Ks. prof. Pawlina: Łatwiej nawrócić pogan niż współczesnych ateistów - zdjęcie
08.02.12, 11:42

Ks. prof. Pawlina: Łatwiej nawrócić pogan niż współczesnych ateistów

23

 

 

KAI: Obrady najbliższego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów, które odbędzie się w październiku 2012 r., będą się toczyły na temat nowej ewangelizacji, cały rok 2012 ma upływać pod jej znakiem. Jak Ksiądz Profesor rozumie "nową ewangelizację?"



Ks. prof. Krzysztof Pawlina: Do zrozumienia nowej ewangelizacji ważna jest encyklika „Redemptoris missio”, w której Jan Paweł II wymienia trzy typy zbawczego działania Kościoła: misje wśród niewierzących, działania duszpasterskie wśród chrześcijan i nową ewangelizację wśród ochrzczonych, którzy utracili żywą wiarę. Odnosi się więc ona do tych, którzy wierzyli, ale z jakiegoś powodu przestali i odeszli z Kościoła.



Warto pamiętać, że ideę nowej ewangelizacji Jan Paweł II poddał już w 1979 roku. To nie był wówczas gotowy program, ale wezwanie, impuls, by Kościół zastanowił się nad tym jak służyć współczesnemu człowiekowi. Po śmierci Ojca Świętego przez jakiś czas panowała w tym temacie stagnacja, a obecnie Benedykt XVI czyni nową ewangelizację istotnym elementem swojego pontyfikatu.



Kościół próbuje stale się reformować, szuka nowych sposobów na ukazywanie ludziom danej epoki dzieła zbawczego. Stąd działanie Kościoła nazywane jest apostolatem, misją, ewangelizacją, w końcu nową ewangelizacją. Trzeba pamiętać, że to jest stale to samo działanie, mające na celu przybliżenie Boga nowym pokoleniom, po prostu zmieniają się metody jego przeprowadzania, by były bardziej adekwatne do danej epoki.

 

KAI: Jakie będą metody tej nowej ewangelizacji?

 

- Nowa ewangelizacja to powrót do kerygmatu – głoszenia podstawowych prawd wiary i jej budzenia, ale nie jak na początku chrześcijaństwa wśród pogan, tylko wśród tych, którzy przestali wierzyć. Trzeba znaleźć nowy sposób mówienia ludziom, że Chrystus umarł za nich na krzyżu, by oni mogli żyć.


Trudność, jaką cały Kościół musi pokonać w związku z nową ewangelizacją polega na tym, że my, duszpasterze, nie umiemy prowadzić ewangelizacji wśród ludzi, którzy w Kościele byli, ale już ich nie ma. Jesteśmy dobrze przygotowani do duszpasterstwa i katechizacji, ale nie umiemy posługiwać wśród ludzi, którzy odeszli, którzy są obojętnie lub negatywnie nastawieni do Kościoła.



Trzeba przygotować liderów, księży, duszpasterzy do posługi wśród niewierzących. Przykład idzie od Benedykta XVI – on pokazał nam jak to robić organizując dziedziniec pogan, gdzie dyskutuje się na temat wiary. Ważne jest zaplecze – powstają szkoły nowej ewangelizacji, w tym także w Warszawie – gdzie nowi liderzy uczyć się będą metod innych niż katecheza i duszpasterstwo.

 

KAI: Czego będą się tam uczyć?

 

- Księża i świeccy w szkołach nowej ewangelizacji mają się nauczyć dyskutowania, rozmawiania z osobami niewierzącymi. Czemu jest to potrzebne? Bo na początku chrześcijaństwo rozpowszechniało się poczynając od chrztu władcy, jego przykładem szli poddani. Dzisiaj do wiary dochodzi się w personalistyczny sposób, każdy ma swoją własną, indywidualną drogę do Kościoła. Stąd duszpasterstwo masowe nie przywróci Kościołowi i Chrystusowi osób, które z niego odeszły.



Potrzebne jest towarzyszenie w powrocie do Boga, towarzyszenie w odkrywaniu swojego powołania. Takiego personalistycznego duszpasterstwa jeszcze nie potrafimy robić. Często my, księża mówimy – mam tracić czas na jedną osobę? A to „tracenie czasu” dzisiaj oznacza tworzenie czasu zbawczego.


Zanadto przyzwyczailiśmy się do zabiegania w Kościele. Przyzwyczailiśmy się do czasu zegarowego, a zapomnieliśmy, że istnieje czas zbawczy. My, księża, musimy nauczyć się przechodzić od czasu zegarowego, do zbawczego. Nie pracujemy w Kościele, ale jesteśmy w Kościele i każdy człowiek się liczy, każdy jest bardzo ważny.



Jest jeszcze jedna ważna kwestia – jeśli już mamy odzyskać człowieka dla Kościoła i Chrystusa, to musimy mieć go gdzie przyprowadzić. Trzeba zadbać o jakość naszych wspólnot parafialnych. Bo jeśli ktoś się kiedyś zniechęcił, to nie będzie chciał wrócić do takiego samego miejsca. Środowisko, do którego go przyprowadzimy, musi być asymilujące a nie odstraszające.

 

KAI: A jak można zmienić parafie – zwłaszcza te duże, w miastach, pracujące jak ogromne machiny duszpasterskie?

 

- Musimy spróbować odsunąć sprzed naszych oczu te wielkie machiny i dostrzec pojedynczego człowieka. Chrystus dotykał każdego indywidualnie i z jednostek zbudował Kościół. Trzeba pamiętać, że w nowej ewangelizacji nie chodzi o sukces. Nie chodzi o poszerzenie klienteli Kościoła. Pojawiają się takie zarzuty, że nowa ewangelizacja to nowa ofensywa Kościoła w Europie, gdzie liczba katolików praktykujących się kurczy. Ale to nie o to chodzi. Zbawienie dokonuje się indywidualnie. Trzeba pojedynczemu człowiekowi pomóc oderwać się od zapatrzenia w świat doczesny, pokazać mu, że istnieje inny świat, świat ducha i wartości.



To nie jest łatwe, bo mamy do czynienia z ludźmi postchrześcijaństwa. Paradoksalnie łatwiej było nawrócić pogan na chrześcijaństwo niż współczesnych ateistów. Poganin miał swój system wierzeń, miał poczucie sacrum, był człowiekiem religijnym, a dzisiaj nastąpiła głęboka desakralizacja, zatraciliśmy zmysł religijny, wyszliśmy z horyzontu Boga.

 

KAI: Przed księżmi stoi wielkie wyzwanie, czy starczy na to sił, w znaczeniu chociażby liczebnym?

 

- Tu więcej zależy od siły ducha niż liczby kapłanów. Największą siłą Kościoła jest modlitwa i duchowość, świadectwo. Patrząc na nas ludzie powinni pytać „dlaczego oni tak żyją?” Musimy zanieść zsekularyzowanemu światu Boga, zaproponować im wiarę, nowy styl życia.



Jan Paweł II zdiagnozował to tak: na wschodzie Europy osoba została ofiarą systemu społeczno-politycznego, na zachodzie została poświęcona na rzecz dobrobytu. Na Wschodzie śmierć Boga ogłosiła panująca ideologia, na Zachodzie filozofia i sekularyzm. Europejczyk XX wieku to człowiek, który stracił z oczu Boga. I trzeba przywrócić mu duszę.



Kilka lat temu na autobusach w Londynie pojawił się napis „Boga chyba nie ma, ciesz się życiem”. Tak jakby wiara była wrogiem radości życia! Jakby Bóg coś człowiekowi zabierał. On nie zabiera, On daje. Świat mówi „rób co chcesz”, ale konsekwencje tego są smutne. Chrześcijaństwo oznacza wyrzeczenia i trudności, ale za to zapewnia szczęśliwy koniec. Kościół nie chce walczyć ze światem, proponuje tylko nowy styl bycia szczęśliwym człowiekiem.

 

KAI: Trudno będzie przekonać tych, którzy są wręcz wrogo nastawieni do Kościoła.



- W Polsce zawsze istniała grupa antykościelna - jakieś 6-7 proc. społeczeństwa. Teraz przebrali się w inny garnitur – cynizmu, kpiny i wyśmiewania, które zastąpiło dyskusję. Trzeba szukać drogi do ich serc, ale nie może to być droga nierozumna. Drogą ich powrotu do Kościoła jest dialog, ale nie da się rozmawiać, jeśli druga strona skupia się jedynie na drwinie i wyśmiewaniu.



W tym mieści się jeszcze jedna grupa osób, dla których rozum jest wszystkim. Im trzeba pokazać jeszcze jeden horyzont, by zobaczyli coś więcej niż tylko to, co poznawalne. Jak z nimi rozmawiać, jakiego używać języka? Najważniejszy jest język świadectwa. Ważne jest też, by mówić o Kościele, o prawdach wiary językiem niekościelnym.


KAI

Komentarze (23):

anonim2012.02.9 12:24
<blockquote> <p>DO SZANOWNEJ ORGANIZACJI NAROD&Oacute;W ZJEDNOCZONYCH,</p> <p>W MIEJSCU</p> <p>Donoszę, że Polacy to też murzyni, tylko biali. W związku z niniejszym należy im się niepodległość.</p> <p>Jakby Sz. Organizację raził ten kolor sk&oacute;ry, albo były z tym jakie trudności, to my się nawet możemy przemalować. W tym celu prosimy Sz. Organizację o transport czarnej pasty do but&oacute;w marki Kiwi.</p> <p>Że my są biali, to nie jest nasza wina. Tak się złożyło. A nawet sama Sz. Organizacja jakby szła ulicą i zobaczyła patrol, to by też zbielała na twarzy.</p> <p>Chyba że Sz. Organizacja ma zamiast twarzy dupę.</p> <p>My tej czarnej pasty nie chcemy nieodpłatnie. Za każde jedno kilo możemy Sz. Organizacji przesłać jedną tonę czerwonego lakieru.</p> <p>Sz. Organizacja bardzo lubi ten kolor, a my go mamy duży remanent z importu.</p> <p>No to będzie obustronne zadowolenie.</p> <p>Z murzyńskim pozdrowieniem</p> <p>Mrożek</p> </blockquote>
anonim2012.02.9 12:43
<p>Łatwiej ewangelizować poganian, bo w coś wierzy, ma jakies sakrum.</p> <p>Ateista z załozenia neguje wszelką wiarę, więc tylko świadectwem można nawracać.</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.02.9 13:18
<p>Widać z tego, że przed Kościołem stoją wyzwania nowe, inne od tego z czym miał do tej pory do czynienia.</p>
anonim2012.02.9 14:45
<p>Krzysiu kochany, byłeś dobrym księdzem jako wikariusz w Radości, zanim się stałeś urzędnikiem. Potem (zasada Petera) osiągnąłeś sw&oacute;j poziom niekompetencji. Te tytuły naukowe, te \"badania socjologiczne\". Błagam, nie kreuj się na intelektualistę. Obaj wiemy ile książek przeczytałeś w całości i kto Ci redaguje txty aby przypominały polszczyznę. Jesteś moralnie dużo lepszy od Henia Zielińskiego, ale intelektualnie nawet od niego gorszy</p>
anonim2012.02.9 15:51
<p>@ks.Jacek: Czyżby nuta zazdrości wobec księdza Pawliny? Prawdziwie chrześcijańska życzliwość.</p>
anonim2012.02.9 21:20
<p>Renata , Wam jest dobrze. Ala Wasze otoczenie niestety nieraz musi ponosic konsekwencje Waszej krotkowzrocznosci.&nbsp;</p>
anonim2012.02.9 22:41
<p>@RenataS1:</p> <p>ano takie, że grzech jednego człowieka ochrzczonego (i to każdego, bez wyjątku) osłabia cały kości&oacute;ł, całą wsp&oacute;lnotę</p>
anonim2012.02.9 23:32
<p>Myślę, że nowa Ewangelizacja przede wszystkim powinna się skoncentrować na obszarze KK, gdzie indyferentyzm, dyletanctwo moralne&nbsp; i sekularyzacja</p> <p>życia duchowego wynaturza zdrową naukę Chrystusa.</p> <p>Kościołowi potrzebni są świadkowie, kt&oacute;rzy przez przykład- wz&oacute;r świętego życia, głoszą EWANGELIĘ.</p> <p>Zgodnie z zasadą słowa uczą , przykłady pociagają.</p> <p>Brakuje mi w&nbsp; Kościele Powszechnym atmosfery i klimatu Dziej&oacute;w Apostolskich.</p> <p>Nie ma więzi , kt&oacute;ra by sprawiała poczucie akceptacji , bliskości i czysto ludzkiej życzliwości.</p> <p>Św. Paweł w ewangelizacji zwracał szczeg&oacute;lną uwagę na odpowiedzialność,</p> <p><strong>JEDNI , DRUGICH BRZEMIONA NOŚCIE</strong>.</p> <p>Uciekamy od troski jedni o drugich, nie chcemy uczestniczyć w trudach dźwigania krzyża i to nie tylko cudzego, ale r&oacute;wnież swojego.</p> <p>Smutna to prawda , ale pycha chrześcijan odpycha pogan i ateist&oacute;w od Boga.</p> <p>Musimy wr&oacute;cić do korzeni , czyli czas&oacute;w Apostolskich, gdzie biskupi i proboszczowie zejdą ze swoich piedestał&oacute;w i zainteresują się naszym życiem.</p> <p>Może jak poznają prawdę w jakich warunkach egzystuje rodzina, emeryt, samotny pozostawiony sam sobie człowiek KK w Polsce i na świecie, to w&oacute;wczas będzie im łatwiej Ewangelizować w MIŁOŚCI, ponieważ&nbsp; jest&nbsp; Ona więzią doskonałości.</p> <p><strong>Nowa ewangelizacja powinna przede wszystkim oczyścić OWCZARNIĘ JEZUSA CHRYSTUSA z CYMBAŁ&Oacute;W BRZMIĄCYCH</strong>.</p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.02.9 23:37
<p>Ewangelia ratuje człowieka</p>
anonim2012.02.10 12:04
<p>Myślę, że jest jeszcze jeden ważny element \"Nowej Ewangelizacji\" - walka o prawdę. Ludzie przestali wierzyć z r&oacute;żnych powod&oacute;w. Wielu ma zakłamany obraz ludzi wierzących jako uciemięzonych, sfrustrowanych ascet&oacute;w wykorzystywanych przez przebiegłych duchownych. Takie obrazki wytworzyły ludziom w głowie wrogie Kościołowi media. Za pomocą manipulacji - kojarzenia Kościoła z r&oacute;żnymi patologiami, wynaturzeniami. Dlatego konieczne jest systematyczne odkłamywanie rzeczywistości.</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.02.10 12:11
<p>Ale jest jeszcze jedna sprawa - a propos walki o prawdę - Kości&oacute;ł, zwłaszcza w Polsce, sam wymaga oczyszczenia. I to, co m&oacute;wi ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski to naprawdę wielkie zadanie naszych duszpasterzy - szczere rozliczenie się z przeszłością!</p> <p>Powiedzcie - czy w og&oacute;le może być wiarygodny ksiądz (a tym bardziej biskup), kt&oacute;ry dziś głosi kazanie o tym, że \"Prawda Was wyzwoli\" oraz \"Nie możecie słuzyć Bogu i Mamonie\", a w przeszłości sam doni&oacute;sł na drugiego człowieka do SB, co złamało temu człowiekowi życie? A w dodatku taki duchowny ma świadomość (nawet dzisiaj, po tylu latach), że w każdej chwili może otrzymać tajemniczy telefon: \"Coś Ty na kazaniu powiedział?! Chcesz, żeby się ludzie dowiedzieli co za komuny robiłeś, Wasza Ekscelencjo???\".</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.02.10 14:26
<p>\"<em>A czy nie naprawdę nie można zostawić ateist&oacute;w w spokoju i przestać ich nawracać. W Polsce jest to z reguły świadomy wyb&oacute;r. Nam jest z naszym ateizmem dobrze. dajcie nam spok&oacute;j</em>\"</p> <p>@Renata: ależ nikt Ci nie każe czytać Frondy :)</p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.02.10 16:09
<p>Mamy głosić Chrystusa, nie tyle słowem co przykładem własnego życia. Nowa ewangelizacja powiedzie się tylko wtedy gdy zaangażują się w nią ci, kt&oacute;rzy doświadczyli w swoim życiu zywego Boga. Tylko świadectwo może porwać i zachwycić nawet najbardziej zagorzałych ateist&oacute;w</p>
anonim2012.02.10 16:43
<p>Właściwie nic nowego wyżej rozmawiający panowie nie powiedzieli. Oczywiście, że trudno nawr&oacute;cić ateistę. Nawracani poganie zmieniają jedynie jeden \"pakiet religijny\" na inny. W przypadku niewiary trzeba budowanie ideologiczne zacząć od nowa, a to nie jest takie proste. Świat wiary to mn&oacute;stwo paradygmat&oacute;w, kt&oacute;re trzeba na nowo przyjąć za swoje. W przypadku ateisty albo agnostyka musi nastąpić albo zarażenie fundamentalizmem religijnym, albo jakaś gorzka trauma. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. W inny spos&oacute;b trudno takiej osobie zaszczepić religię. Ktoś tu wspomniał o świadectwie. To też za mało. Do tego muszą dojść sprzyjające okoliczności. Szczęśliwego ateistę albo agnostyka nie da się nawr&oacute;cić. Ma wyrobiony pogląd na religię, podobnie jak wierzący na niewiarę. Życie ma dla niego sens samo w sobie i nie musi szukać jakichś zewnętrznych opakowań. Dużo rolę odgrywa tu r&oacute;wnież samosatysfakcja, że nie musi czuć się przez nikogo kontrolowany czy oceniany (zwłaszcza zastępcy Boga na ziemi psują tu dużo krwi:). Trudno z takiego komfortu rezygnować, nieprawdaż?</p> <p>Sam przeżyłem \"nawr&oacute;cenie\" na niewiarę, a to pewnie coś podobnego :). I choć nie uważam się za ateistę, ale za agnostyka, to muszę powiedzieć, że sama chwila nawr&oacute;cenia była bardzo słodka choc zarazem niezwykle trudna (przez całe lata żyłem bardzo blisko Kościoła i r&oacute;żnych grup religijnych). Dała dużo pokoju i wewnętrznej radości. Jako wierzący ostatnie kilkanaście lat miotałem się targany wewnętrznymi walkami. Największą moją tragedią był brak przeżywania, doświadczania Boga. Kiedy doszło do mnie, że przecież życie nie może mi upłynąć na \"wmawianiu\" sobie, że ktoś taki istnieje, a w dodatku jeszcze do mnie m&oacute;wi, poczułem się lepiej. I tak to już trwa do dzisiaj. To naprawdę duża radość, czuć, że się jest wobec samego siebie szczerym. Życzę tego sobie i wam wszystkim, niezależnie od tego, czy spełnienie znaleźliście w religii, czy też nie. Pozdrawiam.</p>
anonim2012.02.10 21:53
<p>właśnie! a propos postu Etanima, po co mamy nawracać ateist&oacute;w? Po co w og&oacute;le nawracać?</p>
anonim2012.02.11 12:11
<p>Nie jestem zwolenniczką pchania kogoś na siłę do Nieba. Wolność człowieka uzasadnia wyb&oacute;r życia bez Boga, z czym niestety musimy się pogodzić. Jedyną drogą ewangelizacji \"wsp&oacute;lczesnych ateist&oacute;w\" i rzeszy \"agnostyk&oacute;w\" jest zostawić ich w spokoju i \"robić swoje\", tzn. żyć w pełni zgodnie z tym, w co wierzymy. Pociąga prawda w człowieku, nawet tych, kt&oacute;rzy w nic nie wierzą. Dialog nie ma sensu, kiedy druga strona go sobie nie życzy. Chrystus nie podejmował dyskusji z tymi, kt&oacute;rzy jej nie chcieli. Prawda to nie towar, kt&oacute;ry sprzedaje się stojąc na środku placu targowego i krzycząc ile sił w płucach: \"promocja, prawie darmo oddam!\".</p>
anonim2012.02.11 13:44
<p>I jescze zastanowił mnie ostatni akapit, a zwłaszcza te słowa: \"<span \"font-size: x-small;\">W tym mieści się jeszcze jedna grupa os&oacute;b, dla kt&oacute;rych rozum jest wszystkim. Im trzeba pokazać jeszcze jeden horyzont, by zobaczyli coś więcej niż tylko to, co poznawalne. Jak z nimi rozmawiać, jakiego używać języka?\"</span></p> <p><span \"font-size: x-small;\">W przypadku agnostycyzmu nie ma mowy o tym, że rozum jest dla człowieka wszystkim. To właśnie ze względu na przeświadczenie, że rozum nie odpowiada dziś na wszystkie pytania, agnostyk powstrzymuje sie od wydawania osądu na temat rzeczy, kt&oacute;re nas przekraczają. Zatem doceniamy \"słabość\" i niedoskonałość rozumu. Religie m&oacute;wią o świecie, kt&oacute;ry nas przekracza, wychodzą ponad rozum, uważają za prawdy stany rzeczy, o kt&oacute;rych już rozum nie jest w stanie ostatecznie zadecydować, posilając sie takimi przesłankami jak wiara, tradycja, objawienie, ustny lub pisemny przekaz. Dla agnostyka jest to więc swoisty \"nadracjonalizm\", bo przecież w myśl tradycji chrześcijańskiej czy np encykliki \"Fides et ratio\" nie ma konfliktu między rozumem a wiarą.</span></p> <p><span \"font-size: x-small;\">Ateizm widzi w rozumie ostateczny probież i dlatego odrzuca świat wiary, agnostyk nie wydaje osądu na ten temat, bo stwierdza, że nasze środki są zbyt ubogie. Można to por&oacute;wnać (oczywiście <em>per analogiam</em>) do kogoś, kto jest laikiem a pr&oacute;bowałby decydować np o sposobach budowania samolot&oacute;w albo przeprowadzaniu kontrolowanej reakcji atomowej.</span></p> <p><span \"font-size: x-small;\">Drugie cytowane zdanie opowiada o tajemniczym horyzoncie. Dla agnostyka (pewnie r&oacute;wnież i dla ateisty) występują tu conajmniej dwa poziomy trudności. Po pierwsze, kt&oacute;ry horyzont z powodu ich ogromu wybrać? Kt&oacute;ra religia pokazuje ten właściwy horyzont? Każda jest na sw&oacute;j spos&oacute;b wartościowa. Chrześcijaństwo zachwyca obrazem miłującego Stw&oacute;rcy, kt&oacute;ry zrobi wszystko dla swoich dzieci. Hinduizm, najstarsza z dzisiejszych religii, epatuje bogatą filozofią, imponuje pełną głębi nauką o sansarze. Nawet islam ze swoim moralnym radykalizmem. Gdzie jest ten niepoznawalny rozumem horyzont? A może jest w każdej z nich, a właściwie w ludzkim humaniźmie, kt&oacute;ry może stać u żr&oacute;deł każdej z nich. Po drugie agnostyk od razu będzie bacznie przyglądał się żr&oacute;dłom twierdzeń o niepoznawalnym rozumem horyzoncie. Jeśli dostrzeże w nich jakikolwiek ślad naciąganych interpretacji: wkładania w głowę \"prawd\", kt&oacute;rych nie znajdzie w codzienności, straci momentalnie doń zaufanie. Zaś religie m&oacute;wią o zbawieniu, łasce, działaniu sił nadprzyrodzonych... Klapa... I w końcu agnostyk przedkłada dotykalną śmiertelność nad nieodgadnioną nieśmiertelność. A żadna religia tego nie zniesie. </span></p> <p><span \"font-size: x-small;\">Oj trudno nawr&oacute;cić ateistę czy agnostyka. Już znalazł szczęście pośr&oacute;d tego siermiężnego świata. I się nim delektuje, bo o innym świecie (choć może wspanialszym) nie wie tak naprawdę nic. </span></p> <p><span \"font-size: x-small;\">I jeszcze jedno. Nie drwię i nie wyśmiewam wierzących, proszę księdza profesora Nowaka. A dialog życzę sobie prowadzić, bo wiem że przynajmniej dla mnie jest ważny (sam bardziej uzasadniam sobie i układam m&oacute;j świat) - to do @Mitochondrium. Czy dla Ciebie podobnie? Pozdrawiam</span></p>
anonim2012.02.11 15:29
<p>Etanim,</p> <p>W tym co piszesz, malujesz postać agnostyka-człowieka, kt&oacute;ry nie potrafi podjąć decyzji. Przeczuwa/wierzy, że jest coś poza rzeczywistością doświadczalną, ale nie wie kt&oacute;ra z dr&oacute;g prowadzących do poznania jest właściwa - na wszelki wypadek nie wybiera więc żadnej. Stoi w miejscu. Z g&oacute;ry zakłada swoją bezsilność i w ten spos&oacute;b marnuje czas, nie robiąc nic. Problem nie w tym, ile wiesz, ale ile chcesz wiedzieć. Ile wysiłku w to wkładasz.</p> <p>Dialog jak najbardziej jest możliwy, o ile ktoś autentycznie, całym sercem szuka prawdy. Kiedy zakłada z g&oacute;ry, że szukanie nie ma sensu - o czym wtedy rozmawiać?</p> <p>Człowiek kt&oacute;ry określa się agnostykiem, zazwyczaj przyjmuje postawę \"i chciałbym, i boję się\" wyboru. Nie po to dany jest nam rozum, żeby tylko powątpiewać. On jest po to, żeby poszukiwać i decydować. Lepiej wybrać jedną drogę (wliczając możliwość pomyłki) i iść nią, dop&oacute;ki nie pojawi się nowe światło prawdy, niż dać się związać tysiącu wątpliwości. To kwestia odwagi, wielkoduszności, ale też w pewnym sensie zdolności do samoograniczenia - bo kazdy wyb&oacute;r determinuje pewne wyrzeczenia.</p> <p>W religiach nie to jest najistotniejsze, że m&oacute;wią o \"działaniu sił nadprzyrodzonych\", a raczej to, że podają receptę na osiągnięcie szczęścia. Sądzę, że agnostyka powinno to zainteresować, tak samo jak nieśmiertelność - obie perspektywy wydają się zachęcające.</p> <p>Pytasz czy dialog jest dla mnie ważny... Odpowiem tak: lubię wymieniac poglądy i chętnie m&oacute;wię o tym, do czego mam przekonanie. Jeśli kogoś zastanowi to, co komunikuję, to dobrze. Jeśli nie, potrafię się z tym pogodzić. Swojego świata nie muszę układać bo jest wręcz dziecinnie prosty. Uzasadniać też nie muszę, bo p&oacute;ki co sumienie mam czyste. Życie uczy, że to co proste zazwyczaj jest prawdziwsze i takiego spojrzenia na świat Ci życzę.</p> <p>Pozdrawiam serdecznie! :)</p>
anonim2012.02.11 18:18
<p>@Mitochondrium</p> <p>W tym, co piszesz, wybacz, powtarzasz bardzo nieprawdziwy schemat lansowany na temat agnostycyzmu. Nasłuchałem się już o byciu w \"przedpokoju\", \"poczekalni\", \"strachu przed decyzją\", \"staniu w miejscu\"... Szkopuł polega na tym, że taki sam zarzut można postawić każdemu chrześcijaninowi. Na razie nie spotkałem radykał&oacute;w, kt&oacute;rzy w pełni żyliby Ewangelią. Pełno oczywiście naśladowc&oacute;w wszelkiej maści, ale nie spotkałem nikogo , kto traktowałby słowa Jezusa w pełni i na serio.</p> <p>Piszesz, że agnostyk nie podejmuje decyzji, bo nie wie kt&oacute;ra z dr&oacute;g jest prawdziwa. Ale w tym wypadku nie można podjąć <strong>żadnej </strong>decyzji. Nie mam możliwości podjąć decyzji. Nie mam żadnych argument&oacute;w, kt&oacute;re by mnie przekonały. Nie mam środk&oacute;w, kt&oacute;re by sprzyjały istnieniu świata nadprzyrodzonego.</p> <p>No właśnie, z tym światem nadprzyrodzonym i jego działaniem.. Piszesz, że to nie jest najistotniejsze, ale raczej \"recepta na osiągnięcie szczęścia\". Myślę, że wielu ludzi religijnych w tym miejscu by się zbuntowało, że ktoś usiłuje tworzyć jakąś \"lajtową\" wersję religii. I bardzo zbliżyłaś sie do ludzi niewierzących, kt&oacute;rzy w humaniźmie (jak to twierdzą religijni fundamentaliści - w kulcie człowieka) szukają inspiracji. Co do \"nieśmiertelności\" - wybacz, ale w dniu, w kt&oacute;rym zdałem sobie sprawę, że mogę byc smiertelny, tak naprawdę poczułem ulgę. I to r&oacute;wnież dało mi kopa, aby w pełni realizować się w tym świecie. Nie czekać na nic innego, nie wegetować z głową nabitą \"okrągłymi słowami o Bogu\". Dzień mojej śmierci to prawdopodobnie dzień końca świata (dla mnie) i jestem z tym pogodzony. Jesli istnieje jakaś niespodzianka po śmierci, dzisiaj nie jestem w stanie i tak jej odgadnąć, a wielomowa świata religii, z kt&oacute;rej oczywiście każda ma rację, tak naprawdę nic nie jest w stanie na temat tego swiata powiedzieć. Może jedynie zgadywać, albo powtarzać słowa, kt&oacute;re od lat wypada powtarzać, bo tak wierzyli rodzice i dziadkowie (i to w przypadku każdej religii z r&oacute;wnie silnym przekonaniem).</p> <p>I r&oacute;wnie odważnie agnostyk wybiera swoją drogę. Nie jest proste zrezygnować z gotowych wzorc&oacute;w. Ale sama decyzja daje p&oacute;źniej wiele pokoju. @ Mitochondirm, ja wybrałem swoją drogę i podjąłem decyzję. W niekt&oacute;rych wypadkach rezygnacja jest też decyzją. Setki przykład&oacute;w z życia nam o tym m&oacute;wią.</p> <p>Dziękuję Ci za życzenia prostego spojrzenia na świat. Rzeczywiście to bardzo ważne. Pewnie realizujemy to po swojemu :) R&oacute;wnież pozdrawiam</p>
anonim2012.02.11 23:07
<p>Etanim,</p> <p>jeśli odrzucasz wszelką \"nadprzyrodzoność\"&nbsp; i skupiasz się na \"tu i teraz\", nie jesteś żadnym agnostykiem, a po prostu ateistą. ;)</p> <p>Jeśli z ulgą przyjmujesz wersję śmierci jako ostatecznego końca, to znaczy tylko tyle, że nie czujesz się szczęśliwy. Pytanie czy aktywne życie jakie obecnie prowadzisz nie jest pr&oacute;bą zagłuszania tego stanu, ale nie moja rzecz...</p> <p>Nie masz racji, że preferuję lajtową wersję religii, po prostu przedstawiam gł&oacute;wny cel jaki przyświeca każdemu człowiekowi - dążenie do szczęścia. To nie wydumany wniosek, tylko podstawowa ludzka motywacja działania.</p> <p>Nie ma źr&oacute;dła szczęścia w tym świecie, nie jest w stanie dać Ci go żaden człowiek ani żadne dobro, jakie możesz tu posiąść i z czasem kazdy myślący do tego wniosku dojdzie. Wiara - owszem, może nauczyć, jak być szczęśliwym.</p> <p>Jeśli nie potrafisz decydować sercem, zastan&oacute;w się zupełnie bez emocji, zanalizuj, jaki system przekonań najbardziej Cię przekonuje. Oceń i wybierz, jeśli zajdzie konieczność - zmień opcję. Przynajmniej ja bym tak zrobiła, gdybym uznała że istnieje Prawda więsza niż to, czego doświadczyłam.</p> <p>Co do powod&oacute;w dla kt&oacute;rych ludzie wierzą, trywializujesz. Środowisko wiele moze przekazać, ale nie wybiera za świadomą osobę. Przynależność religijna jest osobistą decyzją człowieka i czasem wynika z bardzo szczeg&oacute;lnych przeżyć, o kt&oacute;rych nie ma sensu tu pisać.</p> <p>Podsumowując, masz sw&oacute;j punkt widzenia i to szanuję, ja mam swoje doświadczenia kt&oacute;re nie pozwalają mi m&oacute;wić inaczej jak tylko powtarzać: B&oacute;g istnieje.&nbsp;</p> <p>I wiesz co, uważam że zawsze dobrze podjąc jakąś decyzję... każda jest lepsza niż żadna. :)</p>
anonim2012.02.12 20:38
<p>@Mitochondrium</p> <p>Po kolei, bo trzeba wiele rzeczy wyjaśnić.</p> <p>\"jeśli odrzucasz wszelką \"nadprzyrodzoność\" i skupiasz się na \"tu i teraz\", nie jesteś żadnym agnostykiem, a po prostu ateistą. ;)\"</p> <p>Nigdzie nie napisałem, ze odrzucam nadprzyrodzoność. Przeczytaj dobrze. Pisałem: \"Nie mam środk&oacute;w, aby uznać nadprzyrodzoność\". Myślę, że widzisz r&oacute;żnicę. To czy istnieje \"nadprzyrodfzoność\" tak naprawdę mnie nie obchodzi, bo nie jestem w stanie nic na ten temat powiedzieć. Podobnie jak na pytanie: czy istnieje zycie w jądrze Ziemi? Nie mam danych, Mitochondrium. Dlatego nie podejmuje decyzji. I uważam to za mądre. A Ty zawsze podejmujesz decyzję, nawet wtedy gdy masz 0 % pewności?</p> <p>\"Jeśli z ulgą przyjmujesz wersję śmierci jako ostatecznego końca, to znaczy tylko tyle, że nie czujesz się szczęśliwy. Pytanie czy aktywne życie jakie obecnie prowadzisz nie jest pr&oacute;bą zagłuszania tego stanu, ale nie moja rzecz...\"</p> <p>:) Typowo religijne nastawienie - musisz byc nieszczęsliwy. Ostatnio pytali mnie o to mormoni na Koennigsalee w Stuttgarcie. A może szczęście to uczucie wywołane pogodzeniem sie z b&oacute;lem jak m&oacute;wił Epiukur, albo tak jak u Konfucjusza - wynika ono z ciągłych zmian w naszym życiu, czyli jest wywołane jakimś wewnetrznym rozwojem. Pogodziłem się ze stanem faktycznym mojej biologii - jestem śmiertelny. To też weryfikuje m&oacute;j rozw&oacute;j. Czy naprawdę uważasz, ze jest to żr&oacute;dłem nieszczęśliwego życia?</p> <p>\"Nie ma źr&oacute;dła szczęścia w tym świecie, nie jest w stanie dać Ci go żaden człowiek ani żadne dobro, jakie możesz tu posiąść i z czasem kazdy myślący do tego wniosku dojdzie. Wiara - owszem, może nauczyć, jak być szczęśliwym.\"</p> <p>To nieprawda. Przebywanie z ludźmi jest żr&oacute;dłem szczęścia. Zwłaszcza wtedy, gdy ich się poważnie traktuje. A miłość, przyjaźń... Zapomniałaś o tym? Przecież chrześcijanie też m&oacute;wią o agape (ja bym koniecznie jeszcze dodał eros :-) Dobro to też coś bardzo szerokiego w pojmowaniu. Istnieją w nas takie pokłady człowieczeństwa, o kt&oacute;rych tak do końca nie zdajemy sobie sprawy. A są czymś namacalnym i prawdziwym. Idę na wystawę prac Durrera i jestem szcęśliwy. Słucham muzyki i podobnie.</p> <p>Piszesz, że wiara, może nauczyć być szczęśliwym. Proszę napisz, na czym to według Ciebie polega.</p> <p>I jeszcze ta nieszczęsna \"nadprzyrodzoność\". Ciekawi mnie, dlaczego ją przyjmujesz? Czy jest to bezkrytyczne przyjmowanie? A priori...</p> <p>Jakie masz doświadczenia, kt&oacute;re Ci m&oacute;wią, że B&oacute;g istnieje? Bo zaczęłaś o tym pisać i nie uzasadniłaś...</p> <p>Pozdrawiam r&oacute;wnie serdecznie</p> <p>PS. Nie trywializuję, co do powod&oacute;w, dla kt&oacute;rych ludzie wybierają konkretną religię. W ilu procentach jest to świadoma, osobista decyzja? Ilu buddyst&oacute;w przyjmuje rocznie chrześcijaństwo, jak myślisz? I pewnie 99 % chrześcijan to ci, kt&oacute;rzy urodzili i wychowali w rodzinach chrześcijańskich, czyż nie?</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.02.15 22:51
<p>Coś mnie tkneło żeby sięgnąc do archiwum Frondy... :)</p> <p>Dobrze, Etanim. Niech będzie po kolei.</p> <p>Nic nie będziesz w stanie na żaden temat powiedzieć, jeśli nie zacznie Cię on w końcu obchodzić i jeśli nie poświecisz mu czasu i energii. A już sam fakt, że uznajemy możliwość istnienia Boga zawiera w sobie wewnętrzny nakaz poszukiwania drogi poznania. Nie zgadzam się z Twoim punktem widzenia: \"nawet jeśli coś istnieje, ale nie mam pewności czy mogę poznać, omijam szerokim łukiem\". W takiej sytuacji naturalne jest dla mnie spontaniczne wzbudzenie ciekawości i dążenie do wyjaśneinia. Nie umiałabym żyć obok Tajemnicy, kt&oacute;ra - jak podpowiada przeczucie - może być najważniejsza w całej mojej historii. Musiałabym jej dotknąć.</p> <p>Tak, zdarza się że jeśli nie mam najmniejszego pojęcia co wybrać lub co zrobić, to jednak podejmuję decyzję. To wg mnie lepsze niż stać w miejscu. Efekt zweryfikuje załozenia i tak czy inaczej, posuwamy się naprz&oacute;d.&nbsp;</p> <p>\"A może szczęście to uczucie wywołane pogodzeniem sie z b&oacute;lem jak m&oacute;wił Epiukur\" - nie, to raczej rezygnacja.&nbsp;</p> <p>\"albo tak jak u Konfucjusza - wynika ono z ciągłych zmian w naszym życiu, czyli jest wywołane jakimś wewnetrznym rozwojem.\" - szukanie ciągłych zmian to objaw wewnętrznego niepokoju, pustki, kt&oacute;re takze zaprzeczają szczęściu.</p> <p>\"Pogodziłem się ze stanem faktycznym mojej biologii - jestem śmiertelny. To też weryfikuje m&oacute;j rozw&oacute;j. Czy naprawdę uważasz, ze jest to żr&oacute;dłem nieszczęśliwego życia?\" Hm... uważam tylko, że Twoje życie mogłoby mieć wiekszy rozmach. :)</p> <p>Przebywanie z ludźmi może być przyjemne (to nie jest to samo co szczeście), a czasem bywa nieprzyjemne. Nie daje szczęścia to, co zmienne - człowiek zmienia się stale. Miłość też nie jest źr&oacute;dłem szcześcia przez to, co możesz od innych uzyskać, tylko przez Tw&oacute;j wewnętrzny stan, spok&oacute;j i pragnienie dawania. Pragnienie dobra drugiej osoby kt&oacute;re określiłabym jako istotę miłości - daje szczęście. A takiego pragnienia nie uzasadnia ateizm, tylko istnienie Boga kt&oacute;ry pozostaje w takiej relacji z człowiekiem. Tak między nami, mam wątpliwości czy ateista potrafi kochać, czy tylko się zakochać. Myślę, że nie rozumie istoty rzeczy.</p> <p>Dlaczego przyjmuję \"nadprzyrodzoność\", to zdecydowanie nie nadaje się na forum, nawet Frondy. Mam swoje ważne powody. Ale gdyby nie B&oacute;g, nie rozmawiałabym z Tobą, mn. nie pojawiłabym się na świecie. Po 7 latach czekania na dziecko rodzice tracili już nadzieję. :)</p> <p>Zakładam, że tak jak Ty wybrałeś swoją drogę zycia, tak wybiera kazdy. Myślę że tylu buddyst&oacute;w przyjmuje chrześcijaństwo ilu ma przekonanie że powinno. I 99% chrześcijan kt&oacute;rych znasz nimi nie jest.</p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.02.29 13:36
<p><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><span lang=\"P\">[email protected]</span></font></font></p><p><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><span lang=\"P\">Jako agnostyk ciągle mnóstwo czasu i energii poświęcam poszukiwaniom. Ciągle przecież muszę uzasadniać sobie mój wybór. W swoim wewnętrznym świecie nigdy jednak nie doświadczyłem Boga. Przed paru laty zdałem sobie sprawę, że to, co było wiarą, było jedynie wmawianiem sobie, życiem wg tradycji wyuczonej przez przodków. Myślę, że mnie krzywdzisz, jeśli piszesz, że stoję w miejscu i nie podejmuję decyzji. Decyzję muszę podejmować codziennie. Na nowo. Aby moje życie było świadome i szczere wobec samego siebie. Być może czynię to o wiele częściej niż wielu wierzących, dla których wiara stała się jedynie rutyną. Jak już napisałem moja rezygnacja z podejmowania </span></font></font></p><p><font size=\"1\"><span lang=\"EN\">ego typu </span></font><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><span lang=\"P\">decyzji jest też decyzją. Przy tym twardo obstaję. Przynajmniej na tym etapie mojego życia. Być może kiedyś odejdę w kierunku at</span></font></font><font size=\"1\"><span lang=\"EN\">eizmu. Nie jestem jednak do tego prze</span></font><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><span lang=\"P\">konany. Na tym etapie widzę ateizm też jako specyficzną religię, a tych wewnętrznie się brzydzę. Zwłaszcza jakichkolwiek zinstytucjonalizowanych jej form. Teizmu raczej nie biorę pod uwagę. Za dużo już mnie od niego dzieli.</span></font></font></p><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><font size=\"1\" face=\"Verdana\"> <p>Piszesz, że zawsze podejmujesz decyzję, nawet jeśli nie masz pewności. Więc parę przykładów z życia i pytań do Ciebie. Czekam na Twoją decyzję i odpowiedź. Czy istnieje życie inteligentne poza naszą planetą? Kto jest najsłynniejszym człowiekiem na świecie? Jak długo będę żył? To tylko trzy pytania z setek, które ciągle mi się nasuwają. Acha, oczekuję, że w stosunku do każdego z nich podejmiesz decyzję. Zatem żadnego</p></font><p></p></font><p><font size=\"1\"><span lang=\"EN\"> - „nie wiem\"</span></font><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><span lang=\"P\"> :) Dla mnie jednym z pytań bez odpowiedzi jest, czy istnieje Bóg. I odpowiadam na nie z pokorą - nie wiem. </span></font></font></p><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><font size=\"1\" face=\"Verdana\"> </font></font><font size=\"1\"><span lang=\"EN\"><p>Pi</p></span></font><p><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><span lang=\"P\">szesz, że poszłaś za wewnętrznym przeczuciem. To dla mnie zdecydowanie za mało. Mamy mnóstwo przeczuć. Że spotkamy kogoś ciekawego. Że dana osoba będzie interesująca. Że może nas ugryźć pies. Mnóstwo pełni jedynie rolę ostrzeżenia albo zachęty. Intuicjonizm kończy się w momencie, w którym zaczyna się rzeczywisty świat. I wodzi nas ciągle ku nieprawdziwym wnioskom.</span></font></font></p><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><font size=\"1\" face=\"Verdana\"> <p>Napisałaś, że uważasz, iż \"moje życie mogłoby mieć większy rozmach\" Napisz, co przez to rozumiesz. Czy życie agnostyka ma dla Ciebie za słaby roz</p></font><p></p></font><p><font size=\"1\"><span lang=\"EN\">mach? W pop</span></font><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><font size=\"1\" face=\"Verdana\"><span lang=\"P\">rzednim poście napisałaś: „</span></font></font><font size=\"2\" face=\"Arial\"><font size=\"2\" face=\"Arial\">Pytanie czy aktywne życie jakie obecnie prowadzisz nie jest próbą zagłuszania tego stanu, ale nie moja rzecz... Trochę się pogubiłem… Raz jestem aktywny, a raz moje życie ma za mały rozmach…</font></font></p><font size=\"2\" face=\"Arial\"><font size=\"2\" face=\"Arial\"> <p>Aforyzmy na temat szczęścia podałem zupełnie przypadkowo. Nie przywiązuje się do nich dogmatycznie (zawsze pisałem „może”). Przy okazji, chyba nie nazwiesz pogodzenia się z cierpieniem u śmiertelnie chorego człowieka rezygnacją?</p> <p>Według Ciebie szczęście winno opierać się na czymś niezmiennym. Dla Ciebie Bóg jest źródłem takiej doskonałości. Popatrz z drugiej strony, czy nie działa to jak „uniwersalny narkotyk”? Mgliste, intuicyjne przekonanie o istnieniu kogoś, kto ciągle nad nami czuwa jest rzeczywiście niesamowicie pociągające. Usuwa wszelki strach przed nieznanym, wlewa w serce słodycz oparcia na Kimś, kto zawsze mnie kocha. Doskonały paradygmat. A co jeśli to sami ludzie go stworzyli? Bo taką mieli potrzebę. Bo było im ciężko. A teraz jest już tylko lepiej, bo … nie ma innego wyjścia. Z takim przekonaniem musi być lepiej. Czysta chemia narkotyku .</font></font><p><font size=\"2\" face=\"Arial\"><font size=\"2\" face=\"Arial\"><span lang=\"P\">Wg Ciebie tylko istnienie Boga uzasadnia prawdziwą miłość i pragnienie dobra drugiej osoby. Ciekawe. Zatem wszyscy niewierzący nie kochają prawdziwie? Zatem tak naprawdę zależy mi jedynie na „braniu” od innych a nie na „dawaniu”, bo nie mam prawdziwego wzorca, jakim jest miłość Boga. A co jeśli to sami ludzie ten wzorzec stworzyli? Podnieśli wszystkie szlachetne cechy człowieka do n-tej potęgi, wznieśli go na szczyty doskonałości i …teraz mogą właśnie z niego korzystać.</p> <p>A może to ateiści kochają prawdziwie, bo nie oczekują żadnej nagrody? Skupiają się bezinteresownie jedynie na człowieku, którego kochają, nie posiłkując się doskonałą, Bożą motywacją. Nie są dobrzy, bo tak wypada, ale pełni empatii z własnego wyboru. Korzystają z niedoskonałych pokładów swego człowieczeństwa. Nie są wpatrzeni w jakiś doskonały wzorzec, bo go nie mają. Mają jedynie swoje wewnętrzne, człowiecze motywacje.</p> <p> A może niektórzy wierzący „kochają” jedynie ze strachu przed piekłem?</p> <p>Nie mnie to osądzać, Mitochondrium. Daję równą szansę wszystkim. Każdy może kochać, dawać innym i być szczęśliwym. Wierzący i niewierzący. Bo tu i tam są wspaniali, szlachetni ludzie. Nie mam sumienia odbierać tej szansy komukolwiek.</span></font></font><font size=\"2\" face=\"Arial\"><font size=\"2\" face=\"Arial\"><span lang=\"EN\"></p><p></span></font></font><font size=\"2\" face=\"Arial\"><font size=\"2\" face=\"Arial\"><span lang=\"P\">Piszesz, że samo pojawienie się Ciebie na świecie, wskazuje na ingerencję Boga. Cieszę się, że masz taką motywację i że daje Ci to poczucie wytłumaczenia. To kwestia pewnego zaufania, wiary. Nie wszyscy mają takie szczęście. Wielu tłumaczy „cud” pojawienia się człowieka bardzo racjonalnie. Bo czasami, przy niesprzyjających warunkach jest to niesamowity przypadek. Mam znajomych, którzy całe lata nie mogli mieć dziecka (mimo że byli zupełnie zdrowi i płodni). Lekarz poradził im zmianę klimatu, zwyczajów żywieniowych. Pojechali do Meksyku na parę tygodni i dziś Max ma już 8 lat. Natura potrzebuje różnych bodźców.</span></font></font></p><font size=\"2\" face=\"Arial\"><font size=\"2\" face=\"Arial\"> </font></font><font size=\"2\" face=\"Arial\"><font size=\"2\" face=\"Arial\"><span lang=\"EN\"><p>Pozdrawiam</p> </span></font></font><font size=\"2\" face=\"Arial\"><font size=\"2\" face=\"Arial\"><span lang=\"P\"><p>PS. Od paru dni nie mogę dodać komentarza do tego tekstu. Na wszelki wypadek podaję mojego maila: [email protected]</p> </span></font></font><font size=\"3\" face=\"Segoe Print\"><font size=\"3\" face=\"Segoe Print\"><span lang=\"\"></span></font></font>