Matka Kurka: Czy polityczny troll Donald Tusk stanie na czele ,,europejskiej'' koalicji? - zdjęcie
19.11.18, 15:15fot. EPP, lic. CC BY-SA 2.0 via Flickr

Matka Kurka: Czy polityczny troll Donald Tusk stanie na czele ,,europejskiej'' koalicji?

Tusk takie rozwiązania, pozbawione większego ryzyka, po prostu kocha i w zasadzie innych działań politycznych nie podejmuje. Jest to wystarczająco mocny argument, który plotkę o budowaniu koalicji czyni prawdopodobnym i istniejącym planem - pisze na łamach portalu Kontrowersje.net bloger Matka Kurka.


Parę dni temu zażartowałem, że dziennikarze poumierają z głodu, jak się nie pojawi jakaś większa afera. Dziś padam ofiarą własnego żartu, ze sztucznie napompowanej afery KNF zupełnie zeszło powietrze i już tylko najbardziej zatwardziali mieszkańcy „ten kraju” jeszcze coś tam mruczą. Nie mam serca do pisania kolejnego felietonu o tym, co się ludziom przejadło wcześniej niż sądziłem, ale na szczęście wrócił z nową siłą polityczny plan trolla Tuska. Finezji i nowości żadnej, ale jest parę mocnych punktów w tym pomyśle, których mimo wszystko bym nie lekceważył.

Rzecz jest prosta, troll Tusk chce aby szeroka koalicja poszła wspólnie do wyborów i zdobyła jak największą liczbę mandatów w Parlamencie Europejskim. Zacznę od plusów, które na starcie łapie Tusk i cały projekt. Przede wszystkim trzeba sprostować błędne założenie, że troll nie będzie mógł stać na czele takiej koalicji, bo jako „król Europy” ma zakaz politycznego angażowania się w sprawy krajów członkowskich. Po pierwsze on to robił wielokrotnie i nie poniósł żadnej konsekwencji, po drugie pomysł polega właśnie na tym, aby oficjalnie nie stał. Tusk się okuł na cztery kopyta wystarczy, że pójdzie parę artykułów do zaprzyjaźnionych mediów, co się zresztą dzieje od paru miesięcy, a w nich zostaną przedstawione „informacje od anonimowego rozmówcy” potwierdzające przywództwo Tuska i reszta stanie się sama.

Jeśli pomysł wypali, polityczny troll zatriumfuje, gdyby pomysł nie wypalił, to zawsze może się wycofać i powiedzieć, że on jest czynnym „królem Europy”, dlatego dementuje wszystkie plotki o swoim udziale w wyborach. Tusk takie rozwiązania, pozbawione większego ryzyka, po prostu kocha i w zasadzie innych działań politycznych nie podejmuje. Jest to wystarczająco mocny argument, który plotkę o budowaniu koalicji czyni prawdopodobnym i istniejącym planem. Inny bardzo poważny argument to matematyka. Polska ma 51 mandatów w Parlamencie Europejskim, dodatkowo z jakichś dziwnych powodów wyborcy PiS nie lubią wyborów europejskich i zostają w domach. W ogóle frekwencja jest podła, na poziomie 24%. W ostatniej rozgrywce wygrała PO wynikiem 32% i 19 mandatów, drugie było PiS z 31,8% i taką samą liczbą mandatów.

Dalsze miejsca zajęła SLDUP 9,44% i 5 mandatów, NPJKM 7,15% i 4 mandaty, PSL 6,80% i 4 mandaty. Biorąc poprawkę, że PiS weźmie więcej, a PO spadnie, to i tak mamy dość czytelną sytuację w układzie PiS kolntra ANTY-PiS. Niby działa zasada, która mówi, że w tak szerokich koalicjach głosy nigdy się nie sumują, ale te wybory są specyficzne oparte głównie na znanych nazwiskach, no i nie przekładają się na koalicję rządzącą. PO bardzo się opłaca zbudowanie wspólnej listy z SLD i PSL, bo w takim zestawie i w tych konkretnych wyborach PiS miałby niezwykle ciężkie zadanie, polegające na walce ze wszystkimi przeciwnikami skupionymi pod jednym politycznym szyldem. Dodatkowo europejskie wybory to konik elektoratu wielkomiejskiego, gdzie jak wiadomo PiS poza próg 30% nie wyjdzie.

O ile politycznemu trollowi Tuskowi udałoby się taką ekipę zbudować, to przy pomocy sztucznych i psychologicznych efektów mogłoby powstać przekonanie, że „PiS się kończy”. Pokusa olbrzymia, plusów bardzo dużo, ale na szczęście jest jeden wielki minus. W tym samym czasie, gdy „Wyborcza” i inne namaszczają trolla na wodza wielkiej koalicji, Petru z Joannami buduje swoją kanapkę, a Biedroń z Gawkowskim, który opuścił SLD, zakładają nową lewicową inicjatywę. Obie grupy mają mizerne szanse na sukces polityczny, ale doskonale torpedują ideę „zjednoczonej opozycji”. Trudno też, poza dokopaniem PiS-owi, znaleźć jakąkolwiek polityczną korzyść dla PSL i SLD.

Wiadomo jak kończą przystawki, o ile jeszcze SLD wytłumaczyłoby się ze sztamy z PO, o tyle połączenie PSL z PO dla wiejskiego elektoratu byłoby całkowicie niezrozumiałe, ponieważ czym innym jest koalicja rządowa dwóch ugrupowań, a czym innym start w wyborach na tej samej liście, gdzie małe partie zawsze się gubią. Analizując wszystkie za i przeciw na tytułowe pytanie nie da się odpowiedzieć jednoznacznie. Pokusa jest bardzo duża, zyski dla PO i Tuska równie mocne, ale jeszcze trzeba przekonać przystawki, żeby dały się zjeść, co łatwe nie będzie.

Matka Kurka

Kontrowersje.net