Dziś wspominamy ,,świętą od ciemności’’ – Matkę Teresę z Kalkuty - zdjęcie
05.09.20, 10:16

Dziś wspominamy ,,świętą od ciemności’’ – Matkę Teresę z Kalkuty

23

Jeśli kiedykolwiek będę Świętą — na pewno będę Świętą od „ciemności”. Będę ciągle nieobecna w Niebie - aby zapalić światło tym, którzy są w ciemności na ziemi. To słowa z jednego z bardzo osobistych wyznań bł. Matki Teresy z Kalkuty. Dopiero dziś okazuje się, jak wielkie cierpienie i wielką ciemność w sobie niosła.

To książka niezwykła. Porównywalna z działami wielkich mistyków, mających utrwaloną pozycję w tradycji Kościoła - choć tak bardzo inna. Pośród wielu recenzji, jakie powstały wokół opublikowanego we wrześniu ubiegłego roku w USA, a kilkanaście dni temu wydanego w Polsce, zbioru nieznanych szerzej wcześniej listów błogosławionej z Kalkuty pod wspólnym tytułem „Pójdź, bądź moim światłem” dominuje zdziwienie i niedowierzanie. Oto ta drobna postać, która stała się rozpoznawalna na całym świecie dzięki swojemu dziełu - Siostrom Misjonarkom Miłości - uśmiechowi i miłości, jaką wszystkim, szczególnie najbardziej pogardzonym i najuboższym z ubogich ofiarowała, apostołka życia, sama przez blisko 50 lat niosła w sobie tak nieogarnioną ciemność i wielkie cierpienie, których doświadczała od Tego, którego umiłowała bez miary! Jak to możliwe? Ocena tylko z punktu widzenie ludzkiego - z perspektywy bilansu zysku i strat, jest jednoznaczna: to bez sensu. Trwanie w takim stanie można by porównać tylko do szaleństwa albo choroby psychicznej! Były i takie komentarze do książki, uzupełniane epitetami w rodzaju: szarlatanka, uzurpatorka. To oczywiście nieprawda. Lektura już pierwszych stronic zbioru listów ukazuje relację, która jest zrozumiała tylko z perspektywy bardzo osobistej, wręcz mistycznej więzi, jaka łączyła Matkę Teresę z Jezusem. Obrazem tego jest bardzo intymny dialog, w którym Chrystus zwracał się do niej: „Moja mała Oblubienico”, „Moja własna maleńka”, zaś ona swego Rozmówcę określała: „mój własny Jezu...”.

Momentem przełomowym tej niezwykłej relacji były rekolekcje w Dardżylingu, które, jeszcze jako loretanka, przeżyła w roku 1946. 10 września Teresa zaczęła - jak sama to później nazwała - otrzymywać „wewnętrzne słowa”. Trwało to do połowy następnego roku. Po półwieczu, jakie minęło od tego czasu, nie ma już dziś wątpliwości, że mamy do czynienia ze świętą, która rzeczywiście prowadziła z Jezusem - tak jak np. św. S. Faustyna - bardzo intymny, mistyczny dialog. Od początku nie miała wątpliwości, z Kim rozmawia, choć w swoim listach na ogół przesłania te (na znak pokory?) nazywa „Głosem”. Wtedy to właśnie Jezus ukazał jej swoje serce: swój ból, swoją miłość, współczucie, pragnienie przygarnięcia tych, którzy cierpią najbardziej. Wizja znalazła głęboki oddźwięk w jej duszy - wiele lat wcześniej pisząc do swoich bliskich w ojczyźnie, dała wyraz pragnieniu, aby wnosić radość w życie tych, do których została posłana. Modliła się: „Daj mi siłę, żebym zawsze była światłem w ich życiu i w ten sposób prowadziła ich do Ciebie”. Jezus wysłuchał jej. Podczas jednej z rozmów w 1946 r. padły słowa, które głęboko zapadły w pamięć zakonnicy, a które też po latach stały się tytułem omawianego zbioru listów. Chrystus powiedział: „Przyjdź, przyjdź - zanieś Mnie do nor tych biedaków. - Pójdź, bądź moim światłem”. Kiedy już powstało Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości, Matka Teresa nakazała, aby w każdej z kaplic, rozsianych dziś po całym świecie, obok krzyża umieścić wołanie Ukrzyżowanego: „Pragnę!”.

Czy mi odmówisz?

„Długo się modliłam - tak bardzo prosiłam naszą Matkę Maryję, żeby poprosiła Jezusa, by zabrał to wszystko ode mnie. Im więcej się modliłam, tym wyraźniejszy stawał się ten głos w moim sercu i dlatego modliłam się, by zrobił ze mną, cokolwiek zechce. On pytał i pytał. Mówił: „Potrzebuję indyjskich sióstr, które by były moim ogniem miłości wśród biednych , chorych, umierających. Przyprowadź te dusze do mnie (...) teraz chcę działać. Pozwól mi to zrobić - moja mała Oblubienico. Nie bój się - będę zawsze z tobą. Będziesz cierpiała i cierpisz teraz, ale skoro jesteś moją małą Oblubienicą - Oblubienicą Ukrzyżowanego Jezusa - będziesz musiała nieść tę udrękę w sercu. Pozwól Mi działać. Nie odmawiaj mi. Zaufaj mi z miłością - zaufaj Mi z miłością” Słowa Jezusa, przekazane w liście do abp. Ferdinanda Petiera 13 stycznia 1947 r. stały się punktem zwrotnym w życiu s. Teresy. Odpowiedziała na nie ufnie i prosto: - „Tak, uczyń ze mną, co chcesz Jezu. Pragnę oddać wszystko dla dusz!”. Dokonało się „fiat” - została wypowiedziana pokorna zgoda woli. Kobieta, która wkrótce habit zamieniła na białe, indyjskie sari, nie przypuszczała jednak, jak wielkie to będzie cierpienie...

Ciemność

„Ojcze, od roku 49 albo 50 to straszliwe poczucie pustki - ta niewypowiedziana ciemność - ta nieustanna tęsknota za Bogiem, która przyprawia mnie o ten ból w głębi serca. Ciemność jest taka, że naprawdę nic nie widzę - ani umysłem, ani rozumem. Miejsce Boga w mojej duszy jest puste. Nie ma we mnie Boga. Kiedy ból tęsknoty jest tak wielki - po prostu tęsknię i tęsknię za Bogiem - i wtedy jest tak, że czuję: On mnie nie chce, nie ma Go tu (...). Czasem słyszę po prostu, jak może serce krzyczy: Mój Boże! i nic więcej się nie dzieje. To tortury i cierpienie, których nie potrafię wytłumaczyć” (z listu do o. J. Neunera, z roku 1961). Teologowie bez trudu rozpoznają tu opisaną przez św. Jana od Krzyża tzw. ciemną noc wiary - z tą różnicą, że według niego jest ona elementem przejściowym, etapem duchowego oczyszczenia, zaś u Matki Teresy owa noc trawa prawie pół wieku, z jedną, niespełna miesięczną przerwą...

Początkowo doświadczenie ciemności Matkę Teresę zaskoczyło. Miała w pamięci wielką bliskość z Bogiem! I nagle jakby zgasło światło... Tym większa była to udręka. Była oszołomiona i wystraszona. Najpierw przypisywała tę nieobecność swojej niedoskonałości i grzeszności. Z czasem jednak dopiero zaczęła rozumieć, że doświadczenie to jest istotnym elementem wcielania w życie jej misji: był to udział w męce Chrystusa na krzyżu, ze szczególnym akcentem na pragnienie Jezusa, by wszystkich ludzi przyciągnąć do siebie, wszystkich otulić zbawczą miłością. Uznała, że jej wewnętrzna agonia jest odciskiem, jaki w jej duszy zostawiła męka Chrystusa. Dlatego tak bardzo chciała wejść w fizyczne i duchowe cierpienie najuboższych z ubogich, niechcianych, niekochanych, odtrąconych - w ich umieraniu przeżywała Kalwarię Jezusa.

Listy bł. Matki Teresy pokazują ogrom duchowej walki, jaką nieustannie toczyła. „Gdyby tylko Wasza Eminencja wiedział, co się dzieje w moim sercu” - pisała w 1958 r. - „Czasami ból jest tak wielki, że czuję, jakby wszystko miało się porozrywać. Uśmiech jest wielkim płaszczem, który zakrywa wiele cierpień. Proszę o modlitwę”. Kiedyś zobaczyła siostrę idącą do apostolatu ze smutną miną. Poprosiła ją do pokoju i zapytała: „Co powiedział Jezus: mamy nieść Krzyż przed Nim, czy za Nim?”

„Za nim” - odpowiedziała.

„Dlaczego więc próbujesz iść przed Nim?”

Siostra wyszła z pokoju uśmiechnięta. Zrozumiała...

Święta z Kalkuty ciągle podkreślała jedno: trzeba iść za Nim. Ufać. Kochać. Nigdy nie zawieść. To przekonanie przekazywała do końca swoim siostrom. W 1996 r. jedna ze współsióstr Matki Teresy była świadkiem takiej oto sceny: „Ujrzałam Matkę samą przed obrazem Najświętszego Oblicza, jak mówiła: - Jezu, nigdy Ci niczego nie odmawiam. Pomyślała, że z kimś rozmawia. Weszłam tam jeszcze raz. I znowu usłyszałam to samo: - Jezu, nigdy Ci niczego nie odmówiłam”. Do końca pozostała wierna danej obietnicy.

5 września 1997 r. stan Matki Teresy bardzo się pogorszył. Miała coraz większe trudności z oddychaniem. Bardzo bolały ją plecy. Lekarz był bezradny. Nieoczekiwanie zabrakło prądu i cały dom, wraz z ogromną Kalkutą, pogrążył się z ciemności. Mimo że siostry miały 2 niezależne źródła zasilania, oba zawiodły - nigdy się to wcześniej nie zdarzyło! W tych ciemnościach (przypadek, znak?) „mała Oblubienica Jezusa” odeszła. Była godzina 21.30. Kiedy tuż przed śmiercią ktoś błagał ją: „Nie opuszczaj nas, Matko. Nie umiemy żyć bez ciebie”, ona odpowiedziała: „Nie martwice się. Matka może dla was dużo więcej uczynić, kiedy będzie w niebie”.

Ks. Paweł Siedlanowski/opoka.org.pl

Komentarze (23):

Darek2020.09.13 17:00
To byłą zwyrodniała sadystyczna psycholka, Mengele to przy niej prawdziwy Anioł, to bydle Teresa smaży się w piekle na dnie kotła.
Polak Ateista Dumny Gej2020.09.6 13:39
fronda jak zwykle wzdycha do zwyroli i bohaterów antywartości
Antoni.s2020.09.6 9:04
Dlaczego jezus mówi,jestem dobry,gdy ma być cierpienie?,upaja się naszym bólem?.
Szybka Randka2020.09.6 7:49
Szukam miłego i kulturalnego faceta na sex spotkania lub stały zwiazek. Mam na imię Monia lat 24, wzrost 169cm, wiecej moich nagich fotek i kontakt do mnie tu- https://erooo.pl i wyszukaj mnie po niku: Monik5 napisz do mnie i spotkajmy sie!
Ela2020.09.5 21:23
Świętą od Ciemnoty chyba. A może i od ciemności. Paskudna baba, rządna patrzenia na cierpienie.
grzegorz2020.09.6 7:58
Ela idziesz szeroką drogą,ale ku przepaści...
edi2020.09.5 20:01
JEZU WIERZĘ CI - KOCHAM CIĘ - UFAM CI - JESTEŚ MOIM PANEM !!
Jezu2020.09.6 8:59
Dziękuję synu.
antoni.s2020.09.5 17:20
Dlaczego bóg mówi nam że lubi kiedy ludzie cierpią?,co chce nam przez to przekazać?.
Maciej, ciebie bym z rynsztoka nie wyciągnął!2020.09.5 14:57
Miałem to szczęście i przywillej pracować przez 6 m-cy ze Św. Matką Teresa w Indiach. Zbieraliśmy ochłapy ludzkie po ulicach i dawaliśmy im dach nad głową, jedzenie i lekarstwa które były dostępne. Wiekszość tych nieszczęsnych ludzi BYŁO nie do uratowania jedynie można im było dać godność w ostatnich chwiliach ich życia. Pieniędzy nigdy nie było na nic, wszyscy tam byliśmy ochotnikami i ZA siebie płaciliśmy.
Maciej, ciebie bym z rynsztoka nie wyciągnął!2020.09.5 14:57
Miałem to szczęście i przywillej pracować przez 6 m-cy ze Św. Matką Teresa w Indiach. Zbieraliśmy ochłapy ludzkie po ulicach i dawaliśmy im dach nad głową, jedzenie i lekarstwa które były dostępne. Wiekszość tych nieszczęsnych ludzi BYŁO nie do uratowania jedynie można im było dać godność w ostatnich chwiliach ich życia. Pieniędzy nigdy nie było na nic, wszyscy tam byliśmy ochotnikami i ZA siebie płaciliśmy.
Randka juz dzis2020.09.5 14:34
Cześć- Zapraszam na nowy portal społecznościowy dla dorosłych! Znajdziesz tam osoby na szybkie sex spotkania lub na wyskok na imprezke! Wystarczy wejść aktywować konto i juz randkować! https://erooo.pl
Maciej, ciebie bym z rynsztoka nie wyciągnał!2020.09.5 13:29
Miałem to szczęście i przywillej pracować przez 6 m-cy ze Św. Matką Teresa w Indiach. Zbieraliśmy ochłapy ludzkie po ulicach i dawaliśmy im dach nad głową, jedzenie i lekarstwa które były dostępne. Wiekszość tych nieszczęsnych ludzi BYŁO nie do uratowania jedynie można im było dać godność w ostatnich chwiliach ich życia. Pieniędzy nigdy nie było na nic, wszyscy tam byliśmy ochotnikami i ZA siebie płaciliśmy.
Wredota2020.09.5 12:22
Jaka religia tacy "święci".
Maciej2020.09.5 10:46
Piszę to zupełnie na poważnie i są istnieją praktycznie niepodważalne dowody tego co napiszę: Matka Terasa z Kalkuty była sadystką i jedną z największych manipulantek i oszustek czasów współczesnych. 1. Pokazywała się publicznie z dyktatorami-zbrodniarzami z państw autokratycznych i ocieplała ich wizerunki za pieniądze, 2. Kradła pieniądze, które miały iść na opiekę dzieci i wysyłała je po cichu do Watykanu. 3.Zabierała dzieciom zabawki, jedzenie i dbała o to, aby żyły w tragicznych warunkach. W ten sposób stale stwarzała wrażenie, że "dzieci są nadal biedne" a ludzie wysyłali jej pieniądze. 4. W wywiadach publicznych mówiła, że "Bóg lubi, kiedy biedni ludzie cierpią", co spotkało się początkowo z ogromną krytyką, ale później ludzie bali się ją publicznie skrytykować, bo wszystkie złe rzeczy jakich się dopuściła i jakie mówiła stały się tematem tabu 5. W imię rozpowszechniania wiary pozwalała na tworzenie fałszowanych cudów 6. Znana była z poglądów, jakoby Bóg lubił cierpienie dzieci a ośrodki "pomocy dzieciom" jakie tworzyła nie miały wcale na celu zapewnić tym dzieciom dobrobytu, tylko utrzymać je chwilę przy życiu po to, aby je ochrzcić i nawrócić przed śmiercią 7. Po śmierci Matki Teresy poziom opieki ośrodków, które założyła podniósł się w nieprawdopodobny sposób. Pieniądze zaczęły w końcu trafiać do fundacji, a nie były przekierowywane do Watykanu a siostry zakonne mogły w końcu zająć się dziećmi, nie będąc już pod twardym reżimem Matki Teresy, która zakazywała im zapewniać odpowiedni komfort dzieciom Wszystkie te rzeczy spisane są w książce biograficznej o Matce Teresie i nietrudno je znaleźć.
"Bóg lubi, kiedy biedni ludzie cierpią"2020.09.5 13:15
No kiedy ona to powiedziała, parchu?
edi2020.09.5 20:02
PRZESTAŃ KŁAMAĆ DEMONIE !!
edi2020.09.5 20:03
PRZESTAŃ KŁAMAĆ DEMONIE !!
Z życia wzięte2020.09.5 10:37
Matka Teresa z Kalkuty a tak naprawdę Agnes Gonxha Bojaxhiu powinna zostać potępioną a nie świętą. Wystarczy przypomnieć jej słowa; "Uważam, że to piękne, kiedy biedni akceptują swój los, doświadczając męki Chrystusa. Myślę, że cierpienie biednych ludzi bardzo pomaga światu”. Takie "myślenie" jest po prostu wołające o pomstę do nieba. Chrystus wybrał sam swój los, a biedni ludzie nie...
A ty bladoruski nie akcepujesz swego2020.09.5 12:53
zasranego życia, ale dalej zmieniasz pieluchy Polskim Panom.
TwojaStara2020.09.5 10:32
Smaży się w jednym kotle z JP2
katolicka kretynizacja polski 🇵🇱2020.09.5 10:29
tereska to zwyrodniała sadystka która zamiast wzywać do chorych lekarzy, napawała się ich cierpieniem i pozwalała ludziom umierać w mękach twierdząc że jezus też cierpiał na krzyżu! ale jak sama zapadła na zdrowiu leczyła się w najlepszych amerykańskich klinikach przyjmując leki uśmierzające ból! Podłe, zakłamane babsko a nie żadna święta!!!
Hipokryzja frondy2020.09.5 10:25
Najlepsza bizneswoman tysiącleci.