzi twierdzącej na te pytania, należałoby, w następujący sposób strawestować słowa Pana Jezusa o szabacie: "Zakaz morderstwa, czczenia bożków, cudzołożenia, kłamania, jest ustanowiony dla człowieka. A nie człowiek dla tych zakazów. W sytuacjach więc, gdy owe zakazy okazują się kolidować z dobrem człowieka, to można je omijać".

            Przykład z relatywistyczną interpretacją uzdrawiania w szabat pokazuje nam, jak bardzo niebezpieczne jest wyrywanie pewnych fragmentów Biblii z ich szerszego kontekstu.

              Po pierwsze bowiem: Pan Jezus uzdrawiał w szabat, motywując to dobrem człowieka, ale nigdy nie łamał innych Bożych zakazów moralnych. Chrystus nigdy nie kłamał, nie czcił bałwanów, nie zabijał niewinnych, nie cudzołożył, etc. Sama myśl, iż Pan Jezus mógłby czynić podobne rzeczy, uzasadniając to dobrem człowieka, jawi nam się jako potworne antychrześcijańskie bluźnierstwo. Dlaczego? Naturalne wyczucie moralne podpowiada nam bowiem, iż pracować choćby i w szabat, nie jest tym samym, co kłamać czy adorować fałszywe bożki. Nie zapominajmy więc, iż rzeczone słowa i czyny, były dokonane wyłącznie w stosunku do szabatu, a nie do innych Bożych zakazów. Nie należy zbyt pośpiesznie, rozciągać aprobaty Pana Jezusa dla pracy w szabat, na moralne przyzwolenie np. na cudzołóstwo lub prostytucję.

               Po drugie: nie należy zapominać, iż w Pan Bóg w swoim spisanym Słowie, objawił różne rodzaju zakazów i nakazów. Jedne z nich odnosiły się do określonych czasów i wybranego ludu i z tej racji, nie miały charakteru zawsze obowiązujących. Dobrym tego przykładem jest choćby Boże prawo nakazujące karać śmiercią aż za 21 nieprawości i przestępstw (od mordu niewinnego począwszy na ubliżaniu rodzicom kończąc). Ta norma skierowana była przede wszystkim do ludu żydowskiego żyjącego w czasach Starego Testamentu, dlatego nie można powiedzieć, iż także obecnie władze cywilne winny ją zawsze i wszędzie stosować (choć niewątpliwie kara śmierci, jako taka nie jest zła). Innym przykładem Bożych norm, których zastosowanie miało określony czasowy charakter mogą być przepisy nakazujące składanie krwawych ofiar ze zwierząt bądź noszenia szat składających się z różnych rodzajów tkanin. Jeszcze innym rodzajem norm objawionych przez Wszechmocnego są te zasady, które co prawda, w normalnych okolicznościach obowiązują, jednak ich przestrzeganie winno ustąpić, gdy zderza się z wyższymi prawami. Tego typu normą jest np. posłuszeństwo rodzicom i innym doczesnym władzom. Należy być im uległym tak długo, póki nie nakazują nam czynić czegoś ewidentnie złego. Istnieją zatem sytuacje, w których posłuszeństwo ludzkim zwierzchnościom raz jest dobre, w innych okolicznościach złe. Obok tych uwarunkowanych określonymi czasami lub okolicznościami, norm ustanowionych przez Boga, istnieje jeszcze trzecia kategoria zasad. Są to Boże zakazy moralne, których łamanie jest zawsze złe i bez żadnych wyjątków zabronione. Ich czynienie, nigdy prawdziwie nie może służyć Bogu lub dobru bliźnich. Takimi czynami są, między innymi, bałwochwalstwo, okultyzm, krzywoprzysięstwo, kłamstwo, homoseksualizm, zabijanie niewinnych.

               Po trzecie: przyjmując interpretację relatywistów i sytuacjonistów, a więc twierdzenie, iż Pan Jezus uzdrawiając w szabat, dał zielone światło również do łamania negatywnych norm moralnych w pewnych sytuacjach, musielibyśmy podważyć sens innych stwierdzeń I historii z Pisma świętego.    

 

         Tak Pan Jezus w Ewangeliach, jak i inne księgi Pisma świętego pouczają nas, iż istnieją zasady, których nie należy łamać choćby ich przestrzeganie wiązało się z wielkim cierpieniem, a nawet i śmiercią. Chrystus mówi wszak w kontekście krwawych prześladowań wymierzonych w Jego uczniów i naśladowców, iż „ten kto wytrwa do końca będzie zbawiony” (Mateusz 10: 21 – 22); i że nie należy bać się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą, ale należy bać się Tego, który ciało i duszę może wtrącić do piekła (Mateusz 10: 28), a także że ten kto wyprze się przed ludźmi Jego imienia tego On wyprze się przed Ojcem w dniu Sądu (Mateusz 10: 32 -33). Wszystkie z tych ostrzeżeń Pana Jezusa padły w kontekście zapowiedzi odnoszących się do tego, iż Jego naśladowcy będą zabijani przez innych ludzi – wniosek jaki więc z tego płynie wydaje się zatem dość jasny, a mianowicie: nie należy wypierać się wiary w Chrystusa, nawet jeśli będzie to oznaczało prześladowanie, a może i śmierć, w przeciwnym razie możemy być na wieki potępieni. W liście do Hebrajczyków Mojżesz jest z kolei chwalony za to, iż „wolał raczej cierpieć z ludem Bożym niż zażywać przemijających rozkoszy grzechu„, w stosunku zaś do innych bohaterów wiary mówi się tam, że: „Kamienowano ich, przeżynano piłą, (kuszono), przebijano mieczem, tułali się w skórach owczych, kozich, w nędzy, utrapieniu, ucisku” (tamże: 11: 25 – 26; 37). W Starym Testamencie mamy zaś piękne przykłady tego, jak cnotliwa Zuzanna kuszona, którą niegodziwi starcy próbowali pod groźbą śmierci zmusić do cudzołożenia z nimi „będąc w trudnym ze wszystkich stron położeniu” wolała umrzeć „niż zgrzeszyć wobec Pana” (Daniel 13: 22 – 23). Z kolei trzej hebrajscy młodzieńcy, których pogański król Nabuchodonozor pod groźbą wrzucenia ich do rozpalonego pieca chciał zmusić owych do pokłonienia się złotemu posągowi bożka, odpowiedzieli mu w następujący sposób: „Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twojej ręki królu! Jeżeli zaś nie, wiedz królu, że nie będziemy czcić twego boga ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś” (Daniel 3: 17 – 18). Cały zaś siódmy rozdział drugiej Księgi Machabejskiej opisuje to, jak siedmiu braci wraz ze swą matką będąc okrutnie torturowanymi „wolało raczej zginąć niż przekroczyć prawa ojczyste” (to znaczy przykazania dane przez Boga Mojżeszowi) i co więcej ich matka widząc jak są oni srogo męczeni przez swych katów (np. zdzierano im skórę z głowy) zachęcał ich do poniesienia tego męczeństwa.

Słowo Boże w wielu miejscach wzywa nas byśmy bardziej pokładali ufność w sile, potędze i opiece Boga aniżeli w naszych ludzkich staraniach czy też innych ludziach. Na przykład w Psalmach czytamy co następuje: „Nie uratuje króla liczne wojsko ani wojownika nie ocali wielka siła.  W koniu zwodniczy ratunek i mimo wielkiej swej siły nie umknie. Oto oczy Pana nad tymi, którzy się Go boją, nad tymi, co ufają Jego łasce,  aby ocalił ich życie od śmierci i żywił ich w czasie głodu.  Dusza nasza wyczekuje Pana, On jest naszą pomocą i tarczą. W Nim przeto raduje się nasze serce, ufamy Jego świętemu imieniu” (Psalm 33: 16 – 17). Jakie praktyczne znaczenie miałyby jednak te zapewnienia, gdybyśmy po to uratować siebie lub innych od jakiegoś nieszczęścia mogli złamać każdą z Bożych zasad? Czy jest sens mówić Bogu: „Ufam Ci Boże”, a jednocześnie czynić coś, co ten sam Bóg zakazał robić i co jest w Jego oczach wstrętne i niegodziwe?

Poza tym, Pismo święte uczy nas, że: „Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać” (1 Koryntian 11,13). A zatem, dobry Bóg nie pozwala na sytuacje, w których „musielibyśmy czynić zło”, z których nie byłoby dobrego moralnie wyjścia.

 

       Po czwarte: najbardziej uprawnione do interpretacji Pisma świętego jest magisterium Kościoła, a te wyraźnie uczy o istnieniu tzw. aktów wewnętrznie złych, których zakaz obowiązuje:

  •  "wszystkich i każdego, zawsze i w każdej okoliczności" (Jan Paweł II, enc. "Veritatis Splendor", n. 52, dalej VS).
  • "bez wyjątku, ponieważ wyboru takiego postępowania w żadnym przypadku nie da się pogodzić z dobrocią woli osoby działającej, z jej powołaniem do życia z Bogiem i do komunii z bliźnim" (VS, n. 52).
  • "bezwzględnie" i "wszystkich" (VS, n. 52).
  • "zawsze i w każdej sytuacji" (VS, n. 52).

                W cytowanej powyżej encyklice "Veritatis splendor" Jan Paweł II nauczał też:

"Kiedy apostoł Paweł stwierdza, że przykazanie miłowania bliźniego jak siebie samego stanowi wypełnienie całego prawa (por. Rz 13, 8 - 10), nie osłabia znaczenia przykazań, ale raczej je potwierdza, ukazuje bowiem ich wymogi i ich powagę. Miłość Boga i miłość bliźniego jest nieodłączna od zachowywania przykazań Przymierza odnowionego przez krew Chrystusa i przez dar Ducha Świętego." (tamże: n. 76).

 

Z kolei, w Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy zaś:                

"Istnieją konkretne działania, jak nierząd, których wybór jest zawsze błędny, ponieważ pociąga za sobą nieuporządkowanie woli, to znaczy zło moralne (tamże: n. 1755);

“Istnieją czyny, które z siebie i w sobie, niezależnie od okoliczności i intencji, są zawsze i bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot, jak bluźnierstwo i krzywoprzysięstwo, zabójstwo i cudzołóstwo. Niedopuszczalne jest czynienie zła, by wynikło z niego dobro. " (tamże: n. 1756);

"Okoliczności nie mogą same z siebie zmienić jakości moralnej samych czynów; nie mogą uczynić ani dobrym, ani słusznym tego działania, które jest samo w sobie złe" (tamże,  n. 1754).

Św. Augustyn sytuacjonistą?

Manipulacje apologetów relatywizmu moralnego, są widoczne jeszcze bardziej na przykładzie zacytowanej wyżej maksymy św. Augustyna. Lektura całości pism tego wielkiego doktora Kościoła wykazuje jednak jak wielkim był on wrogiem takiego podejścia. To właśnie św. Augustyn najzażarciej zwalczał pogląd, jakoby w imię ratowania życia cielesnego czy nawet duchowego bliźnich, dozwolonym byłoby uciekanie się do kłamstwa. Warto przypomnieć w tym miejscu, jedną z jego wypowiedzi:

                           "Jeśli czyny są same z siebie grzechami, jak na przykład kradzież, cudzołóstwo, bluźnierstwo, lub tym podobne, to któż ośmieliłby się twierdzić, że gdy dokonane zostają dla dobrych powodów, nie są już grzechami lub - co jeszcze bardziej nielogiczne - są grzechami usprawiedliwionymi?" ("Contra mendacium", VII, 18)[1].

         Widać więc jasno, iż św. Augustyn mówiąc: "Kochaj i czyń co chcesz" nie twierdził bynajmniej, iż miłość przemienia rzeczy zakazane w dozwolone. Tenże doktor Kościoła wyrażał po prostu przekonanie, iż prawdziwa miłość do Boga i bliźniego pomoże nam pilnie wystrzegać się uczynków złych ze swej istoty.

          Inny z wielkich Bożych mężów działających w Kościele katolickim, a mianowicie św. Jan Maria Vianney, tak to ujął:

                            "Św. Paweł mówi, że inne przykazania zabraniają cudzołóstwa, kradzieży, wyrządzania krzywdy, dawania fałszywego świadectwa. Jeżeli miłujemy bliźniego, nie zrobimy nigdy żadnej z tych rzeczy"[2].

          

 Nie dajmy się więc wodzić za nos relatywistom i sytuacjonistom. Maksyma "Kochaj

i czyń co chcesz" jest słuszna, jednak za jej współczesnym rozumieniem kryje się wielki błąd.

 

Mirosław Salwowski



[1] Cytat za: Jan Paweł II, "Veritatis splendor", n. 71.

[2]Cytat za:  Św. Jan Maria Vianney, „Kazania Proboszcza z Ars”, Warszawa 1999, s. 266.