Degrengolada miasta Krakowa postępuje. Burdele zamiast księgarń! - zdjęcie
26.01.16, 13:51

Degrengolada miasta Krakowa postępuje. Burdele zamiast księgarń!

17

Kraków. Miasto ogłoszone w roku 2000 stolicą kulturalną Europy, co wówczas znaczyło dużo więcej niż teraz (był to początek akcji obliczonej na więcej lat), przeszło w ciągu ostatnich lat koszmarną metamorfozę. Pojęcie kultury zeszło tu tak bardzo na psy (przepraszam wszystkie psy!), że można już mówić tylko o kulturze fizycznej i to najczęściej ćwiczonej w domach publicznych. To nie żart, ani złośliwość, to są fakty; w dzień, czy w nocy trudno doprawdy przejść spokojnie Traktem Królewskim z Wawelu do Bramy Floriańskiej i nie być kilkakrotnie zaczepionym przez naganiaczy lub naganiaczki do burdelu. Nie goni ich ani policja, ani straż miejska, tak dzielnie interweniująca w przypadku pomyłkowo zaparkowanego auta lub spóźnionej przejściem na czerwonym świetle jakiejś staruszki. Domy publiczne wabią w pobliżu najpiękniejszych, pradawnych zabytków.

<<< KUP ENCYKLOPEDIĘ .... KOŃCA ŚWIATA! WARTO SIĘ PRZYGOTOWAĆ! >>>

Problem narastał latami, lecz nie opisywały go media, które zachwycały się reżyserem Klatą i jego antynarodowymi, antyreligijnymi i zboczonym seksualnie przedstawieniami – to im starczało za całą kulturę. Dodajmy do tego obrazu jeszcze 2.500 – słownie: dwa tysiące pięćset! – sklepów z wódką czynnych przeważnie całą dobę, a wizerunek podwawelskiego grodu stanie się pełniejszy. Lewacko-platformiany od lat zarząd miasta Krakowa walczy o turystów, owszem, ale nie tak jak dawniej prezentując się jako stolica kultury, bynajmniej – jako stolica burdeli. Kto ma wątpliwości, jak nasz prastary gród jest promowany, niech wyskoczy np. do Londynu i obejrzy tam bilbordy, namawiające do odwiedzenia Krakowa. Zachęcają one bez ogródek, że można się tam tanio zabawić, tanio napić (czytaj: pochlać) piwa i wódki. Co z muzeami, wielowiekowymi kościołami, prastarymi murami? A kogo to obchodzi, kogo to przyciągnie? – oto rozumowanie krakowskich rajców. Faktem natomiast jest, że w ślad za taką „nowoczesną” reklamą z roku na rok przybywa do miasta coraz mniej turystów, co oznacza coraz mniej wpływów finansowych. Tanio napić się piwa i „zabawić się” można bowiem nie tylko w Krakowie. Natomiast to, co można zobaczyć tylko tutaj, co jest w tym mieście najcenniejsze, konsekwentnie skrywane jest przed światem. I nic w tym dziwnego, bowiem krakowska historia ściśle związana jest ze światem chrześcijańskim – a ten, wiadomo, ma zginąć.

Kraków już dawno znalazł się w innej czołówce – nie ogłaszanej w mediach listy miejsc szczególnie związanych ze świętym Janem Pawłem II. Dlatego ośrodki bezwzględnie walczące z Kościołem ustanowiły to królewskie niegdyś miasto głównym celem swoich ataków – uczyniły z tego zadanie priorytetowe. Środkiem do unicestwienia pamięci po wielkim Krakowianinie, Rodaku i Papieżu ma być właśnie demoralizacja oraz likwidacja kultury. Demoralizacja nie może się udać, gdy człowieka nie pozbawi się równocześnie książki, normalnego przedstawienia teatralnego, tradycyjnej sztuki i uczciwych mediów. Najpierw należy opluć i sponiewierać tradycję, narodowe świętości, rozpić społeczeństwo (wypróbowana metoda, stosowana i przez hitlerowców, i przez bolszewików), następnie umożliwić zgodne z prawem funkcjonowanie całodobowych sklepów z gorzałą i burdeli – np. na fali walki o swobody seksualne. Posługiwanie się takimi środowiskami, z jakich wywodzi się pan czy pani, sam już nie wiem, Grodzka, stało się podstawową strategią w walce z wiarą i Kościołem. Demoralizacja w takim mieście jak Kraków poczyniła dramatyczne postępy. 

Rajcowie, by poprawić sobie i miastu wizerunek, wpadli na pomysł, że gdzieniegdzie zamienią czerwoną latarnię na kaganek oświaty. Postanowili wspomóc księgarzy; tych bowiem w dawnej stolicy kultury prawie już nie ma. Kiedyś na tym wielkim placu, nazywanym Rynkiem Głównym, było co najmniej pięć księgarń, kolejne zaś znajdowały się na przyległych ulicach – Grodzkiej, Floriańskiej, Sławkowskiej, Wiślnej, Brackiej, Mikołajskiej. I nie było ich wcale za dużo. Nie bankrutowały, istniały latami. Niektóre miały nawet swoje specjalizacje (np. księgarnia muzyczna). W tym samym rejonie funkcjonowały także co najmniej dwa, trzy antykwariaty. Zaglądali do tych placówek krakowianie, przede wszystkimi jednak wszechobecni wówczas turyści, którzy wywozili z podwawelskiego grodu figurki Lajkonika, ale głównie – książki, książki i jeszcze raz książki. Księgarze dbali o to, by oferta dla turystów była bogata, a w razie braków jakichś tytułów, sami dzwonili do wydawców, by ich ponaglić. Domagali się też wówczas wersji obcojęzycznych. Turyści tym sposobem wywozili z Krakowa i sensowne pamiątki, i sporą porcję wiedzy nie tylko o dawnej stolicy Polski, ale o całym kraju, o jego historii, tradycji, obyczajach.

Dziś na krakowskim Rynku pozostała dosłownie jedna księgarnia i to o zubożonej ofercie, bowiem firma jest w stanie likwidacji. Na ulicach okolicznych prawdziwej księgarni nie uświadczysz. Nie ma już nawet takich potęg jak Księgarnia Hetmańska i Empik. Cóż więc teraz turysta wywozi z Krakowa? Przede wszystkim kaca i chorobę weneryczną.

Nawiasem mówiąc, Kraków jest przykładem szczególnie jaskrawym, jeśli chodzi o księgarnie, które wymierają w całej Polsce. Ci, co sądzą, że z powodzeniem zastępuje je internet, grubo się mylą, gdyż tam sprzedaż ukształtowała się na poziomie ok. 15 proc. – to wynik europejski. Prawdziwej księgarni nic nie zastąpi. Chyba, że pustynia kulturalna.

Władze miasta wyliczyły jakimś cudem, że w Krakowie działa aż 76 księgarń. Nie wiem jak liczyli, skoro sami stwierdzili, że w Nowej Hucie jedna księgarnia przypada na 200 tys. mieszkańców!  Pewnie wliczyli do tego wszystkie sklepy papiernicze, większe kioski, jakieś księgarenki przybiblioteczne, czynne raz w tygodniu punkciki sprzedaży przy domach kultury (też już nielicznych). Postanowili wszystkie te właśnie punkty wspomóc jednorazowo łączną kwotą – uwaga! – 200 tys. zł. Okrągła sumka – zakładając, że księgarń jest 76, na każdą przypadnie po 2 631 zł. W dobrym punkcie Starego Miasta wystarczy akurat na czynsz za... 3dni.

Korzystając jednak z wydawanych po polsku niemieckich gazet („Dziennik Polski”, „Gazeta Krakowska”) zarząd miasta intensywnie propaguje swe otwarcie na kulturę. Na kulturę konsumpcji w szczególności. Konsumpcji, bowiem grupa radnych „przewalczyła” preferencyjne czynsze dla miejsc sprzedających książki, ale będących także… kawiarniami. Takie lokale biorą więc w komis bez ryzyka kilkadziesiąt tytułów, traktując je jako dodatkowy wystrój, i stając się wtedy jakoby księgarniami dostają preferencyjny czynsz. Główki pracują! O, jakże się tym zachwyca na łamach „Polnische Tageszeitung”, przepraszam „Dziennika Polskiego”, wnuk socjalistycznych budowniczych Nowej Huty niejaki Tomasz Urynowicz, radny, no, jakiej partii? Oczywiście, PO. „Tu nie chodzi o granty dla pojedynczych księgarń i antykwariatów – dodaje potomek budowniczych – tylko o integrację środowiska, które przez lata nie współpracowało”. A z kim nie współpracowało? Z SB? Z GW? Platformiany rajca zachwyca się, że w księgarniach „niesieciowych” organizuje się niemal 300 spotkań kulturalnych rocznie. Pomieszanie z poplątaniem! Typowe dla całej tej tzw. partii politycznej. Organizacja spotkań, to koszt, a nie wpływy. A księgarnie padają z powodów finansowych. No, ale mogą pozamieniać się w kawiarnie, będzie im lżej i spotkań przybędzie.

Wielkimi krokami zbliżają się Światowe Dni Młodzieży Kraków 2016. Jak to miasto oświetlone czerwonym latarniami w samym Rynku Głównym zaprezentuje się młodym ludziom z tylu krajów – lepiej nie myśleć…

 Stanisław Widomski

Autor jest publicystą miesięcznika „Wpis”, który już kilkukrotnie zamieszczał materiały ilustrujące dramatyczną stronę moralną Krakowa.

Komentarze (17):

anonim2016.01.25 21:25
Kiedyś Jujka narysował taki "humor". Autobus z Gdańska stojący w Krakowie, dwóch facetów nieźle napitych, siedzących, opartych o koło autobusu w filozoficznych rozważaniach... czy my musieliśmy jechać tak daleko aby się upić...? No cóż, magia miejsca...;-)
anonim2016.01.25 21:27
Wszystko to prawda co Pan Widomski napisał. Najgorsze jest to, że nie ma skutecznego prawa, by tych sutenerów z Grodzkiej i Floriańskiej przegnać. Nie można spokojnie przejść tymi ulicami, by nie być molestowanym przez dziewoje pod parasolami. To, co robią, to zwyczajne molestowanie seksualne mężczyzn, które powinno być zakazane prawem a nie jest. Typowo polskie bezprawie.To smutne, że Kraków coraz bardziej słynie z burdeli i smrodu, który się unosi w powietrzu. Świetna wizytówka dla zagranicznych turystów.
anonim2016.01.25 21:34
na światowe dni młodzieży jednym słowem będą złote żniwa! sprzedaż gumek też wzrośnie.
anonim2016.01.25 21:40
Stary Kraków mojego dzieciństwa to było żywe miasto.Dziś Rynek i obszar w obrębie Plant to martwy skansen.Miasto bez mieszkańców, bez dzieci idących do rano do szkoły czy też emerytów idących po chleb. Ja, krakus od urodzenia nienawidzę Rynku Głównego.Jest tak sztuczny, że aż żal.
anonim2016.01.25 22:01
Są ludzie którym się Kraków podobał i są ludzie którym się Kraków nie podobał. I tak było chyba od Średniowiecza. Dzisiaj Rynek Główny razem z przyległościami jest miejskim salonem w którym nikt nie mieszka, bo za drogo a w Średniowieczu był międzynarodowym targowiskiem. A co z burdelami? No cóż, burdele w pobożnym Krakowie istniały od zawsze. Jak sobie ktoś naidealizował Kraków to jego problem. A jeśli chodzi o nocne kluby... W Krakowie pojawiła się jakieś niecałe dwa lata temu inicjatywa aby modlić się w intencji aby z centrum Krakowa zniknęły nocne kluby.Jest to organizowane na terenie Rynku Głównego w kościółku Św, Wojciecha.
anonim2016.01.25 22:13
Ciekawe czy autor tego wpisu wie że w Smoczej Jamie też kiedyś był przedni zamtuz, jak to ładnie nazywano. A teraz do wielka atrakcja dla dzieci. Czytelnictwo w Polsce upada, dobrej zmiany nie widać. Na usługi seksualne jest popyt, więc jest też i podaż. Dużo lepiej byłoby to opodatkować zwłaszcza że w Krakowie kiepsko z pieniędzmi. Akurat byłoby na walkę ze smogiem. No i oprócz JP2 z Krakowa pochodzą jeszcze setki równie wybitnych osób więc nie przesadzajmy z tym kultem. Na co dzień tutaj go nie widać. Kto chce chodzi do kościoła, kto nie chce nie chodzi, ale to miasto jest jednym z niewielu w Polsce na europejskim poziomie jeżeli chodzi o sztukę, kulturę i poszanowanie inności. Nie jest idealnie ale o wiele lepiej niż gdzie indziej. Jako klasyczny leming pracuje tutaj w międzynarodowej korporacji z ludźmi z całego świata. I oni są zachwyceni tym miastem. Nie ma lepszej reklamy dla Krakowa niż tysiące ludzi codziennie oznaczający się na Facebooku i pokazujący znajomym jak tutaj jest fajnie. Więc nie przesadzajcie z tym upadkiem. Patrząc po ilości budowanych rzeczy na pewno się nie kończy. A niech szanowny Pan Stanisław Widomski zamiast pisać krytyczne artykuły zacznie coś organizować w sprawie książek. Na pewno znajdzie audytorium.
anonim2016.01.25 22:46
Czyżby artykuł przygotowujący grunt do przejmowania interesu burdelowego przez Kościół?
anonim2016.01.25 23:00
@ duck vdekur Nie chodzi o zabieranie komuś wolności kopulowania z prostytutkami (jeśli ktoś musi, to widocznie musi), lecz o to, że są tacy, którzy nie mają na to ochoty i trochę bardziej siebie szanują a chcieliby spokojnie przejść ulicą, nie będąc molestowanymi. Dlaczego są im zabierane prawa publiczne? Gdzie jest rzecznik praw obywatelskich? Widział go ktoś?
anonim2016.01.25 23:07
Kraków akurat ma to siebie, że naprawę spora ilość nieruchomości w centrum należy w takiej czy innej formie do kościoła. A to kuria, a to zakony przeróżne. Znam sporo osób prowadzących różnego autoramentu biznesy w lokalach wynajmowanych od świątobliwych instytucji i powiem, że za stosowną stawkę czynszu płaconego na te uświęcone instytucje można robić co dusza zapragnie. Proponował zatem bym panu Widomskiemu sprawdzić najpierw z jakich rodzajów biznesu czerpie najwięcej pożytków największy posiadacz nieruchomości w centrum Krakowa i jak chętny jest promować kulturę za cenę obniżonych wpływów.
anonim2016.01.25 23:12
Matma, tak się składa że te korpoludki to zaczyn niezłego prostactwa i braku kultury i w miejscu zakwaterowania i w knajpach w Krk. Burdeli fakt jest wiele, a brak reakcji władz wynika z lęku i niczego więcej, facet chodzący w biały dzień z mieczykiem prawie samurajskim po Kazimierzu, 200 m od komisariatu na Szerokiej, i to dobre 90 minut i nic, zresztą scigany listami gończymi, Kazimierz i Stare Miasto - żulernia ale ta grożna, ponoć nie ma bandytów juz w KrK. Najarani i jarający w większości niby dobrych lokalach i wszechobecny smród i brud. Księgarnie? jakie 76? w fantazji tego co to podał. Dodajmy do tego jeszcze syf zamiast powietrza i mamy obraz stolicy kultury, bardzo ogólny, bez konkretów ale prawdziwy do bólu.
anonim2016.01.25 23:12
Przygotowują się na Światowe Dni Młodzieży. :D
anonim2016.01.25 23:35
Światowe Dni Młodzieży powinny być zrobione w Licheniu pod auspicjami i dzięki o.. Rydzykowi i tyle.
anonim2016.01.26 0:37
wiara, kościół, katolicyzm, brak burdeli...to mało?
anonim2016.01.26 1:22
Ale za to pan prezydent Majchrowski i Rada Miasta (SLD/PO/PIS) dali w ciągu 5 lat "Łowcy Skór" z Łodzi 18 ml zł na prywatny cmentarz i spopielarnię zwłok dla całej Małopolski prawie w centrum Krakowa i 10 ha ziemii na 30 lat objętych programem 'Natura 2000'.
anonim2016.01.26 10:48
Eeee tam, burdele. Ważne że krakus nie będzie polskim węglem palił w swoim polskim piecu, tylko rusko-niemieckim gazem.
anonim2016.01.26 16:38
To nie tylko Kraków w całej Polsce jest pełno agencji gdzie tysiące kobiet niszczy siebie o korzystających z usług nie wpomnę. Problem w tym co doprowadza jednych i drugich do tego. Brak pieniędzy , brak czy chęć ich posiadania w łatwy sposób ? Brak pracy albo pracy godziwie wynagradzanej. Może być tez uzaleznienie od sex -u przeciez własnie po to całe tej media syjonistyczne promuja pornografię (było o tym kilka razy kto wspiera to finasowo). Jeżeli jest tyle domów publicznych (agencji towarzyskich) to znaczy że jest duża klientela - upadek moralny mężczyzn. Zamkniecie agencji to jedno ale tez kwestai poznania przyczyny bo inaczej zapełnia się pobocza. Pytanie do zwolenników agencji czy chiałbys by twoja córa pracowała w agencji obsługując twoich sąsiadów w bloku albo czy spojrzałbys w oczy sasiadówi ktrego córke właśnie uzyłeś jako materaca? Warto zadac sobie to pytanie zanim będzie za późno i wyjdziesz z agencji z towarzyszem którego zoabczysz dopiero po śmierci a nie będzie to miłe spotkanie jak w agencji.
anonim2016.01.27 10:46
@Krych "najgrzeczniejszy, najbardziej poukładany facet musi się w końcu gdzieś wyżyć, w przeciwnym razie cierpi" Aleś głupi muł...I prostak.