Karłowicz: Problem Faustyny - zdjęcie
13.10.15, 12:20

Karłowicz: Problem Faustyny

14

Krakowski klasztor. Znajomy pyta wybitnego teologa – jak to jest pisać o historii mistyki i to pisać mieszkając kilka kilometrów od Łagiewnik i nie zająknąć się o Dzienniczku. Uczony jest wyraźnie zakłopotany. „No wie Pan, rzeczywiście. Tylko jak to zrobić?” - pisze filozof Dariusz Karłowicz.

Scenka z konferencji. Mój przyjaciel pyta Modnego Literata czy potrafi powiedzieć, która polska książka jest najczęściej tłumaczona na języki obce. Nic Lema? Mrożka? Nic Miłosza?! To w końcu która? Mina Modnego Literata, który dowiaduje się, że chodzi o Dzienniczek siostry Faustyny - mieszanina zdumienia i niesmaku - wiele mówi o przyczynach dla których nasza humanistyka przeoczyła, że największa mistyczka XX wieku urodziła się w Polsce.

Czy z żartu wolno wyciągać poważne wnioski? Że to wkręt, beka, kpina widać nawet bez śmiechu zza kadru. Czy zatem mina Modnego Literata może być dowodem w sprawie? Dowodem pewnie nie. Symbolem z pewnością tak! Jak na dłoni pokazuje, to wszystko, co w głowie się nie mieści – wszystko co nie śni się pisarzom, artystom, filozofom.

Rozmawiam ze znaną reżyserką starszego pokolenia. Pytam dlaczego poza jednym wyjątkiem nie doczekaliśmy się filmów o św. Faustynie, dlaczego polscy artyści zigonorowali zjawisko duchowe tej skali. Prosi o wyjaśnienie. Nie rozumie. Mówię, że niewiele postaci wywarło taki wpływ na współczesny Kościół powszechny, że kult Miłosierdzia Bożego to być może najgłębsza odpowiedź na piekło totalitaryzmów, że właśnie polska sztuka powinna się z tym zmierzyć. Zaskoczona słucha mnie w skupieniu. Kiedy zaczynam mówić o koronce widzę, że napięcie znika. Sprawa się wyjaśnia – rozmawia z człowiekiem, którego nie trzeba brać poważnie. Już odprężona przeprasza, bo trochę się śpieszy. Chętnie posłucha o tym innym razem.

25 sierpnia przypadała 110 rocznica urodzin Heleny Kowalskiej. Przejrzałem portale internetowe. Szukałem okolicznościowych materiałów – esejów, rozmów, a choćby i prostych informacji. Nie należę do wielbicieli rocznicowych pozorów, ale nie wierzę, że o rocznicy nie zapomni ten, kto żyje czymś na co dzień. I co? Na świeckich oczywiście ani słowa, na katolickich – nie bez wyjątków – niewielkie wzmianki (obronną ręką wychodzi jak zwykle Gość Niedzielny, który sprawą zajmuje się nie od święta). Czy to problem? Czy nie przesadzam?

Duchowość Miłosierdzia, która kształtuje Kościół na przełomie tysiącleci w wielkim stopniu wyrasta z tej dziwnej książeczki, która budzi taki wielki niesmak polskich intelektualistów. Kult Miłosierdzia Bożego w formie znanej z Dzienniczka praktykowany jest dziś w całym świecie chrześcijańskim. Dla każdego kto pamięta co stało się w XX wieku to zrozumiałe. Kiedy za 300 lat ktoś będzie pisał historię Kościoła o kulcie Miłosierdzia napisze, tak jak pisze się o wielkich ruchach duchowych przeszłości. Czy historyk wspomni o Janie Pawle II? Kto wie czy nie przede wszystkim jako o tym, który beatyfikował a potem kanonizował  Faustynę (podobnie jak o Honoriuszu III wspomina się głównie przy okazji reguły franciszkanów i dominikanów).   

Wszyscy to wiedzą - powiecie. Skąd problem? Skoro dla współczesnego Kościoła powszechnegoDzienniczek jest jak czymś na miarę O naśladowaniu Chrystusa pseudo Tomasza a Kempis czy pism Katarzyny Sieneńskiej, a kult czymś na miarę devotio moderna, to dlaczego nie wiemy co z tym robić? Dlaczego nie powstają traktaty, sztuki, filmy? Gdzie instytuty, katedry, konferencje, choćby seminaria?

Mamy tu kilka problemów. Część z nich to zwykłe kłopoty proroków w krajach własnych. Owszem w tej sprawie mamy znaczące osiągnięcia. W roli Guliwera w krainie liliputów św. Faustynie towarzyszy przecież św. Jan Paweł II. Dotyczy to zwłaszcza polskiego uniwersytetu i polskiej sztuki – które w zdolności niedostrzegania własnych gigantów ducha są niezrównane. Rzecz zabawna - biorąc pod uwagę fakt, że jednym z rytuałów naszej inteligencji jest właśnie surowa krytyka polskiej powierzchowności.

Od kiedy pamiętam – zwłaszcza w kręgach inteligencji katolickiej  - narzekano na płyciznę polskiej religijności. I co się stało? Swedenborg i Jakub Boehme – są tak ciekawi, a Dzienniczek już nie? A może to problem naszej własnej powierzchowności? Próba, której poddano dumną ze swej przepastnej głębi katolicką inteligencję okazała się zbyt trudna?

Dużą częścią problemu jest z pewnością nasz prowincjonalizm. I to pojęty jako zjawisko duchowe nie geograficzne. Dobrze opisał je Kundera – wyraża się we frazie, że „życie jest gdzie indziej”.  „Tam” warto być, „tam” trzeba należeć, „tamto” warto reprezentować. „Tu” nic ciekawego zdarzyć się nie może. Najlepiej gdyby „tamto” mogło to wstydliwe „tu” wreszcie zastąpić. Z prowincjonalnych kompleksów wywodziłbym niezrozumienie dla tego, co z przymieszką pogardy nazywa się „katolicyzmem ludowym”. Poczucie wyższości ludzi z lepszych chórów wobec zjawisk, które uważa się za ludowe, masowe, powierzchowne. Czy taki właśnie nie wydaje się nam Dzienniczek? Dzieło zakonnicy z drugiego chóru. Czy taki nie jest? Bez cytatów z personalistów, aluzji do fenomenologii, bez śladów neotomizmu i odniesień do wielkiej poezji?

Problem z Faustyną z pewnością przekracza jednak nasze polskie kompleksy i kłopoty. To problem Prawdy z kulturą, Treści z ornamentem, rozsądku z Paradoksem. Dzienniczek, to chrześcijaństwo podane bez przypraw do których przyzwyczajone jest podniebienie człowieka wykształconego. Dziwnie obojętne na dykcje, mody, trendy. Wymaga wysiłku, zmusza do myślenia od początku. Nie rymuje się z poprzednim wersem. Jest trochę jak Biblia dla starożytnych intelektualistów – znajoma i jakimś sensie oczekiwana, a zarazem obca, by nie powiedzieć żenująca, prostacka. Rzecz mówiąc bez ogródek nieznośna - źle napisana, źle skomponowana. Głupia?

Krakowski klasztor. Znajomy pyta wybitnego teologa – jak to jest pisać o historii mistyki i to pisać mieszkając kilka kilometrów od Łagiewnik i nie zająknąć się o Dzienniczku. Uczony jest wyraźnie zakłopotany. „No wie Pan, rzeczywiście. Tylko jak to zrobić?”

Bardzo dobre pytanie.

Dariusz Karłowicz

Źródło: teologiapolityczna.pl

Komentarze (14):

anonim2015.10.12 11:41
O "Dzienniczku" św. Faustyny sporo mówił ks. dr hab. Piotr Natanek szczegółowo analizując pewne tematy (np. mszy św., czyśćca, piekła itd.). No ale dla polskich biskupów Natanek jest be, więc jego intelektualna aktywność nie jest brana pod uwagę. W Polsce lepszy jest banalny gaduła niż twórczy umysł. Ten ostatni najczęściej jest wrogiem publicznym, którego koniecznie trzeba zniszczyć. Sami skazujemy się na prowincję.
anonim2015.10.12 13:20
Ks Natanek już nie długo może nie być Księdzem a panem Natankiem -> świecki kardynał Dziwisz już podjął decyzje o przesunięciu go do stanu świeckiego i tylko cud może to zmienić. Faustyna nie jest lubiana przez Polskich teologów i nie tylko. Często spotykam się z opinią - "a ta chora psychicznie" Tylko wiara prostego ludu odczytuje w jej dzienniczku słowa Boga.
anonim2015.10.12 13:21
a siostry z Rybna fajne naklejki rozsyłają:) TYLKO BÓG
anonim2015.10.12 15:51
Ks. Natanek nigdy nie przestanie być księdzem, ściślej kapłanem, bo święcenia kapłańskie są nieusuwalne. Ponadto Dziwisz nie może usunąć Natanka z pustelni w Grzechyni, bo ta należy do Natanka nie do Dziwisza.
anonim2015.10.12 15:56
Ks. Natanek nigdy nie przestanie być księdzem, ściślej kapłanem, bo święcenia kapłańskie są nieusuwalne. Ponadto Dziwisz nie może usunąć Natanka z pustelni w Grzechyni, bo ta należy do Natanka nie do Dziwisza. Ks. Natanek spokojnie przetrwa kard. Dziwisza. Jeśli ktoś przejdzie do historii jako ten, kto autententycznie prowadził ludzi do Boga, to będzie to kaznodzieja z Grzechyni nie ordynariusz krakowski. Poza tym, ks. dr hab. Natanek jest bardzo dobrze rozumiany zarówno przez tzw. prostych ludzi" jak i tych najbardziej wykształconych (w tym profesorów). Więc spokojna głowa. Rzeczywistość nie jest czarno-biała.
anonim2015.10.12 16:03
No właśnie. Zdaje się - 3 klasy wykształcenia autorki, prosty (prostacki) język, jakieś głupoty... A ja ciągle wracam do tej dziwacznej książki. Coś ciągnie do niej i tyle. Ona jest jak prześwitująca firanka, za którą Coś widać, trochę niewyraźnie, trochę strasznie, ale bardzo prawdziwie. W sumie to strach w tamtą stronę patrzeć, ale jednak człowiek zerka. Dzienniczek to coś wielkiego i niezwykłego. Ale nikomu nie polecam - kto w sobie dojrzeje, sam po niego sięgnie.
anonim2015.10.12 17:03
@RobertW18 Napisz czy jesteś tęczowy bo takie dziwne masz posty jakby ktoś ci coś wymieszał. W trosce o przekazywanie zdrowej nauki Kościół nie jest pozostawiony sam sobie. Duch Święty posłany przez Jezusa nieustannie doprowadza wszystkich wierzących do całej prawdy (por. J 16, 13). Jednym z przejawów działania Ducha Prawdy jest rzeczywistość, którą nazywamy sensus fidei ­– zmysłem wiary ludu Bożego.
anonim2015.10.12 20:05
Kondycja rodzaju ludzkiego jest obecnie taka, że orędzie Bożego Miłosierdzia zdaje się być już blisko swego wypełnienia. Być może najpierw jednak człowiek musi dojść do takiego stanu, w którym zrozumie, że nie ma już dla niego innego ratunku, poza jego przyjęciem. Wtedy promienie Łaski płynącej z Serca Jezusowego wszystko odmienią - nie tylko grzesznik, ale i intelektualista dozna iluminacji, na którą nie pozwalają mu utrwalone kategorie myślenia. Święta Faustyna była prostą, czystą (w znaczeniu duchowym), pokorną kobietą i dlatego była zdolna do otwarcia się na Łaskę Bożą. My zaś często ją blokujemy, próbujemy wtłaczać w jakieś szufladki. Święta Faustyna zaś naprawdę zawierzyła ("Jezu ufam Tobie") Bożemu Miłosierdziu.
anonim2015.10.12 23:22
Prawda ma to do siebie, że jest nieopisywalna. Trudno opisać zapach świeżego chleba komuś wychowanemu na plackach kukurydzianych. A jednak Dzienniczek jest tak realny jak zapach chleba, teologia zaś nie jest tak realna, ona jest dalej od prawdy.
anonim2015.10.13 11:02
@Jacek Dobry Ks.dr hab. Piotr Natanek był sekretarzem procesu diecezjalnego Rozalii Celakówny. Objawień prywatnych. Czyli coś tam się zna na teologii... Podobnie Dzienniczek św. Faustyny - to tez objawienia prywatne, i dość długo trzeba było czekać na opinię Watykanu. Nie jest wykluczone, że słowa p. Agnieszki z Grzechyni należą do tej samej rodziny objawień. Kościół powinien to uczciwie zbadać. O to między innymi jest spór. Poza tym ks. Piotr robi swoje. Teraz jest w Akita - Japonia @....eee Jest opisywalna w poezji... Zgasły dla nas nadziei promienie! Zanim zorza zaświeci nam blada, Stańmy jako upiorów gromada, We krwi wrogów nasyćmy pragnienie. Wzgardźmy życiem tem marnie pędzonem, Nam pioruny niech grają i gromy, A na niebie od łuny czerwonem, Anioł śmierci przeleci widomy. Cóż my winni, że kochać nie możem? Gdy się wszystko tak płaszczy i karli, Му dla ziemskich rozkoszy umnarli, Żyjmy zemstą i święćmy ją nożem. Albo lepiej precz z bronią, nożami, Bo z nas każdy nożowi zazdrości, Му pragniemy, własnemi zębami, Szarpać ciało i kąsać do kości. Czas już skargi i żale porzucić. Во wstyd czoła już od nich nam pali. Czyż nie lepiej się zemstą rozjuszyć W krwi niemieckiej i ścierwach Moskali! W noc spokojną dо domów wpadniemy Gdzie szczęśliwi cichymi śpią snami, Naszą pieśnią ich spokój skłócimy, Niech się zbudzą, niech idą za nami. Więс gdy zgasły nadziei promienie, Zanim zorza zaświeci nam blada, Stańmy jako upiorów gromada, We krwi wrogów nasyćmy pragnienie.
anonim2015.10.13 15:33
Do zwolenników ks Natanka - Ks Maria Piotr sam napytał sobie biedy przez oskarżanie i oczernianie wszystkich do o koła, Biskupi to Masoni, Watykan to pedofile którzy gwałcą dziewczynkę na ołtarzu, tylko on Jedyny sprawiedliwy ... kto wywołuje wiatr zbiera burze - Teraz będzie miał proces kapturowy z ustalonym już wynikiem ... współczuje ale może to będzie droga do jego nawrócenia z chlapania oszczerstwami
anonim2015.10.16 3:47
Ks. Natanek naruszył zasadę posłuszeństwa swoim przełożonym. A więc pryska mit jego świętości.
anonim2015.10.16 3:48
http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?t=15391
anonim2015.10.16 13:39
@ Agamemnon Ks. Natanek jest posłuszny Bogu - to podstawa świętości. Natomiast przełożony ks. Natanka ma z tym posłuszeństwem problem, ale póki żyje ma szansę, by się nawrócić.