18.10.11, 11:01

Dlaczego istnieje cierpienie w czyśćcu?

 

Po śmierci nie ma już możliwości powrotu do życia ziemskiego. Człowiek żyje na ziemi tylko jeden raz. Pan Bóg przestrzega: „Nie zapominaj, że nie ma powrotu” (Syr 38, 21a). Myśl o reinkarnacji jest więc genialnym kłamstwem szatana, któremu niestety wielu ulega.


Jeżeli w momencie śmierci umierający będzie miał chociażby minimalny żal za swoje grzechy i otworzy się na miłość Chrystusa, wtedy taki człowiek będzie zbawiony. Pismo św. mówi, że sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień (1 Kor 3, 15). Ten ogień wskazuje na czekające go cierpienie z powodu różnorakich grzechów popełnionych w czasie ziemskiego życia. Człowiek musi po prostu dojrzeć do zjednoczenia w miłości z Trójjedynym Bogiem i dlatego sam pragnie tego, nieraz bardzo bolesnego, procesu oczyszczenia i dojrzewania do miłości.


Problemu cierpienia w czyśćcu nie można wytłumaczyć bez uświadomienia sobie dwóch bardzo ważnych prawd objawionych:


1. Najpierw należy pamiętać o tym, że wszyscy ludzie, zarówno ci żyjący na ziemi, jak i zmarli, którzy są w niebie lub w czyśćcu, stanowią jeden żywy organizm w Chrystusie. Wprawdzie zmarły człowiek żyje już w innym wymiarze, jest już poza czasem fizycznym, ale duchowe więzy, miłości lub jej braku, łączące go z ludźmi na ziemi nadal trwają. Zmarli, którzy są w niebie lub w czyśćcu, stanowią razem z żyjącymi na ziemi jedną niezniszczalną wspólnotę w Chrystusie. Sam Pan Jezus objawił tę prawdę, używając obrazu winnego krzewu: „Ja jestem krzewem winnym, a wy latoroślami” (J 15, 5). Święty Paweł pisze: „Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami” (1 Kor 12, 27) i, podkreślając prawdę o organicznej, wzajemnej zależności ludzi między sobą, stwierdza: „jesteście nawzajem dla siebie członkami” (Ef 4, 25). Ta niezwykła jedność wszystkich ludzi, na podobieństwo żywego organizmu, zaistniała w momencie stworzenia wszystkiego w Chrystusie (por. Kol 1, 17-18). Dzięki Chrystusowi wszyscy ludzie stanowią jedną wspólnotę, na podobieństwo jednego organizmu, a więc łączą ich tajemnicze, duchowe więzy współzależności.


2. Z faktu jedności wszystkich ludzi w Chrystusie wynika druga bardzo istotna prawda: że każdy człowiek zjednoczony z Jezusem przez żywą wiarę staje się dla innych ludzi pośrednikiem – przekazicielem miłości Chrystusa (por. Lumen gentium, 62). Natomiast każdy grzech deformuje, uszkadza lub zrywa więzy miłości łączące człowieka z Jezusem, który jest „Głową dla Kościoła... Pełnią Tego, który napełnia wszystko wszelkimi sposobami” (Ef 1, 22b-23). W ten sposób człowiek niszczy to, co jest w nim najcenniejsze: otwartość i wrażliwość na Bożą miłość oraz zdolność do miłości drugiego człowieka. Przez grzech, w miejsce Chrystusowej miłości, wprowadza truciznę zła, która niszczy jego samego i innych. Grzech jest więc największą tragedią człowieka, bo rodzi duchową śmierć i staje się źródłem cierpienia dla niego samego oraz całej wspólnoty ludzi: „Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6, 23). Grzech ma więc zawsze wymiar społeczny, ponieważ deformuje wspólnotę, szkodząc i zadając cierpienie również innym ludziom.

 

Dlaczego cierpi się w czyśćcu?


Przebaczenie grzechów przez Boga jest równocześnie uzdrowieniem ran grzechowych, stworzeniem na nowo zniszczonego dobra. Dokonuje się to zawsze wtedy, gdy człowiek w sposób doskonały żałuje za popełnione zło i otwiera swoje serce na wszechmocną miłość Chrystusa. Pomimo tego, że Chrystus przebacza człowiekowi wszystkie jego grzechy, to jednak ich konsekwencje pozostają dalej w innych ludziach i zadają im cierpienie. Są to grzechy obmowy, zgorszenia, oszczerstwa, zaniedbania itp. Nawet jeśli umierający człowiek wzbudził w sobie doskonały żal i wszystkie grzechy zostały mu przebaczone, to jednak konieczna jest jeszcze interwencja Jezusa, aby konsekwencje jego grzechów w innych ludziach zostały usunięte. Może się to stać tylko wtedy, gdy ludzie przez modlitwę otworzą się na uzdrawiającą miłość Zbawiciela. Dlatego tak bardzo ważna jest modlitwa za zmarłych. Dopiero wtedy, gdy uleczone będą wszystkie konsekwencje grzechów, zostaną ostatecznie usunięte wszystkie przyczyny cierpienia tego człowieka, których doznaje w czyśćcu.


Cierpienia dusz czyśćcowych są więc spowodowane skutkami ich grzechów, które jeszcze nie zostały w pełni odpokutowane. Skutki te trwają albo z winy niedostatecznego otwarcia się tych ludzi w momencie śmierci na przebaczającą miłość Boga, albo z powodu istniejących konsekwencji grzechu w innych ludziach. Każde, chociażby najmniejsze, „owoce” grzechu, które nie zostały w pełni naprawione w czasie ziemskiego życia, będą zadawać cierpienie. Po śmierci zarówno miłość, jak i jej brak pozostaną częścią mojej osoby. Również relacje wiążące mnie z ludźmi żyjącymi na ziemi będą trwać dalej po śmierci. Jeżeli po mojej śmierci pozostanie na ziemi ktoś, kto będzie cierpiał z powodu moich grzechów, to jego cierpienie będzie również moim. Będę współcierpiał z nim tak długo, aż znikną skutki moich grzechów.


Prawda o czyśćcu jest wezwaniem do wielkiej odpowiedzialności za swoje postępowanie, za wcielanie w codziennym życiu przykazanie miłości Boga poprzez miłość bliźniego.


Zaniedbania rodziców w wychowywaniu dzieci, brak opieki dzieci nad starymi i schorowanymi rodzicami, deprawowanie dzieci i młodzieży przez pornografię i życie bez zasad moralnych, różnego rodzaju oszczerstwa, pomówienia, obmowy, podważanie autorytetu Kościoła, egoistyczne traktowanie drugiego człowieka jako przedmiotu użycia i wyzysku, noszenie w sercu urazów, niechęci i nienawiści oraz brak gotowości do przebaczenia i pojednania – to grzechy niosące w sobie wyjątkowo duży ładunek cierpienia, który w czyśćcu będzie odczuwany ze szczególną intensywnością. Cierpienia w czyśćcu są w sposób nieskończony zwielokrotnione na skutek odczuwalnego już „ognia” Bożej miłości i równocześnie czasowej niemożliwości pełnego zjednoczenia się z Nim z powodu trwających jeszcze skutków grzechów, a więc braku dojrzałości do miłości czystej, pełnej i bezinteresownej.

 

Dlaczego modlitwa pomaga duszom czyśćcowym? 

 

Tylko wszechmocna miłość Chrystusa może zniweczyć skutki grzechów, które są przyczyną cierpień czyśćcowych. Tylko nasz Zbawiciel może całkowicie uzdrowić, stworzyć na nowo te wszystkie braki dobra i miłości, które trwają w konkretnych ludziach, relacjach międzyludzkich i zadają im cierpienie. Nie może jednak tego uczynić wbrew ludzkiej wolnej woli. Jezus oczekuje tylko zgody człowieka, który ją wyraża wtedy, gdy wierzy i się modli. Na modlitwie człowiek z ufnością otwiera się na wszechmocną Miłość Chrystusa, czyli na dar Ducha Świętego. Wtedy jego serce zostaje napełnione Bożą miłością. Modląc się za zmarłych, ogarnia tą miłością ich osoby, a więc również to wszystko, co jest przyczyną ich cierpienia. W ten sposób ten, kto się modli, staje się pośrednikiem zbawczej miłości Chrystusa. Tak przez modlitwę pozwalamy Chrystusowi, aby przez nas uobecniał w ludzkiej wspólnocie swoją miłość, aby w krwioobiegu tego wspólnotowego organizmu, jakim jest Kościół oczyszczający się i dojrzewający do miłości, coraz więcej było Chrystusowej miłości, która, gdziekolwiek dotrze i zostanie przyjęta, będzie przezwyciężać skutki grzechów i usuwać przyczyny cierpienia.

 

Tak więc przez modlitwę stajemy się pośrednikami zbawczej miłości Chrystusa. Z tego też powodu modlitwa za zmarłych stanowi najwyższy wyraz miłości bliźniego i największy duchowy dar, jaki możemy ofiarować duszom w czyśćcu cierpiącym. Najwspanialszym i najskuteczniejszym darem modlitwy za naszych zmarłych jest ofiara Mszy św. Zmarli oczekują od nas, abyśmy żyli na co dzień wiarą i dużo się modlili, abyśmy z serca przebaczyli wszystko wszystkim i do nikogo nie chowali w sercu urazy. W ten sposób przez żywą wiarę, wyrażaną przez modlitwę za zmarłych, żyjąc prawdziwie w miłości, sprawiamy, że wszystko rośnie ku Temu, który jest Głową – ku Chrystusowi. Z Niego całe Ciało – zespalane i utrzymywane w łączności dzięki całej więzi umacniającej każdy z członków stosownie do jego miary – przyczynia sobie wzrostu dla budowania siebie w miłości (por. Ef 4, 15-16).


W czyśćcu dokonuje się bolesny proces oczyszczania, dojrzewania do miłości, jest wielkie cierpienie, ale przeżywane w radosnej pewności pełnego zjednoczenia się z Bogiem.

 

Pismo św. o czyśćcu 

 

Prawda o istnieniu czyśćca została objawiona już w Starym Testamencie. W Drugiej Księdze Machabejskiej (12, 43-45) czytamy, że modlono się za zabitych żołnierzy, aby zostali uwolnieni od grzechu. Ta modlitwa wynikała z przekonania, że będzie skuteczną pomocą dla zmarłych. Od samego początku istniała wiara w Kościele, że Bóg w swoim miłosierdziu dokonuje bolesnego procesu oczyszczania i dojrzewania do miłości tych wszystkich, którzy po śmierci tego jeszcze potrzebują. Wiara ta ma swoje korzenie w tekstach Nowego Testamentu. W Pierwszym Liście do Koryntian (3, 11-15) jest mowa o ludziach, którzy budowali swoje człowieczeństwo na niezniszczalnym fundamencie, jakim jest Jezus Chrystus, ale używali materiałów o różnej wartości: słomy, drzewa, drogich kamieni, srebra, złota. Symbolizują one różną wartość ludzkiego postępowania, które mimo słabości i niedoskonałości oparte było zawsze na jedynym fundamencie, którym jest Jezus Chrystus. Wartość tego, co każdy budował, okaże się dopiero w momencie sądu w chwili śmierci: „Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień” (1 Kor 3, 14-15). Ogień symbolizuje tu oczyszczające cierpienie, które przemienia i przygotowuje człowieka do pełnego zjednoczenia się z Bogiem i innymi ludźmi w niebie. Sam Pan Jezus wskazuje na konieczność spłacenia długów win również po śmierci: „I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu” (Mt 18, 34-35); „Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę, powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz” (Mt 5, 25-26).


Kiedy Chrystus mówi o grzechu przeciwko Duchowi Świętemu, to równocześnie wskazuje na możliwość odpuszczenia grzechów nie tylko w tym świecie, ale i w przyszłym (por. Mt 12, 32). Bibliści twierdzą, że Jezus posłużył się tu rabinackim rozróżnieniem, które uzasadniało modlitwę za zmarłych.

 

Istnienie czyśćca jest prawdą wiary objawioną przez Pana Boga. Została ona sformułowana jako dogmat na soborze trydenckim w 1563 r. Ojcowie soborowi upominali wtedy wiernych, aby rozważając prawdę o istnieniu czyśćca, nie ulegali pustej ciekawości oraz odrzucili zabobonne rozumienie tej prawdy. Na koniec trzeba podkreślić, że czyściec nie jest jakimś rodzajem karnego obozu w zaświatach, lecz stanem wynikającym z konieczności dojrzewania do miłości w niebie. Cierpienia czyśćcowe są konsekwencją grzechów, które jeszcze nie zostały odpokutowane i dlatego są przyczyną cierpienia. To sam Chrystus ogniem swojej miłości przemienia, oczyszcza i uzdalnia dusze w czyśćcu cierpiące do pełnego zjednoczenia w miłości z Nim i całą społecznością świętych.


Żyjący na ziemi powinni mieć świadomość, że są zobowiązani nieść pomoc duszom czyśćcowym, w ich bardzo bolesnym procesie dojrzewania do miłości, poprzez codzienną modlitwę, ofiarowanie swoich cierpień w ich intencji, a przede wszystkim przez ofiarę Mszy św.


ks. Mieczysław Piotrowski TChr


Artykuł został opublikowany w "Miłucie Się" 5/2004r.

/

 

Komentarze

anonim2011.10.18 13:12
<h4 \"text-align: justify;\"><span \" : verdana,geneva; font-size: small;\">ks. Mieczysław Piotrowski pisze bardzo kokretnie i dokladnie tak jak osobiscie rozumiem tajemnice cierpienia i grzechu. Gdy człowiek lepiej sobie uświadomi prawdę zawartą w tym artykule, zastanawia się bardziej przed złem, kt&oacute;re chce popełnić :] Dzięki Frondo za ten artykuł! </span></h4>
anonim2011.10.18 13:47
<p>więcej takich artykuł&oacute;w</p>
anonim2011.10.18 14:21
<p>B&oacute;g jest nieskończenie sprawiedliwy- więc czyściec musi istnieć:/</p>
anonim2011.10.18 14:49
<p>Jaka wspaniała, niezachwiana pewność, brak wahań, wątpliwości. Tak jest i koniec. Wszystko jasne, wszystko wyjaśnione. B&oacute;g w takim ujęciu nie przedstawia żadnej zagadki. Teolodzy już dokładnie Go sobie obejrzeli, wymierzyli, określili. I nie daj Boże, żeby coś było nie tak! Czy B&oacute;g ma prawo być inny niz teolodzy sobie założyli? Niechby spr&oacute;bował! A na poważnie. Czy nie sądzicie państwo, że tak niezachwianie pewny ton w kwestiach boskich przystoi teologowi? Czy nie powinni dać Bogu choćby maleńką szanse na sprawienie Jego Stworzeniu choćby maleńkiej niespodzianki?</p>
anonim2011.10.18 15:38
<p>Bardzo dobry artykuł. Gdy czytam o takich sprawach zastanawiam się tylko, czy wszyscy protestanci i prawosławni (a są wśr&oacute;d nich znakomici bibliści i znawcy teologii) to skończeni ignoranci (coby nie napisac mocniej) zaprzeczającym prawdom oczywistym napisanym kawa na ławę, czy może nie wszystko jest takie jasne i proste?</p>
anonim2011.10.18 16:57
<p>@Shepherd</p> <p>Odnośnie prawosławia to mnie zastanawia kwestia następująca: skoro prawosławni (czy wszyscy to trudno powiedziec) nie uznaja istnienia czyścca a modlą się za zmarłych to za kogo się modlą? Za tych w niebie czy za tych w piekle? Jak rozwiązac ten dylemat? Podejrzewam, że po prostu wykazują się większą pokorą co do znajomości zaświat&oacute;w zalecając modlitwę za wszystkich zmarłych. A kto znajdzie się w niebie, piekle czy czyśccu po śmierci, tego nie wiemy.</p>
anonim2011.10.18 17:10
<p>Marek2200,</p> <p>Pewne rzeczy wiemy. W prawosławniu też istnieje kanonizacja świętych.</p>
anonim2011.10.18 18:59
<p>@Sodalitium Pianum</p> <p>Zgoda. Pytanie tylko jest takie: po co modlic się za zmarłych jeśli nie uznajemy istnienia czyścca (a prawosławni, przynajmniej jakas ich częśc)? Przecież modlic się za zbawionych badź potępionych to chyba bezsensowna działalnośc.</p>
anonim2011.10.18 21:20
<p>@ Marek</p> <p>Wszystko ok, artykuł był piękny i budujący, tylko wciąż mam ten obraz prawosławnych i protestant&oacute;w patrzących się jak żaba na piorun w Biblię i za grosz nic z niej nie rozumiejących. Wytłumaczenie, że są opętani przez diabła i odrzucają oczywistość prawd obiawionych z g&oacute;ry odrzucam. Może mimo naprawdę niezłego tekstu sprawa nie jest taka hop, siup oczywista?</p>
anonim2011.10.18 21:22
<p>Więcej Teologii na Frondzie :)&nbsp;</p> <p>Tylko nie r&oacute;bcie reklamy&nbsp; \"Miłujcie się!\" przysyłają mi je do dzis mimo 3 list&oacute;w, że tego nie chcę.</p>
anonim2011.10.18 21:36
<p>@Shepherd&nbsp; -&nbsp;&nbsp; Protestanci odrzucają naukę o czyśćcu właściwie nie przez PŚ, ale z powodu: Po pierwsze, tego iż uważają naukę o czyśćcu za naukę z kt&oacute;rej wynikły nadużycia kościelne. A po drugie, z powodu iż uważają ją za demoralizującą, to&nbsp; znaczy usypia to sumienie człowieka (dając nadzieje szansy dodatkowej), Protestnci wolą myśleć, że wszystko się dokładnie osądza za życia prze wiarę tej osoby.</p> <p>U Prawosławnych braci jest jak zwykle teologiczniej i dla mnie piękniej.&nbsp; Przyjmują oni wędr&oacute;wkę duszy po śmierci do nieba. Ale z powodu, iż akcentuja zniszczenie wr&oacute;t piekielnych przez Chrystusa, nie potrzebują czyścca ponieważ modlitwa za zmarłych może wyrwać kogoś wręcz z piekła.&nbsp;</p> <p>http://www.monasterujkowice.pl/articles.php?a=2</p>
anonim2011.10.18 22:49
<p>@Ynkwy</p> <p>Dzięki za link do bardzo ciekawego artykułu. Muszę go przetrawic.</p>
anonim2011.10.18 23:28
<p>Nauka o czyścu jest nauką Kościoła. A Kości&oacute;ł i Doktorzy Kościoła nic sobie raczej z palca nie wysysali.Do bogactwa Kościoła należą r&oacute;wnież objawienia.A tam jest bardzo dużo o czyścu ze szczeg&oacute;łami.Og&oacute;lnodostepne.</p>
anonim2011.10.19 1:56
<p>@Ynkwy</p> <p>- zgadzam się w 100%. Opr&oacute;cz polityki przyda sie solidniejszy fundament.&nbsp; Pod warunkiem że pisany na dobrym poziomie. Czasem wystarczy JEDNO ZDANIE aby dobrze ocenić cały tekst. Tu znalazłem ich dużo więcej.</p>
anonim2011.10.19 8:35
<p>@Ynkwy</p> <p>Dzięki za świetny tekst. Pozdrawiam.</p>
anonim2011.10.19 10:20
<p>Dlaczego istnieje cierpienie w tak zwanym doczesnym świecie? Jesteśmy potomkami Adama i Ewy, a więc żyjemy poza rajską rzeczywistością, więc jak jest istota tejże? Poprzez Boże Objawienie wiemy o miłości stworzyciela, a jednak cierpimy, czym więc ta doczesność r&oacute;żni się od czyśćca? Same pytania. A może nie warto pytać? Święta Faustyna m&oacute;wi o zaufaniu w Boże Miłosierdzie, tak więc m&oacute;wię, niezależnie od tego jaka jest istota rzeczywistości, w kt&oacute;rej świadom jestem swojego \'ja\', \"Jezu ufam Tobie\"</p>
anonim2011.10.19 10:26
<p>Jak B&oacute;g kt&oacute;ry stworzył szatana (i jako wszechwiedzący wiedział co ten zrobi) oraz utrzymujący go w istnieniu może być nieskalanie dobry ?</p>
anonim2011.10.19 10:49
<p>[email protected]żeli ty znasz Boga-Ojca bardziej niż on sam,znasz jego motywacje, to kim ty jesteś</p>
anonim2011.10.19 11:08
<p>Odpowiedzcie mi spokojnie na pytanie...</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2011.10.19 12:00
<p>@SzEm</p> <p>1. B&oacute;g pozostawia wszystkim swoim stworzeniom wolną wolę- tak, że nie można Go obciążać konsekwencjami tego, co one robią ze swoją wolą.</p> <p>2. Wydaje mi się, że to, że B&oacute;g jest wszechwiedzący nie oznacza, że przyszłość jest niezmienna i nieodwołalna. Innymi słowy B&oacute;g w swoje wszechwiedzy nie widzi określonego scenariusza, kt&oacute;ry musi się zrealizować, lecz wszystkie możliwe scenariusze przyszłości. A od decyzji stworzenia zależ, kt&oacute;ry z tych scenariuszy się zrealizuje.</p> <p>3. Że przyszłość nie jest niezmienna o tym świadczy np. nakaz modlitwy, wezwanie do nawr&oacute;cenia- gdyby przyszłość była niezmienna nawr&oacute;cenie nie miałoby sensu, bo niezależnie od tego co zrobię i tak dana rzecz musi się stać. Jest dla mnie jasne, że z Biblii wynika, że przyszłość nie jest dana raz na zawsze.</p> <p>Mam nadzieję, że choć trochę pomogłem.</p> <p>Pozdrawiam</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2011.10.19 12:39
<p>@Ulis</p> <p>1. Bożych cech nie należy analizować w oderwaniu od siebie.</p> <p>2. B&oacute;g oczywiście może zmienić wolną wolę w każdym momencie i w jakikolwiek spos&oacute;b, bo jest wszechmocny. B&oacute;g jednak tego nie czyni, gdyż szanuje decyzje Swoich stworzeń. Zatem może, ale nie chce podnosić kamienia.</p>
anonim2011.10.19 13:55
<p>@Wł&oacute;częga</p> <p>A skąd wiesz, że może podniesc ten kamień? Do mnie bardziej przemawia może trochę heretycka teoria, kt&oacute;ra m&oacute;wi o pewnym zrzeczeniu się przez Boga wszechmocy. Tym zrzeczeniem się wszechmocy jest właśnie wolna wola stworzeń. Bliskie jest mi myślenie Ulisa (powyżej). Sw. Augustyn m&oacute;wił, że B&oacute;g stworzył człowieka bez jego zgody ale zbawic go bez jego zgody, nie może.</p> <p>@SzEmi</p> <p>Taaak, czego by człowiek nie przeczytał, nie przemyślał i nie om&oacute;wił z innymi to i tak takie \"głupie\" pytania tłuka się po głowie.</p>
anonim2011.10.19 14:20
<p>@Marek</p> <p>1. Bo wynika to z Jego wszechmocy. Sądzę, że B&oacute;g w żaden spos&oacute;b nie zrzeka się Swej wszechmocy, lecz jedynie nie stosuje jej do wolnej woli. Jest olbrzymia r&oacute;żnica między zrzeczeniem się, a zrezygnowaniem ze stosowania. W pierwszym wypadku traci się daną cechę, a w drugim po prostu w pewnym zakresie się jej nie używa.</p> <p>2. B&oacute;g jest wszechmocny ex definitione, gdyż inaczej nie byłby Bogiem.</p>
anonim2011.10.19 17:35
<p>@Wł&oacute;częga</p> <p>Czyli uważasz, że B&oacute;g w każdej chwili i w dowolny spos&oacute;b może niejako przejąc kontrolę nad wolną wolą stworzenia? Ja jednak trzymam się tego, że wolna wola jest majstersztykiem Pana Boga i...musi byc zawsze wolna. Piszesz, że B&oacute;g jest wszechmocny ex definitione. Wiesz, niejeden teolog i filozof miał problemy z tym żeby ustalic co to właściwie znaczy. Mi czasem się wydaje, że nasze myślenie o Bogu jest \"skażone\" hellenizmem tzn. chcemy z Boga zrobic tak doskonały byt, że właściwie staje się On tak doskonały, że ta Jego doskonałośc zabrania Mu zdecydowac np. że nie może kierowac wolną wolą swego stworzenia. Nie może też cierpiec bo jest tak doskonały, że uwłaczłoby to Jego naturze. Paradoksalnie wszechmoc staje się Jego kajdanami.</p>
anonim2011.10.19 17:36
<p>@mj</p> <p>Dobrze gadasz. Tak mi się wydaje przynajmniej.</p>
anonim2011.10.19 18:06
<p>Przymioty Pana Boga to:wieczny,wszechmocny,najmilosierniejszy,najsprawiedliwszy itd.Bog wie jakie bedzie nasze jutro,to <strong>my niewiemy.Najczesciej w naszej wolnj woli wybieramy cos w druga strone.W ostatnich chwilach naszego zycia przeprowadzimy najwazniejsza batalie dla nas,wyboru milosiernego Boga albo nie.Dlatego cale zycie tutaj w kosciele Chrystusowym uczymy sie GO wybierac,tak poprostu kazdego dnia.&nbsp;&nbsp;&nbsp; @SzEm Bog nie stworzyl szatana (poczytaj poczatek ksiegi Rodzaju).Wszystko co stworzyl bylo DOBRE.Czesc aniolow na czele z lucyferem(mial byc swiatlem)sprzeciwila sie Bogu.Non servam nie bede sluzyl takiemu Bogu. Czlowiek tez sie sprzeciwil .NIch bedzie uwielbione milosierdzie BOZE.</strong></p>
anonim2011.10.19 21:20
<p>Ynkwy, to jeśli Ci przesyłają, to podaj dalej innym dobre pismo. Dlaczego jesteś zły, że Ci ktoś coś dobrego daje za darmo ? Chyba na zły adres napisałeś o chęci rezygnacji.</p>
anonim2011.10.19 22:56
<p>@Marek</p> <p>1. Oczywiście, że może, a jednak tego nie czyni. Wolna wola jest wolna tylko z łaski Boga, przy czym moim zdnaiem nie jest tak, że Pan B&oacute;g jest niezdolny do zmiany naszej woli, tylko, że tego nie czyni z innych względ&oacute;w (nie chce).</p> <p>&nbsp;2. Widzisz, ale to są dwie kwestie:</p> <p>a) B&oacute;g jako wszechmocny może coś zrobić (ujmijmy to tak, że fizycznie może tj. jest w stanie to zrobić).</p> <p>b) B&oacute;g nie czyni czegoś, co jest dla Niego możliwe. (tj. może, ale nie robi bo np. nie chce).</p> <p>a) i b) nie stoją ze sobą w sprzeczności żadnej. Tzn. B&oacute;g pozwala na wolną wolę stworzenia, choć wcale tego nie musi robić tj. m&oacute;głby ją zmienić w każdej chwili. Ze względu jednak na inne Jego przymioty (np. Sprawiedliwość) nie czyni tego. Więc nie ma tu żadnej sprzeczności.</p> <p>Nasze ludzkie rozumowanie jest ułomne i nie pojmuje Boga. Dlatego nie jesteśmy Go w stanie zrozumieć- podejrzewam, że stąd biorą się te rzekome paradoksy w naszym logicznym pojmowaniu Boga.</p> <p>Nawiasem m&oacute;wiąc B&oacute;g czyni wiele rzeczy, kt&oacute;e nam się nie mieszczą w głowach np. Wcielenie, Ofiara Krzyża- to wszystko nie są sprawy błahe i takie, kt&oacute;rych byśmy się spodziewali po Najdoskonalszym.</p>
anonim2011.10.20 8:15
<p><span \"color: #928b6e;\"><em>SzEm</em> </span>napisał/a: Jak B&oacute;g kt&oacute;ry stworzył szatana (i jako wszechwiedzący wiedział co ten zrobi) oraz utrzymujący go w istnieniu może być nieskalanie dobry ? To odwr&oacute;ćmy sytuację: B&oacute;g nie stwarza Szatana (lub unicestwia go po odwjściu Szatana od Boga). Co wtedy? Nie ma zła. Ale wtedy nie ma i dobra. Ani winy ani zasługi, ani kary ani nagrody. Świat był taki przed powstaniem człowieka. Rośliny i zwierzęta nie znają pojęć dobra czy zła. Komu przeszkadzał taki bezgrzeszny świat? Widać Komuś przeszkadzał. Może był nudny?</p>
anonim2011.10.20 10:15
<p>Więcej takich artykuł&oacute;w zamiast frondelkowych wynurzeń!</p>
anonim2011.10.20 11:09
<p>To ciekawe - twierdzenie, że bez zła nie ma dobra...</p> <p>Ponieważ to tak trudne, pozostawimy to zagadnienie nierozstrzygniete...</p>
anonim2011.10.20 18:10
<p><span \" : verdana,geneva; font-size: small;\"><strong>\'Najważniejszym momentem naszego życia na <a id=\"_GPLITA_1\" \"color: green; text-decoration: none; border-bottom: 3px double;\" href=\"dlaczego_istnieje_cierpienie_w_czysccu__16230#\">ziemi</a> jest chwila śmierci. Dokonuje się wtedy sąd, w&nbsp;kt&oacute;rym raz na zawsze decyduje się wieczność człowieka, jego zbawienie albo potępienie. Kochający B&oacute;g przekazuje nam tę prawdę m&oacute;wiąc:&nbsp;postanowione ludziom raz umrzeć, a&nbsp;potem sąd (Hbr 9, 27).\"</strong></span></p> <p>Islam, buddyzm, hinduizm, mase innych wyznań i ateizm ma delikatnie pisząć odmienne zdanie. Zapytam się grzecznie i myślę, że sprawiedliwie:\" Skąd proszę Księdza przekonanie, że to właśnie chrześcijaństwo jest jedyną prawdą?</p> <p>A Artykuł bardzo fajny, ale...</p>
anonim2011.10.20 23:18
<p>Bog przez wieki przemawial do ludzi przez prorokow.2000 tys.lat temu PRZEMOWIL przez Syna.WYPOWIEDZIAL WSZYSTKO-objawil nam.Syn powiedzial nam JAK wrocic do domu Ojca.&nbsp; Inne religie nie przyjely objawienia-uznania Jezusa Chrystusa za Syna Bozego.Widza w nim proroka,rabiego itp.Tylko Chrzescianie uznali Jezusa za Syna Bozego bo TYLKO ON pokonal smierc czyli ZMARTWYCHWSTAL.</p>
anonim2011.10.21 9:53
<p>Marek 21 - twierdzenie że dobro bez zła nie może istnieć (manicheizm) jest herezją kt&oacute;ra wielokrotnie była na r&oacute;żnych soborach potępiana. Przy końcu świata B&oacute;g pokona ostatecznie szatana będzie istnieć tylko dobro - czy zatem wieczność w kt&oacute;rą wierzą chrześcijanie jest perspektywą nudną?</p>
anonim2011.10.21 9:57
<p>Elemelk - my żyjemy w czasie linearnym, B&oacute;g i zmarli już są poza czasem żyją w wiecznym teraz, dlatego trudno nam żyjącym w czasie linearnym to zrozumieć i umiejscowić w czasie moment śmierci i sądu ostatecznego,</p>
anonim2011.10.21 10:30
<p>@ Filipińczycy</p> <p>Wydaje się jednak, ze wydarzenia eschatologiczne zachowują pewien porządek linearny, tak jak to czytamy w Apokalipsie, np. najpierw przeminie stary świat, potem będzie powszechne zmatwychwstanie i dopiero po tych wydarzeniach ma nastąpić Sąd Ostateczny. Mieszanie tego porządku jest nieuzasadnione.</p> <p>@ Elemelek</p> <p>Wydaje mi się, że koncepcja prawosławnego, \"zwyciężonego\" przez Chrystusa, piekła i katolickiego czyśćca, to jedno i to samo. Po prostu jeszcze nikt nie został osądzony w spos&oacute;b nieodwołalny. Błąd artykułu tkwi w słowach, że już w momencie śmierci odbywa się Sąd Ostateczny.</p>
anonim2011.10.21 11:10
<p>Filipińczycy Literackie wizje zaświat&oacute;w (np. Dante) zawsze lepiej sobie radzą z piekłem niż z niebem. Wielbienie Pana w&nbsp; nieskończoność (co to jest nieskończoność?) wygląda jenak na dośc nudne i musi być zaklinane poezją. W piekle to co innego: piękne dziewczęta, ognie naturalne, ciągła rewia. :-) Jednak Azja to lepiej wymyśliła: roztopienie się w Absolucie zwalnia z pytań, co będziemy robić w nieskończoności. Czy będziemy zdobywali nowe doświadczenia, czy w nieskończnośc przeżuwali te, kt&oacute;re zdobyliśmy w nieskończenie kr&oacute;tkim życiu? Czy napijemy się wody z rzeki zapomnienia? (chyba nie, bo wtedy piekło traci sens). Co z apokastazą? A co do dobra i zła. W moim wydaniu to chyba jendak nie manicheizm, ale stary dobry św. Augustyn (też od manichejczyk&oacute;w niedaleki, ale zgodny z ortodoksją).</p>
anonim2011.10.21 11:25
<p>C.d. Jaki sens miało by Civitas Boże, gdyby nie istaniało Civitas ziemskie? Gdyby wszyscy byli dobrzy, nie wiedzieli by nawet, że nimi są, bo nie mieliby żadnego punktu odniesienia, a więc samo pojęcie straciłoby sens.</p>