Komunia dla rozwodników – nie ma o czym rozmawiać - zdjęcie
11.10.14, 10:59fot. flickr

Komunia dla rozwodników – nie ma o czym rozmawiać

19

Nie jest dobrze wydawać zbyt śmiałe opinie, gorszyć obrazoburstwem, gwałtownie konfrontować, łatwo dorobić sobie wtedy gębę gwałtownika, oszołoma i kolowialnie mówiąc, spalić sprawę. Histeryczny krzyk jest często znacznie gorzej słyszany niż mistyczny szept. Bywa jednak i tak, że to szept, cisza i "kamienie" krzyczą, nie mając wcale na celu szokować, ale po prostu – powiedzieć prawdę. A prawda jest taka, że w Kościele katolickim nie ma przestrzeni na dialog o komunii dla rozwodników.

Tak, wiem, że papież Franciszek zachęca do takiej dyskusji. Wiem o tym i się z nim nie zgadzam. Ufam zarazem, że nie miałby mi tego za złe, tak jak ja nie mam za złe synom, gdy zachowując do mnie szacunek, mówią "od siebie". Wszystko to oczywiście nie znaczy, że nie ma olbrzymiego problemu rozbitych rodzin. Trzeba rozmawiać o sposobach pomocy, wyjścia Kościoła do tych ludzi. Niemniej, ten artykuł dotyczy wyłącznie dyskusji nad dopuszczeniem rozwodników, żyjących w nowych związkach, do Komunii świętej.

Uczono mnie, bym przed podjęciem jakiejkolwiek dyskusji, sprawdził najpierw jej założenia, zbadał, czy boisko na którym przyjdzie zagrać, nie jest grząskie i czy z pierwszym uczynionym krokiem nie utknę w nim beznadziejnie. Okazuje się, że postulowana dyskusja o komunii dla rozwodników zakłada dwa źle przeprowadzone rozróżnienia, które czynią ją teologicznym grzęzawiskiem.

1. Rozróżnienie doktryny i dyscypliny

Prawdy wiary, których fundamentem jest Pismo Święte i Tradycja w sensie rzeczowym nie ulegają zmianie. Dla przykładu, Maryja nie stała się Theotokos – Bożą Rodzicielką dopiero w V wieku, wraz z definicją soboru efeskiego, ale była nią odkąd zrodziła Zbawiciela. Inaczej w aspekcie poznawczym - tutaj prawdy wiary i moralności zmieniają się, nigdy jednak na zasadzie redukcji albo negacji, ale zawsze jak pisał o tym Joseph Ratzinger, na zasadzie organicznego wzrostu. Tak więc z perspektywy ludzkiego poznania, prawdy wiary wraz z soborem efeskim "urosły" – ludzie lepiej uzmysłowili sobie relację natur w Chrystusie i godność Jego Matki. W sensie rzeczowym z perspektywy Bożej, nic sie nie zminiło. To kluczowe spostrzeżenie, o ile bowiem Kościół może, dzięki asystencji Ducha Świętego nieustannie iść w głąb w poznaniu Boga, to nie może sie wycofać z miejsc, które wyraźnie zaznaczył jako punkty odniesienia. Jeśli mówię o krześle, że jest metalowe, to mogę dopowiedzieć, że ma cztery nogi, nie mogę jednak dodać, że zrobiono je z plastiku. Bóg jako najdoskonalszy byt, nie podlega prawom logiki - coś znacznie więcej - On jest ich ostatecznym źródłem. On sam jest doskonale tożsamy (zasada tożsamości), niesprzeczny (zasada niesprzeczności), jeden (zasada wyłączonego środka). Cenię mistyczną tradycję apofatyczną, jeśli jednak ktoś pójdzie w niej poza logikę, to ma dwa wyjścia – albo milczy, albo bełkocze. Chrześcijaństwo to wiara w Boga, który nie skazuje nas na bełkot ani ciszę – bo wybrzmiał najpełniej w Logosie – Chrystusie. I choć przewyższa nasze poznanie, nasz język, nasz umysł, to jednak prawdziwie objawil się naszemu poznaniu, w naszym języku, naszym umysłom. Możemy coś o Nim powiedzieć, to coś wystarczy nam do zbawienia i to coś nie może być wewnętrznie sprzeczne – bo sam Bóg jest doskonale niesprzeczny. Jeśli zatem w Eucharystii prawdziwie jest obecny Chrystus, to nie może zarazem nie być w niej obecny, jeśli Maryja jest wyjęta spod dziedzictwa grzechu pieworodnego, to nie może być nim zarazem obciążona, jeśli papież pod pewnymi szczególnymi warunkami orzeka nieomylnie, to nie może spełaniając te warunki się mylić. Jeśli wreszcie Kościół, posłuszny Chrystusowi, uznał małżeństwo sakramentalne za nierozerwalne, to nie może się cofnąć, ogłosić warunków jego rozpadu. Boże prawdy są niezmienne i niesprzeczne.

Argumentacja zwolenników dyskusji o komunii świętej dla rozwodników, jest jednak bardziej subtelna. Nie postulują oni zmian w doktrynie, uznają nierozerwalność małżeństwa, twierdzą jednak, że to dyscyplina sakramentalna powinna być ukształtowana na nowo i pozwalać rozwodnikom na przyjmowanie komunii.

Czym jest kościelna dyscyplina ? Mówiąc najprościej jest narzędziem głoszenia i praktykowania Bożych prawd w konkretnym czasie i miejscu, tak że mogą być w pełni owocne dla wiernych. Ze względu na jej akomodacyjny charakter, dyscyplina może ulegać zmianie, nie naruszając przez to w żaden sposób Objawienia. Dla przykładu. Dobra nowina o Bogu, który w Chrystusie objawił sie jako pełnia sprawieliwości i miłosierdzia, w Kościele starożytnym, wyrażała się bardzo długą, często wieloletnią pokutą, po której odbyciu możliwe było pełne pojednanie z Panem. Praktyka współczesna znacząco skraca czas pokuty, mocno akcentuje Boże Miłosierdzie, Tego, który "pragnie", Chrystusa spieszącego się z przebaczeniem. Nie zapoznaje jednocześnie prawdy o Bożej sprawiedliwości, nakazując pokutować i zadośćuczynić Bogu i bliźniemu.

Ewentualne dopuszczenie rozwodników do komunii świętej, miałoby więc być zmianą dyscypliny w taki sposób, że z jednej strony nie zosatałaby zakwestionowana nierozerwalność małżeńska, a z drugiej otwartoby drogę miłosierdzia dla tych, którzy zdają się być odrzuceni.

Wzór miłości małżeńskiej otrzymaliśmy już w Starym Testamencie, gdzie Bóg, jak wierny małżonek, trwa w przymierzu z Izraelem, pomimo popełnianych przez ludzi grzechów. Doskonałą ikoną małżeństwa jest jednak dopiero Chrystus. To w Nim zawarte zostało wieczne, nierozerwalne przymierze między Bogiem i człowiekiem. Miłość, którą objawił na krzyżu, jest silniejsza od wszelkiej niewierności. Krzyż to prawdziwa szkoła daru z siebie, szkoła posłuszeństwa, pokory, a przez to najlepszy wzór dla małżeńskiej relacji. Jest on zarazem czymś znacznie więcej – małżonkowie nie tylko się z krzyża uczą. Chrystusowa ofiara buduje ich więź, jest jej fundamentem. Mocą Ducha Świętego, przez sakrament małżeństwa, mężczyzna i kobieta zostają w niej zanurzeni, nią umocnieni, nią związani. Tak jak miłość Chrystusa jest nieprzemijająca, tak nieprzemijający staje się ich związek. Ofiara krzyża obecna na ołtarzu podczas każdej Mszy świętej, jest odtąd sakramentem ściśle splecionym z tym ofiarowaniem, którego początkiem był ślub. Nie da się pozostając w ważnym małżeństwie, przyjmować komunii świętej pozamałżeńsko, tak jak nie da się przyjmowac komunii "pozachrzcielnie", "pozabierzmowalnie" czy "pozakapłańsko" (to między innymi dlatego, tylko w wyjątkowych sytuacjach udziela się tych sakramentów poza Mszą Świetą). Mówiąc najprościej, rozwodnik przyjmujący komunię świetą głosi nie tylko śmierć i zmartwychwstanie Pana, głosi także nierozerwalność swojego małżeństwa. Zazgrzytało ?

Nie bez znaczenia jest też problem grzechu. Wiązanie sie z kimś poza małżeństwem i podejmowanie współżycia, jest zawsze cudzołóstwem, to znaczy grzechem ciężkim. Współżycie jest tu o tyle ważne, że stanowi wzajemne obdarowanie, właściwe wyłącznie małżeństwu. To forma oddania się drugiej osobie, która dla chrześcijanina jest szczególną realizacją ślubnej bezinteresownej, bezzwrotnej, bezwarunkowej i zupełnej ofiary z siebie. Nie jest to sztuczna sakralizacja współżycia, ale włączenie bardzo ludzkiej, intymnej sfery w samo cenrum życia małżeńskiego. To dlatego, kościelne małżeństwo zawierane jest na dwóch etapach – w świątynii i w sypialni. Gdy ten drugi "krok" nie zostanie dopełniony, małżeństwo choć zawarte, może zostać rozwiązane.

Jeśli pożycie pozamałżeńskie wiąże się z grzechem ciężkim, a grzech jest świadomym i dobrowolnym odrzuceniem Boga, to w jaki sposób "dysycyplina" dopuszczenia rozwodników do komunii świętej może realizować pełne, świadome i dobrowolne zjednoczenie z Chrystusem ? Grzech ciężki to podeptanie Jego prawa, zranienie Jego miłości, zerwanie więzi, nieposłuszeństwo – dokładna odwrotność tego co dzieje się w komunii. O ile łaska uświęcająca sprawia, że jesteśmy z Chrystusem zjednoczeni, a w Nim stajemy się synami Boga, o tyle grzech jest przekreśleniem tego dziecięctwa i przybraniem diabła za ojca. Komunikowanie niesie wtedy jawną sprzeczność i zakłamanie. Tak względem Boga, innych ludzi jak i samego siebie.

Stajemy więc przed alternatywą, od której nie ma ucieczki – albo współżycie pozamałżeńskie jest grzechem, co wyklucza przystępowanie do komunii, albo grzechem nie jest. Niektórzy zwolennicy dyskusji o komunii dla rozwodników, próbują argumentować za tym drugim, osłabiając pełną dobrowolność działania. Wskazują, że ludziom, którzy od wielu lat tworzą ustabilizowane związki pozamałżeńskie, zbudowali nowe rodziny, mają dzieci, bardzo trudno wyrzec się seksu. To z pewnością prawda, myślę, że jest im pewnie stokroć trudniej niż celibatariuszom. Tym niemniej każdy grzech, nawet ten, który wynika ze słabości, wymaga żalu i postanowienia poprawy, a co za tym idzie, i to najważniejsze, uznania, że to co się stało było złem. Jeśli rozwodnik spełnia takie warunki, to nie ma problemu, by jak każdy chrześcijanin, który zgrzeszył, przystąpił do spowiedzi i komunii świętej. Ale tak serio, przezcież nie o to tutaj chodzi, prawda ?

Postulowana praktyka dopuszczenia rozwodników do komunii zaprzeczałaby prawdzie o nierozerwalności małżeństwa, niszczyłaby jedność, swoistą synergię sakarmentalną, kwestionowałaby grzeszny charakter cudzołóstwa. Owszem jest różnica między dyscypliną a doktryną, ale to nie znaczy, że dyscyplina sakramentalna może być kształtowana wbrew Objawieniu, któremu ma służyć.

2. Komunia nagrodą czy lekarstwem ?

To rozróżnienie karykaturalne, wyjątkowo przewrotne, bo sugeruje, że Kościół kiedykolwiek traktował komunię świętą jako gratyfikację, a mówiąc Hołownią, jak świętego andruta za dobre sprawowanie. Światli autorzy rozróżnienia próbują nas przekonać, że nikt nie jest godzien przystępować do Ołtarza Pańskiego, a Chrystus obecny w Eucharystii jest dla każdego lekarzem, wyzwolicielem z grzechów i wad. Próba ta nie może się jednak udać, bo nie da się przekonać kogoś, kto już jest przekonany. Nawet jeśli fałszywa duchowość niektórych wiernych, traktowała lub traktuje stan łaski uświęcającej w kategoriach zasługi, za którą należy się nagroda – to nigdy, powtarzam nigdy, nie ujmował tak tego Kościół. To niby rewolucyjne podejście do sakramentu Eucharystii, nie może mieć żadnego wpływu na nauczanie o komunii dla rozwodników, bo w istocie nie dokonuje rewolucji. Łaska uświęcająca, stan, w którym zostajemy usynowieni, uchrystusowieni, jest darmo dana we chrzcie świętym, a jeśli zostanie przez grzech odrzucona, to może być odnowiona w sakramencie pojednania. Każdy przyjmujący komunię jest grzesznikiem, żaden z przyjmujących nie może być w stanie grzechu ciężkiego. Musi wcześniej przystąpić do sakramentu pojednania. Bo jedność zakłada pojednanie, którego sakrament ustanowił sam Chrystus. Chciałoby sie strawestować maharadżę Kabulu z "Hydrozagadki" – "Katecheza do klasy siódmej. To jest genialne. To jest genialne w swoje prostocie!"

Krytykowane tu rozróżnienie, wiąże się jeszcze z całkowicie błędnym ujęciem Eucharystii jako lekarstwa na grzech. Dopuszczenie rozwodników do komunii byłoby tutaj sposobem "leczenia", swoistą kuracją w "szpitalu polowym". To jest ten moment, który osobiście najbardziej mnie porusza, bo nie dotyczy już wyłącznie sakramentu małżeństwa, ale bezpośrednio największego skarbu Kościoła, jakim jest Eucharystia. Poraża mnie dezywolentura tej teologii. Owszem, komunia jest lekarstwem na ludzką grzeszność, bo pierwszym najważniejszym lekarzem jest sam Chrystus, który pod postacią chleba i wina, tu i teraz jest obecny. Chrystus w komunii umacnia naszą miłość do ludzi, ożywia ją i pobudza. Uwalnia od nieuporządkowanych przywiązań (któż może pociągać bardziej niż On!), ma moc odpuszczania wszystkich grzechów. W komunii dzieje sie tak jednak tylko z grzechami lekkimi, bo te ciężkie, zrywające więź z Bogiem, uniemożliwiają samą komunię. Raz jeszcze – zjednoczenie wymaga pojednania. To w sakramencie pojednania ten sam Chrystus ogarnia swoim miłosierdziem, każdego kto zgrzeszył. Warunkiem jest tylko prawda, żal i pragnienie zmiany. Prawdziwe pytanie brzmi, którego z tych czynników brakuje, by się pojednać ?

Jeszcze dwa słowa o miłosierdziu. Ono nigdy nie relatywizuje grzechu, a w Chrystusie utożsamia się ze sprawiedliwością. Chcąc być miłosierni dla małżonka "niewiernego" nie zapominajmy o miłosierdziu i sprawiedliwości, dla tego, który pozostał wierny. Czy zdradzona żona, modląca się wbrew nadziei o nawrócenie męża, ma zaprzestać swych prósb widząc, jak z nową partnerką przystępuje on do komunii ? Przecież komunia ma także wymiar horyzontalny; w Chrystusie jak w jednym Ciele, komunikujemy ze wszystkimi, którzy tworzą Kościół. Czy jedność zranionej kobiety i jej niewiernego męża rzeczywiście się tutaj realizują ? A może trąci to farsą ? Jaki jest status "wiernej żony" ? Czy jest jeszcze żoną ? Czy ma trwać w swoim ślubie, który nawet Kościół zdaje się relatywizować, czy zbudować sobie życie na nowo, z rozmysłem grzesząc przeciw wierności, by po kilku latach stabilizacji, w "nowej dyscyplinie" powrócić do Chrystusa ? Czy ofiara, którą samotnie podjęła, w Duchu Zbawiciela wiernego na krzyżu "do końca", była pozbawiona sensu ? Apostołowie (pseudo) miłosierdza – porozmawiajcie z małżonkami, którzy wciąż kochają swoje niewierne żony i występnych mężów !

Epilog. Czyli o ekumenizmie intrakatolickim i żartownisiach

Pamiętam jak znany i zacny ekumenista, i marilog kulowski, o. Napiórkowski (zawsze w habicie !), utyskiwał kiedyś na jednym z sympozjów, że ogłoszenie dogmatu o Wniebowzięciu NMP, znacznie utrudniło dialog ekumeniczny. Alergicznie nie lubię takiego sposobu rozumowania, kryje sie za nim pewne teologiczno - pastoralne kunktatorstwo. Tym niemniej w przypadku wprowadzenia komunii świętej dla rozwodników, będziemy mieli do czynienia z tą sytuacja à rebours. Ogłoszenie "dyscypliny" sprzecznej z Chrystusowym nauczaniem o małżeństwie, zagrozi bardzo realnie schizmą. Ekumeniści byliby ostrożni z klarownym definiowaniem katolickiej doktryny, tak by nie zrazić chrześcijan, będących poza Kościołem. Ja z saperską ostrożnością podchodziłbym do zmian, które mogą spowodować, że część moich sióstr i braci katolików przestanie się czuć u siebie w domu. Pozostaje tylko pytanie: kto w takiej sytuacji tak naprawdę by z niego wyszedł ?

I na koniec, pewna konstatacja, bazująca na argumencie z autorytetu. To trochę zabawne, na własne oczy obserwować, jak rozwiązanie odrzucane przez kogoś energicznie i wytrwale, ma zostać przyjęte za sprawą tych motywów, które uznawał on za kluczowe. Nie wiem na ile ten paradoks bawiłby świętego Jana Pawła II, choć niewątpliwie obdarzony był poczuciem humoru. Nie wiem, bo trudno mi odpowiedzieć na pytanie, w czym największy apostoł miłosierdzia Bożego naszych czasów, a zarazem fundator współczesnego wykładu o teologii ciała i małżeńskiej miłości, był zbyt mało miłosierny i niewystarczająco wsłuchany w rodzinę.

Łukasz Kubiak, (ur. 1978, mąż, ojciec, teolog, filozof, przedsiębiorca)

Komentarze (19):

anonim2014.10.11 12:18
Komunia dla rozwodników – nie ma o czym rozmawiać. AMEN
anonim2014.10.11 12:22
@Delirjum ...a moze delirium Majaczenie alkoholowe - stan zaburzeń świadomości z iluzjami, omamami oraz urojeniami .
anonim2014.10.11 12:31
Oczywista oczywistość!!Tak trzymać!
anonim2014.10.11 12:49
Świetny artykuł! Prawie wyczerpuje argumentacje postępowych katolików, a przynajmniej naświetla to co najważniejsze- grzech to grzech. Myślę, że Autora i sam tekst można trochę porównać do ks. Dariusza Oko z jego: "Z papieżem przeciw homo-herezji". Zabrzmi infantylnie, ale może podesłać go do kard. Kaspera?
anonim2014.10.11 13:22
PAN - JEZUS powiedział JASNO : " niech wasza mowa będzie TAK TAK, NIE NIE, a CO NADTO JEST od .....ZŁEGO POCHODZI..." Następnie powiedział: " kto oddala swoją żonę...a bierze inną POPEŁNIA CUDZOŁÓSTWO..."Za polemiką ze Słowem Bożym stoi zawsze SZATAN i jego DEMONY kłamstwa, które ZAWSZE zasłaniają się "dobrem" ludzkim.Owocem przyjęcia ich podszeptów jest ZAWSZE WIĘKSZE ZŁO. Tu szatan i jego demony usiłują UDERZAĆ w jedność Kościoła, jak zwykle bazując na ludzkiej słabości.Zastanówmy się, czy jesteśmy otwarci na Ducha Świętego czy na szatana i jego demony, p[od pozorem bycia bardziej miłosiernymi niż Sam PAN BÓG...
anonim2014.10.11 15:01
@Tomcat Z pozdrowieniami dla Znajomej :-)))) http://www.youtube.com/watch?v=a3vONH83zvs =========================== Geoengineering Investigation Demanded by Shasta County Residents http://www.youtube.com/watch?v=O4WhYKP83zo ===========================
anonim2014.10.11 15:38
Cóż dodać dobry tekst.
anonim2014.10.11 16:02
Komunia dla rozwodników – jak najbardziej, ale pod zwykłymi warunkami. Odstąpienie od grzechu, spowiedź, pokuta, powrót do prawowitej małżonki. Tylko dodatkowo łożenie na ewentualne dzieci zrodzone w kokubinacie.
anonim2014.10.11 16:22
@Beduin Pewnie by Kasperowi nie zaszkodziła lektura tego artykułu. No, może na trawienie.
anonim2014.10.11 16:47
Świetnie dobrane argumenty. Sama Prawda! Jasne i rzeczowe przedstawienie problemu. Brawo! Szkoda tylko, że nie znajdujemy takich artykułów pisanych ręką osób duchownych, a przecież to najbardziej od nich oczekiwalibyśmy jasnego i przejrzystego przedstawienia chrześcijańskiej prawdy o nierozerwalności małżeństwa.
anonim2014.10.11 17:07
Świetny artykuł! Zgadzam się w 100%. Skoro rozwodnicy - cudzołożnicy mogą przyjmować Komunię, to narzeczeństwa, które nie mają pieniędzy na ślub (z przyczyn obiektywnych to nie jest wydatek na 25 letnich młodych ludzi, a nie zawsze rodzice są w stanie pomóc) także mogą przyjmować Komunię. Skoro przyjmują Komunię, która jest kulminacją jedności z Jezusem Chrystusem, to nie mogą żyć w grzechu śmiertelnym. Albo więc Eucharystia nie jest prawdziwym Ciałem i Krwią, albo współżycie pozamałżeńskie nie jest grzechem. Gratulacje dla Bergoglio, który prowokuje tą bezbożną, obrzydliwą dywagację. Zamiast uciąć ex cathedra rozmowę, on ją pochwala i stawia za przykład ludzi, którzy tą herezję promują (Kasper, Marx). Jeśli ta herezja przejdzie (jeśli ją wprowadzą pod jakąkolwiek formą), to zgodnie z prawem kanonicznym Bergoglio przestanie być namiestnikiem Chrystusa i będzie trzeba powołać konklawe (chyba, że się tej herezji publicznie wyrzeknie i ją zablokuje).
anonim2014.10.11 17:44
Dobry artykuł, ale jest jedno "ale". Łączy Pan małżeństwo wyłącznie ze współżyciem, a to trochę ograniczone spojrzenie. Grzech osób żyjących w związku niesakramentalnym nie sprowadza się tylko do tego, że dzielą wspólne łoże i nie przestaje być grzechem, gdy się tego łoża wyrzekną. Grzech zaciąga się wtedy, gdy następują kolejno następujące okoliczności: porzucenie małżonka (rozwód) + zawarcie nowego związku (formalne lub nieformalne) + wspólne dzielenie życia z nie małżonkiem (z seksem lub bez niego).
anonim2014.10.11 18:17
@kwiecien: Prawda, co piszesz, ale jeśli w tym przypadku nie ma pierwszego punktu? To znaczy porzucenie nie następuje ze strony/winy jednej ze stron?
anonim2014.10.11 23:02
a jednak jest o czym rozmawiać... przynajmniej o dwóch sprawach, które mi się po przeczytaniu nasuwają: 1. absolutna nierozerwalność małżeństwa, o której mowa, NIE JEST DOGMATEM, w przeciwieństwie do Dogmatu o BożejRodzicielce, przytoczonego w tekście. A zatem Kościół MOŻE ZMIENIĆ nauczanie w tej kwestii (jak zrobił to w wielu innych niezdogmatyzowanych kwestiach, o czym wiedzą tylko nieliczni, którzy się pofatygowali poczytać trochę historii Kościoła) 2. być może rozwód i nowe małżeństwo NIE ZAWSZE JEST CUDZOŁÓSTWEM! sam Jezus zrobił jeden wyjątek: "A Ja powiadam wam: Każdy, kto oddala swą żonę — poza wypadkiem nierządu — naraża ją na cudzołóstwo" (Mt 5,32). To jest tzw. "klauzula Mateuszowa". ten "wypadek nierządu" może być różnie interpretowany - jak wspomniałem wyżej - to nie jest dogmat...
anonim2014.10.12 0:39
@Drotom - nierozerwalność małżeństwa - jeżeli jest zawarte WAŻNIE SAKRAMENTALNIE, jest bezdyskusyjna PAN-Jezus w Swoim Słowie Mt19, 1-9 dokładnie wyjaśnia tą kwestię; natomiast jeśli małżeństwo jest ZAWARTE ( co do okoliczności) NIEWAŻNIE np. tzn w przypadku NIERZĄDU, szantażu, manipulacji, przemocy, ukrycia poważnych chorób ( np.psychicznych ) itd., Kościół może i rozpatruje takie sprawy i po ich zbadaniu uznaje ( lub nie uznaje) NIEWAŻNOŚĆ - tzn że Sakrament w ogóle nie zaistniał. Tak więc Kościół jest otwarty na PRAWDĘ i wynikające z niej DOBRO dla ludzi.Natomiast Kościół nie może uprawomocniać grzechu ciężkiego tzn przy pomocy zła osiągać dobra.Zaprzeczałby sam sobie, bo wyraźnie to stwierdził w KKK 1756 "....niedopuszczalne jest czynienie zła, by wynikało z niego dobro...". Dlatego osoby, które zawarły WAŻNIE Sakrament Małżeństwa, dopóki ten Sakrament trwa, jeśli współżyją seksualnie w innym związku i nie chcą tego zmienić, trwają z własnego wyboru w stanie grzechu ciężkiego wobec Pana Boga i same sobie odbierają prawo do Komunii z Panem Bogiem.
anonim2014.10.12 0:53
@Stiv nie mówię o "ważności" sakramentu - to zupełnie inny temat. mówię o dyskusji w kwestii "przypadku nierządu" - nie jest to nowa dyskusja w Kościele. skoro Jezus uczynił taki wyjątek w sprawach rozwodów (również w przytoczonym przez Ciebie fragmencie Mt 19,1-9), to sprawa ważnego małżeństwa wcale nie jest "bezdyskusyjna", jak sugerujesz. dyskusja jednak koncentruje się wokół tego, jak rozumieć słowa Jezusa "poza przypadkiem nierządu". czy chodzi tu o np. rozwód z powodu zdrady małżeńskiej? czy może - rozstanie osób żyjących w nieformalnym związku? itd...
anonim2014.10.12 1:12
@Drtom Po to są Sądy Metropolitalne w Kościele i odpowiedzialni w nich Ludzie Kościoła, aby dogłębnie badać takie sprawy i ... badają.Tak wiec twierdzenie,ze Kościół nie ma nic do zaproponowania, parom w powtórnych związkach, jest NIEPRAWDĄ. My tu tego teoretycznie do końca nigdy nie rozstrzygniemy.Każdy przypadek jest jakoś inny i każdy człowiek jest inny.Ja mam zaufanie do Kościoła działającego pod natchnieniem Ducha Świętego, natomiast jestem przeciwny niejasnym spekulacjom samych członków Kościoła, z których tzw "ten świat" wyciąga wnioski, aby następnie uderzyć nimi w JEDNOŚĆ Kościoła.dlatego lepiej moim zdaniem powściągać język i być jednoznacznym w słowach, oraz cierpliwie czekać na to co Ojcowie Kościoła ostatecznie i odpowiedzialnie powiedzą w ...Naszym imieniu również.Pozdrawiam i kończę na dzisiaj, bo pora już mocno nocna :)
anonim2014.10.13 10:28
@kwiecien Byc może, wbrew intecjom, wybrzmiało z tekstu, że zawężam niewiernośc do podejmowania pozamałżeńskiego współżycia. Nie było to moim celem, wiernośc realizuje sie na wszystkich poziomach bycia razem. Tym niemniej współżycie to w teologii katolickiej taki szczególny akt, który przynależy wyłącznie małżeństwu i nie może być realizowany poza nim (inaczej niż z przyjaźnią, solidarnością ekonomiczną itd.) Wstrzemięźliwośc seksualna jest tu planem minimum, zwłaszcza w skomplikowanej sytuacji nowego związku, gdzie pojawiły się dzieci i zrodziła sie silna rodzinna więź @kszychu Rozumiem, że nawiązuje Pan do Judasza. Po pierwsze żaden z Apostołów nie był godzien uczestniczyć w Ostatniej Wieczerzy. Ani Judasz, ani Piotr, ani Jan. Uczestnictwo w Eucharystii jest łaską a nie prawem. Z Bożej perspektywy każdy czlowiek zaproszony jest do uczestnictwa, "wejścia" w ofiarę Syna, bo Bóg nikomu swojej łaski nie odmawia. Rzecz w tym, że tę łaskę trzeba przyjąć, nie rozminąć się z nią, bo jak na sugerowanym przez Pana przykładzie Judasza widac, prowadzi to do śmierci. Warto zajrzec do Tomasza z Akwinu, który rozważając poruszana przez Pana kwestię (S.th 3; q. 81, 5) cytuje Ojców Kościoła – Jana Chryzostoma i Augustyna. Najpierw Augustyn: "Uczmy się, jak trzeba wystrzegać się przyjmowania dobra w zły sposób. Bo jeśli juz ten, kto nie zważa, czyli nie odróżnia ciała Pańskiego od innych pokarmów, spotyka sie z naganą, to tym bardziej narazi się na potępienie wróg, który udaje przyjaciela zbliżając sie do jego stołu." (PL 35,1801) Augustyn nawiązuje tutaj do Pierwszego Listu do Koryntian, 11, 27-29. Proszę sobie przeczytac na spokojnie te dwa fragmenty w zestawieniu. I jeszcze Jan Chryzostom: "Judasz nie nawrócił się uczestnicząc w misteriach. Zbrodnia jego stała sie przeto cięższa z dwóch względów: raz że przystąpił do misteriów splamiony takim zamysłem, po drugie – że przystąpiwszy do nich nie stał się lepszy ani pod względem strachu, ani dobroci, ani doznanego zaszczytu" (PG 58,737) Jeśli dwaj wielcy Ojcowie Kościoła wschodu i zachodu (wraunki: sanctitas vitae, doctrina ortodoxa, approbatio Ecclesiae, antiquitas vitae) cytowani przez Doktora Kościoła św. Tomasza z Akwinu, uznają, w oparciu o naukę pawłową, że przyjmowanie komunii w stanie grzechu śmiertelnego jest złe, to ja idę za Tradycją Kościoła (przez naprawdę duże T). To naprawdę nie jest tak, że teologię można sobie robic ad hoc.
anonim2014.10.13 11:09
@ FireFox Zgadzam się z Panem o tyle, że jest realny problem z duszpaterstwem osób rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach. Wynikaon z faktu, że z jednej strony Kościół nie chce ich od siebie odrzucać, a z drugiej nie może i nie chce zaakceptować niewierności małżeńskiej. Nie mam tutaj doświadczenia i byc może się mylę, ale mam wrażenie że duszpasterstwa związków niesakramentalnych sa naznaczone wielowarstwową schizofrenią. Epatują akceptacją - z tym że dla Kościoła jest to domyślna akceptacja osób, a dla tychże osób jest to domyślna akceptacja ich związków. Z drugiej jednak strony, duszpasterstwa "niesakramentalnych", w milczący sposób zakładają realizacje celu jakim jest nawrócenie, oznaczające brak akceptacji związków, a to z kolei dla osób w nich zyjących jest przejawem braku miłości do nich. Nie zgodze się za Panem na pewno, że Kościół nie dostrzega różnego obiektywnego ciężaru zła, na który wpływ mają okoliczności rozwodu. To, że niezaleznie od tych okoliczności rozwodnicy w nowych związkach nie moga przystepowac do komunii, nie jest miarą tej oceny, bo niedopuszczenie do komunii świetej nie jest tutaj karą, ale skutkiem. Nie jest tez tak, że Kościół nie widzi róznicy między zbrodnia a rozwodem. Faktem jednak pozostaje, że zarówno zbrodniarz jak i cudzołoznik, dostepuja Bożego miłosierdza na tej samej drodze pokuty i pojednania. Tej samej, choc nie takiej samej (kwestia zadośćuczynienia). I jeszcze jedno chciałem dodać – jeśli ktoś w Kościele czuje sie lepszy, bo może przystępowac do komunii, to powinien przestać do niej przystepować, wyspowiadac sie i odbyc pokutę. Ludzie zyjący w związkach niesakramentalnych, to często bardzo wartościowe osoby, którym pogmatwało sie zycie i którzy zrobili, czasem tylko jeden, krok za daleko. Jestem ostatni by w nich rzucać kamieniem. Wiem jednak jednocześnie, że prawdziwa miłość jest tożsama z prawdą, jak mawiał mój mistrz, o. Krapiec, miłośc bez prawdy jest tylko w burdelu. Trzeba mówić jak jest.