Matka Kurka dla Frondy: Nacjonalizm niemiecki nigdy nie umiera - zdjęcie
25.09.17, 07:00Weidel i Gauland, fot. Olaf Kosinsky/kosinsky.eu

Matka Kurka dla Frondy: Nacjonalizm niemiecki nigdy nie umiera

Pojawiała się już powszechna opinia, że po raz pierwszy od czasów zakończenia II Wojny Światowej w Niemczech odrodził się nacjonalizm. Taka diagnoza ma być efektem wejścia do Bundestagu partii AfD, która łączy w sobie miłość do Rzeszy i Rosji Radzieckiej. Jak w każdej tego typu opinii więcej tu znajdziemy mitów niż faktów. Nacjonalizm niemiecki jest tak stary, jak same Niemcy i wcale nie musiał się odradzać. Wystarczy przejrzeć życiorysy paru esesmanów, że o wysokich oficerach Wehrmachtu nie wspomnę, którzy po wojnie normalnie funkcjonowali i zajmowali wysokie urzędy. Ba! Wielu z nich zostało autorytetami moralnymi, jak na przykład Günter Grass.

Taką samą „prawdą” jest to, że Niemcy wyciągnęły wnioski i z pełną surowością tępią wszelkie próby odradzania się narodowego socjalizmu. W 1950 roku, zaledwie 5 lat po rzezi jaką urządzili Niemcy, powstała Niemiecka Partia Rzeszy. Kropka w kropka dziedziczka NSDAP i spokojnie sobie funkcjonowała, najpierw legalnie przez dwa długie lata, potem w udawanym podziemiu aż do roku 1964. W 1965 roku nacjonaliści przemalowali szyld na Narodowodemokratyczną Partię Niemiec i do dziś sobie hulają na niemieckiej scenie politycznej. Zgodzić się trzeba, że do Bundestagu oficjalni niemieccy nacjonaliści nigdy nie weszli, ale po pierwsze w 1969 roku zabrakło im jednego procenta przy wyniku ponad 4%. Po drugie, w 2009 roku w wyborach do landtagu Saksonii NPD uzyskała 5,6%. Po trzecie i najważniejsze przez 52 lata jakoś nie udało się zdelegalizować partii NPD pomimo wielu wysiłków.

Pedantom, którzy chcieliby podważać przytoczenie powyższych faktów, bo ich skala nie powala tylko pokazuję, że takie marginalne zjawisko istnieje, chciałbym zaproponować mały test. Proszę sobie wyobrazić, że to w Polsce ktoś rejestruje stricte „nazistowskie” ugrupowanie, które oficjalnie przedstawia swój program, bierze udział w debacie publicznej, pobiera subwencje i tak dalej. Samo zarejestrowanie byłoby cudem, a utrzymanie „nazistowskiej” partii w Polsce możliwe nie jest. Niemcy, które rzekomo z nadzwyczajną pieczołowitością odcinają się od „nazizmu”, nie potrafią znaleźć konstytucyjnych i prawnych argumentów, aby zdelegalizować organizację dzieci i wnuków III Rzeszy, która jawnie nawiązuje do „dziedzictwa” Adolfa Hitlera?  Bajki, w dodatku niezbyt mądre, tęsknota za niemiecką potęgą jest w Niemczech nieśmiertelna.

Inną nieprawdą, powielaną dość chętnie przez niemieckie i polskojęzyczne media, jest to, że poważni politycy nie współpracują z politykami kojarzonymi z „nazistowskim” sentymentem. Historia Związku Wypędzonych w Niemczech i przede wszystkim kariera Eriki Steinbach całkowicie temu przeczą. Pani Erika Steinbach z księżyca nie spadła i w Niemczech jest znana od wielu lat, dokładnie od 1970 roku, gdy stała się jedną z bardziej rozpoznawalnych aktywistek CDU. Rozpoznawalność zapewniło jej otwarte kwestionowanie granicy na Odrze i Nysie. W 1990 roku Erika Steinbach została deputowaną CDU i do dziś w niemieckiej polityce zajmuje istotne miejsce, ciesząc się szacunkiem kanclerz Merkel. Zarzutów szerzenia „mowy nienawiści”, rozbijania wspólnoty europejskiej czy sławienia potęgi III Rzeszy Erika Steinbach nigdy nie usłyszała.

Wczoraj zakończyły się wybory parlamentarne i natychmiast narodziło się najnowsze kłamstwo. Partia Alternatywa dla Niemiec uzyskała według badania exit poll około 13% poparcia. Zaraz po tym rozpętała się sztuczna histeria, bo oto pierwszy raz niemieccy nacjonaliści weszli do Bundestagu. Bzdura! W Bundestagu nigdy nie brakowało nacjonalistów, choćby przywołana Erika Steinbach radziła sobie świetnie. Wynik AfD pokazuje coś zupełnie innego i bardzo groźnego. Mamy do czynienia z pewnym testem.

Na ile partia, która otwartym tekstem formułuje swoje postulaty polityczne rodem z paktu Ribbentrop- Mołotow ma w Niemczech realny odzew? Biorąc pod uwagę, że AfD była przez media i polityków głównego nurtu traktowana z pełną surowością i odcinali się od niej niemal wszyscy, to wynik musi robić wrażenie. Chciałbym zakończyć optymistycznie, ale niestety nie mogę. Jedno hasło za naszą zachodnią granicą, jeden rozkaz wypowiedziany przez kogoś poważniejszego niż Steinbach czy AfD i III Rzesza wraca z dawną siłą. Nacjonalizm, w najbardziej parszywym wydaniu, był obecny w Niemczech od zawsze i nigdy nie umrze!

Matka Kurka (Piotr Wielgucki)