07.11.13, 11:32fot.majaFoto/sxc.hu

Don Piper: „Byłem… w niebie”

„Umarłem 18 stycznia 1989 roku. Sanitariusze dotarli na miejsce wypadku w przeciągu kilku czy kilkunastu minut. Stwierdzili brak pulsu i ocenili, że zginąłem na miejscu. Przykryli mnie brezentowa płachtą, żeby nie patrzyli na mnie gapie […] Kiedy umarłem , natychmiast poszedłem prosto do nieba. Gdy byłem w niebie, na miejscu wypadku pojawił się pastor, baptysta. Wiedział, że zmarłem, ale i tak podbiegł do mojego nieruchomego ciała i zaczął się za mnie modlić. Sanitariusze kpili z niego, ale on i tak dalej się modlił. Co najmniej dziewięćdziesiąt minut po tym, jak sanitariusze stwierdzili moja śmierć, Bóg odpowiedział na modlitwy owego pastora. Powróciłem na ziemię.”

Tak zaczyna swoją historię Don Piper – mężczyzna, który w wyniku wypadku drogowego przeżył śmierć kliniczną. Jego samochód został zmiażdżony przez ciężarówkę. Gdy na miejsce dotarli sanitariusze stwierdzili jednogłośnie  zgon na miejscu. Don Piper  - pastor – jechał akurat do jednej parafii w South Baptist Church, gdzie miał pełnić posługę w zastępstwie swojego kolegi. Nigdy wcześniej nie zapinał pasów – tym razem zdecydował się na ten krok z jednego powodu – kilka dni wcześniej otrzymał za to mandat.

W drodze miało miejsce zdarzenie, które odmieniło całe jego życie. Na moście zderzył się z ciężarówką – suma ich prędkości podczas wypadku wynosiła sto osiemdziesiąt kilometrów na godzinę. Nie trudno się domyślić, jakie były tego skutki.: „Jak twierdzą świadkowie, strażnicy zadzwonili po pomoc medyczną […] Przybyła na most w ciągu kilku minut. Ktoś mnie zbadał, stwierdził brak pulsu i uznał, że poniosłem śmierć na miejscu. Nie pamiętam samego uderzenia przez ciężarówkę ani niczego, co działo się potem. Umarłem przed upływem jednej przerażającej sekundy”.

Dalsze swoje przeżycia Piper opisuje jako zanurzenie się w nieziemskim blasku. Po chwili zobaczył także wokół siebie tłum osób. To, co najważniejsze w jego opisie to stwierdzenie, że wszystkie one były pełne serdeczności względem niego. Czytając ten opis można odnieść jedno wrażenie – prawdziwy dom Ojca:  „Biegli do mnie, uśmiechając się, wołając radośnie i wielbiąc Boga. Zrozumiałem, że to mój niebiański komitet powitalny […] Wyglądało to tak, jakby wszyscy oni zebrali się przed bramą nieba w oczekiwaniu na mnie”.

Don Piper po kolei opisuje  spotkane osoby –  bliskich, znajomych, przyjaciół, którzy umarli przed nim. Co ciekawe, były to w większości ludzie, którzy zasadniczo wpłynęli na wzrost jego wiary. Jednocześnie w innym świetle zobaczył sprawy, które na ziemi wydawały  mu się całkowicie niezrozumiałe i o które obwiniał Boga: „Aż do tamtego dnia śmierć Mike’a Wooda była największym szokiem i najboleśniejszym doświadczeniem w moim życiu. Na pogrzebie Mike’a zastanawiałem się, czy kiedykolwiek przestanę płakać. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego Bóg zabrał tak oddanego Mu ucznia. Pomimo upływu lat nigdy nie zdołałem zapomnieć mojego żalu z powodu śmierci Mike’a i cierpienia spowodowanego utratą przyjaciela. Lecz teraz zobaczyłem Mike’a w niebie. Objął mnie ramieniem i wtedy mój ból i żal zniknęły. Jeszcze nigdy nie widziałem, aby Mike tak szeroko się uśmiechał”. Jednak nie tylko Mike był taki szczęśliwy – wszystkich wokół przepełniało szczęście: „Ich twarze promieniowały radością, jakiej nigdy w życiu nie widziałem. Wszyscy byli pełni życia i wprost promieniowali szczęściem”.  Niebo, jakiego doświadczył Piper nie było jakimś mglistym wyobrażeniem – było ono całkowicie namacalne i bardziej rzeczywiste niż cokolwiek innego: „Wszystko, czego doświadczyłem było dla moich zmysłów wspaniałe. Nigdy wcześniej nie czułem tak mocnych i serdecznych uścisków ani nie cieszyłem się takim pięknem […] Rozglądając się ledwie byłem w stanie ogarnąć wzrokiem wszystkie żywe, oszałamiające kolory. Nasycenie wszystkich barw, każdy ich odcień przekraczał wszystko, co widziałem wcześniej […] Czułem się, jak gdybym jeszcze nigdy nie widział, nie słyszał ani nie czuł w tak realistyczny sposób”. Ciała osób bliskich, które zobaczył Piper były odnowione, tak że nie było na nich śladu choroby czy starości. Same nasuwają się tutaj słowa z Pisma Świętego „Oto wszystko czynie nowe”: „Wszyscy, których zobaczyłem, byli w tym samym wieku, co wtedy, kiedy widziałem daną osobę po raz ostatni – tylko z ich ciał znikły ślady zużycia, cierpienia czy chorób”. Przede wszystkim jednak, co niesamowicie poruszyło Donem, i o czym wspominał kilkakrotnie, opisując swoje przeżycia – to niesamowita miłość, która emanowała z każdej osoby: „Czułem się kochany, bardziej niż kiedykolwiek w życiu. Zebrani nie mówili mi, że mnie kochają. Nie pamiętam ich słów. Ale kiedy się we mnie wpatrywali, wiedziałem, co znaczy doskonałą miłość, którą opisuje Biblia”.

Koleją rzeczą, którą Piper wspominał nawet po latach od tego doświadczenia, była niesamowicie piękna muzyka, którą można byłoby określić jako symfonię dla Najwyższego, wydobywającą się ze wszystkich istot przebywających w niebie: „ [Była to] inna muzyka niż wszystko, co kiedykolwiek słyszałem bądź spodziewałem się usłyszeć na ziemi. Pochwalne melodie wypełniały otaczającą mnie atmosferę […] Ów koncert ku czci Boga nie miał końca. Najistotniejsze dla mnie było to, ze równocześnie śpiewane były setki pieśni i wszystkie wyrażały cześć dla Niego. […] Pośród muzyki rozbrzmiewały słowa takie jak: „alleluja”, „chwała”, „cześć Bogu”, „chwała Królowi”. Wszystkie pieśni dotyczyły panowania Chrystusa jako Króla królów oraz tej radości i czci, jaką Mu oddajemy z powodu wszystkiego, co dla nas uczynił, i tego, jaki jest wspaniały”.

W końcu Piper, po tych wszystkich opisach przedstawiających  doświadczenie niebiańskiej rzeczywistości stwierdza to, o czym mówią wszystkie osoby, które chociaż na chwilę „dotknęły” Bożej obecności  - czy to w doświadczeniu mistycznym, czy podczas wyjątkowego spotkania Go w modlitwie – tego  nie da się opisać. Słowa są nieporadne. Można próbować, ale pewne rzeczy pozostaną tajemnicą. I myślę, że właśnie to stwierdzenie uwiarygodnia  to świadectwo: „Opisywanie nieba wywołuje u mnie frustrację, ponieważ nijak nie jestem w stanie ująć w słowa jego wyglądu, dźwięków, tego, co czułem […] Boga nie widziałem. Wiedziałem, że tam jest, lecz ani przez chwilę nie widziałem żadnego Jego obrazu, ani nawet blasku , który oznaczałby Jego istotę […] Zastanawiając się nad tym później, doszedłem do wniosku, że zapewne gdybym rzeczywiście zobaczył Boga, już nigdy nie chciałbym wrócić na ziemię, ponieważ wszystko, co na niej jest, wydawałoby mi się w porównaniu z Nim puste i pozbawione znaczenia”. Oczywiście warto tutaj zaznaczyć to, co podkreślił sam Piper – miejsce, w którym był było zaledwie przedsionkiem nieba. Podobnie jak św. Faustyna czy dzieci z Fatimy – zobaczył zaledwie skrawek niebiańskiej tajemnicy, gdyż jego pełnię zobaczymy dopiero w wieczności: „Doznałem przedsmaku niebiańskiej radości. Słowa, jakimi operuję, są zbyt nieudolne, aby opisać to, co się ze mną i wokół mnie działo.”

Oczywiście nikt nie musi wierzy w podobne świadectwa. Są one darem dla danej osoby, z którego mogą czerpać także inni. Najważniejsze jest to, że nie zawiera ono niczego, co byłoby niezgodne z Biblią, a wprost przeciwnie – wszystko to jest w niej zawarte, tylko opisane nieco innymi słowami. O pięknie i szczęściu, którego doświadczył Piper możemy przeczytać w Liście do Koryntian: „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, jakie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor, 2-9). O tym, że jesteśmy tam oczekiwani zapewnił nas Jezus: „W domu Ojca mojego jest mieszkań wiele. […] Idę wam miejsce przygotować…” (J 14, 1-3) Natomiast szukając  opisu kryształowej jasności i głosów uwielbienia, które non stop wybrzmiewają w niebie i rozlewają się na każde stworzenie, wystarczy zanurzyć się w lekturze Apokalipsy: „A w niebie usłyszałem jakby potężny głos niezliczonego tłumu, który mówił: „Alleluja! Zbawienie, chwałą i moc są u naszego Boga. […] Usłyszałem też jakby głos niezliczonego tłumu i jakby szum wielkich wód, i jakby huk potężnych gromów, które mówiły: „Alleluja! Zaczął królować Pan, nasz Bóg wszechmogący. Cieszmy się i radujmy i oddajmy Mu chwałę”  (Ap 19, 1-2; 6-7). Jednak warto pochylić się nad tym świadectwem, aby umocnić swoją wiarę w niebo, które jest realne, i w którym jest dla nas miejsce: „Jako pastor wielokrotnie stawałem przed trumnami podczas rozlicznych pogrzebów i wypowiadałem formułę: Dla tych, którzy kochają i znają Pana, być nieobecnym w ciele znaczy być obecnym u Niego. Dawniej po prostu wierzyłem w te słowa. Obecnie wierzę w nie jeszcze mocniej.”

Natalia Podosek

Korzystałam z:  Don Piper, Cecil Murphey, 90 minut w niebie, Radom 2009.

Wszystkie cytaty są zaczerpnięte z tej pozycji.

Komentarze

anonim2013.11.7 11:43
Kto wie, może to i prawda? Są rzeczy na niebie i ziemi... ------------------ Na marginesie: W tym stuleciu wszyscy popadniemy w obłęd...
anonim2013.11.7 11:46
No, tylko patrzeć jak zaraz wpadną tu "racjonalni, naukowcy ateusze", wierzący że DNA powstało w wyniku gotowania się zupy pierwotnej (cholera, to wymaga większej wiary niż wiara w Boga) i "zniszczą" śmiechem (innych argumentów brak) katolską ciemnotę... a zaraz za nimi wpadną "twardzi katole". Cooo? Baptysta w niebieee? Do szabel!
anonim2013.11.7 11:57
@Siekciu Trafiłeś w sedno. Podpisuję się obiema rękami. ----------------- Tylko oczy szaleńców dostrzegą ścieżki Prawdy...
anonim2013.11.7 12:20
Zaraz, to po smierci trafia sie prosto do nieba? A co z czysccem?
anonim2013.11.7 12:23
" Co ciekawe, podobne zjawiska sprowadza deprywacja sensoryczna." może to te same doznania ciała astralnego? nie wiem czy nie pomyliłem które to ciało ....
anonim2013.11.7 12:24
@ Koder ... to było jeszcze przed sądem .... czas... przestrzeń ....
anonim2013.11.7 12:58
@Siekciu, dokładnie. Już frustraci zaczynają doszukiwać się czegoś, ich podejrzliwość (udawana?) nie zna granic. Pewnie nawet do końca nie wierzą, że istnieją. Najśmieszniejsze a zarazem przerażające jest to, że większość swojego wolnego czasu spędzają na portalu katolickim/chrześcijańskim, będąc ateistami/agnostykami czy czasem innowiercami, to parodia a zarazem horror. Właśnie zaczynają "atakować" bzdurnymi pytaniami, na które doskonale znają odpowiedź, lecz ich "jad" nie pozwala im milczeć. Drudzy z kolei pójdą o krok dalej i zaczną fantazjować, byleby tylko nie uznać prawdziwości tych wydarzeń. Jak napisał @Siekciu, ateizm wymaga większej wiary niż wiara w Boga. Widać to każdego dnia na portalach katolickich/chrześcijańskich, że niewierzący się dosłownie duszą. Niewiara w Boga jest dla nich głównym tematem w życiu. Szczerze współczuję, może by już przestać udawać, że Bóg nie istnieje i odkryć Jezusa? Jest też drugie rozwiązanie, niewiara. Widać jaki drugi wybór ma konsekwencje, narastający niepokój serca każdego dnia.
anonim2013.11.7 13:00
Takich książek jest całkiem sporawo (jak choćby sławetna "Chata"), zwłaszcza na amerykańskim rynku. I są one baaaardzo spójne jeśli chodzi o protestancką wizję świata (widzialnego i niewidzialnego ;) ) Gdyby one były prawdą (nie mówię że nie) absolutnie nauczanie KK jest błędem.
anonim2013.11.7 13:01
Lumiel Jeżeli "relacje z doświadczeń bliskich śmierci i podróży poza ciałem to tak naprawdę wrażenia podsuwane przez szatana."-To szatan sam sobie szkodzi bo takie opowiadania raczej potęgują wiarę ,niż ją osłabiają. Jezusowi także przypisywano moc od szatana ,więc nic tu nowego .
anonim2013.11.7 13:33
@Wszechświat23 Przyznam się bez bicia, że ostatnio jestem codziennie na tym portalu... dla poprawy humoru, są smieszne teksty np: wczoraj "bolszewiccy amerykanie", dzisiaj "gender w nowej zelandii":)) A że Ty odnalazłeś Jezusa to się cieszę może i ja kiedys go znajde albo... Potwora Spagetii albo inne bóstwo:)
anonim2013.11.7 13:45
Pastor, jako heretyk trafi do piekła, a nie do nieba. Nie wiem, czy on to sobie wyssał z palca, czy faktycznie miał takie sny, ale o niebie może nie myśleć. Jeżeli się nie przejdzie do KRK, to po śmierci trafi do piekła.
anonim2013.11.7 13:52
@pablo81, porównywanie Jezusa do Potwora Spaghetti jest szczytem ignorancji. Pomijając nawet sedno wiary, Chrystus jest największą postacią w dziejach ludzkości. Najważniejsza osoba w historii, to fakt. Choćby tylko z tego powodu nie wypada wkładać go do worka z Krasnoludkami i innymi "Lazaniami". Druga sprawa, to, że tylko ON mówi o tak wielkiej niezwykłości człowieka, jego nauka jest najbardziej naturalna, poza tym nikt nigdy nie zrobił i nie opowiedział tyle o Miłości a nie ma nic bardziej drogocennego, na samej tej podstawie wydaje się być kimś znacznie wyżej, niż pozostałe bóstwa. Wpływ na historię - poza wszelkimi analogiami. Wpływ na człowieka - poza wszelkimi analogiami. Miłość jako najważniejsza sprawa, nie mająca z niczym porównania - poza wszelkimi analogiami. To proste, udawanie, że tego nie ma stwarza znacznie większe problemy, narzekać można w nieskończoność, tylko co to da? Z czasem ból będzie narastał, uczucie bezsensowności świata w końcu nas przybije i co wtedy? Każdy ma swoją drogę, każdy wybiera to co uważa za właściwe, jednak nie każda droga doprowadza do celu.
anonim2013.11.7 14:17
@Paweł @Jazdzig To nieprawda, że osoba nie należąca do KK nie może się zbawić. Nie zgłębiłam tematu wyczerpująco, ale teologia katolicka mówi, że Dekalog jest wpisany w naturę człowieka. KK ma pełnię objawienia, ale Chrystus jest otwarty do każdego człowieka, bez względu na wyznanie. Jeśli ktoś stawia w centrum swojego życia Pana Jezusa, wciela w życie Jego naukę, to staje się Jego naśladowcą. Może być odwrotnie - my katolicy możemy się szybciej potępić niż innowiercy, bo nie zrobiliśmy nic, żeby nawiązać relację z Jezusem, żeby Go poznać, pełnić jego wolę, bo chodziliśmy do kościoła tylko z przyzwyczajenia, bo sakramenty, modlitwa nie miały dla nas większego znaczenia, itd., itd. Pozdr
anonim2013.11.8 14:38
dance-pielegniarka " Nawet jeśli boga nie ma nie zaszkodzi uwierzyć. " Przypowieść o talentach wszystko ci rozjaśni -bo to nie jest tak jak myślisz.
anonim2013.11.9 5:25
Chwala Bogu na Wysokosciach, a na ziemi ludziom dobrej woli. To jest zrodlo moc chrzescijanskiej Chrzescijanskiej Nadzieji :-)
anonim2013.11.9 14:39
Matka Boża z Medjugorje. Ksiądz katolicki jest zakłopotanego faktem uzdrowienia prawosławnego dziecka. „Powiedz temu księdzu, powiedz wszystkim, że to wy jesteście podzieleni na ziemi. Muzułmanie i prawosławni, z tego samego tytułu co katolicy, są równi przed moim Synem i przede mną; wszyscy jesteście moimi dziećmi. Oczywiście, wszystkie religie nie są równe, ale wszyscy ludzie są równi przed Bogiem, jak mówi święty Paweł. Nie wystarczy należeć do Kościoła Katolickiego, by być zbawionym, trzeba szanować Boże przykazania i postępować zgodnie ze swoim sumieniem. Ci, którzy nie są katolikami, nie są w mniejszym stopniu stworzeniami uczynionymi na obraz Boga i przeznaczonymi do tego, by powrócić pewnego dnia do domu Ojca. Zbawienie jest dane wszystkim, bez wyjątku21. Potępieni zostają tylko ci, którzy umyślnie odrzucają Boga. Komu zostało mało dane, od tego będzie się mało wymagać. Komu zostało wiele dane, katolikom, od tego będzie wiele wymagane. To tylko Bóg, w swojej nieskończonej sprawiedliwości, jest tym, który określa stopień odpowiedzialności i wydaje osąd”.
anonim2013.11.9 14:40
Matka Boża z Medjugorje. Ksiądz katolicki jest zakłopotanego faktem uzdrowienia prawosławnego dziecka. „Powiedz temu księdzu, powiedz wszystkim, że to wy jesteście podzieleni na ziemi. Muzułmanie i prawosławni, z tego samego tytułu co katolicy, są równi przed moim Synem i przede mną; wszyscy jesteście moimi dziećmi. Oczywiście, wszystkie religie nie są równe, ale wszyscy ludzie są równi przed Bogiem, jak mówi święty Paweł. Nie wystarczy należeć do Kościoła Katolickiego, by być zbawionym, trzeba szanować Boże przykazania i postępować zgodnie ze swoim sumieniem. Ci, którzy nie są katolikami, nie są w mniejszym stopniu stworzeniami uczynionymi na obraz Boga i przeznaczonymi do tego, by powrócić pewnego dnia do domu Ojca. Zbawienie jest dane wszystkim, bez wyjątku21. Potępieni zostają tylko ci, którzy umyślnie odrzucają Boga. Komu zostało mało dane, od tego będzie się mało wymagać. Komu zostało wiele dane, katolikom, od tego będzie wiele wymagane. To tylko Bóg, w swojej nieskończonej sprawiedliwości, jest tym, który określa stopień odpowiedzialności i wydaje osąd”.
anonim2013.11.11 21:30
Miałem podobny sen, śniło mi się że unoszę się w górze ale w całkowitych ciemnościach, uczucie niesamowitej radości, błogości, wolności, spokoju, nie można tego opisać słowami. Nikogo nie spotkałem ale miałem wrażenie że jakaś ogromna, totalna miłość przepełnia to miejsce. Kiedy wracałem do rzeczywistości towarzyszyło mi potworne obrzydzenie, nie chciałem stamtąd odejść, ziemska rzeczywistość jawiła się jako cuchnące szambo do którego zaraz wpadnę, a wszelkie ziemskie sprawy i zmartwienia tak bardzo błahe i nic nie znaczące. Za bardzo się martwimy i przejmujemy tym życiem, a w ogóle nie myślimy o tym prawdziwym, po śmierci. Ten nasz świat to wszystko marność - dosłownie!
anonim2014.01.11 6:03
http://www.divinerevelations.info/documents/prepare_to_meet_your_god/polish_prepare_to_meet_your_god.pdf