O. Jacek Salij OP: Przestać być grzesznikiem nie jest w mocy człowieka - zdjęcie
27.11.20, 13:10Screenshot Youtube - dominikanie.pl

O. Jacek Salij OP: Przestać być grzesznikiem nie jest w mocy człowieka

21

"POZA KOŚCIOŁEM NIE MA ZBAWIENIA"

Chodzi mi o zasadę: "Poza Kościołem nie ma zbawienia". W moim mniemaniu sugeruje ona podział ludzi na dobrych (katolików) i złych (niekatolików). Człowieka współczesnego bardziej przekonuje inna zasada: że zbawiony będzie każdy, kto żyje uczciwie.

Ciężar odpowiedzi spróbuję skierować na pytanie, czym jest zbawienie. Wspomina Pan o człowieku uczciwym, a więc o kimś, kto sumiennie wypełnia swoje obowiązki, jest sprawiedliwy i życzliwy wobec bliźnich, stara się mieć oczy otwarte na cudze potrzeby, nie hańbi się kłamstwem ani łapówkami, nie jest pijakiem ani rozpustnikiem, nie zdarzyło mu się słowem ani czynem wystąpić przeciw nie narodzonemu życiu, gotów jest raczej przyjąć na siebie biedę i prześladowanie niż odejść od tego, co słuszne. Jeśli ktoś tak postępuje, szczerze mu gratuluję. I życzę mu, żeby był jeszcze bardziej uczciwy.

Uczciwość da temu człowiekowi wiele satysfakcji już w tym życiu. Dobro, nawet jeśli człowieka kosztuje, nawet jeśli się czasem dla niego pocierpi, przynosi z sobą jakąś dziwną nagrodę. Kto zna to z doświadczenia, nie może się nadziwić ludziom -- a i samemu sobie: w chwilach, kiedy "nie czynię dobra, którego chcę, ale czynię zło, którego nie chcę" (Rz 7,19) -- którzy zdradzają dobro dla jakichś innych korzyści. Przecież wszelkie korzyści w porównaniu z tą nagrodą, jaka zawiera się w czynieniu dobra, są pozorne, są tak zwodnicze!

Może więc naprawdę uczciwość zapewni człowiekowi zbawienie wieczne? Przypuszczenie takie wydaje mi się zupełnie niezgodne z naszym codziennym doświadczeniem moralnym. Mianowicie doświadczenie życia uczciwego ujawnia przedziwny paradoks uczciwości: im więcej czynię dobra, im bardziej panuję nad swoimi namiętnościami, tym wyraźniej dostrzegam ułomność i robaczywość mojej, pożal się Boże, uczciwości. Owszem, są ludzie bardzo zadowoleni ze swojej uczciwości, uważający się za nieskazitelnych. Czujemy przecież coś nieprawdziwego w takiej uczciwości, która nie wie o tym, że jest ułomna, albo swoją ułomność dostrzega jedynie w jakichś mało ważnych drobiazgach -- taką uczciwość nazywa się pospolicie faryzeizmem.

Niestety, niemożliwością jest dla człowieka przestać być grzesznym, największym nawet wysiłkiem moralnym tego nie dokonam. Mało tego: wysiłek moralny, czyniąc człowieka nieco lepszym i dając mu sporo satysfakcji, sprowadza zarazem dwie dotkliwe boleści. Prawda, są to bóle zdrowe, bogacące, ale przecież bóle, i to dotkliwe. Po pierwsze, pod wpływem czynionego dobra spada z naszych oczu część bielma, a prawda o sobie, jaką w ten sposób zdobywamy, nie należy niestety do najprzyjemniejszych. Człowiek zaczyna odczuwać potrzebę -- niekiedy gwałtowną -- wyzwolenia się ze zła, uwolnienia w sobie tych wszystkich dobrych mocy, jakimi obdarzył go Stwórca, a które w dużym stopniu są we mnie jakby sparaliżowane. I tutaj natrafiam na nieprzekraczalną granicę swoich moralnych możliwości: w czynieniu dobra człowiek może się niekiedy zdobyć nawet na heroizm, a przecież nikt z nas -- nawet jeśli bardzo żywo odczuwa taką potrzebę -- nie osiągnie tego, żeby był dobrym bez reszty.

To jest źródłem drugiej boleści. Człowiek, który poznał smak dobra, w pewnym momencie zaczyna pragnąć jego smaku czystego, nieskażonego, chciałby zaspokajać swoje pragnienie jakby z samego źródła. Otóż dopóki będą we mnie takie czy inne -- choćby trudne do nazwania -- niedobre mroki, jest to niemożliwe. Tymczasem nie jest w mocy człowieka przestać być grzesznikiem. Satysfakcja z czynienia dobra, chociaż tak wzniosła i szlachetna, zawsze jest jakby zmącona, zawsze jest otwarta na coś więcej, na coś, co przekracza nasze możliwości.

Powiem otwarcie: ja nie umiem mówić o zbawieniu ludziom, którzy nie wiedzą o tym, że są grzeszni, którym nie znana jest tęsknota, aby być lepszym, którzy nie dostrzegają różnych nieczystych mroków, jakie każdy z nas w sobie nosi. Jeśli zaś ktoś tę prawdę o sobie jakoś czuje, to wie zarazem, że zbawienie -- osiągnięcie swojej pełnej tożsamości, pełne duchowe wyzwolenie -- jest ludzkimi siłami nieosiągalne. Nie ma żadnej proporcji między naszą uczciwością a zbawieniem. Zbawienie może być tylko darem Bożym.

Chrześcijanie wierzą, że Bóg naprawdę udziela ludziom daru zbawienia. Wierzymy, że w Jezusie Chrystusie dar ten będzie nawet czymś nieskończenie więcej niż całkowitym wyzwoleniem z grzechu: przy końcu naszej drogi nie tylko staniemy się nieskazitelnie bezgrzeszni, ale -- jako uczestnicy Bożej natury, jako synowie Boży -- będziemy oglądali Boga twarzą w twarz! Wiara chrześcijańska głosi więc obietnice po ludzku zupełnie nieprawdopodobne. Realnego kształtu nabierają one dopiero wówczas, jeśli człowiek stara się kochać Chrystusa, jak potrafi, wypełniać Jego przykazania, karmić się Jego ciałem.

Jak więc Pan widzi, w świetle wiary chrześcijańskiej albo osiągniemy zbawienie w Chrystusie i przez Chrystusa, albo w ogóle go nie osiągniemy. Nie ma zbawienia poza Chrystusem. Zbawienie bowiem nie jest nagrodą za nasze dobre czyny. Jest przekraczającym możliwości człowieka wyzwoleniem z wszelkiego duchowego paraliżu i darem przebóstwienia. O tyle tylko można powiedzieć, że zbawienie jest nagrodą za nasze dobre czyny, o ile nasze dobro spełniamy w przestrzeni zbawczej mocy Chrystusa (w łasce uświęcającej).

Proszę zauważyć, że w Ewangelii raz mówi się o niemożliwości zbawienia bez realnej łączności z Chrystusem: "Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony; kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16,16). Innym razem powiada Ewangelia, że będziemy sądzeni z naszych czynów i w zależności od tego wejdziemy do chwały wiecznej albo zostaniemy odrzuceni (Mt 25). Nie ma sprzeczności między tymi dwoma spojrzeniami: Ludzka uczciwość nie może sama z siebie przybliżyć nam zbawienia, możemy je otrzymać tylko od Chrystusa. Ale zarazem nie będą zbawieni ludzie czyniący zło. Tylko człowiek uczciwy może osiągnąć zbawienie: jeśli swoją uczciwość i samego siebie otworzy na moc Chrystusa, jeśli ogarnie go -- wraz z jego dobrymi czynami -- przemieniająca moc łaski.

Otóż w świetle wiary jest rzeczą ponad wszelką wątpliwość, że dzieła zbawienia i uświęcenia człowieka Chrystus dokonuje w Kościele: tutaj głosi się słowo Boże, w sakramentach otrzymujemy realny przystęp do Chrystusa Zbawcy, w Eucharystii zaś możemy wejść w najściślejszą komunię z Chrystusem. On sam każe nam zapraszać do Kościoła wszystkie narody: głosić im Ewangelię i chrzcić je, mówiąc krótko, wprowadzać je na drogę zbawienia. Jeśli wobec tego poważnie myślę o swoim zbawieniu, nie jest rzeczą obojętną, czy wierzę w Chrystusa czy nie, jestem w Kościele czy poza nim. Tylko tym, którzy wierzą w Chrystusa i starają się pełnić Jego wolę, można głosić radosną pociechę: "Cieszcie się i radujcie, bo imiona wasze zapisane są w niebie" (Łk 10,20).

Czyżby więc nie było zbawienia poza Kościołem? Na ten temat nie trzeba za dużo filozofować. Być może z granicami Kościoła jest podobnie jak z granicami życiodajnej oazy: oaza nie jest odgrodzona od pustyni, ona po prostu przestaje istnieć tam, gdzie nie ma życia. W tej perspektywie Kościół istniałby wszędzie tam, gdzie zbawcza moc Chrystusa przemienia ludzi, choćby oni sami o tym nie wiedzieli, granicę zaś Kościołowi wyznaczałby jedynie grzech, brak życia Bożego. Są dane biblijne, które dopuszczają takie spojrzenie. Na przykład w Apokalipsie napisano, że bramy Miasta Bożego będą wiecznie otwarte, ale zarazem "nic nieczystego do niego nie wejdzie ani ten, co czyni ohydę i kłamstwo, lecz tylko zapisani w księdze życia Baranka" (21,27). Paweł zaś Apostoł naucza, że Chrystus "jest Zbawcą wszystkich, a zwłaszcza wierzących" (1 Tm 4,10) -- zauważmy słowo "wszystkich", ale zauważmy też słowo "zwłaszcza".

Na pewno nie można interpretować zasady "poza Kościołem nie ma zbawienia" w taki sposób, żeby przestała ona cokolwiek znaczyć. Nie wolno więc nam zagubić tej prawdy wiary, że zbawienie człowiek może otrzymać wyłącznie od Chrystusa. Nie wolno też nam zagubić wezwania misyjnego do wszystkich narodów: wszyscy ludzie są zaproszeni do wiary w Chrystusa i do radowania się Jego darami, nas zaś, wierzących, Chrystus wzywa do przekazywania dalej Dobrej Nowiny. Natomiast sprawę zbawienia wiecznego ludzi niewierzących w Chrystusa zostawmy po prostu Panu Bogu: On z całą pewnością jest i sprawiedliwy, i miłosierny, a łaska Chrystusa zapewne dociera tajemniczo również poza widzialne granice Kościoła. Wszakże "zbawienie poza Kościołem -- jak trafnie zauważył pastor Bonhoeffer -- jest dla wiary zasadniczo niepoznawalne i dlatego nie może stanowić punktu doktryny. Zbawienie jest rozpoznawalne po Obietnicy, a Obietnicę otrzymało głoszenie czystej Ewangelii."1

I jeszcze dwa dopowiedzenia. Niebezpieczeństwo rasizmu duchowego u chrześcijan, o którym Pan wspomina w swoim liście, zapewne istnieje, ale wystarczy wczytać się nieco w Ewangelię, żeby odeszła człowiekowi ochota dzielenia ludzi na dobrych i złych. Powiedziano nam przecież: "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni" (Mt 7,1). Wiemy też, że nie wystarczy być w Kościele, żeby dostąpić zbawienia, każdy z nas może -- strach o tym pomyśleć -- zmarnować swoje życie. Zaś w Ewangelii św. Łukasza znajdują się słowa jakby wprost dotyczące naszego tematu: "Sługa, który zna wolę swego Pana i nie uczynił zgodnie z Jego wolą, wielką chłostę otrzyma. Ten zaś, który nie zna Jego woli i uczynił coś godnego kary, małą chłostę otrzyma. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie, a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą" (12,47n).

I drugie dopowiedzenie. Wydaje mi się, że istnieje jedna sytuacja, w której mogę powiedzieć bliźniemu: Pomyśl o swoim zbawieniu, bo poza Kościołem go nie znajdziesz. Mianowicie jeśli ktoś dla jakichś niskich, niegodnych racji porzuca Kościół lub go rozbija, albo boi się do niego przystąpić. "Nie mogliby być zbawieni tacy ludzie -- powiada ostatni Sobór w Konstytucji o Kościele (nr 14) -- którzy wiedzą, że Kościół założony został przez Boga za pośrednictwem Jezusa Chrystusa jako konieczny, mimo to nie chcieliby bądź do niego przystąpić, bądź też w nim wytrwać".

1 Dietrich Bonhoeffer, Wybór pism, Więź, Warszawa, 1970, s. 90.

O. Jacek Salij OP, "Szukającym Drogi"

Komentarze (21):

wystarczą 3 osoby2020.11.27 23:29
2 osoby + Jezus to już jest Kościół , nie musi być wielkiej hierarchii i wysokich świątyń żeby przyjść po zbawienie do Boga i żyć Jego Wolą.... mało tego W tych wielkich bogatych świątyniach często cię tego nie nauczą jaki jest Bóg bo zajmą się innymi "sprawami religijnymi" nie pochodzącymi od Boga
pierwsi chrześcijanie2020.11.27 23:35
spotykali się po domach , razem modlili, nie było sakramentów, papieża, wykształconych księzy ... ALE MIELI DUCHA ŚW, I ON ICH PROWADZIŁ
poza Jezusem nie ma zbawienia!!2020.11.27 23:23
A nie poza kościołem, TO JEZUS MA MOC CIĘ ZBAWIĆ , WIARA W JEZUSA I PRZYJECIE GO JAKO SWOJEGO ZBAWICIELA A NIE W KOŚCIÓŁ ( którym są ludzie) !!
Anonim2020.11.27 21:56
Następny co wie lepiej, słuchajta go ludziska, bo wy same za głupie jesteście, co by wiedzieć co je dobre a co złe
Rafapon2020.11.27 16:24
Im idzie tylko o kasę, bez względu co mówią. A żeby tę kasę wyciągać od ludzi, muszą im wmawiać, że wszyscy są grzesznikami, a tylko oni - katabasy - mogą ich rozgrzeszyć.
to weź2020.11.27 17:13
i napisz, jaka jest prawda? Grzechu nie ma? Duszy nie ma?
skuter2020.11.27 18:09
I to jest akurat prawda Grzech prowadzi do śmierci A skoro wszyscy umieramy to znaczy że wszyscy grzeszymy bez wyjątku
Topek2020.11.27 15:15
Panie Salij więcej dobra byś uczynił gdybyś był produktywny
Topek czopek2020.11.27 17:12
i produkuj pan, traktory, i obuwie! Bo ciągle jest brak, nowego obuwia na rynku. Księża do produkcji! Robotnicy do rad!
Polak2020.11.27 15:03
Panie Salij, człowiek w każdej chwili może przestać być grzesznikiem - wystarczy że przestanie się przejmować okultystycznymi bajeczkami sekciarzy.
Dobrym sposobem na pozbycie się grzechu2020.11.27 14:51
jest zostanie ateistką/ateistą.
Świadomy2020.11.27 14:15
Hierarchowie KK to oszuści. Oszukują ludzi. Wciskają ludziom kit o jednym życiu. Katolicy jak możecie się dać tak oszukać? Obudźcie się. Reinkarnacja istnieje!
Świadomy2020.11.27 14:16
REINKARNACJA DOWODY. Szok. Chłopiec z Polski pamiętał swoje poprzednie życie. Ta historia po raz pierwszy została ujawniona w programie "NAUTILUS RADIA ZET". Wstrząsnęła tysiącami ludzi, do redakcji po wyemitowaniu nagrań związanych z tą sprawą ludzie dzwonili tygodniami. Historia Marcina jest jak uderzeniem obuchem w łeb - tak łatwo się tego nie zapomina. Ta historia zaczęła się w momencie, kiedy w rodzinie państwa G. mały Marcinek zaczął mówić. Dwuletnie dziecko co chwilę pytało, dlaczego nikt nie jeździ na koniach i nie nosi zbroi. Początkowo rodzice podejrzewali, że za wszystkim stoi dziecięca fantazja. Bezskutecznie szukali książek, z których Marcin mógł o tym przeczytać. Im dziecko było starsze, tym jednak opowiadana przez niego historia była coraz ciekawsza. Ku przerażeniu najbliższych Marcin oświadczył, że na Ziemi nie jest pierwszy raz. W swoim poprzednim życiu był rycerzem, jeździł na koniu, nosił zbroję i uczestniczył w pojedynkach. Miał rodzinę, żonę i sześcioro dzieci. Mieszkał w zamku i miał własnego króla, choć " nie był bardzo ważnym rycerzem ". Tu zaczyna się część opowieści chłopca, która zapiera dech w piersiach. Marcin pamięta dzień, kiedy przyszło mu stoczyć pojedynek na miecze. Obok niego walczył jego giermek. Chłopiec utrzymuje, że w tym pojedynku został zabity. Jest to o tyle niezwykłe, że kilkuletnie dzieci przeważnie w wymyślanych przez siebie historiach kreują się na bohaterów. Marcin przeciwnie, mówi że przegrał! Wspomnianej audycji można posłuchać na youtube pod nazwą "Nautilus Radia Zet Reinkarnacja".
biedaczku2020.11.27 14:44
uważaj bo jeśli prawda to o cym piszesz to możesz być wieprzaczkiem, powodzenia
@biedaczku2020.11.28 12:38
Mylisz tu tzw. wędrówkę dusz z reinkarnacją. Polecam przeczytać książkę prof. Lidii Stawowskiej "Reinkarnacja Nieskończoność Istnienia" gdzie opisuje swoje badania na ten temat.
Anonim2020.11.27 14:01
Wiem , że nie dla czytelników Frondy piszę . Większość nie rozumie moich słów . Nie , nie jest w mocy człowieka życie bezgrzeszne . Dostaliśmy dlatego od Boga duży zakres tolerancji . Nie można jednak granicy tej tolerancji przekroczyć a tak się dzieję w przypadku pedofilii , zwłaszcza wśród księży . To jest krzywda największa z krzywd możliwych do wyrządzenia drugiemu człowiekowi . Godzi w ciało , umysł i duszę . Nie ma większej dlatego Jezus o niej mówił i zalecał raczej samobójstwo aniżeli wyrządzeniu jej bezbronnemu dziecku Kto jak kto , ale księża powinni znać przekazy Jezusa . Podobno to ich nauczyciel i prawodawca ? Nie wiem jak inni Chrześcijanie , ale ja żyję według trzech zasad : 1. Kocham Boga , 2. Staram się nikomu i niczemu nie szkodzić . 3 . W miarę możliwości pomagam ludziom i wszystkiemu co żyje . A że coś się czasem sknoci z głupoty , czy z powodu emocji to już inna sprawa . Ale nigdy nie robię tego świadomie i z rozmysłem . Tak ja żyję a inni być może żyją według innych zasad i innego systemu wartości ?
"...ale ja żyję według trzech zasad .."2020.11.27 14:14
Dodaj do tej listy zasad: NIE SĄDŹ bo będziesz SĄDZONY!
Anonim2020.11.27 15:42
" Nie osądzaj " . Tu leży różnica . Krytyka jest bardzo wskazana do samooceny i ja ją sobie cenię . W stosunku do krytykujących mnie nie chowam żadnej urazy .Człowiek sądzi o sobie subiektywnie i dobrze jest jak inni sprostują jego widzenie siebie . Na tym między innymi polega ludzki rozwój .
Anonim2020.11.27 16:19
Osądzanie kogoś jest równoznaczne z wydaniem na niego wyroku a to może zrobić tylko Bóg , gdyż jest nieomylny . Na Ziemi robią to Sądy składające się z wielu ludzi biorących pod uwagę dowody i okoliczności , są za lub przeciw karze . A i tak często wydają niesprawiedliwe wyroki . Nie może tego robić ludzka jednostka , czyli uznać winę a tym samym wymierzyć karę .
hEVEn EVYL to EMAnuel2020.11.27 13:58
Widzicie feministyczna planeto Nie widzicie absurdu który czcicie, Macie napisane jak Jan wasz święty klęknął przed aniołem, a ten mu zabronił tego czynić bo tylko Jezusowi należy się chwała. I co robicie? Odmawiając pacierz modlicie się na klęcząco do Józefa, Michaela itd anioła stróża i wszystkich świętych np; prostytutek, pedofilów,homoseksualistów To wieczne kłanianie i klękanie wszystkim to jest ta lepsza część prawdy o raju, który jest zaprzeczeniem prawdziwego pierwszego raju.
Jarek2020.11.27 13:39
Cytuję: ..Wszakże "zbawienie poza Kościołem -- jak trafnie zauważył pastor Bonhoeffer -- jest dla wiary zasadniczo niepoznawalne i dlatego nie może stanowić punktu doktryny... Od kiedy katolik utożsamia się z poglądami protestanckimi? To chyba jest herezja?