„Hobbit- Bitwa Pięciu Armii”- Urban, Sherlock i koledzy Nergala  - zdjęcie
21.12.14, 16:51fot. materiały prasowe filmu "Hobbit. Bitwa Pięciu Armii"

„Hobbit- Bitwa Pięciu Armii”- Urban, Sherlock i koledzy Nergala

6

Miecze, krótkie i długie, dzidy, łuki, strzały, noże, obuchy, lance, maczugi, topory, halabardy, żywe tarany i żywe katapulty oraz inna broń wymyślona w studiu firmy Weta Workshop. Bitwa---bitwa---bitwa. Bicie dzwonów, bum, bum, bum, trąby, smyczki, i znowu smyczki. Dym, wiatr, mgła. Dużo ghâsh, czyli ognia. Biało, zimno, lodowato. Muzyka wywołująca czasem dreszcze. Dużo języka Mordoru i elfów. I kilka żartów.

Taki był pewnie przepis reżysera Petera Jacksona na film „Hobbit- Bitwa Pięciu Armii”, pierwotnie nazwany „Hobbit: Tam i z powrotem". Użyto TYLE ghâsh, czyli ognia i nic z tego. Był ognisty smok, hartowanie mieczy, ogień w kopalni, ogień w miasteczku Esgaroth, ale niestety był to tylko nierozpalający ogień wirtualny. Z filmu o bitwie (na Samotnej Górze) wyszło dzieło batalistyczne, ale nie waleczne. Konserwatywne (choć ze zgrzytem), patriotyczno-polityczne, które warto zobaczyć. A mogło być jednak lepiej. Coś się wypaliło, czy dość dobrego ognia nie było na samym początku?

„Hobbit: Bitwa pięciu armii” to w sumie film patriotyczny, bo o tym, jak krasnale odzyskują swoją ojczyznę. Historia o tęsknocie za domem, korzeniami, o więzach krwi, przywiązaniu do rzeczy z dziada pradziada, miłości (też braterskiej, ojcowskiej, dziecięcej). To bogata opowieść, oparta na jasno zdefiniowanych wartościach, w tym tych dziś niepopularnych, bo konserwatywnych (honor, odwaga, wierność, lojalność, poświęcenie). A Jackson pokazał w niej głównie króla krasnoludów Thorina i całą masę efektów specjalnych (aż śmiesznie nieprawdopodobnych). Tak naprawdę stał się to film o chciwości, chorobie polityków, bo i na nią oprócz Thorina zapadł król elfów Thranduil.

I nie jest to jakaś złożona, wewnętrzna walka bohatera. Thorin pokazany jest jak typowy polityk, który zapadł na żądzę rządzenia, żądzę pieniądza i się skorumpował (a kiedyś był człowiekiem dobrym i prawym). Opętany, zaślepiony chęcią posiadania złota jest przykładem tych, którzy siebie zatracili w zamian za sute pensje, eurosy, dolary...Teraz siedzi w koronie na jakimś tronie (może być i marszałka) i lubi pławić się w swoich skarbach, diamentach i złocie, tak jak współcześni pławią się w luksusach i polerują wartościowe zegarki (których potem nie deklarują). Przypadek Thorina pokazuje życie polityka, dla którego życie innych jest nic nie warte, ważna jest tylko ochrona własnych skarbów (czy apanaży). W końcowej fazie tej choroby, ludzi takich męczy paranoja, że inni spiskują przeciwko nim. Są ciągle nienasyceni. I nie widzą, kim/czym się stali. To nie jedyna aluzja polityczno-współczesna w tym filmie.

Lider orków Azog przypomina z twarzy młodszego Jerzego Urbana. To znaczy, byłoby tak naprawdę, gdyby Urban przestał palić i pić i zaczął chodzić na siłownię. Po polu bitwy biega jakaś inna orka przypominająca posła Rozenka (choć w mojej rodzinie jest spór, że przypomina raczej Golluma). Na plan dostali się jakoś koledzy Nergala w makijażu (ci z czaszką między nogami) albo „muzycy” z fińskiej grupy Lordi (Weta robi im zresztą sceniczne kostiumy). Orki mówią w tym w filmie bardzo dużo. W książce choć miały mówić zunifikowanym czarnym językiem, porozumiewały się różnymi dialektami. Tolkien nie podał aż tak wielu przykładów czarnego języka, więc musiano improwizować tworząc „Rozmówki z Mordoru”.

Najgorszą wadą filmu jest to, że zamiast porwać do walki, aby zabić jakiegoś smoka czy złego ducha (tego, który siedzi w nas i się panoszy psując nas od środka), przetrzebić armię orków i goblinów, wbija nas zbyt wygodnie w fotel. Nie pójdziemy za krzyczącym Kili, który mówi: „Nie będę się chował, gdy inni walczą za nas nasze bitwy. To nie w mojej krwi”. Zamiast zrozumieć, że do bycia wojownikiem powołany jest każdy i wykrzyczeć: „Do broni, rodacy!”, film zostawia nas w fotelu. Po nim chce nam się wypić filiżankę herbatki i poczytać jakąś książkę, czyli zabawić w zwykłego hobbita. „Nie jestem wojownikiem, jestem hobbitem”- możemy powiedzieć i na tym pozostać. Człowiek po obejrzeniu „Powrotu króla” czuł się zupełnie inaczej.

Być może film „Hobbit: Bitwa pięciu armii” byłby jeszcze lepszy, gdyby Peter Jackson był człowiekiem bardziej dojrzałym, większej głębi (może się kiedyś nawróci?), zrobiłby film bardziej autentyczny i porywający, a tak... Plan był świetny. Wykorzystał arcydzieło literatury światowej, powieści Tolkiena, katolickiego i konserwatywnego autora, zamówił piękną, klasyczną muzykę symfoniczną Howarda Shore’a (Shore ma napisać muzykę do „Silence”, religijnego filmu Scorsese), a nawet dorzucił muzykę dzwonów (kościelny akcent) i śpiewy anielskie. To wszystko świetnie pasuje i tworzy dobrą harmonię. Normalność i konserwatyzm pojawiły się też w scenie humorystycznej.

Jackson udowodnił, że nie jest również zwolennikiem genderu. W filmie pokazał, jak śmieszny, a zarazem żałosny może być mężczyzna w sukience przebrany za kobietę. Niestety w „Hobbicie- Bitwie Pięciu Armii” pojawia się dziwna scena feministyczna. Galadriela, królowa elfów niesie na rękach mężczyznę, a do tego czarodzieja, czyli Gandalfa! Choć kobiety oczywiście walczyły od zawsze i były dzielne, jest w tym za dużo przesady. Zwykle mężczyzna nosi w ten sposób zmarłą lub ranną kobietę lub dziecko. W dodatku scena ta ma więcej zgrzytów. Ranna i pobita Galadriela dziwnie trzyma się nogi Elroda, który zamiast opiekować się nią, stoi dumnie wypięty i rozmawia z Gandalfem. To nie tylko scena nietolkienowska, ale antytolkienowska. Z jednej z potencjalnie najlepszych scen, zrobiła się karykatura.

Film grzeszy czasem nieautentycznością i banalnością. Na twarzach pobitych bohaterów nie ma śladu bólu, nawet tych umierających w strasznych mękach. Thorin z przebitą stopą i brzuchem potrafi stać prosto. Legolas w wielu akcjach znowu stał się Supermanem. Elfka Tauriel mówi: „Jeśli to miłość, nie chcę jej. Proszę, zabierz ją ode mnie. Dlaczego to tak boli?”. „Bo było prawdziwe”- odpowiada Thranduil. Ojejku, co to ma być? Dialog z niskobudżetowego romansidła dla nastolatków?

Mogło być jeszcze gorzej. Całe szczęście, że Jackson nie wybrał na odtwórcę tytułowej roli Bilbo Daniela Radcliffe, znanego z serii o Harrym Potterze. To byłby policzek dla fanów Tolkiena, którego by łatwo nie zdzierżyli. Odchrząkujący Martin Freeman (ze swoją charakterystyczną chrypką znaną też w jego wydaniu doktora Watsona) spisuje się bardzo dobrze. Podobnie jak Benedict Cumberbatch, który stał sie popularny dzięki głównej roli ze współczesnej adaptacji „Sherlocka”, użyczając głosu Smaugowi.

Mimo pewnych potknięć i braku głębi filmu, jego przekaz jest jasny i pozytywny. Jest nadzieja dla rasy ludzi. Można wyrwać się z piekła, nawet gdy nam się zdaje, że wszystko stracone. „Nie jestem sama”- mówi Galadriela. To najlepszy film z trylogii „Hobbit”. I poznacie w nim nowego Nazgula, Khamûla (podobno grany przez Petera Jacksona). Prawdziwa radość dla fanów Tolkiena, którzy potrafią docenić dbałość o detale. Jackson na pewno zna te powieści bardzo dobrze. I zwróćcie uwagę na kolory (końcowa zmiana).

Film w pięć dni zarobił 100 milionów, co pokazuje, że ludzie chętnie oglądają film, w którym nie ma ani śladu seksu, czy nawet golizny. I chcą walczyć! „Jak się ten dzień skończy?”- pyta Gandalf w trailerze. Jak się skończy twoje życie? Czy coś w nim wywalczysz? To zależy od Ciebie, nie od Petera Jacksona, który tym razem odwagi ci nie doda.

Natalia Dueholm

Komentarze (6):

anonim2014.12.21 17:21
Mimo wszystko filmowy "Powrót Króla" nie ma zakończenia podobnego do tego z powieści.Przypomnę,że w oryginale hobbici po powrocie do Shire muszą jeszcze stoczyć walkę z Sarumanem i jego opryszkami.Tym razem nie pomogą im już ani elfy,ani rycerze Gondoru i Rohanu,ani nawet Gandalf.Okazuje się jednak,że siły hobbitów są wystarczające do zwycięstwa,ponieważ czwórka naszych bohaterów potrafi pobudzić do walki załamaną resztę.Czy nie podobnie było pewnego sierpniowego lata,gdy kilka kobiet zatrzymało wychodzących ze strajku stoczniowców ?Może znowu ktoś odważny rzuci hasło do walki ?
anonim2014.12.21 20:45
@CP - chyba widziałem wszystkie wersje Powrotu Króla, ale jakoś rozdziału "Porządki w Shire" tam nie widziałem.
anonim2014.12.21 20:55
CzP - Dźwiedź ma rację, porządków w Shire nie ma nawet w wersjach rozszerzonych DVD.
anonim2014.12.24 19:53
Żenujący poziom językowy... Czyżby dla Frondy pisali gimnazjaliści?
anonim2014.12.25 21:09
Ja wiem, że święta, ale pisać recenzje mimo wszystko trzeba na trzeźwo.
anonim2014.12.29 9:58
Dawno nie czytałam tak kolokwialnej, prymitywnej recenzji i wniosków od "siekiery" Ile ma lat autorka? Sądząc po poziomie języka, myślę, że nie więcej niż piętnaście.