19.11.16, 21:45

Dr Kiszkowski: Argumenty przeciw radiestezji

PRAWDA O ZJAWISKU RADIESTEZJI

W tym rozdziale opracowania pragnę podać argumenty przeciw radiestezji ze strony nauk szczegółowych związanych z tym zagadnieniem. Będą to argumenty głównie z dziedziny fizyki, fizjologii, psychologii i geologii.


Są one rezultatem wieloletnich badań, studiowania naukowej literatury poświęconej tym problemom, wielu dyskusji w gronie specjalistów z różnych dziedzin nauki, a także własnych przemyśleń i interpretacji uzyskanych wyników eksperymentalnych.
Tort, a nie naczynie krwionośne


Występowanie tzw. żył wodnych stoi pod wielkim znakiem zapytania. Różdżkarze lansują pogląd, że pod ziemią istnieje sieć strumieni z płynącą wartko wodą, które można porównać do naczyń krwionośnych umieszczonych pod skórą. Zarówno geologia, jak i hydrogeologia zupełnie nie potwierdzają takiej koncepcji. Górna warstwa skorupy ziemskiej na terenie prawie całej Polski podlegała działaniu lodowca nasuwającego się kilkakrotnie w przeciągu ostatniego miliona lat. Pokrywa lodu osiągała grubość ponad kilometra, wywierając na dolne warstwy ciśnienie w granicach 100 atm (10MPa). Lodowiec ze Skandynawii w okresach zimniejszych nasuwał się na terytorium dzisiejszej Polski, transportując całe masy przemielonego piasku oraz materiału skalnego zbieranego po drodze. Rezultatem działania lodowca jest materiał o różnorodnym uziarnieniu (piasek, pył, glina, ił), a także grubszy materiał jak rumosze i żwiry (stanowiące źródło piasku, czy żwiru) oraz znacznej wielkości głazy narzutowe. W cieplejszych okresach masy lodu topniały, stając się źródłem strumyków i rzek. W przypadku wartkiego prądu rzeki w jej nurcie na dnie osadzał się piasek, tak jak to się dzieje dziś w naszych rzekach. W wodzie stojącej lub płynącej powoli osadzały się najdrobniejsze cząstki, tworząc złoża iłu. Lodowiec ukształtował większość terytorium dzisiejszej Polski na podobieństwo geologicznego tortu, gdzie pokłady piasku przekładane są nieregularnie pokładami gliny. Woda deszczowa przesącza się przez przepuszczalne pokłady piasku i zatrzymuje się na nieprzepuszczalnej warstwie gruntów spoistych, tworząc warstwę wodonośną. Filtracja wody przez piasek odbywa się od tysiąca do miliona razy szybciej niż przez glinę. Jej prędkość sprawdziliśmy eksperymentalnie w Strzelcach Krajeńskich w roku 1983, uzyskując szybkość sączenia 10 do 20 centymetrów na dobę. Hydrologia [1.] podaje dla drobnego piasku prędkość przepływu pionowego od 1 do 10 metrów na dobę. Warstwa wodonośna, w Strzelcach Krajeńskich, składająca się z mokrego piasku leżącego na glinie była tylko nieznacznie nachylona i wobec tego otrzymana wartość prędkości filtracji jest zgodna z danymi z literatury naukowej. Dodam jeszcze, że dla gliny prędkość ta wynosi 0,01 do 1 milimetra na dobę a dla iłu jest jeszcze sto razy mniejsza [1.]. Rozmieszczenie warstw wodonośnych w ziemi przypomina raczej tort niż naczynia krwionośne.
Studnie i mityczne podziemne rzeki
Pozyskanie wody dla gospodarstw odbywa się przez studnie wykopane w gruncie, do których sączy się woda z otaczającej je warstwy wodonośnej. Ilość wody deszczowej nie jest wcale taka mała i w ciągu roku dla Polski nizinnej wynosi średnio 500 litrów na powierzchnię 1 metra kwadratowego, w górach około 1000 litrów, a na Hali Gąsienicowej około 1500 litrów na metr kwadratowy. Głównym źródłem zasilania studni nie jest woda pochodząca z gór, ale po prostu lokalne opady deszczu. Zakładając, że do studni przesiąka tylko 10 % wody z opadów, to dla koła o promieniu 15 m otrzymamy dobową wydajność studni w granicach 100 litrów, czyli 10 wiader. Jest to wydajność zdolna zaspokoić potrzeby średniej wielkości gospodarstwa domowego. Dla koła o promieniu 50 m wydajność dobowa wyniesie już 1000 l, czyli 100 wiader, całkowicie zaspokajając potrzeby gospodarstwa wiejskiego. Z tego przykładu widać, że nie są tu konieczne jakieś mityczne podziemne rzeki, które według różdżkarzy mają nieustannie transportować wodę z terenów górskich na niziny.
Wartki strumień czy powolne sączenie się
Proponowane przez różdżkarzy tzw. żyły wodne mają mieć średnicę od 20 do około 40 cm. Dla prędkości wody w granicach 10 cm na dobę żyła mokrego piasku o średnicy 40 cm, która powstała w wyniku pęknięcia warstwy gliny, może dostarczyć jedynie 12,5 l na dobę (1 i 1/4 wiadra). Taka konfiguracja nie nadaje się więc do zasilania studni. Trudno założyć, że tzw. żyła wodna może być wartkim strumieniem podziemnym o średnicy 20-40 cm. Strumień wody płynący w pokładzie piasku musiałby szybko spowodować zamulenie oraz zaczopowanie takiego kanału i w konsekwencji zarwanie i osunięcie gruntu znajdującego się nad strumieniem wody. Nie wiadomo również, skąd miałoby pochodzić ciśnienie nadające podziemnej wodzie tak dużą prędkość, skoro piasek stanowi dla wody naturalną przeszkodę hamującą jej bieg.
Problem zamulania
Problem zamulania małych przekrojów rur jest dobrze znany służbom melioracyjnym, które nieustannie walczą z tym zjawiskiem w drenach. A przecież rura początkowo nie zawiera piasku i umożliwia przepływ wody przy minimalnym tarciu o ścianki. Jeśli teraz wyobrazimy sobie, że ścianki rury mają być wykonane z piasku, to płynąca woda musiałaby na nich gwałtownie wytracać prędkość. Można wprawdzie założyć, że ścianki podziemnej rury wykonane są z gliny, jednak bardzo trudno byłoby uzasadnić, w jaki sposób miałby powstać tak skomplikowany twór geologiczny i dlaczego woda miałaby drążyć tunele w pokładach gliny w krajobrazie nizinnym. Struktury podobnego typu istnieją w Tatrach oraz Dolomitach i określane są mianem zjawisk krasowych. Woda faktycznie drąży tutaj tunele, a nawet jaskinie, jednakże nie w pokładach gliny, lecz w skałach wapiennych. Zakładając nawet wystąpienie zjawiska krasowego, co faktycznie w Polsce nie ma miejsca na dużą skalę, powstaje pytanie, czy różdżkarz praktycznie jest w stanie określić bieg wody. Eksperymenty przeprowadzane z inicjatywy samych różdżkarzy kończyły się całkowitym fiaskiem.
Gdzie jest zakopana rura z wodą?
Literatura podaje, np. opis eksperymentu przeprowadzonego na stadionie we Włoszech. Na boisku zakopano rurę, przez którą płynęła woda. Najbardziej znani różdżkarze nie byli jednak w stanie wyznaczyć jej przebiegu. Pisze o tym wspomniany już John G. Taylor, a przekazuje te informacje prof. A. Wróblewski w swej książce pt. „Prawda i mity w fizyce”. Znajdziemy w niej cały ustęp poświęcony krytycznemu ujęciu zagadnień związanych z różdżkarstwem. [2]
Specyficzna szata roślinna - wnioski z badań geologicznych
Trzeba zaznaczyć, że w Polsce nizinnej znajdują się specyficzne struktury tzw. pradolin kopalnych. We wcześniejszych okresach lodowcowych istniały rzeki, których koryta z biegiem czasu zostały zasypane piaskiem oraz żwirem i aktualnie są bardzo słabo widoczne w terenie. Woda ze wszystkich warstw wodonośnych ścieka do takiego tworu geologicznego przypominającego wąwóz wypełniony piaskiem i stanowi znakomite ujęcie dla np. wodociągów miejskich. Szerokość owych struktur geologicznych wynosi przynajmniej kilkanaście metrów, a nie 40 cm, jak twierdzą różdżkarze. Jest możliwe, że taka dolina kopalna, ciągnąca się nieraz na przestrzeni setek kilometrów, wyróżnia się delikatnie na powierzchni specyficzną szatą roślinną czy barwą gleby. Różdżkarz może reagować na tę informację nawet nieświadomie przy pomocy wychylenia różdżki. Jest to jednak koncepcja niepotwierdzona. Natomiast naukowa analiza szaty roślinnej dostarczyć może istotnych informacji o faktycznej głębokości struktury wodonośnej w terenie. Potwierdzają to w pełni prace dr inż. hab. Jana Jeża z Politechniki Poznańskiej [3,4]. Z badań geologów wynika, że generalnie rzecz biorąc, woda występuje na obszarze Polski nizinnej prawie wszędzie.
Stąd też biorą się pozorne sukcesy różdżkarzy. Tymczasem bardzo prawdopodobne jest, że w całej okolicy, a nie tylko w miejscu wskazanym przez radiestetę woda występuje pod ziemią na tej samej lub zbliżonej głębokości. Tak więc trudno znaleźć obszar zupełnie pozbawiony wody.
Wyjątek uznany za regułę
W tych okolicach Polski, gdzie lodowiec nachodził i cofał się kilkakrotnie mogło dochodzić do znacznego przemieszczenia gruntu prowadzącego w szczególnych sytuacjach nawet do pionowego ustawienia przemieszczanych struktur geologicznych. Z takim zjawiskiem zetknęliśmy się właśnie w 1976 r. na obozie naukowym w okolicach Leszna Wlkp., gdzie poniżej sześciometrowego pokładu mniej więcej jednorodnego gruntu pokazały się pionowo ustawione sąsiadujące warstwy gliny i warstwy piasku o grubościach kilku centymetrów. Piasek był mokry i sączyła się z niego woda, a cała struktura mogła być widoczna dzięki robotom ziemnym w związku z budową drogi w tym terenie. Trudno określić jak rozległa mogła być ta struktura. Wspominam o niej dlatego, że wówczas stanowiła ona dla nas podstawowy argument przemawiający na korzyść istnienia tzw. żył wodnych. Dziś z perspektywy czasu, zdobytego doświadczenia i zgromadzonej wiedzy oceniam tę interpretację zjawiska krytycznie z kilku powodów:
1. Okolice Leszna Wlkp. są pod względem geologicznym nietypowe.
2. Mieliśmy tam do czynienia z sączeniem się wody przez piasek z bardzo małą prędkością.
3. Nie była to izolowana żyła wodna o szerokości 20 - 40 cm jak tego chcą różdżkarze.
Różdżka kontra geologia
Rzeczywista struktura geologiczna, najbardziej typowa dla terenu Wielkopolski, to warstwy gliny i piasku ułożone na sobie na podobieństwo tortu z występującymi warstwami wodonośnymi. Pierwsza warstwa wodonośna, tzw. woda podskórna, charakteryzuje się dużą ilością zanieczyszczeń. Są to zarówno części organiczne, jak i sole mineralne (nawozy ściekające z pól) oraz rozwijające się w takim środowisku bakterie. Dopiero głębiej, w niższych pokładach wodonośnych, rozlanych szeroką warstwą na podkładzie gliny, woda jest wystarczająco czysta i przefiltrowana. Różdżkarze najczęściej określają głębokości pokładów wodonośnych, przy pomocy niezgodnej z wiedzą geologiczną teorii istnienia tzw. żył wodnych. Mają one rzekomo charakter wędrujący, czyli mogą nieoczekiwanie zmieniać swoje usytuowanie w strukturach geologicznych. Jest to jedna z licznych teorii, którymi radiesteci tłumaczą swoje niepowodzenia w określaniu rzeczywistej głębokości wody. Zresztą samo pojęcie tzw. żył wodnych, przynajmniej tak jak je rozumieją różdżkarze, w ogóle nie występuje w geodezji. Warto również dodać, że instytucje zajmujące się zawodowo wyszukiwaniem wody rezygnują aktualnie z usług różdżkarzy na rzecz doświadczonych geologów i geofizyków (mgr Ewa Ferchmin, informacja prywatna)
Teorie, które mają uzasadnić różdżkarstwo
Literatura radiestezyjna podaje 4 podstawowe teorie próbujące uzasadnić mechanizm wyszukiwania wody przez różdżkarza:
1. Teoria zasłaniania promieniowania, pochodzącego z wnętrza ziemi,
2. Teoria radaru - różdżkarz jako źródło promieniowania,
3. Teoria promieniowania - wysyłanego przez żyłę wodną,
4. Teoria powłok magnetycznych,
l 1.Teoria zasłaniania promieniowania przez żyłę
Teoria zasłaniania promieniowania geotelurycznego (pochodzącego z ziemi) zakłada, że jądro ziemi lub jej głębokie warstwy są źródłem promieniowania, które płynąca woda przysłania. I te miejsca, gdzie to promieniowanie nie występuje, różdżkarz odbiera jako żyłę wodną. Biorąc jednak pod uwagę warstwową budowę ziemi, trzeba pamiętać, że na danym obszarze może występować kilka różnych pokładów wodonośnych, w których woda sączy się w różnych kierunkach. Taki obraz odbierany przez różdżkarza byłby bardzo złożony i skomplikowany, jeśli idzie o rozróżnienie warstw płytszych od głębszych.
l 2.Teoria radaru
Teoria ta zakłada, że różdżkarz wysyła jakieś promieniowanie, które odbija się od wody i to odbicie rejestruje on przy pomocy różdżki lub wahadła.
l 3.Teoria promieniowania płynącej wody
W tej teorii przyjmuje się, że płynąca woda wytwarza jakiś rodzaj promieniowania; najczęściej sugeruje się, że są to fale elektromagnetyczne. Czy jest to możliwe?
Oszacujmy najpierw poziom energii, z jakimi mamy do czynienia przy wodzie płynącej w pokładach wodonośnych. Jeśli sączy się ona do studni z wysokości 1 m, to przy wydajności 100 l na dobę otrzymujemy energię na poziomie 1000 J (dżuli). Daje to moc w granicach 0,01 W (wata). Zaświecenie jednej żaróweczki latarki kieszonkowej wymagałoby energii 100 takich studni i to przy założeniu, że 100 procent wytworzonej energii zamienia się na światło. Jak wiadomo, w żarówce zaledwie 1 procent energii zamienia się na światło, reszta wydziela się w postaci ciepła. Przy założeniu, że różdżkarz potrafi selektywnie wydobyć tak nikły sygnał „promieniującej” pod ziemią wody z „szumów” tła, czyli faktycznie odnaleźć igłę w stogu siana, musimy rozważyć o jaki rodzaj promieniowania tu chodzi. Fizyka mówi, że każde promieniowanie jest falą. Dociekając natury promieniowania, o którym mówią różdżkarze, mamy do wyboru cztery możliwości:
1. Fale mechaniczne.
2. Fale grawitacyjne.
3. Fale elektromagnetyczne.
4. Fale rentgenowskie [należące do fal elektromagnetycznych – przyp. A.W.].
1. fale mechaniczne.
W tym przypadku płynąca woda musiałaby stanowić źródło drgań. Tymczasem sączy się ona między ziarenkami piasku, i to bardzo wolno. Trudno też oczekiwać możliwości formowania drgań mechanicznych w wiązkę o ostro zarysowanych granicach. Do zagadnienia ogniskowania wiązki powrócę przy omawianiu hipotezy fal elektromagnetycznych.
2. fale grawitacyjne.
O falach grawitacyjnych wystarczy tu jedynie wspomnieć. Teoretycznie zostały one przewidziane przez Einsteina, ale jak dotąd nikomu nie udało się ich wykryć z całą pewnością. Ponadto teoria przewiduje tak znikome natężenie tych fal, że praktycznie w naszych rozważaniach możemy je pominąć.
3. fale elektromagnetyczne.
Literatura radiestezyjna tłumaczy najczęściej wykrywanie tzw. żył wodnych przy pomocy fal elektromagnetycznych. Z tego względu zająłem się tym zagadnieniem bardziej szczegółowo. Czytelnik mniej zorientowany w problemach fizyki może ten fragment opuścić.
O falach elektromagnetycznych wiemy bardzo dużo. Każda fala „zauważa” przedmiot stojący na jej drodze przez odbicie się od niego lub gdy on ją przesłania. Ma to miejsce wówczas, kiedy jest ona krótsza niż sam przedmiot. Od żyły wodnej o szerokości, wg różdżkarzy, około 20 cm odbić się mogą jedynie fale o centymetrowej długości. Są to fale (zwane radarowymi) krótsze od potocznie nazywanych krótkimi czy nawet ultrakrótkimi. Właśnie takie fale o częstotliwości 30GHz (o długości 1 cm), czyli 30 miliardów drgań na sekundę, są stosowane w telewizji satelitarnej.
Tłumienie fali elektromagnetycznej w ziemi jako ośrodku przewodzącym zachodzi wg zależności wykładniczej. Dla niższych częstości współczynnik tłumienia jest proporcjonalny do pierwiastka kwadratowego z częstości. Powyżej pewnej częstości krytycznej jest od niej niezależny. Te ogólne rozważania zilustrujemy przykładem. Przypuśćmy, że opór właściwy ziemi wynosi 100 omometrów, co odpowiada ziemi ornej i załóżmy stałą dielektryczną równą 7,4, co jest wartością praktycznie spotykaną w tych warunkach. Obie te wielkości zależą zresztą bardzo silnie od zawartości wody. Przy tych danych pole elektryczne fali radarowej zmaleje dwukrotnie po przejściu przez jeden metr ziemi, dwukrotnie przez następny itd. Po przejściu przez 10 metrów ziemi zmaleje 1024 razy, a energia takiej fali zmaleje 1024 x 1024 czyli w przybliżeniu milion pięćdziesiąt tysięcy razy. Intensywność fali zmaleje jeszcze bardziej, gdy policzyć tłumienie w przypadku warstwy gliny czy iłu, ale podarujemy tu sobie dokładne obliczenia. Wykrywanie „żyły wodnej” na głębokości 10 metrów wygląda zatem dość beznadziejnie. W literaturze różdżkarskiej spotykamy się również z tak zwaną hipotezą radaru, tzn. że radiesteta wysyła fale elektromagnetyczne, które następnie odbijają się od „żyły wodnej”. W naszym przykładzie energia fali elektromagnetycznej zostanie stłumiona milion razy (mnożenie) milion razy współczynnik odbicia od tzw. „żyły wodnej”. O współczynniku odbicia możemy tylko powiedzieć, że jest on na pewno mniejszy od jedności. Wobec tego energia wracająca do różdżkarza jest osłabiona aż biliard razy (tj. 1012). W archeologii stosuje się wprawdzie aparaturę radarową do wykrywania obiektów podziemnych (tzw. teledetekcja), ale mamy tam do czynienia z nadajnikiem dużej mocy i czułą aparaturą odbiorczą. Nic takiego nie występuje u różdżkarza. Wróćmy jednak do naszego przykładu. Właśnie ze względu na to, że fala radarowa jest bardzo silnie tłumiona, zajęliśmy się niskimi częstotliwościami. Tak na przykład fala o częstotliwości 50Hz (częstość sieci energetycznej) przeniknie przy poczynionych wyżej założeniach 500 razy głębiej niż fala radarowa. Przy 10 metrowej warstwie ziemi pole elektryczne i magnetyczne spadało by tylko o 1,4%, a energia do wartości 0,972 wartości początkowej, czyli o zaledwie 2,8%. Niestety fala elektromagnetyczna o tej częstotliwości zupełnie nie zauważałaby naszego obiektu, tej tzw. „żyły wodnej”, a poza tym nie dałaby się zogniskować, o czym będzie mowa poniżej.
Reasumując, do wykrywania małych obiektów potrzebna jest fala elektromagnetyczna lub fala o innej naturze, o długości mniejszej od wymiarów obiektu. Tymczasem fala elektromagnetyczna nadająca się do wykrywania obiektów o rozmiarach porównywalnych z rzekomymi wymiarami tzw. żyły wodnej jest silnie tłumiona. Dla bardzo krótkich fal występuje jeszcze inne zjawisko, mianowicie rozpraszanie. Poprzednio mówiliśmy o gruncie jednorodnym jako środowisku przez które przechodzi fala. Tymczasem w rzeczywistości mamy do czynienia z ziarenkami piasku, żwiru, a także z kamykami. Jeżeli mają one wymiary zbliżone do długości fali, to rozpraszają i deformują pierwotnie skoncentrowaną wiązkę powodując jeszcze większe jej osłabienie. Tak na przykład mgła składa się z drobnych kropelek wody o wymiarach zbliżonych do długości fali świetlnej. Wiadomo z jaką trudnością światło reflektora przebija się przez taki ośrodek. Podobnie zachowują się fale mechaniczne na przykład akustyczne i ultradźwięki. Właśnie ich długość nadaje się do wykrywania obiektów o rozmiarach jakie miałyby posiadać tzw. żyły wodne. Ultradźwięki stosujemy z powodzeniem do odzwierciedlenia wnętrza ludzkiego ciała przy pomocy ultrasonografii. Sugeruje się, że w podobny sposób można prześwietlić ziemię. Tkanki ciała są jednak w miarę jednorodne i w 95% składają się z wody. Ziemia natomiast jest porowata i niejednorodna. Różnicę w tłumieniu można porównać do rozchodzenia się światła przez czyste powietrze i przez chmurę. Na dodatek zupełnie niezrozumiały i wręcz nieprawdopodobny jest sam proces wytwarzania i ogniskowania hipotetycznych fal. Różdżkarze mówią przecież o bardzo wąskiej, skupionej wiązce.
Przy założeniu, że fala wytwarzana przez tzw. żyłę wodną ma się rozchodzić wg znanych praw fizyki, niezrozumiały jest fakt wykrywania jej promieniowania wyłącznie w sytuacji ustawienia różdżkarza bezpośrednio nad poszukiwaną żyłą. (Pomijam tu kontrowersyjne rezultaty teleradiestezji). Jeśli odbiera on jakieś promieniowanie, to powinien reagować na obecność żyły stojąc w odległości np. kilku metrów od niej i podać kąt, pod jakim ma się ona znajdować w głębi ziemi. Literatura różdżkarska nie zna jednak takich przypadków i wymaga, aby różdżkarz stawał bezpośrednio nad tzw. żyłą wodną. Mogłoby to świadczyć o wysyłaniu przez płynącą wodę wyjątkowo ukierunkowanej wiązki promieniowania. Kierunkowość jest jednak zjawiskiem wymagającym szczególnych zabiegów technicznych. Płomień stojącej na stole świecy dostrzegany jest przecież jednakowo dobrze przez wszystkich obserwatorów stojących wokół stołu, a jej światło rozchodzi się sferycznie jak większość fal w przyrodzie.
Mimo że geologia w ogóle nie stosuje pojęcia żyły wodnej, spróbujmy przeanalizować możliwość wystąpienia ukierunkowanej wiązki hipotetycznego promieniowania generowanego przez płynącą wodę. Do jej wytworzenia niezbędne jest źródło promieniowania oraz reflektor. Jak wielokrotnie wspominałem różdżkarze przyjmują, że szerokość tzw. żyły wodnej wynosi około 20 cm. Efektywnie działający reflektor musi mieć w tej skali średnicę powyżej 2 metrów (tj. przynajmniej o rząd wielkości większą od szerokości tzw. żyły wodnej). Nawet przy idealnej konstrukcji reflektora opuszczająca go wiązka nie jest równoległa i ulega rozszerzaniu (rozmyciu) w miarę oddalania się od źródła. Reflektor samochodowy zaprojektowano specjalnie, aby wysyłał światło w określonym kierunku, a mimo to można je dostrzec stojąc również z boku jezdni. Kąt rozwarcia takiej wiązki wynosi 1,22 x 8/D, gdzie 8 jest długością fali, a D szerokością wiązki w miejscu wychodzenia z reflektora. Do jakich wniosków prowadzi więc przyjęcie istnienia tzw. żyły wodnej zgodnie z opisem podawanym przez różdżkarzy? W celu odpowiedzi na to pytanie, załóżmy fizycznie bardzo mało prawdopodobne, ale dla zwolenników radiestezji korzystne założenie, że nasza wiązka poszerza się dwukrotnie dopiero na wysokości 1000 m nad źródłem promieniowania. Wówczas przy szerokości żyły wodnej około 20 cm na wysokości 100 m rozmycie wyniesie 1cm, dając szerokość żyły wodnej w granicach 21 cm. Takie rozmycie będzie praktycznie niezauważalne dla różdżkarza. Na podstawie podanego wyżej wzoru maksymalna długość fali dla tzw. żyły wodnej o szerokości 20 cm wyniesie 33 :m. Odpowiada to promieniowaniu w zakresie podczerwieni, które podobnie jak światło nie przenika przez pokłady ziemi. Przez ziemię może przejść dopiero fala kilkaset razy dłuższa. Jednocześnie jednak jej rozmycie będzie również kilkaset razy większe i nie pozwoli na wyznaczenie ostrych granic poszukiwanej żyły.
4. fale rentgenowskie.
Obawiam się, że wobec takich argumentów różdżkarze będą się ratować innymi hipotezami o promieniowaniu rentgenowskim czy gamma lub jeszcze innym. Nie podadzą jednak wiarygodnego mechanizmu wytwarzania tego promieniowania przez sączącą się wodę o małej energii. Nie wyjaśnią też sposobu zogniskowania jej wiązki w rzeczywistych strukturach geologicznych.
l 4.Teoria powłok magnetycznych
Literatura radiestezyjna podaje jeszcze jedną, zupełnie fantastyczną, hipotezę powłok magnetycznych. Według niej obok tzw. żyły wodnej i równolegle do niej występuje siedem tzw. ,,stref zadrażnień'', czyli obszarów, w których różdżkarz reaguje na promieniowanie. Najsilniejsza ma być strefa ostatnia dochodząca do powierzchni ziemi. Owa mityczna żyła wodna ma być rzekomo otoczona powłokami cylindrycznymi na podobieństwo pola magnetycznego otaczającego przewód elektryczny, w którym płynie prąd. Istnienie powłok z ostrymi granicami jest z punktu widzenia fizyki niemożliwe. Pole magnetyczne nie ma natury powłokowej, lecz jest jedno rodne, a jego natężenie maleje w sposób płynny (nie skokowy) odwrotnie proporcjonalnie do odległości. W tej sytuacji wytłumaczenia ostrych granic rzekomych siedmiu powłok można by szukać jedynie w teoriach siatki dyfrakcyjnej.
Fala o długości 33 :m wymagałaby jednak zastosowania całego systemu precyzyjnie dobranych szczelin o odległościach wzajemnych 47 :m, aby uzyskać siódmy prążek interferencyjny pod o kątem 45 0 . Przy wykryciu tego prążka można by się pokusić o wyznaczenie dokładnej głębokości, na jakiej płynie woda. Prążek ten będzie jednak bardzo słaby (począwszy od pierwszego, kolejne prążki będą coraz słabsze). Im krótsza fala, tym szczeliny muszą być rozmieszczone gęściej. Są to czysto teoretyczne rozważania. W praktyce zupełnie nie wiadomo, skąd w gruncie miałby się znaleźć skomplikowany system szczelin rozmieszczonych w tak unikalny i precyzyjny sposób. Różdżkarska teoria powłok magnetycznych wygląda raczej na żonglerkę pojęciami z dziedziny ruchu falowego i to bez elementarnej wiedzy w tym zakresie i przy jednoczesnym braku wyobraźni przestrzennej.
Żyły wodne są niewykrywalne!!!

Podsumowując -przedstawione wyżej wyniki badań, ich omówienie oraz dyskusja zagadnień teoretycznych z tym związanych wykluczają możliwość detekcji (wykrycia) tzw. żył wodnych przy pomocy zjawisk mieszczących się w ramach znanych nam praw fizyki. Ponadto wspomniany prof. J. G. Taylor przy badaniu zjawisk paranormalnych, do których zaliczamy radiestezję, nie wykrył obecności żadnego promieniowania o charakterze elektromagnetycznym. Nie wykrył go również w przypadku różdżkarzy, u których dodatkowo badał wrażliwość na bardzo krótkie fale.
Czy fizjologia tłumaczy radiestezję ?!
Pozycja rąk, a zwłaszcza dłoni trzymających różdżkę czy wahadełko jest stosunkowo męcząca dla mięśni. W rezultacie pojawia się drżenie rąk różdżkarza. Zmysł wzroku przesyła do mózgu informację o występujących drganiach i zazwyczaj uruchamiają się wówczas mechanizmy zmierzające do ich skompensowania. Przy nadmiernie silnej reakcji, drgania mogą zostać tak zsynchronizowane, że spowodują rozbujanie wahadełka. Jest to najczęściej proces podświadomy, ale istnieje tu również pewne „pole manewru” dla różdżkarza oczekującego konkretnej reakcji, a tym bardziej dla szarlatanów. Wspomniałem wcześniej, że w ręku doświadczonego różdżkarza wahadełko osiąga maksymalne wychylenie w wyjątkowo krótkim czasie (5-10 sekund). Ten właśnie czas sugeruje zastosowanie przez różdżkarza raczej serii skorelowanych ze sobą, niedostrzegalnych krótkich drgnięć niż jednostajnego ruchu ręki. Taki jednostajny ruch wymagałby bowiem znacznie dłuższego czasu (kilku minut) na rozbujanie wahadełka. Dla porównania mechanizm utrzymywania kija w pozycji pionowej przetestowano na małpach. Stwierdzono, że polega on na połączeniu niewielu synaps (tzn. połączeń komórek nerwowych) i w związku z tym reakcja korygowania odchyleń kija od pionu następuje bardzo szybko. W czasie eksperymentu położenie kija jest nieustannie kontrolowane przy pomocy wzroku, reagującego szybciej niż mogą to uczynić mięśnie. Mechanizm ten zawodzi jednak w przypadku wzmacniacza mechanicznego, jakim jest różdżka lub wahadełko. W rezultacie obserwujemy wyraźne rozbujanie testowanych przyrządów radiestezyjnych. Nie bez znaczenia jest również wykonanie wahadełka lub czubka różdżki z połyskującego metalu. Błyszczące przedmioty są chętnie stosowane do wprowadzania pacjentów w stan hipnotyczny. W przypadku poszukiwania wody cała uwaga jest koncentrowana na jej szukaniu i czyni różdżkarza, wpatrzonego w połyskujący punkt, bardzo podatnym na wejście w mało poznany stan kataleptyczny, bez konieczności zapadania w widoczny trans. Jednocześnie mamy do czynienia z tzw. efektem oczekiwania. Nasza uwaga narasta, a przy braku decyzji lub przy wystąpieniu oczekiwanego zjawiska następuje zmniejszenie napięcia mięśni. Efekt ten obserwowałem uważnie na sobie samym. Stwierdziłem również silny związek zjawiska z częstotliwością oddechu. Zauważyłem, że idąc nabieram powietrza mniej więcej co 3 lub 4 kroki. Przy łokciach przyciśniętych do klatki piersiowej można się więc spodziewać ,,wybicia'' różdżki w stosunkowo regularnych odstępach czasu. Myślę, że takim mechanizmem reakcji organizmu różdżkarza można wyjaśnić istnienie regularnych linii (co 1 - 2 m) tzw. siatki szwajcarskiej. Jej rzekome występowanie może się wiązać z pobudzeniem różdżki przy zachowaniu odpowiedniego rytmu oddechu maszerującego różdżkarza. W artykule opublikowanym w „Nature” D.F. Marks [5] podaje trzy podstawowe wyjaśnienia efektu różdżkarskiego:
1. Efekt oczekiwania.
Wspomniany wyżej
2. Drobne wskazówki w krajobrazie.
Będą to drobne wskazówki w krajobrazie badanego terenu, rejestrowane przez różdżkarza na poziomie podświadomości (zmiana w szacie roślinnej, odcieniu zieleni, widok ścieżki, miedzy lub kopca mrowiska).
3. Prawo wielkich liczb.
Jeśli rzucamy kostką do gry, to wyrzucenie 6 oczek pięć razy pod rząd jest mało prawdopodobne. Kontynuując nasz eksperyment przez cały dzień możemy się jednak spodziewać wystąpienia takiego wyniku. Dlatego też, osiągnięcia różdżkarzy, same w sobie mało prawdopodobne, będą zapamiętane i rozpropagowane. Natomiast o porażkach radiestetów zachowuje się wstydliwe milczenie.
4. Sugestia
Dodajmy do tych trzech wyjaśnień efektu różdżkarstwa to, że różdżkarze bardzo silnie poddają się sugestii. Jeśli tylko powiemy im o efekcie, jakiego się spodziewamy, zapowiedziany efekt z dużym prawdopodobieństwem pojawi się u różdżkarza, nawet jeśli wcześniej literatura radiestezyjna nic nie wspominała o podobnym rezultacie eksperymentu.

http://www.awronka.nazwa.pl/bazya/radiestezja_kiszkowski.htm