"Meksyk"mamy w Skwierzynie.Policja i przestępcy jak w rodzinie - zdjęcie
31.03.16, 09:16

"Meksyk"mamy w Skwierzynie.Policja i przestępcy jak w rodzinie

1

W biurze biznesmena ze Skwierzyny, Krzysztofa Krajewskiego, znaleziono 300 działek narkotyku. Miał on również zastraszać policjantów i świadków w sprawach sądowych. Pozostaje bezkarny, bo według relacji członków lokalnej społeczności, przyjaźni się z Markiem Działoszyńskim, komendantem głównym policji w czasach rządów PO-PSL.

Krajewski i Działoszyński poznali się prawdopodobnie w 1991 roku, kiedy to Działoszyński został szefem komisariatu w Skwierzynie. Obaj wypierają się zażyłej znajomości, twierdzą, że znają się pobieżnie, bo ich synowie chodzili razem do szkoły. Właściciel hotelu "Dom nad rzeką" informował jednak, że Krajewski i Działoszyński z rodzinami od lat spędzali wspólnie sylwestra w jego hotelu.

Krzysztof Krajewski robił interesy z wieloma wspólnikami, także obcokrajowcami, co zawsze kończyło się ruiną finansową partnera biznesowego. Wspólnicy oddawali sprawę do sądu, ale niewiele mogli wywalczyć. Prawnicy prowadzący ich sprawy przyznają, że podczas każdego procesu świadkowie oskarżenia odwoływali swoje zeznania lub spotykały ich "losowe" nieszczęścia, m.in. pożary i włamania, których sprawców dotąd nie wykryto.

Krajewskiemu umorzono kiedyś sprawę o groźby karalne. Stało się to po zeznaniach dwóch policjantów z Gorzowa, którzy odwiedzili biznesmena w domu, akurat w czasie, gdy miał wykonywać telefoniczne groźby karalne.

Prawie dwa lata temu "Gazeta Polska Codziennie" poinformowała o tym, że Krzysztof Krajewski został przyłapany na jeździe pod wpływem narkotyków, a w jego biurze znaleziono mefedron w ilości wystarczającej na 300 działek. Podczas zatrzymania biznesmen miał krzyczeć do syna, by zadzwonił do kolegi, żeby ten "powtórzył ojcu, co się stało". Ten kolega to syn Marka Działoszyńskiego, od 2012 Komendanta Głównego Policji. Od czasów zatrzymania biznesmena zgłaszają się kolejni świadkowie, zeznając m.in. o tym, że Krajewski handluje narkotykami. Biznesmen wychodzi z aresztu, gdzie miał być wyjątkowo traktowany, po dwóch miesiącach, ze względu na "zły stan zdrowia", zastrasza esemesami policjanta, który go aresztował. A od śledztwa odsunięci zostają kolejni fukncjonariusze związani ze sprawą.

Policjanci odsunięci od sprawy nie mają wątpliwości, kto stoi za nietykalnością Krajewskiego i obiecują zeznawać podczas dochodzenia wewnętrznego w policji.

Źródło: Fakt.pl

Komentarze (1):

anonim2016.03.31 11:06
Tak jest w każdym mieście.