Latający zakonnik - zdjęcie
18.05.13, 19:06Święty Józef z Kupertynu (Wikimedia Commons)

Latający zakonnik

22

17 czerwca 1603 roku w małej wiosce Kupertyn w południowych Włoszech przyszedł na świat chłopiec. Ponieważ mieszkanie jego rodziców z powodu długów zajęte było przez poborcę podatkowego, dziecko narodziło się w stajni. 
Rodzice dali mu na imię Giuseppe – Józef.

Pewnego dnia matka chłopca, Franceschina, namaściła chore miejsca oliwą z wiecznej lampki, która paliła się przed Madonną w świątyni parafialnej. Wówczas nastąpiło natychmiastowe, cudowne uzdrowienie. To Boże działanie naznaczyło życie chłopca i związało go z Panem.

Dzieciństwo

W szkole Józef nie był dobrym uczniem, co nie znaczy, że się nie uczył czy lenił. Nie potrafił przyswoić sobie wiedzy, której wymagali od niego nauczyciele. Długie godziny spędzone w szkole, wystawiana na próbę cierpliwość nauczycieli i profesorów, a także wynikająca z miłości surowość rodziców sprawiły, że Józef edukację szkolną, bez większego rezultatu, zakończył bardzo szybko.

Bardzo chętnie chodził natomiast  do kościoła. Mógł tam przesiadywać godzinami, wpatrzony w obrazy Maryi, świętych i tabernakulum umieszczone w głównym ołtarzu. Matka szybko zauważyła, że jej syn umiłował Pana Jezusa i podsunęła mu myśl, by – jeśli pragnie i czuje potrzebę serca – wstąpił do zakonu i oddał się Bogu. Tak też się stało.

Trudne początki

Za wskazaniem matki Józef poprosił o przyjęcie do zakonu kapucynów i zaczął pełnić posługę brata świeckiego. Niestety, nie trwało to długo. Szybko został stamtąd wydalony i uznany za niezdatnego do życia we wspólnocie. Nazwany „bratem Niezdarą”, niebawem opuścił zakon.

Po krótkim czasie pobytu w domu podjął kolejną próbę. Tym razem poprosił o przyjęcie do wspólnoty zakonu franciszkanów konwentualnych. W zakonie zachował swe chrzcielne imię. Na początku był bratem zakonnym, który zajmował się różnymi pracami na terenie klasztoru. Jego wiara i miłość do Pana Jezusa Eucharystycznego oraz Matki Bożej zostały dostrzeżone przez wyższych przełożonych, co sprawiło, że został on skierowany na nauki przygotowujące do przyjęcia w przyszłości sakramentu kapłaństwa.

Latający kapłan

Pierwszą Mszę św. odprawił Józef 19 marca 1628 roku w kościele klasztornym. Zakonnik, kapłan, spowiednik – był niezwykle oddany modlitwie i służbie drugiemu człowiekowi. I nic by w tym nie było nadzwyczajnego, gdyby nie pewne zdarzenie, które nastąpiło w uroczystość św. Franciszka z Asyżu, założyciela zakonu.

Oto rankiem 4 października 1630 roku, jak co dzień, o. Józef udał się do ołtarza, by sprawować Mszę. W czasie podniesienia wraz ze świętą Hostią zakonnik uniósł się w powietrze. Zaczął lewitować. Zdarzenie to było widziane przez zakonników mieszkających w klasztorze i uczestniczących w tej Eucharystii.

Lewitacje zdarzały się od tego czasu bardzo często i trwały od kilku do kilkudziesięciu minut. Współbracia byli zdumieni i przestraszeni. Wierni przybywający do kościoła na Mszę św. widzieli w o. Józefie wyjątkowego człowieka, niemal świętego.

Wieść o latającym zakonniku rozniosła się po całych Włoszech i trafiła do Rzymu. Żywo na te nowinki zareagowało Święte Oficjum – ówczesny Trybunał Inkwizycyjny. Jego wysłannicy przybyli do klasztoru, rozmawiali z o. Józefem, obserwowali go i uczestniczyli we Mszy św. przez niego celebrowanej. Efektem tej wizyty było skierowanie go do klasztoru Sacro Convento. Przygotowano dla zakonnika niską celę, by nie mógł się unosić w powietrzu. Zabroniono mu także odprawiania Mszy w obecności ludu.

Józef w swoim posłuszeństwie, które ślubował Bogu i przełożonym zakonnym, przeniósł się do Asyżu. Przeprowadzkę tę potraktował nie jako zesłanie, ale jako dar Niebios – by mógł być bliżej św. Franciszka, w którego ślady przecież poszedł.

Walka z Szatanem

Życie w Asyżu nie było jednak piękne, łatwe i przyjemne. Tam, gdzie Pan Bóg objawia swoją chwałę, obdarowuje nadzwyczajnymi darami i łaskami, tam pojawia się i Szatan, który przychodzi i doświadcza człowieka.

Jeden z biografów Józefa, niejaki Bernini, pisał: Demony nieustannie dr´czyy Józefa w Asy˝u – czy to wewn´trznymi pokusami, czy te˝ zewn´trznymi, napadajàc na niego i choszczàc go.

Józef nie mógł w ciągu dnia przychodzić do miejsca, gdzie znajdował się grób św. Franciszka, gdyż było tam wielu ludzi, a on wypełniając nakaz Świętego Oficjum, musiał przebywać w ukryciu. Przychodził więc wieczorami. Pewnego razu, gdy modlił się przy grobie świętego, usłyszał, że ktoś idzie przez kościół, głośno stąpając po posadzce w podkutych blachą butach. Wraz ze zbliżaniem się tej osoby gasły światła w świątyni. W pewnym momencie nieznajomy rzucił się na Józefa, powalając go na ziemię i dusząc. Józef wezwał wstawiennictwa św. Franciszka i wtedy zapaliły się lampy, a napastnik zniknął. Nie na długo.

Innego dnia, modląc się wieczorem w kościele, Józef zobaczył idącą w drewnianych chodakach postać, ubraną w zgrzebny płaszcz i trzymającą w ręku różaniec. Gdy Józef ją pozdrowił, myśląc, że to inny zakonnik, postać zrzuciła płaszcz, odsłaniając swoje koźle nóżki. Demon ścisnął Józefa, dusząc go, a po chwili z wielkim krzykiem zniknął, wyrażając swoje niezadowolenie z obecności zakonnika w tym klasztorze.

Inny razem z celi, gdzie mieszkał Józef, dały się słyszeć krzyki i dziwne odgłosy. Zaniepokojony współbrat, sąsiad Józefa, pobiegł po przełożonego. Gdy razem zapukali do drzwi celi, otworzył im Józef, uspokajając, że nic się nie stało: to tylko był Szatan, który szukał zaczepki. Na pytanie, jak sobie z nim poradził, zakonnik odpowiedział, że wziął stułę i kilkakrotnie uderzył nią Szatana, który przyjął postać stworzenia. Po dotknięciu świętym przedmiotem, diabeł zniknął.

Kiedyś Józef został poproszony listownie o pomoc kobiecie dręczonej przez demona. Przełożony klasztoru skierował go do tej posługi i Józef udał się do opętanej. Długo modlił się, prosząc dla niej o łaskę uwolnienia. W pewnym momencie został przez nią spoliczkowany. Wówczas wziął kartkę z prośbą o pomoc, przysłaną do klasztoru, rzucił ją na opętaną i zawołał: Panie, zabierz to zo! W tym momencie Szatan uciekł od kobiety. Zakonnik pytany, jak to się stało, odpowiedział: Uczyniem to pod posuszeƒstwem.

Pewnego razu Józef udał się do miejscowości Cascia, aby uwolnić od demona inną niewiastę. Dostał pozwolenie przebywania poza klasztorem przez 10 dni. Kiedy przyjechał na miejsce, kobieta zachowywała się normalnie, nie było widać śladu Złego. Dziesiątego dnia wieczorem ujawnił się w kobiecie Szatan, wiedział bowiem, iż zakonnik nie może już dłużej być poza klasztorem. Modlitwy o uwolnienie trwały długo. Jednak pod koniec dnia Malatasca – bo tak Józef nazywał Szatana – z wielkim krzykiem wyszedł z kobiety. W życiu o. Józefa było jeszcze wiele innych sytuacji, w których spotkał złego ducha.

Po doświadczeniach, jakim Józef został poddany przez Święte Oficjum, i sprawdzeniu, że jego nadzwyczajny dar lewitacji pochodzi od Pana Boga, zakonnik został skierowany do klasztoru w Ossimo. Tam spędził resztę swego ziemskiego życia. Po poradę duchową przybywał do niego sam papież, a także kardynałowie, kapłani i wielcy świeccy tego świata: królowie, książęta, możnowładcy. Pośród nich także książę, a późniejszy król Polski, Jan Kazimierz.

Józef zakończył swoją ziemską pielgrzymkę w nocy z 18 na 
19 września 1663 roku w Ossimo. Chwała i kult pobożnego franciszkanina spowodowały, że 
24 lutego 1753 roku papież Benedykt XIV ogłosił go błogosławionym, a 16 lipca 1767 roku papież Klemens XIII zaliczył go do grona świętych Kościoła.

Święty Józef z Kupertynu jest patronem uczniów, studentów i zdających egzaminy.

W Kościele wspomina się go 
19 września, w dniu jego narodzin dla nieba.

Ks. Paweł Kłys

Tekst pochodzi z najnowszego numeru Miesięcznika EGZORCYSTA

 


Komentarze (22):

anonim2013.05.18 20:30
Mój patron z bierzmowania:).
anonim2013.05.18 20:50
Skoro aniołki mogą latac to dlaczego nie zakonnik? Wszystko mozliwe. Odlotowa sprawa.
anonim2013.05.18 20:55
@icari80 To idź sobie inny portal poczytać, może z oparami opium. Tu cię nikt nie trzyma.
anonim2013.05.18 21:49
Egzorcysta nie zawodzi ;)
anonim2013.05.18 22:20
Legenda być może, ale warto zwrócić uwagę na fakt, że to już nie średniowiecze, a początek epoki nauk empirycznych, wiek XVII. Czyli coś takiego jak lewitacja nie mogłaby ujść uszom ówczesnych uczonych.
anonim2013.05.19 0:05
To ptak! To samolot! Nie! To Latający Zakonnik! :D Eh...No bajka fajna:) W sam raz na dobranoc:)
anonim2013.05.19 0:58
Zapomnieliście o patronie lotników.
anonim2013.05.19 13:20
@GoscZcH A czy PiS nie był już u władzy??? Jakoś fizyki i matematyki nikt nie zaprzestał wtedy uczyć, więc nie opowiadaj bzdur.
anonim2013.05.19 13:23
Jak się wam wszystkim tak na Frondzie nie podoba to wejdźcie sobie na Wyborcza.pl.Tam pewnie piszą o latającym Palikocie albo Tusku.
anonim2013.05.19 13:45
Mozna miec wlasne opinie, ale nalezy brac pod uwage logike, zwlaszcza jesli jest sie wyksztalconym. Tak wiec, jesli zaprzecza sie oraz drwi sie z lewitacji swietych, to jednoczesnie zaprzecza sie oraz drwi sie z Boga i calej wiary katolickiej. Pytanie wiec do tych drwiacych z lewitacji czy do konca przemysleli swoje drwiny. Lewitacja to sprawa wiary. Wierzacy bedac naocznym swiadkiem lewitacji uwierzy, a watpiacy lub niewierzacy bedac swiadkiem lewitacji (swietego) zobaczy w tejze lewitacji oszustwo, legende, itp sprawy tylko nie wiare.
anonim2013.05.19 13:49
A najwiekszy klopot jest z niedouczonymi studentami lub naukowcami, ktorzy znaja sie byc moze na jakiejs waskiej dziedzinie, ale sa umyslowo ograniczeni.
anonim2013.05.19 15:31
@icar To co piszesz jest typowe, dla naszego wieku idolizacji nauki. Nie jest to jednak jedyne racjonalne argumentowanie. Nauka jest wielce ograniczona. Dodatkowo, jesli polaczysz racjonalnosc z doswiadczeniem duchowym ( lepiej katolickim) to jak najbardziej lewitowanie miesci sie w tym co jest mozliwe, ale tylko w kontekscie wzbudzania wiary. Cuda sa po to, aby wzbudzic wiare, nie po to aby je psedo-racjonalnie analizowac.
anonim2013.05.19 17:16
tylko nie te "kozie nóżki" , jak można publikować takie bzdury
anonim2013.05.19 21:05
@JankoMuzykant "Nauka jest wielce ograniczona." - nauka to nauka, ni mniej ni więcej, takie stwierdzenia padają zwykle z ust ludzi, których wierzenia kłócą się ze stanem wiedzy o otaczającym nas świecie lub których wierzenia nie znajdują w nauce potwierdzenia.
anonim2013.05.20 8:20
Wiara w lewitację Świętego jest sprawą indywidualną, nie jest do Zbawienia koniecznie potrzebna. Ale z drugiej strony dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych! Mała Arabka również unosiła się nad drzewami, i widzieli to zresztą ateiści, którzy się nawrócili... Tego też życzę obecnym tu ateistom.
anonim2013.05.20 9:24
@Ostrowski "Mała Arabka również unosiła się nad drzewami" - masz może jakieś linki, chciałbym poczytać o co właściwie chodzi a jakoś nie mogę nic wyguglować.
anonim2013.05.20 11:44
@JankoMuzykant "Mozna miec wlasne opinie, ale nalezy brac pod uwage logike, zwlaszcza jesli jest się wykształconym." Logika podpowiada, że latanie nie jest możliwe jeśli jakaś siła nie przeciwstawia się sile grawitacji lub w inny sposób nie powoduje się iluzji wzrokowej, jeśli ktoś nie stosuje sztuczek. Problem w tym, że ludzie wierzący NAJPIERW uwierzą, bo w końcu sprawdzają. Jeśli już, to zaczynają sprawdzać fakty dopiero gdy jakiś ateusz zmusi ich do tego swoimi narzekaniami. "Tak wiec, jesli zaprzecza sie oraz drwi sie z lewitacji swietych, to jednoczesnie zaprzecza sie oraz drwi sie z Boga i calej wiary katolickiej." Nie. Drwi się z pojedynczego przypadku. Bóg nie musi łamać praw natury a Kościół doskonale wie, że większość domniemanych cudów była raz po raz obalana i dlatego sam powołał komisję do "sprawdzania" wiarygodności cudów. Ergo, ma własną organizację która właściwie ma monopol na sprawdzanie cudów, np. tego w Sokółce, bo policji nie interesuje spraw nadnaturalnych. "Pytanie wiec do tych drwiacych z lewitacji czy do konca przemysleli swoje drwiny" Tak. Lewitacja nie zachodzi, jeśli nie weźmie się pod uwagę praw fizyki. Nie spotkałem się w swoim życiu z żadnym przypadkiem nagięcia tychże. "Lewitacja to sprawa wiary." Raczej zabobonu - skłonności do bycia oczarowanym przez tanie sztuczki. Nieprzypadkowo tylko u Jana znajdziemy opis przemiany przez Jezusa wody w wino na weselu - synoptycy wstydziliby się mieć za swojego mistrza zwykłego kuglarza. Ale Paweł z Tarsu, skądinąd dziwnie zbieżny z Jezusem przedstawionym u Jana, twierdził tak jak i ty - cuda powinny wzbudzać wiarę. Twierdził też, że nie jest grzechem kłamać o rzeczywistości, jeśli przyczynia się to chwały Boga. Mam nadzieję że dostrzegasz prosty wniosek z powyższego. "Wierzacy będac naocznym swiadkiem lewitacji uwierzy" Byłem naocznym świadkiem "lewitacji" fakira, ale nie była to lewitacja, tylko sprytna sztuczka. "a watpiacy lub niewierzacy bedac swiadkiem lewitacji (swietego) zobaczy w tejze lewitacji oszustwo, legende, itp sprawy tylko nie wiare." Twoja wiara w Boga jest zatem oparta na bardzo niskich pobudkach. "A najwiekszy klopot jest z niedouczonymi studentami lub naukowcami, ktorzy znaja sie byc moze na jakiejs waskiej dziedzinie, ale są umysłowo ograniczeni." Umysłowo ograniczeni są ludzie szukający innych sposobów wyjaśnienia? Ludzie którzy w ogóle zadają sobie pytanie "Jak to możliwe?" zamiast w to uwierzyć od razu? Tobie się chyba wydaje że "umysłowa przewaga" wynika ze zdolności człowieka do wiary w cokolwiek. Umysłowa przewaga wynika natomiast ze zdolności do kojarzenia. Nieprzypadkowo inteligentnymi ludźmi są tacy jak Sherlock Holmes - zdolni do myślenia dedukcyjnego poza schematami, zadający sobie pytania o przyczynę, alibi etc., zamiast ślepej wiary w to, co widzieli. "Nauka jest wielce ograniczona." Religia jest bardziej. Religia samą siebie ogranicza poprzez konserwatyzm i niezmienność. Postęp dokonuje się tylko dzięki zmienności. Nauka jest zmienna, bo dostosowuje się do prawdy, zamiast ją naginać. Religia natomiast manipuluje sobie prawdą. Jak w Biblii poczytamy bzdury o Genesis to potem powiedzą że wszystko to w co wierzył ciemny lud przez kilkanaście wieków nie było dosłowne. (mimo że sam lud tak wierzył i Kościół potwierdzał te relacje jako dosłowne, np. ganiąc naukowców takich jak Galileusz za "atak" na Biblię, mimo że sam Galileusz wierzącym pozostając stwierdził po prostu że w Biblii chodziło o metaforę i tak się to teraz również tłumaczy za nim) Przeczytamy bzdury o zwierzętach, których wszechwiedzący Bóg nie dałby ludziom do zapisania. Różnica jest taka, że to przyroda jest natchniona przez Boga, nie Biblia. Nauka zajmuje się badaniem przyrody, w miarę możliwości ludzkiego poznania, a religia poznanie to zaciemnia, upraszcza, wypacza, w scholastycznych konwulsjach, próbach pogodzenia tekstu pisanego sprzed 2 tysięcy lat z dzisiejszym stanem wiedzy. "Cuda sa po to, aby wzbudzic wiare" Największym cudem Jezusa jest ten, że ów gość chodził i dokonywał cudów, ale napisało o nim tylko czterech rówieśników. Wiara religijna nie ma prawie niczego wspólnego z racjonalnością.
anonim2013.05.20 17:18
Bardzo, bardzo dziękuję za ten art. Film o świętym Józefie oglądałam dziesiątki razy, ale nie spotkałam do tej pory książki o nim, a bardzo bym chciała kupić. Czy może ktoś zna tytuł dostępny w Polsce?
anonim2013.05.21 17:11
@ Przecietniak Prosiłeś link o małej Arabce : http://www.youtube.com/watch?v=2o8yXgZ-UoM
anonim2013.05.21 18:00
@Bar_ka Dzięki, obejrzę w wolnej chwili, mam nadzieję że są tam jakieś źródła, bo w filmikach na youtube to różne "cuda" można zobaczyć...
anonim2013.05.22 11:05
Ciekawa zależność - mimo zwiększającej sie liczby ludzi na Ziemi i coraz częstszym dostępem do kamer /aparatów (np w telefonach) zmniejsza się ilość relacji o yeti, objawianiach, ufo itp - należałoby się tego tylko spodziewać, gdyby tego typu zjawiska były urojeniami lub oszustwami. Wierzący w tego typu bzdety i tak będą utrzymywać, że to prawda - byłem świadkiem naprawdę zabawnych, intelektualnych wygibasów, żeby wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje :D
anonim2013.05.22 19:15
@Bar_ka Nie bardzo wiem co mam zobaczyć w tym filmiku, jeżeli komuś za dowód wystarczy coś takiego, to znaczy że jest gotów uwierzyć w każdą bzdurę.