05.07.20, 18:01Fot. screenshot - YouTube (AKSORZ AKSORZ)

Czy ks. Blachnicki został zamordowany? Kulisy śmierci duchownego

Czy ks. Blachnicki mógł zostać otruty?

- Okoliczności jego śmierci były dwuznaczne. Wskazujące, że mógł to być nie tylko zator płuc, ale też i inne przyczyny. Niemiecki lekarz, który został wezwany do ks. Blachnickiego stwierdził jego zgon w sposób naturalny i nie było sekcji zwłok. Był przy śmierci pewien objaw, który przy tej chorobie nie powinien występować.

Co to był za objaw?

- Otóż z ust księdza wypływała piana. Tak mówili mi świadkowie, którzy to widzieli. Było jej dość dużo i wydzielała się również po śmierci. To nie jest objaw typowy dla zatoru płuc. Jest też tutaj zbieżność faktów, bo krotko przed śmiercią ks. Blachnicki dowiedział się, że jego dwóch bliskich współpracowników Andrzej Gontarczyk i jego żona, która była tam prezesem stowarzyszenia Chrześcijańska Służba Wyzwolenia Narodów, są agentami SB. Nie widział jeszcze wtedy, że byli zwerbowani jako agenci wywiadu PRL i specjalnie przerzuceni na Zachód. Ksiądz pojechał do drukarni, którą kierował Gontarczyk i rozmawiał z nim. Wrócił z tego spotkania bardzo wzburzony. Treści rozmowy nie znamy, nie wiemy również czy tam czymś księdza częstowano. On po powrocie do domu położył się i zmarł. Tak ustaliło śledztwo IPN.

Czy współpracownicy księdza podejrzewali jego otrucie? Podejrzewali Gontarczyków?

- Tak, opinia, że ksiądz Blachnicki został otruty funkcjonowała w Carlsbergu od momentu jego śmierci. Zdemaskowanie Gontarczyków nie było jednak natychmiastowe. To, że wiedział o tym ksiądz, nie oznaczało, że wiedzieli o tym inni współpracownicy. Gontarczykowie pracowali tam jeszcze kilka miesięcy i dopiero gdy zainteresował się nimi zachodnioniemiecki kontrwywiad zostali ostrzeżeni. Pod pretekstem wyjazdu na wakacje dotarli przez Jugosławię na Węgry gdzie odebrał ich płk Henryk Bosak wysoki funkcjonariusz PRL-owskiego wywiadu.

- Jak działali Gontarczykowie?

- Byli tam prowadzeni w bardzo wyrafinowany sposób, jeździli do oficera prowadzącego do Salzburga w Austrii. To były duże środki ostrożności, co świadczy o randze ich działań. Po powrocie do kraju Gontarczykowie byli wykorzystywani do kampanii przeciwko Ruchowi Światło-Życie i przeciwko ks. Blachnickiemu. Byli prawdopodobnie przesłuchiwani przez prokuratorów IPN i myślę, że zaprzeczali w sprawie swojego udziału w śmierci księdza.

Jak trafiono na ich ślad?

- Dzięki podziemnym strukturom Solidarności Walczącej w Łodzi, które przeniknęły do SB. Poznano numery rejestracyjne Gontarczyków i ich pseudonimy. Blachnicki mógł być pewien, że ma informacje prawdziwe.

Czy uważa pan, że poznamy prawdę w tej sprawie?

- Myślę, że nie. Nie było sekcji zwłok ani po śmierci, ani gdy przenoszono ciało księdza z Carlsbergu do Krościenka. Trwa proces beatyfikacyjny, który jest na zaawansowanym etapie. Tylko Watykan może podjąć decyzję o ekshumacji ciała. Wątpię, jednak czy jakiekolwiek ślady po ewentualnym otruciu pozostały w ciele ks. Blachnickiego. Z braku dowodów śledztwo IPN w tej sprawie, o które wnioskowałem jako przewodniczący Kolegium IPN zostało umorzone. Pozytywnym efektem tych działań było to, że pani Jolanta Gontarczyk przestała pełnić funkcje publiczne, gdzie działała jako ważna aktywistka w środowisku feministycznym przy SLD.

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski

Komentarze

*Raja2020.07.6 18:53
Błędy autora artykułu: Drukarnia zlokalizowana była w Marianum, w Carlsbergu i ks. Blachnicki mieszkał w Carlsbergu 100 -200 metrów od drukarni. Stwierdzenie, że ks. Blachnicki pojechał do drukarni jest nieprawdziwe. Po pierwsze, nie było potrzeby jeździć po ośrodku, wszystko było w niewielkiej odległości. Po drugie, nie wiem czy ks. Blachnicki miał prawo jazdy, nigdy nie jeździł samochodem (!) Gdy byłam w Carlsbergu, jego kierowca był diakon(?) Kaziu. Do Ewy, masz racje, ks. Blachnicki będąc księdzem nosił sutannę. Nawiasem mówiąc, w Carlsbergu zarówno księża jak i zakonnice ubierali się po cywilnemu. Ks. Blachnickiego zapamiętałam w koszulce polo. To był jego ulubiony strój. Ks. Blachnicki prowadził działalność polityczną i był w nią głęboko zaangażowany. Założył i działał w Chrześcijańskiej Służbie Wyzwolenia Narodów. Ruch Światło i Zycie prowadzili diakonie, księża i zakonnice mieszkający w Carlsbergu. Jak podaje Wikipedia, Chrześcijańska Służba Wyzwolenia Narodów liczyła tylko 650 osób, pomimo nadzwyczajnych zdolności oratorskich ks. Blachnickiego agitującego do wstępowania do organizacji, a przez Carlsberg przewijały się setki ludzi przyjeżdzających na oazy. Pomimo jego olbrzymiego potencjału intelektualnego i pracy, którą w to włożył, nic wielkiego z tego nie wyszło. Dla Polonii, jego przekaz był nie atrakcyjny. Jedyne co udało mu się, to wkręcić do orszaku Danuty Wałęsowej odbierającej Pokojowa Nagrodę Nobla. Piszemy o wydarzeniach prawie z przed 40 lat. Osoby, które na dłużej zatrzymały się w Carlsbergu, a może były związane z CHSWN, prawdopodobnie nie wróciły do Polski, a historia ks. Blachnickiego ich w ogóle nie interesuje.
watanga2020.07.6 13:34
To chyba tajemnica służb specjalnych, z kim rozmawiał p. Jarosław Wróblewski??
Małgorzata2020.07.6 12:06
Takich tajemnic jest więcej. Jednakże można podejrzewać , że jest jedna OSNOWA , która je łączy czyli działalność służb i lóż masońskich. Nic nie dzieje się przypadkiem. U podstaw prymitywne pytanie. Jak to możliwe aby w czasach komuny aktywiści REFORM II Soboru Watykańskiego bez przeszkód mogli podróżować nie tylko do Watykanu ale po calej Europie jako emisariusze Nowego Kościoła i SOLIDARNOŚCI GLOBALNEJ ?To sa dopiero CUDA i to za komuny.
JanP2020.07.6 7:19
Jednak PRL-owskie służby, to była potęga. Potrafiły niemieckiego lekarza przekręcić w jego kraju. Gdyby był choć cień prawdy w tej spiskowej teorii, to przed pochowaniem go w Krościenku przeprowadzono by sekcję jego zwłok.
Antonio2020.07.6 5:17
Widzę, że jest coś na rzeczy z tym zatruciem, bo szatany się miotają. Trucizna z całą pewnością jest w ciele zmarłego, o ile został zatruty, co można byłoby wykazać bez większych problemów. Ale, o ile znam życie nikomu na tym nie będzie zależało. A pomioty faszystowskiego generała Wolskiego vel Jaruzelskiego, który strzelał do ludzi na ulicach jak do kaczek, mają się dobrze.
Glaudiusman2020.07.5 23:21
Ciekawe więc co robi ta baba w urzędzie Warszawki u Trzaska ? Zamiast siedzieć w ciupie. Widzimy co to za kanciarze i oszuści ci z PO.
*Raja2020.07.5 22:14
A niby dlaczego ktoś miałby go mordować? Gdyby nawet ktoś chciał wyeliminować go, nie musiał uciekać się do tego, czas był jego wspólnikiem. Ks. Blachnicki nie był zdrowy. O ile dobrze pamiętam, męczyła go zaawansowana cukrzyca, wysokie ciśnienie i zapewne inne dolegliwości nieznane jego otoczeniu. W Carlsbergu uważano go za starego, słabego i schorowanego człowieka. To pewne, że władze PRL obserwowały jego działalność. Był rządny władzy i habit nie przeszkadzał mu w manipulowaniu Polonii do działania zgodnie z jego własnymi interesami. Był szarą eminencją Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodów, a jej prezesi tylko fasadą. To bardzo prawdopodobne, że dowiedziawszy się, jak zgrabnie został wymanewrowany przez SB, ks. Blachnicki doznał silnego wstrząsu przyspieszającego śmierć. Zawsze krążą teorie spiskowe i ten artykuł jest tego dowodem. A może istnieją kłopoty z beatyfikacja Blachnickiego i robienie z niego martyra ma pomoc w robieniu z niego świętego.
Ela2020.07.6 5:09
Przyznam, że czytałam o ks. Blachnickim, słuchałam świadectwa osoby, która była współpracownikiem ks. Blachnickiego, ale nigdy nie spotkałam się z określeniem, że był żądny władzy. O takich cechach jak zdolny, pracowity, ofiarny, konsekwentny, człowiek modlitwy była mowa, ale żądny władzy nie.A tak dla ścisłości ksiądz Blachnicki nie nosił habitu tylko sutannę.
St2020.07.6 13:02
Kłamcy na takie szczegóły nie zwracają uwagi, byle oczernić!
katolicka kretynizacja polski 🇵🇱2020.07.5 19:36
Blachnickiego zamordował jego kochanek, przyczyną była zdrada jakiej dopuścił się Blachnicki wobec swojego partnera!
teo2020.07.5 20:22
Cóż tu rzec. Brak słów i szkoda słów. Jeśli ktoś nic nie wie, nie zna faktów z życia księdza Blachnickiego, a bezmyślnie wysuwa oszczerstwa wobec człowieka, który przeżył koszmar wojny w więzieniu cudem unikając śmierci, później w obozie koncentracyjnym, następnie znów więzienie w PRL. Cały czas był inwigilowany przez SB. W końcu za swoją działalność społeczną najprawdopodobniej został zamordowany w Carlsbergu i taki ktoś w wolnej Polsce doczekał się po śmierci tak okropnych i haniebnych słów. Mam nadzieję, że kiedyś człowieku pożałujesz swojego zachowania. Obojętnie z jakiego powodu.
katolicka kretynizacja polski 🇵🇱2020.07.5 20:45
taa... wesołowski czy paetz to też były kryształy takie ja ten cały blachnicki!
teo2020.07.5 21:21
Jeśli coś znajdziesz przytocz, jeśli nie zamilcz. O tamtych dwóch panach nie będę się wypowiadać, bo nie o nich mowa. Ale w tym wypadku pytam po co? Pluć jadem dla hecy. W miarę swoich ludzkich sił i słabości niósł dobro. Przeczytaj chociaż w wikipedii jeśli nie stać Cię na poważniejszą lekturę o ks. Blachnickim. Miał w sobie wiele pokory i konsekwencji, na początku wcale nie chciał być księdzem tylko politykiem,żeby budować wolną i niepodległą Polskę.
katolicka kretynizacja polski 🇵🇱2020.07.5 21:52
dla mnie każdy klecha to pedofil, złodziej i oszust...
teo2020.07.5 22:36
Masz prawo. Tylko na jakiej podstawie tak sądzisz i po co? Reprezentujesz typową postawę ignoramus et ignorabimus.
Jim2020.07.5 23:15
Teo, uważam, że próby komunikowania się z Kretynem nie mają sensu. Pokażesz takiemu diamenty, on wygrzebie ze swoich śmieci potłuczone szkło i będzie twierdził, że to jest to samo. I bidok będzie w tym szczery, bo jeszcze nigdy nie zobaczył prawdziwego diamentu. Ks. Blachnicki jest człowiekiem takiego formatu, który jest poza zasięgiem Kretyna. Kretyn rozumuje aparatem pojęciowym swojego śmietnika
teo2020.07.6 5:36
O, jak obrazowo i śmiało. Może powoli dotrze. Pozdrawiam.